Myśli samobójcze

Inne zaburzenia.

przez magdasz 16 sie 2006, 17:37
pamietam kiedy zaczelam chorowac - jeszcze w podstawowce. wydawalo mi sie wtedy ze to normalne ze kazdy tak czasem ma ze sie nic nie chce i wszystko jest beznadziejne i ze kazdy czasem marzy o tym zeby sie zabic. tylko nie moglam nigdy zrozumiec tego bolu, ktory ciagle w sobie mam.
przeszlo. i wrocilo...zaluje teraz ze nie poprosilam o pomoc wczesniej. szybko dosyc zorientowalam sie ze to depresja ale twierdzilam ze sama sobie z tym poradze. bylam twarda i udawalam ze wszystko jest ok. kiedy ktos sie mnie pytal co sie ze mna dzieje odpowiadalam NIC to bylo zreszta moje ulubione slowo.
nic sie nie dzieje
nic mi nie jest
nic nie czuje
jestem nic
ne ma nic
po prostu nic
depresja przychodzila i odchodzila (tak mi sie tylko wydawalo). kazde jej kolejne pojawienie sie jest coraz gorsze i w coraz gorszym strachu zylam na co dzien. nie bylo dnia zebym nie bala sie jej powrotu ale balam sie takze przyznac do tego ze jestem chora i balam sie poprosic o pomoc. to ze zyje jest duuuuzym szczesciem. teraz wychodze z mojego 6 nawrotu choroby i pierwszy raz nie jestem z tym sama. poszlam do lekarza biore leki chodze na psychoterapie i zaczelam o tym mowic - ale mi sie nazbieralo przez te wszystkie lata i czuje ogromna potrzebe gadania o tym. jakbyscie mieli dosyc to mi powiedzcie ;P
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
12 sie 2006, 20:58
Lokalizacja
Kraków

przez Martusia 17 sie 2006, 00:15
Gratuluję sukcesów i siły.
Życzę dalszych wielu, wielu powodzeń.
Mów, mów, tyle ile potrzebujesz :)
Pozdrawiam.
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

Zniewolona

Avatar użytkownika
przez JiggaWoman 22 sie 2006, 00:01
Nie mam już sił i nie widzę sensu. Chyba wszystkim wokół będzie lepiej beze mnie. Ja nie będę musiała się tak męczyć, a inni już nie będą musieli się zastanawiać dlaczego nie podnoszę słuchawki, dlaczego ciągle siedzę w domu, dlaczego.. A co najwazniejsze, jedyna mi bliska osoba będzie miała lżej. Już chyba nic do mnie nie przemówi, że warto ciągnąć tą drogę donikąd ...........
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 lip 2006, 14:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez shadow_no 22 sie 2006, 01:54
JiggaWoman, pomysl o osobie, która jest dla Ciebie najważniejsza. Którą szanujesz. Nie warto dla niej żyć ? Będzie jej lżej bez Ciebie ? Nie, będzie jej dużo, dużo ciężej.

Pozdrawiam.
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

przez neurosis78 22 sie 2006, 09:05
Boże,jakie to znajome...Tak samo myślałam kiedyś trzymając żyletkę w dłoni.Nie miałam jednak wystarczająco dużo odwagi, aby wsunąć ją głębiej-to chyba jedyna sytuacja kiedy cieszyłam się z tego,że jestem tchórzem.Pomyśl,czy rzeczywiście nie chcesz co rano oglądac niebieskiego nieba,słyszeć śpiewu ptaków,czuć powiewu wiatru na twarzy...Wiem,że gdy choroba przygniata jest ciężko ale trzeba mieć w sobie nadzieję w to ,że będzie kiedyś lepiej-przeciez nie moze byc cały czas pod górkę.Nadzieja umiera ostatnia....Napisz do mnie na gg jeżeli masz ochotę,posmutamy razem...ale nie poddawaj się.Wbrew pozorom życie jest zbyt piękne żeby z niego rezygnować tak łatwo.
"Lęk przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie..."
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
20 sie 2006, 20:24
Lokalizacja
kujawsko-pomorskie

Avatar użytkownika
przez cenedra_20 22 sie 2006, 10:42
JiggaWoman nie wolno tak myśleć. A może ta bliska Ci osoba nie chce, żebyś odeszła. Pomyśl jak ją wtedy zranisz.
Wiem, że życie często daje w kość, ale nie wolno się poddawać.
"Each light between sunrise and sunset is worth dying for at least once"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
245
Dołączył(a)
12 mar 2006, 17:04
Lokalizacja
Kielce

Avatar użytkownika
przez Eva 22 sie 2006, 11:21
Jesli i Tobie zalezy na szczęściu tej bliskiej osoby ... to zrobisz najstraszniejszą rzecz ,bo skoro ta osoba jest przy tobie to znaczy że zależy jej na Tobie. Wiesz niektórzy kochają nas nawet z naszymi nerwicami, na pewno byś nie chciała żeby z braku Ciebie ktoś cierpiał. Teraz masz doła ... on przejdzie ,ale słowa mogą zostać tej osobie w pamięci. Chcesz żeby ta osoba również żyła w strachu że może Ciebie stracić ? Nie myśl o takich rzeczach ...jest ciężko ale resztki sił spożytkuj na dzwignięcie się z tego stanu. Jesli nie chcesz sobie zrobić przyjemności zrób to dla tej osoby na której Ci zależy.
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez snaefridur 22 sie 2006, 12:13
JiggaWoman napisał(a):A co najwazniejsze, jedyna mi bliska osoba będzie miała lżej.

Zapewniam Cię,że nie będzie miała.Często wydaje się nam ,że wiemy co ktoś myśli i czuje,ale niestety tylko się nam wydaje.
snaefridur
Offline

Avatar użytkownika
przez JiggaWoman 22 sie 2006, 14:12
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Otóż wiem, że osoba, o której wczoraj pisałam - moja mama, bo znajomych już praktycznie nie mam (chyba z własnego wyboru, a może "choroby"), nie chce mojej śmierci ani nikt inny, ale ja już wysiadam po prostu, sama z sobą nie daję sobie rady i wyobrażam sobie co ona czuję ciągle słysząc moje narzekania, płacz bez powodu (wg niej) bądz nieodzywanie się cały dzień. Cieszę się, że tu trafiłam, ale czasami jak czytam, że ktoś choruje 10-20 lat, to jestem przerażona, bo ja nie chcę tak żyć, bo to dla mnie nie jest życie, a wegetacja. Przynajmniej w moim przypadku. Wydaje mi się, że już dawno umarłam od środka. Na niczym mi nie zależy, niczym się nie interesuję, nic nie czuję oprócz lęku poczynając od samego rana aż do wieczora i tak w kółko. Jakbym była pusta w środku, skamieniała i nie miała nic do zaoferowania temu światu. Nie wiem co mam ze sobą począć. Psycholog mówiła mi żebym rozmawiała, ale z kim mam rozmawiać? Jedynego znajomego, który wie z czym się męczę nie zagłebiam za bardzo w to co naprawdę czuje, bo chyba bym tylko przestraszyła chłopaka, a moja mama wczoraj właśnie powiedziała mi, że ma juz dosyć mojej choroby, więc już nie będę się skarżyć, tylko dusić wszystko w sobie jak to było całe życie. Moja mama zawsze powtarzała, ze pochodzi ze wsi, a raczej zabitej kolonii, jej rodzice byli rolnikami i od świtu do nocy pracowali na polu i nie mieli czasu na jakiekolwiek rozmowy z nią, więc oczekuje, że ja nie będę miała również takiej potrzeby. Przez mój stan musiałam zrobić przerwę w studiach, bo nie mogłam stać na nogach, cała się trzęsłam i ciągle wymiotowałam. W pazdzierniku dochodzę do nowej grupy, co mnie jeszcze bardziej przeraża. Muszę znaleść jakąś pracę, a ja tylko kupuję gazetę, ale nigdzie nie dzwonię, bo po prostu się boję, no i nie wierzę w siebie, że jeszcze cokolwiek potrafię. A jak nic nie robię, to gryzą mnie straszne wyrzuty sumienia i poczucie winy, że jestem życiową niedołęgą, że kiedyś wszystko przychodziło mi z łatwością, śmiało kroczyłam przez życie i gdy nawet coś mi się nie udawało, nie bolało tak jak boli każdy upadek teraz.
Byłam już na terapii, trafiłam na nią dopiero po wizycie u 6 psychiatrów i rocznej tułaczce po gabinetach. Owszem rozjaśniło mi się wiele kwestii, znów uwierzyłam, że ktoś może mnie lubić i potrafię egzystować w grupie. Ba, nawet przez okolo 3 tygodnie byłam ZUPEŁNIE wolna od lęków, czułam się cudownie, jak nowonarodzona. Jednak przy pierwszym większym stresie wszystko prysło i jest jak jest.
Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale nie mam komu o tym powiedzieć, więc coś może to da jak tu od czasu do czasu wyleję swój ból.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 lip 2006, 14:34

przez Gloria21 22 sie 2006, 15:09
JiggaWoman nie martw się będzie dobrze, ja mam 21 lat i niby zycie przedemną ale ja wiem ze będe sama bo zaden facet nie będzie chciał mieć znerwiciwanej dziewczyny hehehe ale mimo to staram się jakoś trzymać może kiedyś jeszcze nadejdą piękne dni hehhee pozdrawiam cię i trzymaj się!!!! :D :D :D :D :D
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sie 2006, 20:38

Avatar użytkownika
przez JiggaWoman 22 sie 2006, 15:18
Gloria21 ja czuję jakby wszystko było już za mną, że nic już nie zmieni sytuacji w jakiej tkwie niby tylko 2 lata (w porównaniu do innych). A perspektywa bycia samą? Ja i cztery ściany? Nie chcę tego, ale czy ktoś kto nie czuł tego co ja potrafi zrozumieć, czy choć spróbuje?
POzdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 lip 2006, 14:34

przez iwicz 23 sie 2006, 10:52
Witajcie. Jestem tu nowy i nie szukam rady czy pomocy po prostu chce sie pozalic bez konsekwencji w postaci widoku cudzej twarzy zmarszczonej w niesmaku. Mam 30-stke, dziesiec lat temu wziąłem kilka relanium za duzo ale płukanie żołądka sprawe załatwiło. Nawet trafiłem na rozmowę do jakiegoś oszołoma-psychologa ale go spławiłem. To było raz i chyba "młodzieńcza fantazja" pomogła mi dziewczyna-a potem żona (ta sama osoba rzecz jasna). Przez ostatnich 11 lat nie obciążałem nikogo specjalnie swoim rozchwianiem emocjonalnym dość dobrze to ukrywałem popłakująć samotnie w łazience. Ale teraz trochę się nawarstwiło od miesięcy nie mam pracy a żona sie oddaliła. Ona pracuje i to z kilka lat młodszymi dziewczynami-zaczęła znikać na całe wieczory bawić się do rana. Staram sie brać to na zimno (w tej chwili kiedy mam na to siłę). Wiem że jestem egoista a miłość mojej żony do mnie pozwalała mi przez te lata wytrzymywac to że jestem tak beznadziejny, tchórzliwy, nieprzebojowy i nic nie umiejący. Na rozum wiem że jestem zwykłym pi******** mazgajem i nienawidzę siebie za to. Nie spotkała mnie żadna tragedia, a na przykład rodzice mojej żony zginęli tragicznie gdy miała lat kilkanaście i były jeszcze inne rzeczy z pewnym "wujkiem"-ale o tym sza. Wiem że być może Ona dlatego jest ze mna bo jestem tzw. dobrym człowiekiem, nigdy nie krzywdzę, nie ranię taka męska c***. wszystkie te przemyśśslenia zamiatałem pod dywan ale rzeczywistośc mnie dopadła. Moja żona jest piekna, zabawna i wesoła i nie dziwota że ma dość. Nie mogę niby od niej oczekiwać żeby całkiem poświęciła sie dla mnie- ale z drugiej strony co mam zrobić. Zacząłem ostro pic bo to tak "po męsku" , ale przestałem bo nie ma sie co oszukiwac problem leży w moim charakterze. Czytam wcześniejsze posty "o jak trudno wstać do pracy"- trudno to wstać i szukać pracy, nie ,trudno to po prostu wstać. Żegnam nie potrzeba mi waszych rad ani współczucia ( bo przecież zasłużyłem nie?) . Może jeszcze wpadne na to forum żeby poinformowac czy odważe sie powtórzyc numer z pigułami-ale nie, jak ktos tak mówi to tylko mówi, więc nie dzwońcie po karetkę
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 sie 2006, 10:21

Avatar użytkownika
przez Marcia 23 sie 2006, 16:59
a mi znow ciezko... znow zle... pojawiaja sie mysli wez tabletki odejdz na zawsze...
kolejna nieprzespana noc... w pracy slady znuzenia juz sa dostrzegane przez wspolpracownikow... nikt mi nie odpowiada na pytanie co bedzie dalej... a ja patrze w jeden punkt i nie widze juz niczego dobrego...
biore leki... bylo dobrze... ale mala rzecz spowodowala ze wszystko co sobie od tygodni poukladalam rozlecialo sie jak domek z kart...
nie chce mi sie jesc... nie chce mi sie zyc... znow nie moge na siebie patrzec...
zyje tylko dla Niego... ale ciagly strach ze i tak odejdzie odbiera mi nadzieje...
wszyscy odchodza...
za tydzien wizyta u lekarza... a w pracy nie wiedza ze jestem chora...
boje sie ze w pracy atak sprawi ze wywala mnie... a tak boje sie przyznac...
ciagle boli mnie glowa... a swiadomosc ze nie mam mysl przytlacza coraz bardziej :(
znow mam ochote tylko spac.
i znow zakwitna maki i storczyki...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
19 sie 2006, 16:51
Lokalizacja
z Poznania

przez patti1985 25 sie 2006, 02:39
Marcia odczuwam dokładnie to samo co ty.. przechodze to kazdego dnia.. moje jedyne marzenie to SPAĆ.. tylko bym spała... w sumie wstaje rano i robie wszytsko zeby hmm.. moze poczuc sie lepiej.. teraz mam obecnie kilka dni kryzusu.. myśli samobójcze.. stoje w kuchni i patrze np. na tabletki i mysle hmm moze to znak zeby juz sie nie meczyc... ale chyba jestem Tchórzem.. bo nawet zabić sie nie umiem... ale szkoda gadac..raz jest gorzej raz lepiej ale moze kiedys bedzie lepiej??? Jest mi cieżko bo siora mówi ze udaje bo sie Śmieje... ale to smiech przez łzy w środku wołam o pomoc.. ale nikt mi niechce POMÓC..SadSad:(buziaki dla wszystkich:) którzy mnie rozumieją...
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
20 lut 2006, 23:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do