Myśli samobójcze

Inne zaburzenia.

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

Avatar użytkownika
przez Estel86 02 lut 2010, 13:17
dziś mi trochę przeszło z tymi myślami.... ale myślę, że każdy kto je ma nie powiniem zostawać sam... Ja większość dnia spędzam sama...
http://www.gwendolen.blog.onet.pl

Powiadam wam; trzeba mieć chaos w sobie, by narodzić tańczącą gwiazdę.
F. Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
15 kwi 2009, 10:00
Lokalizacja
Lublin

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

Avatar użytkownika
przez Bylejaka 02 lut 2010, 13:19
Po tym lerivonie podobno bardzo sie tyje. Ja po mirzatenie nie utyłam ale czuje sie jak by mi ktos dołożył 100 kilo. Zobaczymy co powie. Ona to jak juz pisałam namawia mnie na szpital, a w szpitalu nie mam miejsc. A ja nie umiem juz podjac zadnej decyzji i najchetniej bym...łyk.
Niewiem co sie ze mną stało, niewiem co się ze mną dzieje...!!
Jak ktoś ma duszę i ciało, podobno ma jeszczę nadzieję.
Wśród tłumu wyprana z rozumu.
To życie jest moje czy czyjeś...??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
28 gru 2009, 20:37
Lokalizacja
Wawa i okolice

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

przez rober6666 02 lut 2010, 15:36
Zdesperowany-u mnie teraz ok odkąd biore fluanxol. mam tylko słaby napęd i trochę eksperymentuje jeszcze z lekami ktore mozna dorzucic do fluanxolu. od dzis próbuje sulpiryd w minimalnej dawce.Zobaczymy-jestem tak przeczulony na symptomuy nietrafionego leku że od razu sie zetnę jak będzie mi nie służył......próbowałem juz solian ale po 3 dniach dalem sobie spokój-zaczęły się zmiany mojego samopoczucia na gorsze i skruszony wróciłem do fluanxolu. Będę pisał jak działa mix fluanxol-sulpiryd ...
Bylejaka-nie wszyscy tyją od lerivonu (mianseryna) To kwestia ile jesz po nim-apetyt faktycznie większy (ale moim zdaniem normalny , bo po SSRI wogóle jest totalny jadłowstręt-przynajmniej u mnie )
Ale to że masz większy apetyt nie znaczy że trzeba sie obżerać.....z powietrza sie nie tyje ponoć,hehehehe
Możesz wypróbować, pogadaj z lekarzem. To niezły lek i dużo ludzi odczuło po nim poprawę
Zobaczysz sama-najwyżej będzie to kolejny nietrafiony lek i będziesz szukać dalej
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

przez MAGDULQA 02 lut 2010, 15:41
witam. nie wiem jak to napisac. weszlam na to forum poniewaz moj dobry kolega wczoraj popelnil samobojstwo i nie moge tego zrozumiec!!!mial 27 lat, dobry dom, prace, pelno znajomych, usmiechniety,przyjazny itp.cierpial na depresje, leczyl sie od niedawna.a mial ja dlugo..pare lat cierpial ale bylo to zmienne, miesiac w domy, a pozniej 3 miesiace dusza towazystwa.podobno tabletki zwiekszaly jego stany lekowe.w ostatnim tygodniu, po dluzszym siedzeniu w domu, w koncu zaczał wychodzic do ludzi.nawet nas odwiedzil, myslelismy ze nastapila poprawa. nie byl az tak rozmowny jak zawsze...ale staral sie, usmiechal. w dzien jego smierci tez rozmawial z ludzmi, umawial sie na sobote, a trzy godziny pozniej juz nie żyl.... to prawda ze zdrowy chorego nie zrozumie. rozmawialismy z nim,mowil ze nie wie co mu jest, nie rozwijal tej mysli.teraz go juz nie ma, sa wspomnienia, pelno zalamanych osob, bardzo cierpiaca rodzina i pytania bez odpowiedzi. chcialabym zeby osoby ktore byly o krok od zabicia sie, napisaly co do tego doprowadza, dlaczego nagle sie przelamal, odwiedzil znajomych, do ostatniej chwili byl z nim normalny kontakt a jednak to zrobil!!dlaczego?czy mogł to planować, czy byla to chwila?może moje pytania są szokujące, ale siedze i czytam w necie różne artykuły, dalej nie moge zrozumieć, czemu dal wszystkim do zrozumienia ze juz jest lepiej,a tu... i nie ma chlopaka. to boli
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 lut 2010, 15:14

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

przez rober6666 02 lut 2010, 16:24
O jasna cholera
bardzo przykre to co piszesz.
Chętnie opowiem jak to ze mną było/jest-może komuś z bliskich to ulży w cierpieniu....
Przede wszystkim-TO NICZYJA WINA I NIKT NIE MÓGŁ TEGO POWSTRZYMAĆ !! zapamiętajcie to sobie i NIGDY DO TEGO NIE WRACAJCIE !!!
Ja choruje na ciężka odmianę CHAD z przewaga lekoopornej depresji-odziedziczyłem to po ojcu , który już zdążył sie powiesić niestety, a jego siostra podciąć skutecznie żyły....NIKT nawet nie wiedział że są chorzy-uśmiechnięci , pełno znajomych, towarzyscy....a wewnątrz straszne , nieopisane cierpienie graniczące z szaleństwem.....
My chorzy nie skarżymy sie zdrowym , bo nie jesteście w stanie zrozumieć tego strasznego, irracjonalnego wewnętrznego cierpienia ......i dusimy to w sobie , nie okazujemy jak bardzo jest źle i że jesteśmy już na krawędzi...
Jak się czujemy w ostrej fazie choroby???
tego nie da sie opisać słowami,spróbuje opisac to stanami
-wyobraź sobie picie ostre wódy i piwska do 5 rano do nieprzytomności i ten stan jaki sie ma po pobudce o godzinie powiedzmy 8 rano
-Do tego dodaj straszny, niewiadomego pochodzenia LĘK ,taki największy jaki sie w życiu miało np przed jakimś skomplikowanym dłutowaniem korzenia zębowego pod ropą,lub przed jakąs ciężka operacją , lub taki jaki sie ma pewnie w celi śmierci przed wykonaniem wyroku ( z tym że lęk w chorobie nie ma ŻADNEJ przyczyny, nie ma na niego wytłumaczenia, nie ma jak się go pozbyć-on doprowadza do szaleństwa,i boli za mostkiem ,boli w żołądku )
-Dodaj do tego beznadzieje spowodowaną tym że żadne leki nie pomagają , wręcz pogarszają stan,mimo że tyle sie juz ich wypróbowało
-Dodaj świadomośc tego że NIKT Cie nie zrozumie i w najlepszym przypadku powie "weź się w garść"
-dodaj stany odrealnienia"depersonalizacji"-stoisz jakby obok siebie , nie masz wpływu na to co sie aktualnie dzieje, świat jest jakby za szyba i ty również za szybą-ciężko opisac ten stan (ja nie wiedzialem gdzie jest aktualnie mój synek-czy go właśnie zgubiłem na mieście, czy zaprowadziłem już do przedszkola )
-i to wszystko ciągle się miesza .te stany, nie są stałe ,raz więcej jednego raz drugiego
PO PROSTU MASAKRA !!!
W pewnym momencie , zależy od wewnętrznych resztek sil nadchodzi moment beznadziejności spowodowanej bezskutecznym błaganiem losu , Boga , lekarza o zmiane tego stanu o możliwośc powrotu do życia sprzed choroby
....najgorsze jest to że poza tymi stanami myślenie i świadomość oraz pamięć jak to jest być zdrowym mamy w porządku.....to straszny ból utracic normalne życie i znaleźć się w takiej matni ..
Na prawdę nie dziw sie że przychodzi moment że brakuje juz sił....ja wytrwałem w takim stanie 2,5 roku......byłem 2 razy w lesie z linką, raz w wypożyczalni samochodów aby wypożyczyc auto którym po pijanemu chciałem pod tira wjechać....powstrzymała mnie myśl o moim 6 letnim synu, dla którego jestem "Tatuń"........
...tak to wygląda niestety
....teraz jest lepiej, przetrwałem , trafiłem na dobry w końcu lek.....ale strach przed nawrotem choroby w ostrej fazie będzie mi towarzyszył do końca moich dni...
R.I.P dla kolegi.....ja rozumiem co Cię skłoniło do tego czynu....
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

Avatar użytkownika
przez Bylejaka 02 lut 2010, 16:36
U mnie to przede wszystkim beznadzieja wszystkiego dookoła, brak poczucia bycia potrzebną. Mnie powstrzymuje tylko/aż córka. Ale są chwile ze nie ma siły takiej która by mnie powstrzymała ale np. nie mam jak, bo jest mąż w domu, jest córka, albo znajomi...wtedy ide spac by przespac te mysli. Mam resztki samokontroli ale boje sie ze nie dam rady.
Niewiem co sie ze mną stało, niewiem co się ze mną dzieje...!!
Jak ktoś ma duszę i ciało, podobno ma jeszczę nadzieję.
Wśród tłumu wyprana z rozumu.
To życie jest moje czy czyjeś...??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
28 gru 2009, 20:37
Lokalizacja
Wawa i okolice

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 02 lut 2010, 16:39
MAGDULQA

To straszne o czym napisałaś, niestety Robert ma rację. To nie jest niczyja wina. Wielu ludzi ma tzw. depresje maskowaną, nie skarżą się , mają poczucie,że nikt ich nie zroumie. Bo tak jest. Zrozumie tylko ten kto doświadczył takiego stanu. Nie ma co gdybać, szukaćwiny w rodzinie, znajomych. Współczuję rodzinie bo teraz będzie dochodziła faktów i szukać odpowiedzi na pytanie "Dlaczego?".
To choroba skłoniła Go do takiego wyboru. Pomyślał pewnie,ze da kres swojemu cierpieniu. Skrzywdził po drodze też wielu bliskich ludzi, rodzinę.
Nie będę snuła wywodów na ten temat. Każdy z nas ma inna tolerancję na ból, na cierpienie . My cierpimy z powodu choroby duszy, fakt...takie zaburzenia leczy się różnymi sposobami" lekami, terapią.....ale nie każdy wytrzymuje okres zaostrzenia objawów, bólu psychicznego-bo ten jest najgorszy i fizycznego.
Rodzina niech nie szuka winy, nie obwinia się bo to nie ma sensu.

Łączę sie z Tobą w bólu.
Monika

[Dodane po edycji:]

Bylejaka

Znajdziesz tą siłę i kontrolęnad sobą. Mówilam Tobie,ze to kwestia czasu, leków, terapii. To naprawdę zadziała.
Wróciłam właśnie z narady, kto by pomyślał,że wyjdę do ludzi jeszcze 2 miesiące temu?
Nadzieja jest. Wyjście teżjest....trzeba go tylko poszukać........a tu czas odggywa istotną rolę.
Szkoda,ze nie mieszkasz blisko mnie.Porozmawiałabym z Tobą. Jak chcesz to możesz do mnie napisać, albo skontaktować.
Monika.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

przez China 02 lut 2010, 17:28
Robert 6666 idealnie to wszystko opisales... ja teraz wlasnie jestem w takiej fazie totalnej beznadzieji. Mam nerwice natrectw myslowych o bardzo przykrej tematyce nie bede pisac zeby ktos nie podlapal tematu od jakichs 4 miesiecy do tego doszla depresja wywołana wlasnie nn. Najgorsze jest przynajmniej dla mnie to ze praktycznie z dnia na dzien stalam sie zupelnie inna osoba zawsze bylam jak to okresliliscie "dusza towarzystwa" bylam wesola cieszylam sie zyciem owszem czasem byly problemy jak u kazdego ale radzilam sobie nie popadalam w takie stany a ta choroba zniszczyla mi zycie. Najgorsze jest to ze nie mam na to wplywu, staram sie bardzo sie staram walczyc wierzyc ze pewnego dnia sie obudze i wszystko bedzie jak kiedys ale coraz rzadziej w to wierze. Marze o tym zeby moje zycie bylo jak dawniej normalnie zwyczajnie. Doskonale rozumiem tego chlopaka ktory sie zabil to bardzo przykre ale ja coraz czesciej mam mysli samobojcze. Siedze w domu kilka tygodni unikam ludzi pozniej znowu dusza towarzystwa zeby choc na chwile wrocic do normalnosci ale i tak zawsze mam w sobie to gowno jak jakis kolec ktory wbija sie w serce i nie daje zyc. Nikomu juz nie mowie co mi jest po co maja wiedziec i tak nie zrozumieja a nie chce ich martwic, na prawde zdrowy czlowiek nie zrozumie kogos takiego jak ja tego nie mozna zrozumiec to jest takie cierpienie nie do opisania. W chwilach kiedy juz chce wyjsc z domu skonczyc to wszystko powstrzymuje mnie mysl o rodzicach, calej rodzinie bo wiem jak bardzo bym ich skrzywdzila, ale czasem juz nawet to przestaje mnie trzymac. Nie wierze juz w Boga, nie mam wiary praktycznie w nic, trace kontakty z ludzmi chociaz mam studia, nie brak mi pieniedzy patrzac z boku niejeden by mi zazdroscil. Ale ktos kto chociaz na 1 dzien wszedl by w moje wnetrze nigdy za zadne skarby swiata by sie nie zamienil. Płacze teraz jak to pisze bo chociaz minelo juz tyle czasu ja dalej nie wierze, ze mnie to spotkalo, nie moge sie pogodzic z tym... Magdulqua nie zadrczaj sie wiem latwo powiedziec ale na prawde nic nie moglas zrobic ani Ty ani rodzina Twojego kolegi, nie mogliscie mu pomoc, ja wiem przez co on przechodzi rozumiem te zmiany stanow mmoze jak wam sie wydawalo ze juz mu lepiej ze wychodzi do ludzi to on rozpaczliwie walczyl z samym soba o rsztki normalnosci ale moze w glebi czul z enic juz nie bedzie jak kiedys, normalnie i nie dal rady dluzej sie meczyc. Zycie jest niesprawiedliwe i to bardzo...
China
Offline

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

przez rober6666 02 lut 2010, 17:38
China pięknie to wszystko opisałaś....widać że kobiety są z Wenus,hehehehe a my prostaki z Marsa,hahaha
Ja to opisalem prostacko
Ale dobrze-teraz Ci co takich stanów jak my nie zaznali maja jakieś blade pojęcie co sie tak naprawdę z nami dzieje
ODDAŁBYM chyba wszystko za zdrowie.....
leczysz się?? jak?
poczytaj sobie moja historie na tym forum w tym temacie powinna byc i w temacie "fluanxol"
Było tragicznie
teraz trafiłem dzięki temu forum ( a jakże by inaczej, skoro lekarze z reguły nie słuchają tylko walą prochy schematycznie) na lek ktoóy przywrócił mnie do życia ( stary poczciwy fluanxol)
...Ty tez trafisz tylko
musisz probować
polecam moje posty w tym temacie i w temacie fluanxol
Trzymaj sie
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

przez MAGDULQA 02 lut 2010, 18:22
szczerze współczuje każdemu kogo to spotkało, kto to przeżył. aż brak mi słów... boshe..przez co On musiał przejść, z czym sie na codzień męczył. wiem że mówił że żołądek go boli,że słyszy dzwonienie w uszach, z tego sie zwierzył koledze,było to jakiś czas temu,ale mówił ze nie wie co to jest i dlaczego.często pił, chyba to mu pomagało.pił i spał. ostatnio z powodu że go ten żołądek bolał to odpuścił troszku. jak nas odwiedził w piątek to wypił 3 piwka.po dwoch poszedł sie przespać do pokoju obok.wrócił za 30 min.wypił trzecie i dalej poszedł spać.ale jak siedział to rozmawiał z wszystkimi, zartował. 3 godziny przed samobójstwem był na spacerze, rozmawiał z kolega, jak poszedł do domu to pisał na gg, umawiał sie na wieczór.chwile potem juz była policja, karetka... wydawalo sie że juz jest lepiej, nikt nie sadzil ze cos zrobi, ze to az tak powazne.ciezko to pojąć. masakra. zawsze myslalam ze musi byc jakis bodziec, rozstanie z ukochana/nym, utrata pracy, brak perspektyw.. a On mial to wszystko. powinna być wieksza swiadomosc wsrod ludzi odnosnie takim chorobom psychicznych. życze wszystkim żeby udalo wam sie pokonach chorobe,wyjsc na prostą,poczuc szczescie, realizowac marzenia, spełniać sie. na prawde warto życ, byc dla innych.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 lut 2010, 15:14

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

przez Pain 02 lut 2010, 18:34
MAGDULQA napisał(a):witam. nie wiem jak to napisac. weszlam na to forum poniewaz moj dobry kolega wczoraj popelnil samobojstwo i nie moge tego zrozumiec!!!mial 27 lat, dobry dom, prace, pelno znajomych, usmiechniety,przyjazny itp.cierpial na depresje, leczyl sie od niedawna.a mial ja dlugo..pare lat cierpial ale bylo to zmienne, miesiac w domy, a pozniej 3 miesiace dusza towazystwa.podobno tabletki zwiekszaly jego stany lekowe.w ostatnim tygodniu, po dluzszym siedzeniu w domu, w koncu zaczał wychodzic do ludzi.nawet nas odwiedzil, myslelismy ze nastapila poprawa. nie byl az tak rozmowny jak zawsze...ale staral sie, usmiechal. w dzien jego smierci tez rozmawial z ludzmi, umawial sie na sobote, a trzy godziny pozniej juz nie żyl.... to prawda ze zdrowy chorego nie zrozumie. rozmawialismy z nim,mowil ze nie wie co mu jest, nie rozwijal tej mysli.teraz go juz nie ma, sa wspomnienia, pelno zalamanych osob, bardzo cierpiaca rodzina i pytania bez odpowiedzi. chcialabym zeby osoby ktore byly o krok od zabicia sie, napisaly co do tego doprowadza, dlaczego nagle sie przelamal, odwiedzil znajomych, do ostatniej chwili byl z nim normalny kontakt a jednak to zrobil!!dlaczego?czy mogł to planować, czy byla to chwila?może moje pytania są szokujące, ale siedze i czytam w necie różne artykuły, dalej nie moge zrozumieć, czemu dal wszystkim do zrozumienia ze juz jest lepiej,a tu... i nie ma chlopaka. to boli


Nigdy się tu nie wypowiadałam z powodów stricte osobistych, ale Twój post poruszył mnie do głębi. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak się teraz czujesz. To straszne co ta choroba robi z człowiekiem. Ktoś, kto jest wspaniałym człowiekiem, nagle czuje się nikim. Ktoś, kto zawsze był towarzyski, nagle zostaje sam. Wiek nie gra tu żadnej roli. W swoim życiu mam tylko dwie osoby borykające się z depresją. Siebie i najbliższą mi osobę. Nawet przez myśl mi nie przechodzi, że mogłabym tę osobę stracić. Dalsze życie nie miałoby sensu. Mimo że Ty mówisz o dobrym koledze, a ja o istocie, której poświęciłam całe życie, to jednak doskonale rozumiem Twoje pytania. Też chciałabym wiedzieć dlaczego, skąd się to bierze i jak to możliwe. Czuję się teraz strasznie. Ostatnio zdiagnozowano mi zaburzenia depresyjno-lękowe i lęki niestety się nasilają. Boję się... Przeraźliwie się boję, że nie uda mi się pomóc ukochanej osobie. Na szczęście mam w sobie dość siły, by walczyć o nas oboje. I przysięgam przed całym tym forum, że wypruję sobie flaki, ale dopnę swego. Pomogę.

MAGDULQA, niewyobrażalnie Ci współczuję i łączę się w bólu.
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Depresja, myśli samobójcze. Co robić?

Avatar użytkownika
przez Majster 02 lut 2010, 20:08
To jest trudny temat i najczesciej unikany, zwlaszcza po skutecznej probie. Mowi sie wtedy: "o zmarlych zle sie nie mowi", ale prawda jest taka, ze o zywych tym bardziej. Szukamy teoretycznie wyjasnienia, analizujemy, ale i tak prawie zawsze oficjalna wersja omija zywych czlonkow rodziny, najblizszych, przyjaciol, bo przeciez zywym do ogrodka sie nie robi, oni i tak maja problem ze smiercia kogos z rodziny.
Kazdy przerabial samobojstwo kogos z otoczenia. Kazdy na 100% slyszal o kims kto odebral sobie zycie. Kazdy wie ze to jest cholernei delikatna sprawa i ze lepiej nie zadawac pytan bo najblizsi i tak maja wyrzuty sumienia, i tak nie cofnie sie czasu, i tak nie znajdzie sie przyczyny - czyli formalnie rzecz biorac to ten samobojca jest winien i trzeba jak najszybciej sprawe wcisnac gdzies pod dywan albo do kąta bo to tylko wstyd w rodzinie. Tak jest najczesciej. Dlaczego? Czy to zawsze musi byc deprecha? Czy rodzina, przyjaciele naprawde nic nie mogli zrobic? Moze nie chcieli? Moze zabraklo wyobrazni? A moze lepiej nie poruszac tego tematu?
Ja tez nie jestem wyjatkiem i o kilku samobojstwach slyszalem:

1. Dawno temu, jeszcze na studiach bylem na Sylwestrze w Olsztynie. Tam zadokowalismy na jakims mieszkaniu, ktore zamieszkiwal kolega ekipy. Ja nawet faceta nie widzialem, ale mowili o nim jego znajomi: taki troche odciety, wycofany czlowiek, slaby kontakt. Podobno stracil prace, wlasnie odcieli mu prad. Nie wiadomo co z tym zrobi, pewnie wroci do rodziny gdzies na wies - tyle bylo tej gadki. No i po miesiacu gosc sie powiesil i nikt nie wiedzial dlaczego. Skoro z nikim nie byl blizej to moze i faktycznie trudno byloby jakosc odwiesc go od tego zamiaru, moze nie mozna bylo nic zrobic.. :(

2. Jakies 10 lat temu, zaraz po mojej przeprowadzce do mojego miasta poznalem kilku nowych ludzi w otoczeniu, miedzy innymi pewnego lekarza psychiatre i jego zone. Wspierala go podobno gdy kandydowal na radnego czy posla, cos w tym rodzaju, ale gdy cale te wybory okazaly sie jakas mrzonka wyprowadzila sie od niego i zostawila go samego w pustym mieszkaniu. Nikt sie nie wtracal bo to przeciez rodzinna sprawa, nie wypada, nie powinno sie itd. O ile sie wtedy orientowalem to cale to malzenstwo to byla jakas fikcja bo gosciu byl pod pantofel wbity a ona nastawila sie na jego kariere i zwiazane z nia szanse. No wiec po 2-3 miesiacach gosciu nagle znikl. Znalezli go po tygodniu gdy sasiedzi zaczeli czuc dziwne zapachy spod drzwi. Jego zona na pogrzebie lala krokodyle lzy i wszyscy skladali jej kondolencje a za plecami mowili: co za suka .. Potem zwinela wszystko czego sie dorobili i tyle bylo ją widac.

3. Jakies 5-6 lat temu dokladnie 31.12 powiesil sie znajomy rodziny. Znalem faceta osobiscie, faktycznie wygladal na lapiacego doly, ale bez przesady, w zyciu bym nie powiedzial ze jest zdolny do tego zeby odebrac sobie zycie - zona, dwojka fajnych dzieciakow.. Ale nikt nie pogadal z jego zona, a mi nie daje spokoju do dzisiaj: gdzie ona byla jak on sobie petle zakladal? Skoro mieszkali razem to na 100% wiedziala wiecej niz jakis poboczny obserwator. Czy cos zrobila? Wg mnie nic nie zrobila. Na dzien dzisiejszy kupila sobie samochod i jakos sie z tym pozbierala. Ja nie chce na niej wieszac psow, ale zawsze najlatwiej jest powiedziec - "zostawmy zywych w spokoju, umarlym i tak nie pomozemy."

Wg mnie otoczenie, chocby nawet bliskie, czesto jest jakims czynnikiem dodatkowym, ktory indukuje determinacje. Najgorsza jest obojetnosc czy nawet wrogosc tego otoczenia, niewazne czy swiadoma czy nie - przeciez i tak jest wynikiem braku wyobrazni, bagatelizowania problemu, czasem pewnie nawet wyladowaniem wlasnych slabosci czy kompleksow przez agresje na kims slabszym. A potem wystarczy tylko powiedziec: nic nie widzielismy, zostawcie nas w spokoju..
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: mysli samobojcze!

przez edyta21 02 lut 2010, 20:52
dzisiaj jest gorzej rozklejam sie niewiem co mam robic zyc mi sie niecvhce zaczynam przesadzac niejem rozkojarzejenie jazni znow placz walcze ale niemam juz sil jestem na skrraju wytrzymalosci
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
07 sty 2010, 11:20

Re: mysli samobojcze!

przez rober6666 02 lut 2010, 21:14
Pan Reklama Ci odpisał,hehehehe
...a tak na poważnie to jest jeszcze jeden temat na tym forum bardzo podobny. Ja się tam udzielam bardzo i on Cię wybitnie dotyczy

depresja-my-li-samobojcze-co-robi-t17351.html

poczytaj i nabierz sił do walki z gó..wnem które Cie zabija
Trzymaj się
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do