Pomocy, nie wytrzymam...

Inne zaburzenia.

Pomocy, nie wytrzymam...

przez eufrozyna 23 maja 2010, 13:59
Witajcie,

Mam ogromny problem, nie wiem do którego wora to wrzucić dlatego pisze tutaj. Nie wiem co się ze mną dzieje, obawiam się że nie wytrzymam tego, a wizytę u psychiatry mam dopiero w sierpniu. Dodam, że jeszcze nigdy nie byłam u psychiatry, i nikt mnie nie diagnozował. Szczerze mówiąc nie wiem co robić. Myślałam, że jakoś dociągnę to tego sierpnia a tu dupa… Obawiam się, że po prostu zwariuję.

Niedawno pojawiły się u mnie lęki. Znowu. Były one tak silne, że znalazłam się w piwnicy z kablem (nie muszę chyba tłumaczyć po co)… Wtedy w domu wysiadł prąd i jakoś się ocknęłam. Dotarło do mnie to, że nie mogę się zabić, jakoś się ogarnęłam. Nadal miałam lęki, ale już nie tak silne, dopadł mnie obniżony nastrój, potem ogarnęła mnie obojętność, nic mi się nie chciało.. ale w końcu jakoś przeżyłam, nie było aż tak źle…

Od wczoraj najchętniej robiłabym wszystko, mam tyle pomysłów i zapału, ale nie mogę zrobić nic. Nie mogę się skoncentrować. Do tego ta pieprzona derealizacja i gonitwa myśli. Czuje się jakbym się naćpała... Ja już nie wiem co mam ze sobą zrobić..

Kochani Forumowicze, co to może być? I co ja mam ze sobą zrobić? Proszę, doradźcie coś bo nie wytrzymam… :(
eufrozyna
Offline

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 23 maja 2010, 14:11
eufrozyna,

Rzeczywiscie do sierpnia to kawał czasu.
Nie wiem ile masz lat, czy jesteś pod opieką rodziców.
Dobrym rozwiazaniem byloby pójscie jak najszybciej do psychiatry, domyślam sie ,że nie masz pieniedzy na wizytę prywatną. A nie ma u Ciebie szpitala psychiatrycznego w okolicach, w ktorych mieszkasz? Zawsze podczas dyżuru jest tam lekarz psychiatra, moze tam sie zgłoś, opowiedz co się z Tobą dzieje. NIe odeślą Ciebie z kwitkiem, nie powinni.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

przez eufrozyna 23 maja 2010, 16:36
Mam 23 lata. Niedaleko mnie jest szpital z oddziałem psychiatrycznym, ale chyba się nie zdecyduje na pójście tam. Ciężko mi było zadzwonić i umówić się na wizytę u psychiatry, a pójścia do lekarza na oddział w tej chwili zupełnie sobie nie wyobrażam..

Jutro zadzwonię do poradni i zapytam się o przyspieszenie wizyty, może akurat się uda, może się zlitują nade mną, chociaż wiem że na pewno wiele osób jest w podobnej sytuacji. Na wizyty prywatne rzeczywiście mnie nie stać, a nie chciałabym mówić rodzicom o moich problemach…

Mam wrażenie, że derealizacja trochę odpuszcza, myśli jakby zwolniły. Nadal czuje się bardzo źle, ale może jednak uda się jakoś dotrwać…
eufrozyna
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

przez Zenonek 23 maja 2010, 18:02
Hmmm zalezy jaki jest rzeczywiscie Twoj stan zdrowia.

Po pierwsze kompletnie nie obawiaj sie wizyty u psychiatry. Zdecydowana wiekszosc z nich jest dobrymi fachowacami i wizyta u takiego jest znacznie przyjemniejsza niz u innych lekarzy.

Po drugie jesli naprawde jest zle to nie sensu czekac, gdyz nic z tego dobrego moze nie wyniknac - albo idziesz do szpitala ( nie maja najmniejszego prawa Cie NIE przyjac - kazdy obywatel ma prawo do publicznej sluzby zdrowia, w kazdym szpitalu musza Cie przyjac).

Natomiast moze rozwazysz wizyte prywatna ?

Duzym bledem jest ukrywanie takich stanow przed rodzicami. Pytanie dlaczego nie chcesz im tego powiedziec ? Lepiej z nimi pogadac.

Wizyta bedzie kosztowala okolo 100 zl - nie jest to fortuna zwazywszy, ze zdrowie jest najwazniejsze.

Wizyta w sierpniu - to jakas masakra.
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

przez eufrozyna 23 maja 2010, 19:40
Zenonek napisał(a): Wizyta w sierpniu - to jakas masakra.

Chociaż tyle, że wizytę mam na początku sierpnia a nie pod koniec. Pewnie głupio to zabrzmi, ale umawiając się na nią nie zwracałam uwagi na termin bo czułam się w miarę dobrze. Nie dzwoniłam do innych poradni, żeby sprawdzić jak stoją z terminami bo od razu wybrałam poradnię na drugim końcu miasta ;) Ale pomimo to podejrzewam, że w innych poradniach terminy wyglądają podobnie. Aczkolwiek jeżeli będę w stanie, to sprawdzę to jutro…

Zenonek napisał(a):
Natomiast moze rozwazysz wizyte prywatna ?

Duzym bledem jest ukrywanie takich stanow przed rodzicami. Pytanie dlaczego nie chcesz im tego powiedziec ? Lepiej z nimi pogadac.

Wizyta bedzie kosztowala okolo 100 zl - nie jest to fortuna zwazywszy, ze zdrowie jest najwazniejsze.


Tak, zdrowie jest najważniejsze, tak się mówi. Ale żeby mieć kasę na wizytę będę musiała poprosić o pomoc rodziców, i tutaj pojawia się problem. Nie chce na razie im mówić o tym. Powiedzą, że „zwariowałam” i że to moja kolejna fanaberia, że sobie coś wymyśliłam… Ja nie potrafię im o tym powiedzieć, na razie nie potrafię rozmawiać z nimi o takich sprawach. Pomimo, że mieszkam z nimi to nic nie zauważają. Chociaż myślę, że raczej nie chcą zauważyć bo są totalnymi ignorantami, a rozwiązywanie problemów w ich przypadku polega na zamiataniu wszystkiego pod dywan. Moje uczucia i emocje to oni akurat mają głęboko w d… Udowadniają to przez całe moje życie. Taka smutna prawda..

Zenonek napisał(a):Hmmm zalezy jaki jest rzeczywiscie Twoj stan zdrowia.


Jeżeli chodzi o moje samopoczucie to raz jest gorzej, raz lepiej. W tej chwili znów jest trochę lepiej i znów wierzę, że dam radę. Jednak mój stan bardzo często się zmienia. Na razie się jeszcze trzymam. Jest znowu w miarę spokojnie. Ale gólnie od trzech lat miotają mną na zmianę radość, euforia, stany depresyjne i lękowe, myśli samobójcze, rozdrażnienie (a nawet agresja) lub totalna obojętność i pustka. Mieszanka nie do wytrzymania... Ostatnio do tego wszystkiego doszły objawy somatyczne.
eufrozyna
Offline

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 23 maja 2010, 20:18
eufrozyna
Jeśli masz na myśli szpitalna Tysiącleciu to Ci raczej nie polecam. To jest miejsce do tzw "przeczekania". Spróbuj może zadzwonić na Orkana, tam przyjmuje kilku psychiatrów i psychologów, więc terminy nie powinny być tak odległe.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

przez eufrozyna 23 maja 2010, 20:28
No tak, myślałam o Tysiącleciu. Ale raczej się tam nie wybiorę. A jeżeli chodzi o moją wizytę, to właśnie na Orkana jestem umówiona na sierpień... jutro zadzwonię tam jeszcze raz, może coś zdziałam.
eufrozyna
Offline

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

przez Zenonek 23 maja 2010, 21:20
hmmm to masz az tak przypalowo z rodzicami ? Sa az tak nieczuli ? A moze nie jest az tak zle ? Czasem moze sie tylko tak wydawac.

Postaraj sie isc do lekarza jak najszybciej ! Nie ma na co czekac. Jezeli takie stany naprzemienne trwaja juz 3 lata to nie ma czasu na zwloke. Samo nie przejdzie. Trzeba isc - i pamietaj u psychiatry musisz wszystko szczerze powiedziec- co i jak.

Moze postaraj sie poprawic relacje z rodzicami ?

Podejmiesz leczenie plus ewentualnie terapia - mysle, ze bylaby dobra dla Ciebie i wyjdziesz z tego.

Jak pojdziesz teraz to do sierpnia mozesz juz byc duzo zdrowsza. Po co czekac ?
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 23 maja 2010, 22:39
No to faktycznie makabra. Dawno tam nie byłam, ale kiedyś aż tyle się nie czekało. Jeśli to prawda z tym samobójstwem, może to jest argument ,żeby przyspieszyć termin?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Pomocy, nie wytrzymam...

przez eufrozyna 24 maja 2010, 00:08
Zenonek,
Różnie z nimi bywa. Czasem mogę ich niesprawiedliwie oceniać. Myślę, że oni mają tendencje do bagatelizowania poważnych problemów, lubią sobie natomiast wymyślać problemy których tak naprawdę nie ma. Wiem też na 100%, że mój stan zawdzięczam między innymi im i dzieciństwu jakie mi zafundowali. Niestety dla mnie był to czas przepełniony strachem…
Do tego w moim domu nigdy nie mówiło się o emocjach i tego typu rzeczach. Najważniejsze było, żeby nie sprawiać problemów. A reszta była i jest nieważna. No i dlatego wszystko zawsze dusiłam w sobie, a teraz to wyłazi.… Czułam się jak aktor na scenie, i nadal tak jest, chociaż ostatnio to aktorstwo coraz gorzej mi wychodzi.

Mam wiele przykładów na ich… no właśnie nawet nie wiem na co. Ignorancję? Strach przed spojrzeniem prawdzie w oczy? Nieczułość? Nieświadomość? Naiwność, że samo przejdzie?

Pierwszy przykład z brzegu, moja mama dowiedziała się, że mam problem z proszkami przeciwbólowymi bo znalazła u mnie kilkanaście opakowań po kodeinie. Jedynie na co było ją stać to komentarz, że to jest na pewno szkodliwe i na nieodzywanie się przez tydzień. Pomijam już fakt, że grzebała w moich rzeczach. Drugi przykład, blizny na rękach. Kiedy je zobaczyli, wcisnęłam im pierwszą lepszą ściemę i było po sprawie. Kolejny przykład, jak leżałam odłogiem w łóżku przez kilka dni, bo zdychałam z powodu lęków i myśli samobójczych to usłyszałam, że jestem wredna (co prawda nie powiedzieli mi tego prosto w twarz, usłyszałam to w rozmowie między matką i ojcem). Ja sobie nie tak wyobrażam wsparcie rodziców. A tak poza tym to są kochani ;]

Wiem, wyglądam jak dzieciak chcący zwrócić na siebie uwagę, obrażający się na mamusie i tatusia. Ale mając te 23 lata, nadal czuje się jak takie rozkapryszone dziecko. Zresztą, oni moje „huśtawki nastroju” traktują właśnie jako dziecinne humory, kaprysy, obrażanie się o byle co, jako moją złą wolę. A ja nie mam na to wpływu. Staram sie, i tylko coraz bardziej czuję się jak „emocjonalny debil”...

Śmiertelniczka,
Sama nie wiem czy byłam o krok, nie wiem czy w końcu odważyłbym się. Ja już sama chyba nie wiem co robię… Często powstrzymuje mnie od tego myśl, że mi się nie uda, że mnie odratują, i że wtedy będzie jeszcze gorzej… Na razie się trzymam całkiem dobrze, ale rzeczywiście nie wiem ile to potrwa…

Wiola,
Faktem jest że miałam ten pieprzony kabel w ręce, że myślałam o tym żeby zrobić z nim użytek, ale nie wiem czy odważyłabym się. Może gdyby światło nie wysiadło, to też bym się rozmyśliła, tego nie wiem. Mówiąc o tym wszystkim mam wrażenie że opowiadam o życiu innej osoby. Albo o śnie. Zaraz chyba uwierzę, że nie potrzebuje pomocy.
Możliwe, że uporczywe myśli samobójcze będą argumentem, spróbuję…. Tym bardziej że to nie pierwszy raz, kiedy miałam tego typu plany..
eufrozyna
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do