problem czy złudzenie.?

Inne zaburzenia.

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 30 sty 2010, 12:31
nieidealna napisał(a):czasem się zastanawiam, czy Ona w ogóle chce ze mną gadać..


:shock: Ja też często miałam takie uczucie (i mam)!
Joaśka
Offline

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 30 sty 2010, 12:33
i obawiam się, że gdybym poszła do psychologa, to też bym miała tak, jak Ty..
bo w sumie ja tam chce iść.. ale nie dlatego, żeby sobie pomóc.. sam fakt, że bym tam chodziła byłby dla mnie czymś wspaniałym.
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 30 sty 2010, 14:34
nieidealna napisał(a):i obawiam się, że gdybym poszła do psychologa, to też bym miała tak, jak Ty..
bo w sumie ja tam chce iść.. ale nie dlatego, żeby sobie pomóc.. sam fakt, że bym tam chodziła byłby dla mnie czymś wspaniałym.


Hymmm.... Wiesz co, ja na początku właściwie do końca to nie wiedziałam, dlaczego się wybieram na psychoterapię. W ogóle mam też problemy ze zdrowiem fizycznym, więc myślałam, że może dzięki niej będzie łatwiej mi to znosić.
Po pierwszej wizycie pomyślałam, że będę miała poważny problem jeśli chodzi o relacje z psychoterapeutką, bo właśnie od pierwszego spotkania (zawsze tak mam) za bardzo ją polubiłam, a wiedziałam już, z czym to się wiąże. Po kilku sesjach byłam o tym przekonana i chodziłam tam właściwie bardziej dlatego, żeby móc z nią porozmawiać, niż dlatego, że chciałam sobie pomóc.
Teraz po czterech miesiącach psychoterapii patrzę na to jeszcze inaczej - nadal czuję tą przeogromną sympatię do niej, jednak dzięki jej pomocy, sesjom terapeutycznym uświadomiłam sobie bardzo wiele spraw związanych z moim życiem, problemami, emocjami, kontaktami z innymi ludźmi i bardzo chcę w końcu w miarę normalnie żyć, mieć normalne kontakty z innymi ludźmi i funkcjonować w społeczeństwie. Staram się jak mogę, by to osiągnąć, choć czasem skutek jest wręcz odwrotny, czasami sesje są bardzo bolesne (w trakcie spotkania jestem bardzo zła, wręcz wściekła na psychoterapeutkę w wyniku przebiegu rozmowy, a przez to czuję z kolei poczucie winy, bo przecież tak ją lubię, jak mogłam się unieść itd. - to jest skomplikowane do opisania :P ). W trakcie terapii jednak sposób myślenia powolutku się zmienia. Psychoterapeutka mówiła mi, że z upływem czasu w wyniku terapii w ludziach potrafią zajść ogromne zmiany. I to prawda.
Joaśka
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 30 sty 2010, 15:40
właściwie... ja chyba nie chcę się zmienić.. przyzwyczaiłam się do takiego życia... i nie umiałabym normalnie funkcjonować.. czułabym swego rodzaju pustkę... niespełnienie.. wokół mnie nie ma ludzi. znaczy.. są.. ale jest różnica między być a być..
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 30 sty 2010, 19:42
właściwie... ja chyba nie chcę się zmienić..

chyba, a więc pewna nie jesteś. To z kolei daje promyk nadziei na zmianę ;)


przyzwyczaiłam się do takiego życia... i nie umiałabym normalnie funkcjonować..

a teraz normalnie funkcjonujesz? i jesteś szczęśliwa?


czułabym swego rodzaju pustkę... niespełnienie..

teraz nie czujesz pustki, niespełnienia, cierpienia?


wokół mnie nie ma ludzi. znaczy.. są.. ale jest różnica między być a być..

wiem, co to znaczy, sama mam ciągle takie wrażenie. Ale może być inaczej, lepiej.
Joaśka
Offline

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 30 sty 2010, 21:36
może jest i promyk.. ale.. to za mało.. a nie mam słońca, które jest niezbędne.

wiesz.. jak dla mnie, to funkcjonuje normalnie, jak zwykle.
czy jestem szczęśliwa.? właściwie nie wiem, co to szczęście i "jak TO się czuje".

może i odczuwam pustkę, niespełnienie. poniekąd cierpienie..
ale potem bym czuła to samo.. więc.. jaka to różnica.?

u mnie, to coś więcej niż tylko wrażenie.
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 30 sty 2010, 22:17
I znowu jesteś na nie... Nieidealna, wiesz, ja nie będę Cię przekonywać na siłę, że powinnaś zacząć się leczyć, skoro Ty z każdą propozycją stawiasz zacięty opór i wysuwasz kolejne kontrargumenty. Jesteś już dużą dziewczynką. To Ty musisz chcieć, by móc coś zmienić. A skoro nie chcesz... cóż, może do tego kiedyś dojrzejesz (byle nie za późno).
Jeśli nie chcesz spróbować, przekonać się sama tylko z góry od razu zakładasz, że nic by się nie zmieniło to ja nie jestem w stanie na Ciebie wpłynąć byś podjęła leczenie, choć chciałabym, bo myślę, że jesteśmy do siebie podobne i wiem, że w głębi duszy jednak bardzo cierpisz i pragniesz zmiany choć udajesz silną.
Skoro jest Ci właściwie dobrze tak jak jest i nie chcesz, by cokolwiek się zmieniło (choć bardzo trudno mi w to uwierzyć) to widać nie chcesz pomocy... Albo nie jesteś na nią gotowa. I ja to szanuję, nie będę Cię więcej namawiać na pójście na psychoterapię. Co nie zmienia faktu, że nadal możemy rozmawiać.
Joaśka
Offline

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 30 sty 2010, 22:30
ok.. chociaż tyle, ze jeszcze dajesz mi możliwość rozmowy ze sobą. dziękuje.

[Dodane po edycji:]

ogólnie rzecz biorąc jestem na siebie zła.. rozkochałam w sobie dorosłego mężczyznę... jestem okropna.

[Dodane po edycji:]

grrr.
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 31 sty 2010, 11:29
ok.. chociaż tyle, ze jeszcze dajesz mi możliwość rozmowy ze sobą. dziękuje.

Nie ma za co. Miło porozmawiać z kimś, kto czuje podobnie ;)


ogólnie rzecz biorąc jestem na siebie zła.. rozkochałam w sobie dorosłego mężczyznę... jestem okropna.

Skoro zdajesz sobie sprawę z tego, że źle postępujesz (bo to granie na jego uczuciach, a tym samym zadawanie mu cierpienia) to powinnaś jak najszybciej przestać to robić i nie dawać mu błędnych sygnałów... Na pewno nie chciałabyś, żeby ktoś bawił się tak z Tobą, prawda? No, chyba, że jednak Ci na nim zależy...

Dorosłego to znaczy w jakim wieku?
Joaśka
Offline

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 31 sty 2010, 12:30
ale... on sam się zakochał.. a mówiąc "rozkochałam" miałam na myśli, że przez to jaka jestem, on się we mnie zakochał.. poznaliśmy się na czacie dla dda, choć On nie jest dda... po prostu przyszedł.. mieszka ponad 300km ode mnie.
nie narzuca się..
jest taki.. hmm.. normalny, ale inny.. czuły, inteligentny... mówi, że go fascynuje...
ma też dziecko.. ale z żoną się rozwodzi..
o dziecku mówi z ogromnym uczuciem.. wiem, że jest Ona dla niego wszystkim...
a teraz.. teraz i ja staje się częścią jego życia... ale ja nie nadaje się do związku.. do miłości..
ja niszczę i krzywdzę... jest dla mnie kimś więcej niż znajomym, ale nie traktuje go[ani nikogo innego] jak przyjaciela.. ani jako partnera. owszem. ciągnie mnie, ponieważ brakuje mi chyba uczuć.. ale nie mogę go wykorzystywać. bawić się nim. on wie, tak mi się wydaje, że ja nie darze go takim uczuciem, jakim on mnie..
o ile starszy.? 25lat.
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 31 sty 2010, 13:12
Rozumiem... Wiesz, z takimi internetowymi znajomościami to lepiej uważać. Skoro nie jest dda to co go tam przyniosło? Dziecko, żona..., pisze czułe słówka, że go fascynujesz, itd. ... – to wszystko nie brzmi najlepiej, ja bym mu zdecydowanie nie ufała. Bardzo dobrze, że mieszka daleko od Ciebie, bo gdyby mieszkał bliżej to prawdopodobnie chciałby się z Tobą spotkać, i tu pytanie – w jakim celu... :?
Powiem Ci jedno – ja też miałam kiedyś przed paroma laty taką internetową znajomość z dużo starszym od siebie mężczyzną. Bardzo potrzebowałam ciepła, opieki, a ten „pan” wydawał mi się być idealny, tylko on mnie rozumiał, doradzał, wspierał. Pisaliśmy do siebie całymi dniami. Rozmawialiśmy też przez tel. W pewnym stopniu psychicznie jakby uzależnił mnie od siebie. W końcu chciał się ze mną spotkać (na nieszczęście okazało się, że mieszkaliśmy w tym samym mieście). Dobrze, że dzięki mojej koleżance, której przyznałam się do tej znajomości w porę się „obudziłam”, bo inaczej wpakowałabym się naprawdę w niezłe tarapaty :/ Nie chcę już do tego wracać, jaka ja naiwna byłam, szkoda słów. :evil:
Domyślam się, że brakuje Ci uczuć i kogoś bliskiego. Wszystko przed Tobą, zobaczysz. Mam nadzieję, że kiedyś podejmiesz decyzję, że chcesz coś zmienić w swoim życiu. Wtedy masz szansę stworzyć z kimś związek, być szczęśliwa, szczerze kochać, a nie tylko niszczyć. I tego Ci życzę.
Joaśka
Offline

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 31 sty 2010, 13:35
już się spotkaliśmy.. wracał z delegacji.. ja powiedziałam, że nie chce się spotkać, ale i tak przyjechał.. kiedyś przypadkiem się dowiedział, gdzie mieszkam, bo poznałam pewną kobietę, która była też jego znajomą.. no i ona mieszkała 15km ode mnie.. więc siłą rzeczy ona chyba się wygadała..
gwarantuje, że On nie należy do TAKICH mężczyzn.. nie byłby w stanie mnie skrzywdzić.
normalny związek.?
ja żadnego związku nie stworzę...
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 31 sty 2010, 14:24
Skoro mówisz, że kontakty z nim są dla Ciebie w 100% bezpieczne to ok... Ale trzymaj rękę na pulsie i bądź czujna. Ja bym się z tej dziwnej znajomości "wymiksowała" :? , ale Ty już wiesz co robisz.
Skąd wiesz, że nie stworzysz? Lubisz tak się udręczać? Wiesz, że jest to forma autoagresji, podobnie jak zadawanie sobie bólu fizycznego? Wmawianie sobie, powtarzanie i "uświadamianie" sobie, że nigdy nie będziesz szczęśliwa, prawdziwie zakochana itd. to zachowanie autoagresywne. Ja przed podjęciem leczenia wmawiałam sobie zawzięcie (i najgorsze, że w to święcie wierzyłam), że mnie nic już dobrego nie spotka, że nigdy nie będę mogła żyć z ludźmi, a tylko obok nich, że jestem skazana na samotność, karanie siebie i bezuczuciową wegetację. Ale moje myślenie teraz powoli się zmienia.
Joaśka
Offline

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 31 sty 2010, 16:52
no bo tak jest. że mnie nikt nie pokocha. nie polubi. zresztą. nie wierze zbytnio w słowa innych ludzi, np. że mnie lubią czy kochają. czasem, kiedy mam lepszy humor, a oni coś niespodziewanego dla mnie zrobią, to mam przebłyski, ze może jednak lubią.. ale to mija. jestem skazana na samotność..
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do