Zbyt dużo... pomysłów na życie.

Inne zaburzenia.

Zbyt dużo... pomysłów na życie.

Avatar użytkownika
przez Krzysiek1234 04 maja 2010, 20:34
Proszę o cierpliwe wysłuchanie, o co mi chodzi:)

Mimo nerwicy natręctw i CHAD (to drugie jest na razie tylko moim domysłem, ale "zwykłe" zaburzenia depresyjne mam już od dawna rozpoznane), zostało mi jeszcze trochę ambicji.

Mam 21 i pół roku, dwukrotnie podejmowałem próby studiów, długa historia na inną okazję...
Sezon rekrutacji na uczelnie nadchodzi wielkimi krokami, a ja w dalszym ciągu kompletnie nie potrafię zdecydować, gdzie złożyć papiery.
Nauka zawsze szła mi bardzo dobrze, zarówno ścisłe, jak i humanistyczne przedmioty. Zanim przyszły choroby, uchodziłem za alfę i omegę, wróżono mi karierę naukową - i do dzisiaj jeszcze nie przebolałem, co mi się z tym życiem porobiło - ale to także historia na inną okazję. Kiedyś żywo interesowałem się naukami przyrodniczymi - zwłaszcza paleontologią, zoologią, z nimi wiązałem przyszłość... Było tak długie lata. Ale czasy się zmieniły. I dzisiaj mam kompletny bajzel w głowie.
Z jednej strony - rozważam złożenie papierów na zastosowanie matematyki w teleinformatyce, lub zarządzanie i inżynierię produkcji, lub ekonomię, lub - powrót na nieszczęsną informatykę... Z drugiej strony, bardzo namiętnie myślałem o psychologii... Rozważam też złożyć papiery na filologię rosyjską. Miejscowa uczelnia proponuje kilka wariacji na temat tej filologii. Były jeszcze jakieś kierunki, ale w tej chwili wyleciało mi z głowy.
Ktoś powie: "zdecyduj, co najbardziej lubisz, a jeśli masz z tym problem, to weź rozpisz sobie jakiś rachunek plusów i minusów".

W tej chwili widzę, że tak powiem literacko, tygiel, w którym pływają sobie luźno wszystkie za i przeciw, wszystkie "chcę", "nie chcę", "muszę", "nie muszę", "mogę", "nie mogę", bez najmniejszego składu i ładu. Postaram się je wypunktować, przepraszam z góry za bałagan:

- weźmy przykładowo kierunek taki jak "zarządzanie i inżynieria produkcji"... Na razie niewiele o nim wiem. W zasadzie tyle, że jest się po nim takim specjalistą od wszystkiego i od niczego, no, ale zawsze coś tam się umie. Podobno łatwy do ogarnięcia i to byłoby mi właśnie na rękę. Muszę się niestety bardzo liczyć ze swoją nerwicą, i po prostu nie mogę pozwolić sobie na jakiś naprawdę wymagający kierunek. No ale, z drugiej strony - nigdy jak dotąd nie myślałem o sobie jak o człowieku przemysłu, biznesu i zarządzania... A nawet gdyby kiedyś co do czego miało przyjść, to i tak przypuszczam, że ten kierunek nie za bardzo by mi pomógł - sporo uniwersalnej wiedzy, ale czy jakieś fachowe konkrety? To tak jak z dziennikarstwem. Chcesz być dziennikarzem? To pasjonuj się czymś - sportem/polityką/muzyką/whatever. Ale nie idź na studia dziennikarskie. Chcesz zarządzać, menadżerować, własne biznesy kręcić? To je po prostu kręć. Uogólniłem oczywiście, bo nie ma tutaj miejsca na długie wywody, ale tendencja taka jest.
- Ze wszystkich kierunków, o psychologii myślałem z największym zainteresowaniem, już od dłuższego czasu. Faktem jest, że nie nadawałbym się na terapeutę - chyba, że przez te wszystkie lata szkolenia nastąpiła by jakaś cudowna zmiana mojej osobowości. Nie łudzę się, że studiując psychologię nałykałbym się magicznej wiedzy jak uporać się z problemami, i jeszcze czytać ludziom w myślach. I zdaję sobie sprawę z poważnych trudności ze znalezieniem pracy w zawodzie. Mimo tego wszystkiego, tematyka psychologiczna najzwyczajniej w świecie mnie interesuje. Jeśli istnieje jakaś konstruktywna, akademicka dziedzina, która spontanicznie wywołuje we mnie emocje, to jest to właśnie psychologia. Niestety, w praktyce wygląda na to, że posiadam mikroskopijne szanse na jej studiowanie. Na dzienny tryb nauki nie mam chyba żadnych szans. Mówię "chyba", bo obdzwoniłem tylko parę uczelni w kraju i być może pominąłem jakąś z niższymi progami przyjęć. Tak ogólnie, powiedzieli mi, że trzeba mieć zdane trzy poziomy rozszerzone na maturze, a ja zdawałem tylko jeden (zrezygnowałem z drugiego z powodu nerwicy, nie chciałem ryzykować). Jedna pani powiedziała mi, że rzadko bo rzadko, ale przy dobrych wiatrach zdarza sie, że ktoś odstający kwalifikuje się. Aby zarobić na zaoczne, musiałbym wyjechać za granicę, na jakieś jabłuszka czy ogóraski - a z powodu nerwicy mogę o tym zapomnieć na 99,9 %. 1 promil zostawiłem z obowiązku na cud w postaci przeżycia terapii szokowej.
- filologia rosyjska... Rozważam język rosyjski biznesu albo takie dziwo jak rosjoznawstwo (nowość na UJK, lol). Oba kierunki nie są specjalnie wymagające. I szczerze mówiąc, nic mnie do nich specjalnie nie ciągnie - w zasadzie to są nudy na pudy... Jednakże rosyjski jest dla mnie bardzo łatwy, zawsze taki był i gdybym przyjął "życiowy plan B" (studiowanie tylko dla wychodzenia z domu, papierka magistra i spokoju ze strony rodziców, a potem byle jak praca w biurze na osiem godzin, bez ambicji na "wielką karierę"), to te studia mogłyby okazać się sensownym rozwiązaniem.
- po filologiach mnóstwo babeczek się pałęta, co jest dla mnie wielkim plusem ;) Samotność dała mi już bardzo w kość, a nawet nie mam gdzie poznawać nowych ludzi. Na takich studiach zyskałbym spore możliwości.
- zawody inżynierskie (jak z pewnie wielu z Was tutaj słyszało/przekonało się na własnej skórze) są sto razy bardziej poszukiwane na rynku pracy i lepiej płatne niż humanistyczne. Dla mnie to bardzo poważny argument przemawiający za nimi. Normalka, dla większości ludzi.
- inżynierzy zajmują się konkretnymi problemami, nie wydumanymi abstrakcjami (jak np. filolodzy), co dla mnie może być zarówno zaleta jak i wadą. Te inżynierskie zagadnienia, ten cały techniczny świat już nieraz sprawił na mnie wrażenie obcego, złowrogo odhumanizowanego, a przy tym szarego i prozaicznego. Jednak z drugiej strony - człowiek (czytaj: ja ;)) potrafi naprawdę się ucieszyć, że wykonał jakieś KONKRETNE, POŻYTECZNE zadanie, którego efekty widać jak na dłoni, z których mogą korzystać ludzie wokół - czasem aż duma rozpiera!

Ok, na razie wystarczy tego. W żadnym wypadku nie wyczerpałem wszystkiego, ale jeśli nastukam prawdziwie długachnego posta, nikt go nie przeczyta. I tak już mocno przesadziłem. Przy okazji - dzięki wielkie wszystkim, którzy dotarli aż tutaj.
Czego oczekiwałbym od Was? Wiem oczywiście, że sam muszę coś postanowić. Chodzi mi głównie o wygadanie się, po prostu. Może ktoś ma/kiedyś miał podobne problemy, jakaś dyskusja się wywiąże?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
14 sty 2010, 19:04

Re: Zbyt dużo... pomysłów na życie.

przez NatNat 04 maja 2010, 21:11
Witaj

Nie wiem czy zauważyłeś, ale tak naprawdę entuzjastycznie opisałeś jedynie studia inżynierskie - mamy zwycięzce?

Nie chciałabym też byś popełnił tego samego błędu co ja. Postanowiłam iść na studia z kierunkiem po którym jest praca na wydziale biologii, fakt choć biologie bardzo lubię to wiem, że nie powinnam była podejmować decyzji życiowej patrząc na aspekt finansowy (bo i tak spieprzyłam wszystko po całości), ale na to czym naprawdę się pasjonowałam. Po ASP na pewno nie miałabym pracy ale miałbym marzenia. A teraz nie mam niczego, więc naprawdę Cię rozumiem z problemem wyboru uczelni. Nie zazdroszczę.

Gdybym mogła cofnąć czas wybrałabym kierunek całkowicie przeciwny temu, który nakazywał mi wybrać rozum ... dla Ciebie, jaki to jest kierunek?
NatNat
Offline

Re: Zbyt dużo... pomysłów na życie.

Avatar użytkownika
przez Krzysiek1234 06 maja 2010, 18:22
Witaj,
odpowiedziałem Ci tutaj - http://www.nerwica.com/post312824.html#p312824 (dodane po edycji). Uznałem, że powyższy temat zupełnie nie pasuje do tego działu, skopiowałem go w bardziej adekwatne miejsce, a tutejszą kopię zgłosiłem do usunięcia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
14 sty 2010, 19:04

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 15 gości

Przeskocz do