Myśli samobójcze

Inne zaburzenia.

Depresja, myśli samobójcze

przez *Julka* 30 paź 2007, 21:39
Mój problem tkwił we mnie chyba zawsze.
A z biegiem jak się rozwijał był coraz większy,mnożył się i coraz trudniej jest go nieść na tak młodych siedemnastoletnich barkach jakie są moje, choć nie zawsze było tak źle.
Gimnazjum były najlepszymi latami mojego życia.
Cud sprawił , że los zesłał mi wspaniale zgraną klasę, w której grałam pierwsze skrzypce- ale nie to było najważniejsze.
Miałam dwie przyjaciółki ( mimo , iż jestem w liceum nadal się przyjaźnimy), całą szkołę dobrych znajomych , było świetnie. Znajomi postrzegali mnie jako wesołą,zawsze uśmiechniętą,zwariowaną dziewczynę z dużym poczuciem humoru ( czasem dlatego,że uwielbiałam się śmiać,lubiłam żarty, kiedy coś się działo),niekiedy za towarzyskość(wygadana,pyskata,gadatliwa).
Czar prysł właśnie w liceum. Nowa klasa w dodatku ogromna (30pare osób) mnóstwo dziewczyn świetnie ubranych w same markowe ciuchy, ładne,wygadane,towarzyskie słowem: 2 razy lepsze ode mnie.
Kiedy tam trafiłam już pierwszego dnia, każdy kogoś znał. Tylko ja nie.
Nie mogłam się odnaleźć. No i tak pozostało do dziś. W klasie istnieją grupki każdy kogoś ma - tylko ja jestem sama. Stałam się cicha,milcząca,jakaś taka wyobcowana,bez energii, moja towarzyskość znikła,gadatliwość też.. Chodziłam smutna , bo zabrakło mi powodów dla których warto się cieszyć. Do tego doszła rutyna: szkoła,dom,szkoła,dom. Nic poza tym. Nie mam przyjaciół,znajomych poza domem. Moje dwie przyjaciółki z gimnazjum nie mają czasu żeby się regularnie spotykać ze mną, ja też bo każda w innym liceum dużo trzeba się uczyć. Ja przychodzę ze szkoły po 5ledwo mam czas na naukę. Ta codzienność,rutyna,samotność -wszystko to razem zaczęło mnie przytłaczać. Samotność bolała , zaczęły się problemy z wysypianiem się, ciągle czułam brak energii, nic mi się niechciało, czułam się zmęczona,tak jakby wyssano ze mnie ducha. W klasie boję się odezwać , bo co nie powiem to i tak każdy się śmieje. Nie ma dnia ,godziny. Nawet jeśli te wypowiedzi moje wydają mi się sensowne to ludzie i tak się śmieją (ja sobie tego nie wymyślam naprawdę się śmieją na moich oczach). Jest mi głupio i smutno wtedy. Jest mi wstyd,mam ochotę wybiec ze szkoły i do niej nigdy nie wrócić. Nienawidzę swojej klasy, w domu rodziców mam dość, codziennie wieczorem płaczę ,a oni tylko krzyczą żebym przestała bo mają dość. Mówiłam im co się dzieje- wszystko im powiedziałam tak jak tu w tym poście- naobiecywali -olali. A tych rozmów było wiele tak samo jak i obietnic. I tylko narzekali: wymyślasz,wcale tak niejest,daj spokój... Ale ja naprawdę mam dość takiego życia. Kiedyś było inaczej.. pojęcia nie mam co się stało ale z roku na rok stałam się obca-sobie .
Jest mi z tym źle. Nie mam przyjaciol, nikt mnie nie szanuje,wszyscy sie ze mnie smieja- i w dodatku niewiem z czego ,doskwiera mi samotnosc, ja wiele razy przechodzilam przez problemy powazne i mniej powazne i za kazdym razem podnosilam sie upadalam i podnosilam sie. Nie dlatego ,ze jestem silna ,ale dlatego,ze nie mialam wyjscia. Nie chcialam zrobic z siebie wraka czlowieka. No,ale jest jak jest. Czuje sie nikim. Kiedys mialam pasje to bylo latwiej,teraz to nawet pasji zabraklo..
Myslalam zeby zajac sie nauka i tyle. Budowac swoja przyszlosc.
Jestem przecietna ; jade na 3 i 4 mam pare 1 i 2. Niie lubie sie uczyc, nigdy nie lubialam. Uczenie sie przychodzi mi z trudem. Jednego przemdoitu ucze sie godzine a jest ich 8 wiec niewyrabiam.. Nie jestem ani ambitna ani pracowita. Leniwa ponad wszystko. Nie mowiac juz o moim wygladzie na ktorym to juz chyba mam obsesje totalna. Nie jestem ladna- pociagla twarz, orli nos z garbkiem , niezyczliwi krzycza z oddali 'pinokio' , oczy piwne ,ciemne, cera blada z wypryskami, wlosy falowane na wpol krecone -kazdy wywija sie w inna strone kiedys bylo lepiej jak mialam dlugie-zachcialo mi sie zmiany- fryzjerka mi je pocieniowala i skrocila do ramion-jeszcze gorzej. A mialo pomoc na dolek. Calkiem sie zalamalam. Teraz przez najblizsze 2 lata musze chodzic w zwiazanych bo niemoge rozpuscic bo mam szope prostownica nie pomaga.... a przy mojej twarzy lepiej wygladam w rozpuszcoznych niz w zwiazanych i w rozpusxzczonych tez sie lepiej czuje.
Wszystko zaczelo mnie przerastac, placze z bezsilnosci i to jest takie bolesne ze ja psychicznie nie wytrzymuje. Nie mowiac juz ot ym , ze sie cielam, myslalam o samobojstwie- noi wlasnie.. ukrocilabym cierpienie gdybym potrafila sie sama zabic, ale sie boje, nie potrafie. ;(
Do psychologa nie pojde za nic ani na zadna terapie za nic ! nigdy w zyciu.
Nie radze sobie nie wiem jak sobie pomoc,sama juz niepotrafie, rodzice niepotrafia,nierozumieja,maja to gdzies, przyjaciol niemam.. niemam do kogo zwrocic sie o pomoc.. ;(
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
30 paź 2007, 21:15

przez NIEDOBRY78 30 paź 2007, 22:07
Co Cię nie zabije to Cię wzmocni...a widocznie masz żyć i ...uwierz spotkasz osobę dla której będziesz chciała żyć i będziesz chwaliła dzień w którym nie udało Ci się przerwac życia...a nie powinnaś przejmowac sie durniami i prześmiewcami!!!! połowa z nich nawet do pięt nie dorasta Ci w wielu dziedzinach i nie jest najważniejsze żeby oni to wiedzieli bo większość tak poprostu tego nie zrozumie...ważne jest że TY to wiesz bo znasz swoje zalety ...mamy je wszyscy...i tak naprawdę wiesz to...wiedzieli Twoi dawni znajomi...tylko czemu zapomniałaś o tym że je posiadasz...ja już widzę że jesteś miłą i subtelna osóbką troszkę zagubiona...ale dobrą i wrażliwą....a te dupki których opisujesz sami tracą na tym że nie rozumieją Ciebie...prawdopodobnie sa dla Ciebie zbyt głupi i płytcy i na 99% tak jest a Ty...ptaszku...smiej się z nich w duchu bo do niczego tak naprawdę nie są Ci potrzebi...ZOBACZYSZ ZRESZTĄ SAMA żę mam rację
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
06 paź 2007, 22:24

przez smutna48 30 paź 2007, 22:56
Julka Zgadzam się z tym co napisał Ci Niedobry78 ale mysle że psycholog by Ci pomół wysluchał zrozumiał i cos poradził. Skoro w nikim nie widzisz lub nie masz oparcia.
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez milena 30 paź 2007, 23:32
...
Ostatnio edytowano 16 gru 2007, 14:32 przez milena, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
26 paź 2007, 15:16

Re: Depresja, myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez scrat 31 paź 2007, 07:13
Cześć Julka. Fajnie że to z siebie wyrzuciłaś...

W klasie boję się odezwać , bo co nie powiem to i tak każdy się śmieje.


Bo to sępy. Sami boją się wyśmiania więc wybrali sobie ofiarę, która wydała im się najsłabsza (bo np. jest sama, albo okazało się na początku że nie broni się przed drobnymi zaczepkami - więc się rozkręcili). Tak to działa, niektórzy robią to nawet podświadomie.

Próbowałaś kiedyś im odpowiedzieć tak, żeby to z nich ktoś się śmiał? Jakiś prześmiewczy wierszyk związany z nazwiskiem albo (najlepiej) jakimiś kompleksami jednego z "oprawców", nawet wymyślony przed faktem. Takie rzeczy czasem działają, koleś zostaje sam, jego kumple wybuchają śmiechem z niego (nawet mimo woli - bo śmieszny wierszyk), jego pewność siebie rozpryskuje się w drobne kawałki i potyczka wygrana.

W takich chwilach nie można mieć skrupułów ani bać się że któregoś z nich zranisz.

Nienawidzę swojej klasy, w domu rodziców mam dość, codziennie wieczorem płaczę ,a oni tylko krzyczą żebym przestała bo mają dość.


Krzyczą też z bezsilności...

Kiedys mialam pasje to bylo latwiej,teraz to nawet pasji zabraklo..


Jaką? Co lubiłaś robić?

Do psychologa nie pojde za nic ani na zadna terapie za nic ! nigdy w zyciu.


Może jeszcze nie jest tak źle żebyś musiała iść, może wystarczy po prostu zastanowić się, kiedy pozwoliłaś sobie wejść na głowę, zmienić szkołę, iść do klasy z jedną z przyjaciółek z gimnazjum i może jakoś się ułoży.

Powodzenia, napisz co i jak.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez milena 31 paź 2007, 10:20
...
Ostatnio edytowano 16 gru 2007, 14:31 przez milena, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
26 paź 2007, 15:16

przez *Julka* 31 paź 2007, 16:59
Dziękuję wszystkim za miłe słowa !
Naprawdę czytając Wasze posty aż się robi cieplutko na duszy.
Idąc za Waszymi radami próbowałam kilka razy z lustrem, ale to jeden wielki niewypał. No bo widzę , co widzę, trudno jest powiedzieć patrząc się w lustro , że jest inaczej. Wiele osób pisze ,żeby się nie przejmować. Z jednej strony nie jest ze mną aż tak źle. Kiedyś miałam potyczkę z jedną z dziewczyn w klasie taką królową klasową. Właściwie poszło o nic, to ona zaczęła mieć do mnie problemy. Nie wiem skąd wzięłam siłę, żeby walczyć,ale słowami i swoim olewaniem udało mi się sprawić, żeby przeprosiła. Ale w większości to już nie chodzi o to ,że potrafię oddać. Gorzej jak się wypowiadam , żeby nie wyjść na milczka i wtedy się śmieją ( mam rozum i te moje wypowiedzi nie są jakieś nienormalne czy niesensowne więc może im nie pasuje to , że ktoś taki jak ja ma prawo się odezwać? Eh. No cóż,bywa. Z drugiej strony jak pisałam w pierwszym poście zmieniłam się . Z wygadanej na milczka. Jedni mówią , że po prostu dorastam i tak dalej.. ale wierzcie mi to bzdury. Nie lubię takiego mówienia ,w którym ktoś jest dlatego ,bo gorszy bo doroślejszy. W każdym razie nie spotkałam się z takimi przypadkami.Moja klasa i tak w większości składa się z ludzi fałszywych ( dziś trzyma z tymi potem idzie do innych i tak w kółko - a swoją drogą to dziwi mnie jak przyjaciółka może jednego dnia z nią trzymać a za plecami tworzyć takie plotki, że aż uszy bolą?! No chyba,że to żadna przyjaźń jest tylko na pokaz , ale w takim razie współczuję takim osobom ,bo są bardziej samotne niż ja, która niema nikogo).
Z tym ,że źle mi jest z tym- bo mimo wszystko jestem sama. I nawet jeśli kiedyś tak jak tu piszecie- kiedyś też miałam takie myślenie ,znalazłam gdzieś słowa i powtarzałam dzień w dzień " Wartości. To co jest w Tobie. Rzeczy ,które czynią z Ciebie takiego człowieka jakim jesteś. To jest ważniejsze niż dom czy kochający ludzie" . No niby tak. To się wydaje sensowne żyć dla wewnętrznych wartości.. ale " czasem potrzeba także wewnętrznego wsparcia". Bycie samym to tak naprawdę żadne życie..
Kolejny aspekt . Przepisanie się. Jestem już w 2liceum więc nie opłaca mi się przepisywać zwłaszcza, że już prawie półrocze za pasem ,czas szybko leci.. No fakt,no cieszyłabym się ,czekałabym,ale nie mam na co. Żadnych planów na przyszłość. Kiedyś wydawało mi się, że ten zawód ,który sobie wymarzyłam jest idealny. Do niego trzeba powołanie,a mi się wydawało,że go właśnie odkryłam. Ostatnio podświadomie udało mi się być w takich sytuacjach i no czułam się w niebie.. Ale .. no właśnie zawsze jest to ale, któro burzy Ci przyszłość. I tak naprawdę mimo , że na pozór wydaje się , że można osiągnąć w życiu wszystko,kiedy się poświęca wiele innych rzeczy,ale wszystko ma swoją cenę noi nie wszystko jest osiągalne.
Jeśli chodzi o pasje.
Piewszą był tenis, byłam ponadprzeciętna szybko zostałam przeniesiona do starszej grupy ,no ale to było dawno.. Nastąpił najgorszy okres w moim życiu, zostawiłam tenis, no a teraz już mi się nie opłaca.
Drugą pasją był fortepian. Nie wiem czy potraficie sobie wyobrazić jakie to wspaniałe uczucie być w czymś dobrym i jednocześnie to kochać. No ,ale przez ten najgorszy okres przekreśliłam szanse z fortepianem,gdzie w szkole mogłam na nim ćwiczyć, a prywatnie brak środków...
I kolejna pasja ( związana z zawodem,ale też i nie). Każdy na pewno ma swoich idoli : serialowych , filmów fabularnych,ulubiony aktor,aktorka. No i ja też miałam swoich idoli,których udało mi się spotkać na żywo. Ale pewni ludzie sprawili , że odebrali mi radość z tej pasji. Mówi się , że słabszy odchodzi no i ja odeszłam.. ( wiem nie wiecie o co chodzi ,ale ja się boję pisać w necie wszystkiego,bo wiadomo zależy mi na anonimowości).
Kolejną pasją były książki..
Opowiadania, fanfiction, książki filozoficzne,fantasty..
Czytałam ile wlezie, aż czasem przestałam się uczyć..
Ale to nie wystarcza;/
Była książka cała seria skończyła się.
Pasje przychodzą ,odchodzą ja właśnie teraz mam zastój.
Pasja zawsze jest czymś co daje wielkiego kopa w takich złych chwilach, a mi tego kopa właśnie brak,a przydałby się. Cóż, wszystkiego mieć nie można.
A no i jeszcze co do postu mileny-pedagog szkolny odpada ( jeśli chcesz znać powód to zapraszam na PW ,bo publicznie nie mogę podać powodu niestety..)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
30 paź 2007, 21:15

przez milena 02 lis 2007, 00:17
...
Ostatnio edytowano 16 gru 2007, 14:30 przez milena, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
26 paź 2007, 15:16

przez NIEDOBRY78 02 lis 2007, 17:37
,,,
Ostatnio edytowano 04 gru 2007, 21:22 przez NIEDOBRY78, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
06 paź 2007, 22:24

przez nella31 04 lis 2007, 00:58
Jovita napisał(a):ja tez nie mowie o tym mojemu psychiatrze bo by mnie juz dawno wpakowal do szpitala , co dla mnie jest ostatecznoscia mimo ze czesto przez te mysli chcialam sama do szpitala isc , moja rodzina za kazdym razem byla przerazona!

Ja z takimi myślami borykam sie od kilkunastu lat. Wiele razy szukałam miejsca gdzie mogłabym to zrobic, myślałam jak... Kiedyś pamiętam myłam okno (4piętro) i pomyślałam,że przecież gdybym teraz skoczyła to wszyscy myśleli by ze to wypadek, nikt nie miałby poczucia winy. Bałam się tych myśli. One dawały mi jakiś rodzaj ulgi ale jednocześnie się ich bałam.
I wiecie co? Rok temu kiedy wiedziałam,że to wymyka się z pod mojej kontroli sama zgłosiłam sie do szpitala. Wiedziałam, ze muszę życ bo MAM DZIECKO!!!! 9 tyg leżałam na oddziale zamkniętym otem wysłali mnie na terapię na 3 mies. Ale nadal mam depresję. Te myśli znowu mnie prześladują. Wierzę, że nie przeoczę momentu kiedy przestane nad nimi panowac. Teraz kiedy się pojawiają mówie o tym lekarzowi, zwiększa mi dawkę leku, każe częściej przychodzic, daje do podpisania oświadczenie ze nie zgadzam się iśc do szpitala. Nie wiem po co mu to mówię. Może wierzę że gdybym ja nie umiała realnie ocenic swego stanu to zrobi to on. Nie pozwoli tak po prostu odejśc. Nie mam do tego prawa_-MAM DZIECKO
ANETA
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
30 paź 2007, 16:58

przez NIEDOBRY78 04 lis 2007, 01:27
Słonko...miałaś i masz żyć ...bo jeśli nie masz siły dla siebie...to...dlatego że masz dla kogo...rozumiem że może nie być łatwo i ze ktoś kto nie ma pojęcia o Twoim zyciu może tylko teoretyzować lub się wymądrzać ...ale prawda jest taka...mało teko...jeśli znasz moje ulubione powiedzenie...co cię nie zabije to Cie wzmocni...to popatrz na swój przypadek...mało kto dał by rade wytrzymać tyle co Ty!!! wydaje Ci się ze jesteś słaba?? BZDURA!!1 tyle lat mimo przeciwności się trzymasz!!1... doceń to!!! zostawiłabyś maluszka samego?? hm?? albo odmówiłabyś sobie słodyczy patrzenia na Jego życiowe kroki od raczkowania po maturę?? albo...zostawiłabyś go samego w jwgo życiowych problemach które obok sukcedsów go spotkają???...czasem to niewdzięczna robota ale jak Ty się czujesz zostawiona ze swoimi problemami...jesteś tu i.... to znaczy ze masz być i że jesteś autorytetem prztrwania w najtrudniejszych warunkach nie tylko dla dzieciaczka...dla nas...ale takze dla siebie...dziwię się że muszę o tym mówic ja...a że sama tego nie widzisz...ale...teraz zobaczysz...
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
06 paź 2007, 22:24

przez smutna48 04 lis 2007, 21:22
a ja sie dalej łapie na mysleniu o tym. Dziwna jestem ale mam czasami takie mysli, że sama w głowie sobie to ukladam co jak czym, mam tak serdecznie wszystkiego dość jestem zmęczona psychicznie padam na twarz brakuje mi sił i sensu zycia :cry:
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

przez wajchowski 04 lis 2007, 23:00
Ile to razy się przechodziło z mp3 na uszach przez tory nie patrząc czy coś jedzie... w sumie głupie ale zawsze jak jest otwarta wysoka przestrzeń to jest taka pokusa. W sumie nie miałbym większych problemów z odebraniem sobie życia, ale od dziecka jestem wychowywany w duchu bardzo religijnym, nawet jestem w neo, ale co z tego. NIE DA SIĘ K***A TEGO PRZESKOCZYĆ. W sumie czasem nachodzą mnie myśli czy nie lepiej byłoby gdybym był ateistą albo przynajmniej agnostykiem. Dupa dupa dupa... pięści same się zaciskają :(
"tam produkuje się czarne anioły
jeden we fraku, a drugi goły
trzeci ponury, czwarty wesoły
piąty jak trumna, a szósty umarł"
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
03 lis 2007, 22:35
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez slitzikin 05 lis 2007, 00:50
smutna48, wajchowski, posłuchajcie mnie. Kilka lat mam nerwicę, chyba od dłuższego czasu depresję, od ponad roku pewnie. Poznałem cudowną dziewczynę, która wypełniła moje życie, mówiła, że chce założyć rodzinę i bardzo się oboje zaangażowaliśmy. W tym samym czasie musiałem się wyprowadzić, bo moja babcia czuje się bardzo źle i mama musi się nią opiekować. W ten sposób zamieszkałem sam. Miesiąc później rozstaliśmy się z dziewczyną.
Zostałem sam, z wielką pustką, z depresją, z nerwicą. To było trzy miesiące temu. Myślałem wtedy o śmierci, o samobójstwie.
Wydaje mi się jednak, że nie warto, naprawdę. To jest nieodwracalne. A przecież życie ma tyle do zaoferowania. Chodzi mi o to, że popełniając samobójstwo odbieramy sobie szansę na inne rzeczy, nigdy nie poczujemy już smaku truskawek ze śmietaną, nie zaśmiejemy się z kimś płynąc jeziorem, zjeżdżając na butach z górki, nie poczujemy dreszczyku czytając książkę, oglądając film, nie zachwycimy się widokiem nieba w nocy, itd, zależy co kogo porusza.
Wiem, że są chwile, kiedy te rzeczy nie mają znaczenia,s am to przeżyłem. Ale popełniając samobójstwo nigdy nie przekonamy się, że może nadejść taka chwila, kiedy zwrócimy oczy do słońca z uśmiechem na twarzy.
A śmierć i tak z czasem nadejdzie. Nie ułatwiajmy tej kurwie pracy :). Nie poddawajcie sie, walczcie o swoje życie!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do