Nozofobia. Dla tych którzy to mieli/mają.

Inne zaburzenia.

Nozofobia. Dla tych którzy to mieli/mają.

przez wrazliwy 25 lip 2010, 19:53
W dzieciństwie sporo chorowałem - na górne drogi oddechowe. Przyjmowałem bardzo dużo zastrzyków, antybiotyków. Mój nadopiekuńczy ojciec jeździł ze mną po lekarzach i zajmował się moim wszystkimi chorobami. Już mnie ale też sporo chorowałem w okresie dojrzewania i też ojciec zajmował się moimi dolegliwościami, kierował mnie do lekarzy itd.
W ten sposób nabawiłem się swoistego lęku/fobii przed zachorowaniem. Zacząłem uważać gdzieś po 18 roku życia, żeby gdzieś nie zmarznąć, by mnie nie przewiało, zacząłem mieć natrętne myśli, że dana sytuacja spowoduje że się rozchoruję - np. niewielkie spocenie się w chłodnym miejscu, że wyjdę na dwór po umyciu głowy. To zaczęło zmieniać się w permanentny lęk. Do tego w dużej mierze ojciec kierował mną do lekarzy itp.
Później się uniezależniłem od ojca, ale lęk przed zachorowaniem się utrzymywała.:(

W końcu postanowiłem z tym walczyć. W danych sytuacjach starałem się nie przejmować tym, co będzie, starałem się nie projektować sobie w głowie negatywnych konsekwencji. Dodatkowo zacząłem się hartować. Przestałem się ze sobą pieścić - nie chciałem być już małym chłopczykiem o którego zdrowie troszczy się tatuś. Zobaczyłem, że jednak tak łatwo się nie rozchorowuję. W końcu nawet jak zmarzłem, przewiało mnie - to przestałem już myśleć negatywnie i się przejmować tak bardzo tym. Po prostu albo uważałem na siebie, albo pokonywałem lęk i go lekceważyłem i chłód czy mróz nie zniechęcał mnie.

W końcu udało mi się w dużym stopniu zmniejszyć ten lęk.

Czemu o tym piszę teraz?
Bo właśnie teraz wróciłem z biegania.
Przez cały dzień było chłodno, ale trochę się ociepliło i postanowiłem pobiegać. Spociłem się trochę. Ale zobaczyłem że inni biegają, nawet lżej ubrani ode mnie. Powiedziałem sobie, że nie jest tak bardzo zimno, że sam podjąłem decyzję o bieganiu i żebym nie myślał negatywnie. Teraz wróciłęm do domu i już lęk chce się we mnie budzić - że się spociłem, że chłodno wiało itd. Jednak rozum i wola zwalczyły te złe myśli i ten lęk. Już mam gdzieś czy się rozchoruję czy nie. Podjąłem decyzję o bieganiu, takie było moje postanowienie i nie będę wracał do tego. Nie będę sie obwiniał, nie będę się nakręcał, nie będę się pieścił.

Czemu o tym piszę?
Bo może ktoś cierpiał bądź cierpi na to samo.
Poza tym też chciałem dać dowód temu, że czasem warto zaryzykować, powiedzieć swojemu lękowi "f**k you!" i zrobić to co się chce w głębi duszy. Czasem warto żałować tego co się zrobiło niż tego czego się nie zrobiło. Mam gdzieś mój lęk i to czy się rozchoruję - dla mnie ważniejsze jest to, że pokonałem strach i poszedłem biegać, mimo gorszej pogody.

Mimo, że nie zgładziłem całkowicie mojego lęku, to jednak jest on teraz bardzo mały - w porównaniu co było kiedyś.

Jak ktoś ma jakieś uwagi bądź chce skomentować moją przeszłość i obecną sytuację - to bardzo proszę.
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Nozofobia. Dla tych którzy to mieli/mają.

Avatar użytkownika
przez Homer Simpson 26 lip 2010, 01:56
Najlepsza metoda na wyleczenie sie z martwienia sie o swoje zdrowie jest testowanie tego jakie skutki ma to zachowanie ktorego sie boisz (np bieganie z wilgotna glowa po zimnie). Trzeba sie przeciwstawiac swoim lękom, bo czlowiek zawsze boi sie tego czego nie zna.
Doh...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 sie 2006, 12:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do