Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

Inne zaburzenia.

Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

Avatar użytkownika
przez Jednakowoż 26 kwi 2010, 11:33
(Szczerze mówiąc nie wiedziałem do końca, gdzie wrzucić ten temat, jeśli to nieodpowiednie miejsce, proszę o przeniesienie. Nie wiedziałem także, pod jakimi hasłami go szukać, więc być może podobny temat istnieje.)

Ogólnie moim podstawowym problemem jest borderline, z którym jak wiadomo walka nie jest łatwa i ogranicza się do farmakologicznego hamowania najbardziej dokuczliwych symptomów i powolnych zmian myślenia dzięki psychoterapii.

Wszelkie towarzyszące zaburzenia - depresję, nerwicę lękową, fobię społeczną - farmakologicznie bardzo skutecznie udało się wyciszyć. Czuję się dobrze, nie drżę, świat pojaśniał i nie jest już jak ciemny, mglisty las z koszmarami. Niestety w tym całym "dobrze" siedzi bardzo kłująca igła - nieopanowany perfekcjonizm. "Dobrze" nigdy nie wystarcza, ciągle pozostaje coś do poprawienia, coś, co sprawia, że nie mogę być po prostu szczęśliwy teraz, tylko przenoszę to na wciąż kolejne jutro.

Nie potrafię pogodzić się ze swoimi wadami. Nie potrafię pogodzić się ze swoim wyglądem, sposobem bycia, stanem wiedzy, osiągnięciami - z tym, czym jestem. Siedzi we mnie pragnienie ideału, wewnętrzny krytykant, wynajdujący wady, "do poprawienia".

Oczywiście to perpetuum mobile - jutro, cokolwiek zrobię, i tak będzie dzisiaj, a ja wciąż nie będę idealne, choćbym nie wiem ile w tym kierunku zrobił. Przez to nie mogę być szczęśliwy, szczęśliwy po prostu, siedzi we mnei ten głód i kłuje w ego.

Czy także macie podobny problem? Jak z nim walczycie? Czy skutecznie? Jak? Leki, psychoterapia? Czy w ogóle da się skutecznie zwalczyć tę tendencję do nienasycenia?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
22 sty 2010, 21:42

Re: Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

przez Joaśka 26 kwi 2010, 11:46
Witaj.
Mam BARDZO podobne problemy do Ciebie. Chodzę na psychoterapię od ponad pół roku, leków nie biorę. Terapia ogólnie jest dość skuteczna, wyciągnęła mnie ze stanów depresyjnych, lękowych, widzę sporą poprawę, jednak w kwestii mojego chorego perfekcjonizmu i dążenia do doskonałości ponad wszystko nic a nic się jeszcze nie zmieniło. Staram się nad sobą pracować, tłumaczę sobie, że i tak nigdy nie będę idealna, a im bardziej do tego dążę, tym bardziej destrukcyjnie to na mnie działa. Że szkoda życia na dążenie do czegoś, co jest niemożliwe. Ale wciąż jestem niezadowolona z siebie. Nawet, gdy jest dobrze nie potrafię się z tego cieszyć tylko wkurzam się na siebie za najmniejszy nawet błąd, rozpamiętuję go itp itd... Nie widzę swoich zalet, za to świetnie dostrzegam wady, słabości i się tym dobijam.
Póki co nie mam pomysłu co z tym zrobić, jak z tym walczyć. Jeśli ktoś wie - również proszę o radę.
Pozdrawiam ciepło!

P.S. Zauważyłam cytat Nietzschego. Czytałeś Zaratustrę? ;)
Joaśka
Offline

Re: Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

Avatar użytkownika
przez Jednakowoż 26 kwi 2010, 11:53
Oczywiscie, że czytałem, uwielbiam styl Nietzschego, a i jego myśl bardzo do mnie trafia. Teraz mam zamiar zabrać się za Ciorana - podobno ma pewną niesamowitą cechę: pisząc bardzo nihilistyczne, pełne zwątpienia, samotności, cierpienia i cynizmu rzeczy, paradoksalnie wywołuje poczucie nadziei i chęci życia. Poza tym też pisze w bardzo aforystycznym stylu :D

Polecam jeszcze Kunderę, zdecydowanie.

A jeśli chodzi o temat główny - w czwartek idę do lekarza, zapytam go o to, pewnie spotkał się z takim zjawiskiem w swojej praktyce i będzie mógł poiedzieć więcej, np. czy to cecha osobowości, do zmiany tylko psychoterapią, czy może da się coś załatwić lekami.

Do sceptycnzie nastawionych do psychotropów - tak, wiem, że leki nie załatwią wszystkiego, że tylko ułatwiają. Ale zmiana po dwóch miesiącach brania lekó w kwestii samopoczucia, poziomu lęku i fobii społecznej jest tak niesamowita, że jednak jestem nastawiony do nich pozytywnie :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
22 sty 2010, 21:42

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

przez Joaśka 26 kwi 2010, 12:04
Ja też czytałam Zaratustrę Nietzschego, najpierw po niemiecku, a potem słuchałam audiobooka po polsku, muszę przyznać, że jego dzieło zrobiło na mnie ogromne wrażenie!!! Dzięki za godne polecenia lektury, poszukam Ciorana. :smile:

No ja do leków się zraziłam, jakichkolwiek, bardzo źle reaguję na składniki leków chemicznych (nie mowię o lekach psychotropowych), dlatego, że mam też problemy ze zdrowiem typowo fizycznym. Co do perfekcjonizmu to szczerze wątpię, że leki są rozwiązaniem w tym przypadku... Lęki, depresja, nerwica - rozumiem, złagodzą objawy... Jednak dążenie do doskonałości - sądzę, że tu pomoże tylko psychoterapia. I ogroooom własnej pracy nad sobą. Ale mogę się mylić. ;)
Joaśka
Offline

Re: Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

przez roberto120 09 maja 2010, 10:36
Witam, was ja podobnie jak wy również się z tym zmagam. Mam takie problemy że już nigdzie nie mogę się dogadać, ciągle nie zadowolony mimo sytuacji w których wcześniej osiągałem już szczyt zadowolenia teraz jest za mało:-) i do tego te myśli w głowie i ciągłe wymyślanie własnych nowych wad. Ja już mam tego dosyć!!!. Tak naprawdę zdałem sobie z tego sprawę dopiero kilka dni temu a pierwsze objawy zaczołem mieć 9 miesięcy temu. Mało tego byłem kompletnym przeciwieństwem perfekcjonisty, a mimo to wpadłem w to jak śliwka w kompot. Pozdrawiam wszystkich i będę uważnie przyglądał się tematowi, wszelkie jakieś wskazówki czy podpowiedzi też jeśli ktoś zna mogły by pomóc.
roberto120
Offline

Re: Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

przez Koturre 09 maja 2010, 10:40
Polecam Wam też "Z genealogii moralności", również Nietzschego. Powinno Wam pomóc na wasze dążenie do doskonałości.

Pozdrawiam serdecznie.
Koturre
Offline

Re: Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

przez Joaśka 09 maja 2010, 11:03
roberto120, witaj ;)
Hmmm... Czyli postępujesz poniekąd biegunowo? Najpierw całkowite przeciwieństwo perfekcjonisty, a teraz wszystko musisz robić idealnie? Jak to się stało? Wydarzyło się coś szczególnego w Twoim życiu 9 miesięcy temu?
W jakich sferach jest to u Ciebie najbardziej widoczne i dokuczliwe? Robisz coś z tym, chodzisz na terapię? Mnie niestety męczy to w każdej sferze życia, czasem mam wręcz obsesję na punkcie tego, że mogę robić cokolwiek nieidealnie, nie dość dobrze. W to, co robię wkładam zawsze ogrom pracy i zaangażowania (gdy już się w końcu do tego zabiorę, bo z tym jest u mnie najgorzej – motywacją do zajęcia się czymś; przy tym jestem bardzo niecierpliwa i mam ochotę rzucać wszystkim co popadnie, wściekam się na wszystko i wszystkich, gdy się czymś zajmuję, dosłownie wszystko wyprowadza mnie z równowagi i nie daje mi się skupić...). Zawsze przy tym moim chorym perfekcjonizmie jakoś sabotuję swoje wysiłki, np. zostawiam coś na ostatnią chwilę, rezygnuję z pokazania innym wyników swojej pracy, bo jestem przekonana, że jestem tak beznadziejna, że stanę się tylko pośmiewiskiem, gdy osiągnę jakiś sukces to wmawiam sobie, że udało mi się to fartem, ale na to nie zasłużyłam i mam poczucie winy, nie widzę nigdy pozytywów swoich działań, zawsze skupiam się na negatywach, słąbych stronach, znajduję milion rzeczy, które mogłam zrobić lepiej, zadręczam się tym... Gdy coś mi się udało trochę, traktuję to jakby mi się to wcale nie udało i mam ochotę siebie za to ukarać, co zresztą wcześniej często robiłam.
Ponoć to jedna z form autoagresji... Tak sobie pomyślałam, że od dziś postaram się codziennie dostrzec jedną rzecz, którą zrobiłam dobrze choć nie idealnie, z której powinnam być dumna, nawet jakiś drobiazg, wszystko jedno czego dotyczący. Zobaczymy czy coś znajdę...
Jak sobie z tym wszystkim radzisz, zwłaszcza, że to dla Ciebie duża zmiana? Bo ja cierpię na to odkąd sięgam pamięcią...

Koturre, dzięki :mrgreen:
Joaśka
Offline

Re: Nienasycone dążenie do jakiegoś "lepiej"

przez roberto120 17 maja 2010, 17:51
Witaj Joaśka. Nie odpisywałem Tobie tak długo ze względu na to, że chciałem się od tego wszystkie odciąć i nie myśleć o tych wszystkich pierdołach które męczą mnie od pół roku od zmierzchu do świtu. Tak na dobrą sprawę nie jestem w 100% przekonany że jest to perfekcjonizm, poczytałem trochę o tym na necie i wiele do tego pasuję ale ostatnio wyszukałem wiele innych podobnych do moich zachowań zaburzeń czy jak kolwiek to można nazwać. Na psychoterapię wybieram się w przyszłym tyg. i myślę że wtedy będę mógł coś więcej powiedzieć. Tak więc jeśli chodzi o moją historię to jak pisałęm wcześniej byłem kompletnym przeciwieństwem perfekcjonisty, a mianowicie gdy miałem problem i był nie do rozwiązania olewałem to i szedłem dalej o swoich porażkach zapominałem, nie zastanawiałem się nad sobą w złym świetle, dążyłem do realizowania moich ideałów, wyrażania siebie, szanowania mnie i innych przeze mnie co było dla mnie priorytetem, budowania swojej pozycji w społeczeństwie która była wysoka( a by najmniej szanowana) w środowisku które jest bardzo wymagające i w którym cały czas trzeba udowadniać swoją wartość i przynależność,(tylko ze względu na wyrobioną wcześniej pozycje nie mam jeszcze zbyt dużych problemów). A jeśli chodzi o moje ,,stare" cechy charakteru to byłem zdecydowany, asertywny, miałem własne zasady które przestrzegałem w każdej sytuacji, byłem również otwarty co pozwoliło mi na wygaśniecie wszelkich konfliktów które zgromadziły się przez wcześniejsze lata, nie ulegałem żadnej presji (bynajmniej w sobię w środku), czułem przynależność do mojej grupy społecznej, co dodatkowo mnie umacniało.
To tyle jeśli chodzi o mnie z ,,wcześniej" teraz opiszę JA z tego całego wydarzenia które zapoczątkowało tą sytuację i JA obecny tak jak się teraz czuję.
Pierwsze JA to sytuacja w której pojechaliśmy razem z kumplami na wakacje razem z moim wydawało by się najlepszym kumplem ostro się pokłuciliśmy a mianowicie zachowywał się bardzo dziwnie kompletni inny człowiek poderwał jedną panienke i zaczoł latać jaki to z nie go hura bura i przy tym wyszydzając mnie( nie jestem ani Antonio Banderasem, ani też brzydki poprostu przeciętny jeśli chodzi o wygląd, lecz jeśli chodzi o dziewczyny to nie byłem w zyciu tak przebojowy i często odpuszczałem sprawę). Dlatego cała ta sytuacja mnie już irytowała zaczoł on ewidentnie czuć się lepiej moim kosztem w pewnym momencie już na tyle mnie irytował, że zostało mi 2 wyjścia albo go rozj.bać, albo licząc że konflikt wygaśnie i w imię tego by przyjaźń pozostała, przeboleć to wybrałem tą drugą opcję czego do teraz strasznie żałuję bo od tego dnia zaczeły się moję kłopoty z własnym JA. Po powrocie z wakacji postanowiłem tak jak i podczas tej sytuacji z wakacji odrzucić na dalszy plan honor i dumę w imię dogadania się i licząc że zrozumie on problem i tak samo się zachowa, niestety jego reakcja była zupełnie inna i dalej dążył swoje ja celowo wchodząc w tą rolę nie mogłem z niej wyjść przez dłuższy czas, potem się ogarnołęm ale nie na długo.
Teraz JA aktualny tak więc wszystko zaczeło się, gdy poszedłem jakieś pół roku temu do pracy tam miałem dużo czasu na rozmyślanie, postanowiłem że jeśli będe nie zadowolony z własnych rezultatów to moje wyniki będą lepsze i owszem początkowo zaczeło to przynosić efekty, ale z biegiem czasu poprzeczke zawiesiłem sobie w wielu kwestiach tak wysoko że nie jestem w stanie ich zrealizować. Często za młodu gdy nie radziłem sobie z jakimś problemem albo presją dużo o tym myślałem aby reakcja na jakieś ataki była jak najlepsza, i tak prawdopodobnie zaczeły się te wszystkie obecne myśli w głowie. Pierwszą która najbardziej mi dokuczała była to ( choć nie wiem jak chciałem ją zrealizować że będe piękny) teraz na szczęscie to ogarnołem i mogę się tylko z tego śmiać ale wcześniej to był dla mnie dramat który nie dawał mi żyć bez przerwy o tym myślałem. Teraz naszły mnie jakieś dziwne wkręty że nikt mnie nie lubi wszyscy chcą mnie atakować co nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość a ja daję po sobie to bardzo poznać. Dochodzi do tego że nie mogę się czasami odezwać bo ciągle czuję się jak kretyn mam wieczne poczucie winy o wszystko bez względu na jakieś racjonalne argumenty. Straciłem wszystkie swoje pozytywne cechy które zamieniły się teraz w wady. Wyszedłem z wszystkich relacji z ludźmi których znałem, niekiedy nachodzą mnie jakieś stany depresyjne i myśli samobójcze( co prawda nie zrobił bym tego i po alkoholu, ale one są). Na niczym mi nie zależy wszystko co mnie cieszyło nie ma dla mnie większego znaczenia, nie potrafię być sobą i siebie wyrażać nie mam już poglądów, zabiłem w sobie własnego ducha i ciągle się w tym pogrążam. Jestem wiecznie nie zadowolony z siebie.
Normalnie dramat pozdrawiam i napisz też coś od siebie co tym myślisz? to będzie mi może lżej. Pozdor!!
roberto120
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do