Myśli samobójcze

Inne zaburzenia.

Myśli samobójcze

przez Stylow 30 lis 2011, 15:25
petruszka30, Noopii, no akurat udowadnianie sobie kto pierwszy zejdzie to nie jest zdrowa zabawa...
Stylow
Offline

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez małaMI25 30 lis 2011, 20:46
znowu są...czemu najłatwiej mi wybrac tę drogę :why:
Przyjaciel- to osoba przy której można myśleć głosno
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2122
Dołączył(a)
13 gru 2010, 15:48
Lokalizacja
Pesymistyczno

Myśli samobójcze

przez Noopii 30 lis 2011, 21:10
Mirabeleee no bo ja zdrowy nie jestem:)...tak się pocieszamy:)
Noopii
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Myśli samobójcze

przez Stylow 30 lis 2011, 21:37
Noopii, hee, no w sumie.. ;D
Stylow
Offline

Myśli samobójcze

przez Noopii 30 lis 2011, 21:49
Taak:D...
Noopii
Offline

Myśli samobójcze

przez Imre 30 lis 2011, 21:53
Ja tam nie mam myśli samobójczych, ale jakby mnie jutro samochód rozjechał to bym nie narzekał.
Imre
Offline

Myśli samobójcze

przez Noopii 30 lis 2011, 22:08
Imre jednym słowem chcesz żyć ale jakbyś umarł to byś się nie zmartwił..;)
Noopii
Offline

Myśli samobójcze

przez Imre 30 lis 2011, 22:18
Bardzo nie chcę żyć, ale samobójstwo nie jest rozwiązaniem. Kiedy miałem lepszy okres w wakacje i na chwilę depresja znikła, przeczytałem coś takiego autorstwa Soren Kierkegaarda:

"Sokrates dowodził nieśmiertelności duszy na tej podstawie,
że choroba duszy (grzech) nie niszczy jej tak,
jak choroba ciała niszczy ciało. W ten sam sposób można
dowieść istnienia wiecznego pierwiastka w człowieku,
gdyż rozpacz nie pochłania jego osobowości, i to jest
właśnie męką sprzeczności w rozpaczy. Gdyby nie było
nic wiecznego w człowieku, to nie mógłby on rozpaczać,
a gdyby rozpacz mogła pochłonąć jego osobowość, to
w ogóle nie byłoby rozpaczy.

Taka to jest rozpacz, choroba jaźni, choroba na śmierć.
Zrozpaczony jest chory śmiertelnie. W całkiem innym
znaczeniu, niż się mówi o niezdrowiu, możemy powiedzieć,
że choroba ta atakuje najszlachetniejsze części; a przecież
zaatakowany umrzeć nie może. Śmierć nie jest ostatnią
fazą choroby, ale śmierć jest zawsze rzeczą ostateczną.
Uwolnić się od tej choroby przy pomocy śmierci jest
niemożliwe, gdyż męką tej choroby i śmiercią tej choroby
jest właśnie nie móc umrzeć."

Jako, że wierzę w życie po śmierci, po prostu nie biorę samobójstwa pod uwagę, bo to nie jest rozwiązanie. Natomiast śmierć przypadkowa, jest szansa.... że Bóg się ulituje ;p
Imre
Offline

Myśli samobójcze

przez Noopii 30 lis 2011, 22:21
Acha:Ddotarło..
Noopii
Offline

Myśli samobójcze

przez Stylow 30 lis 2011, 23:02
To takie proste i logiczne. :p

Szkoda tylko, że się ostatnio z Bogiem dogadać nie mogę. Co mi po takiej śmierci przypadkowej skoro mi się tyłek w piekle smażyć będzie.. :shock:
Stylow
Offline

Myśli samobójcze

przez Noopii 30 lis 2011, 23:07
Ten tyłek mała całą wiecznosc:pa to marna perspektywa...
Noopii
Offline

Myśli samobójcze

przez Stylow 30 lis 2011, 23:32
Noopii, właśnie, wiecznosc mnie wcale nie bawi. Niechaj powstanie z gleby i wód Bóg co połozy kres istnieniom dusz, litościwy Ojciec, pasterz owiec.. ; D
Stylow
Offline

Myśli samobójcze

przez Nel 01 gru 2011, 00:50
jakies głupoty mi chodza ostatnio po glowie...kilka razy sie na tym przylapalam i jestem zła...
...Wracam w siebie i znajduję świat!
Znowu raczej w przeczuciu i niejasnym pożądaniu niż w rzeczywistym kształcie i żywej sile...

Johann Wolfgang von Goethe
Nel
Offline
Posty
6089
Dołączył(a)
20 cze 2011, 16:44

Myśli samobójcze

przez Never_more 01 gru 2011, 05:05
Witam, jestem tu pierwszy raz. Długo rozważałam czy tu napisać, wiele mnie to kosztuje, ale nie wiem czy ma jakiś sens. No cóż, spróbuję.

Jak długo to trwa? Rok? może dłużej, aczkolwiek było słabe, tłumione, niemal nieodczuwalne. Czekało, by pod wpływem jakiegoś decydującego wydarzenia, się uaktywnić, a pomyśleć, że życie wcześniej było znośne, w kazdym razie na tyle, że potrafiłam się cieszyć, śmiać, a teraz to już co innego... Tak właśnie sie stało - od roku nie ma dnia, bym nie myślała o śmierci. Jaką ulgę, by przyniosła, zawsze coś mnie powstrzymuje, czasem myśle, że to brak odwagi, z drugiej strony, może to właśnie ta odwaga sprawia, że nie posuwam się do tego czynu, odwaga, że jednak tu tkwie, męcze się. Ciągła wściekłość, nienawiść do siebie, za tą słabość.. Destrukcyjne myśli i irracjonalne lęki, tak nisko upadłam. A wszystko skrywam w sobie, pierwszy raz to wyznaję i to tutaj. Muszę przyznać, że owszem chciałabym by to wszystko znikło, ale wiem, że to niemożliwe, musiałabym ja coś zrobić i w tym rzecz - brak mi na to sił, jestem wycofana. Blokady wewnętrzne przed jakimkolwiek działaniem. Jestem na dnie, ale odbić się jakoś nie potrafię, mimo tego co powszechnie mówią, a może to jeszcze nie dno? Więzień własnego umysłu, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Jestem żałosna, ale z własnego emocjonalnego piekła wyrwać jest się ciężko.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
01 gru 2011, 04:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do