problem czy złudzenie.?

Inne zaburzenia.

problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 27 sty 2010, 14:15
tak więc zacznę od tego, że mam 17 lat. mój ojciec pije odkąd pamiętam[tak, wiem. są gorsze problemy]. wieczne awantury, rękoczyny, wyzwiska etc. bardzo wcześnie wysłano mnie do przedszkola. raz chciałam chodzić, innym razem mnie. raz czułam się w miarę innym razem tragicznie. kiedy nie chodziłam do przedszkola lub z niego wracałam siedziałam w domu z ojcem. mama pracowała. bałam się wychodzić z domu, a jak już wychodziłam to tylko przed blok. niekiedy zachowywał się w miarę innym razem wyzywał mnie od suk, szmat itp. przez okno. pamiętam, jak kiedyś jakiś dzieciak mi powiedział, że ojciec w sklepie powiedział, iż "chce coś dla swojej suki", czyli mnie. było mi cholernie wstyd. z matką nigdy nie miałam dobrego kontaktu. nie potrafi z nią rozmawiać o czymś poważnym. o szkole z nią czasem rozmawiam, ale i tak z wewnętrznym lękiem, bo wiem, że ona by chciała, żebym ja była lepsza, choć nie uczę się najgorzej. kiedy miałam 7, może 8 lat kolega chciał mi coś pokazać.. okazało się, ze chodziło mu o seks. zrobiliśmy to, ja nie chciałam, ale on ciągle powtarzał "jeszcze trochę". nikomu o tym nie powiedziałam, bo w sumie on też był jeszcze dzieckiem. jako dziecko byłam bardzo agresywna w stosunku do innych, ale też bardzo płaczliwa. kiedy poszłam do szkoły wiecznie szukałam uznania i podziwu, co zresztą do tej pory mi wypominają koleżanki, że w 1 klasie, wciąż powtarzałam, że mam brzydki rysunek. przez pierwsze 5 lat podstawówki jakoś przebrnęłam. potem zaczęłam coraz bardziej zauważać, jaka jestem głupia, brzydka i gruba. w 6 klasie zaczęłam się również okaleczać, tj. ciąć, przypalać. trwało to mniej więcej przez 4 lata. potem przestałam, gdyż zbyt wielu ludzi się tym interesowało, choć zanim przestałam robiłam to w miejscach niewidocznych na co dzień, tj. stopach, brzuchu. w końcu całkiem to zostawiłam, bojąc się, że ktoś mógłby zniszczyć mój plan autodestrukcji. jakoś się to życie toczyło.
mam dwóch braci, ale mój ojciec nie jest ich biologicznym ojcem. wydawać by się mogło, ze jestem 'pupilką' ojca. po części tak, ale ma to swoje negatywne strony. ojciec często zadawał mi pytanie: mam ich zabić.? poderżnę im gardła, chcesz.? a ja odpowiadałam zawsze, ze nie.
kiedy mama mówiła mu, że go wyrzuci powtarzał swoje: nie zdążysz. pewnego razy, gdy to zrobił, złapałam za nóż i powiedziałam: Ty nie zdążysz. miał szczęście, że mama była w kuchni, bo byłoby po nim.
pamiętam do tej pory sen. ojciec był normalny, a po chwili zmieniał się w diabła[pamiętam to, bo to jedyny raz, kiedy się zmoczyłam w nocy.].
w wieku 11lat pierwszy raz się upiłam i tak to jakoś poszło. w gimnazjum poznałam 2 lata starszego ode mnie chłopaka. i to właśnie na ognisku, gdzie piliśmy, paliliśmy. potem zaczęłam się z nim spotykać. na pewnym spotkaniu uznał, że jestem łatwa i zaczął się do mnie dobierać. rozbierał, wsadzał wszędzie swoje łapska. a ja jak osłupiała, tylko błagałam, żeby przestał. nie umiałam się wyrwać.. nawet nie próbowałam. w końcu przestał, zostawił mnie i poszedł. strasznie się po tym czułam, ale nic nie mogłam zrobić.
mama już nieraz chciała wyrzucić go z domu, ale ja nie mogę na to pozwolić. nie wyobrażam sobie innego życia. boję się, ze narobiłby mi wstydu.
chyba go nienawidzę, ale jest mi go cholernie żal, gdy ma delirkę.
od zawsze miałam poczucie inności, wyalienowania, zbędności. kiedyś trafiłam na forum dla dda, gdzie, jak się okazało, byłam potworna. wywoływałam kłótnie, robiłam awantury z byle powodu.
zmieniłam się trochę, bo nie okazuje swojej złości tak często, lecz duszę ją w sobie.
marze o śmiertelnej chorobie. często sobie to wyobrażam, a nawet traktuję to jako rzeczywistość. robię tak tylko, kiedy jestem sama, najczęściej, gdy leżę w łóżku. wiem, ze to śmiesznie może brzmieć, ale wczuwam się w to całą sobą. raz jest to śmiertelna choroba innym razem choroba psychiczna. uwielbiam być chora, ale nienawidzę pytań: 'jak się czujesz?' i traktowania mnie inaczej.
kiedyś też często wyobrażałam sobie śmierć. zemstę na ludziach.
wczoraj zobaczyłam w sobie coś jeszcze. może to normalne, może każdy tak ma.. ale.. czasem, nieczęsto, boję się, że ktoś mnie obserwuje.. to śmiesznie znów może zabrzmieć, ale np. jak się kąpie, to mam wrażenie i taki lęk, że sąsiedzi z góry mnie podglądają, że ktoś z domowników zainstalował kamerę gdzieś i mnie obserwuje. kiedy poznaje kogoś nowego, to boję się, że mnie śledzi lub, ze podłożył mi jakiś nadajnik. raz z tego powodu ściągałam bluzę na ulicy, żeby sprawdzić, czy nie mam niczego w kapturze.
hmm.. bardzo mnie denerwuje to, że często myję ręce. nie wiem, czemu, ale czuję, że muszę to zrobić. aczkolwiek robię to tylko w domu. poza nim nie czuje aż takiego przymusu. poza tym lubię nieparzyste liczby. kiedy jest parzyście, jest dziwnie, aczkolwiek kiedy stawiam kropki[kropki muszą być], to albo jedną, albo dwie. nie może być więcej.
nie potrafię być sobą. jest mnie jakby dwie. w realu jestem kimś innym, a w sieci kimś innym. nie mam jako tako przyjaciół. głównie mam znajomych wirtualnych. całe dnie spędzam w domu.[poza wyjściem do szkoły.]. nie umiem nazywać ani okazywać większości uczuć. nie rozróżniam ich zbytnio. nie lubię bliskości. jest ona dla mnie krępująca. i to bardzo. kiedy np. ktoś mnie przytula to nie czuję się dobrze tylko mam w głowie: pewnie pomyśli, że jestem gruba lub, że śmierdzę[choć o higienę wyjątkowo dbam.].
często czuje się zbędna. w kontaktach z ludźmi jestem dość płochliwa. wystarczy jeden gest, jedno słowo, a ja myślę, że ktoś mnie ma dość, że męczę go, że się narzucam.
odsuwam się. kiedyś miałam wielu znajomych, z którymi wychodziłam gdzieś. wszystkich odsunęłam od siebie, co zresztą od niektórych usłyszałam.
interpretuje wiele rzeczy po swojemu, ale nie robię tego specjalnie.
uświadomiłam sobie, że często manipuluje ludźmi. ale kiedy to robię, to o tym nie myślę. uważam to za normalne. potem jedynie analizuje swoje zachowanie i do tego dochodzę.
nie widzę sensu dalszego życia, ale brak mi odwagi, by go zakończyć.
ojciec narobił nam wielu problemów, które będą się ciągły za mną długo.
teraz jest chory i leży w szpitalu.. a ja nawet się nie martwię... nie czuje nic.. kompletnie.
znajduje w sobie praktycznie wszystkie objawy Borderline.

zastanawiam się.. czy powinnam coś z sobą zrobić, czy faktycznie mam jakiś problem.? a może to tylko moja wyobraźnia.?
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez Paranoja 27 sty 2010, 14:24
napewno masz zaburzenia osobowości, nerwicę też widzę, ale musisz iść do specjalisty. Tutaj lekarzy nie ma. Terapia i to długa Ci się przyda, najlepiej jakaś intensywna na oddziale dziennym bądź zamkniętym [to żaden wstyd].

Nie powiem, ciężka sytuacja, ale myślę, że skoro postanowiłaś tu napisać to znaczy, że widzisz problem.


Naprawdę poruszyła mnie Twoja historia, w niektórych momentach podobna do mojej, chociaż ja aż tak tragicznie w życiu nie miałam.

Trzymam kciuki i powodzenia
Włączam tryb ninja jak jestem sam w domu i sprawdzam wszystkie pokoje czy przypadkiem gdzieś nie czeka na mnie seryjny morderca.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1933
Dołączył(a)
10 gru 2009, 08:07

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 27 sty 2010, 14:30
tylko.. ja nie potrafię rozmawiać w realu.. nie potrafiłabym tego wszystkiego, co tu napisałam, powiedzieć. nawet przeczytać głośno.
wczoraj rozmawiałam ze znajomą, a ona mi powiedziała, że ja nie jestem na nic chora, ale wierze w to, że jestem..
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez Paranoja 27 sty 2010, 14:47
Wiem, że ciężko mówić o swoich problemach, mi również łatwiej przychodzi pisanie niż mówienie. Zawsze możesz psychologowi pisać "listy" jeśli trudno Ci mówić o tych sprawach.
Włączam tryb ninja jak jestem sam w domu i sprawdzam wszystkie pokoje czy przypadkiem gdzieś nie czeka na mnie seryjny morderca.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1933
Dołączył(a)
10 gru 2009, 08:07

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 27 sty 2010, 14:52
wątpię, ze ktokolwiek jest w stanie cokolwiek dla mnie zrobić.. nawet ja..
napisałam tu, bo czułam taką potrzebę.. nie miałam z kim pogadać.
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez scrat 27 sty 2010, 16:08
Spuszczasz u psychiatry oczy, patrzysz w podłogę i jakoś to idzie, najtrudniej zacząć.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 27 sty 2010, 16:23
psychiatra.?!.
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez scrat 27 sty 2010, 16:28
A kto inny...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez linka 27 sty 2010, 16:30
nieidealna, a co strasznego w psychiatrze ?
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 27 sty 2010, 16:36
no nic.. ale jakoś tak dziwnie.. że ja i psychiatra..
jak dotąd wszyscy bagatelizowali mnie i mój problem, nawet ja.. a tu nagle psychiatra..
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez linka 27 sty 2010, 16:39
Psychiatra - jak wskazuje nazwa zajmuje się psychiką i nie ma się co bać. Jeśli jednak masz jakieś obawy na początek wystarczy jak pójdziesz do psychologa - on powinien w razie czego skierować się do lekarza :smile:
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: problem czy złudzenie.?

przez Joaśka 27 sty 2010, 16:40
Nieidealna, dokładnie tak jak pisze Linka, udaj się do psychologa/psychoterapeuty, a dalej wspólnie pomyślicie co robić. Wiem co czujesz, bo znam to z autopsji - trudno mi rozmawiać z kimś w realu, nie umiem mówić o swoich uczuciach, nazywać ich, rozróżniać, w rozmowie z kimś jestem automatycznie jakby kimś innym (więc ludzie w momi otoczeniu uważają, że jestem całkowicie normalna, szczęśliwa, nie mam problemów ze sobą), dlatego pierwsze sesje z psychoterapeutką były jedną wielką grą, mistyfikacją (też niestety manipuluję ludźmi, nie z premedytacją, nie umiem tego zatrzymać :( ). W końcu przyznałam jej się (właśnie pisemnie - smsach, mailu, raz nagrałam się też na dyktafon i puściłam jej nagranie na sesji), o co chodzi, jak jest ze mną naprawdę i od tamtego momentu zaczęła się prawdziwa terapia...
Naprawdę warto, daj sobie szansę. Terapia jest konieczna. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!
Joaśka
Offline

Re: problem czy złudzenie.?

przez bunny_wrrr 27 sty 2010, 16:44
psychiatra lub psycholog na poczatek
mowienie o swoich problemach jest bardzo trudne dla niektorych pewnie prawie niemozliwe
zwlaszcza kiedy przez dlugi czas zycie uczylo nas ze trzeba trzymac buzie na klodke a najlepszym sposobem na przezycie to zamrozenie uczuc
jednak zrzucenie tego ciezaru w bezpiecznych warunkach przy kims komu wierzymy ze wie co robi i komu nie musimy sie w zaden sposob odwdzieczac jest ulga nieporownywalnie wieksza od wlozonego w to wysilku
dla takich chwil uwolnienia warto sie przelamac
dobry psycholog/psychiatra potrafi stworzyc odpowiednie warunki do otwarcia sie
i nawet patrzenie w oczy z czasem nie jest takie straszne :smile:
co do tych mysli o podgladaniu itd to jesli nie zabieraja ci duzego wycinku dnia i nie sa bardzo uciazliwe i nie maja zbyt duzego wplywu na twoje zycie to nie powinny byc powodem do zmartwien - kazdy ma czasem tego typu mysli
choc oczywiscie nie zaszkodzi powiedziec o tym psychologowi/psychiatrze
you can't get rid of your fears...but you can learn to live with them
Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Offline
ExModerator
Posty
416
Dołączył(a)
01 gru 2008, 19:15

Re: problem czy złudzenie.?

Avatar użytkownika
przez nieidealna 27 sty 2010, 18:18
tylko.. ja nie wiem, co jest prawdą a co fikcją... nie wiem, czy rzeczywiście źle się czuje psychicznie w danej chwili czy tez po prostu stwierdziłam, że powinnam się źle czuć..
to jest wszystko trudne do wyjaśnienia.. poza tym.. poradnia zdrowia psychicznego jest przy szkole[albo gdzieś blisko], w której mam masę znajomych. a oni znają mnie jako wyszczekaną, pyskatą, zabawną dziewczynę.. nie chciałabym, żeby ktoś mnie tam zobaczył.
czasem mnie nerwy roznoszą, jak słyszę marudzenie mojej koleżanki, że ona ma wiecznie pod górkę.. mówi to zazwyczaj wtedy, kiedy w szkole dostanie 1 czy tam 2... nie mówię jej nic.. bo przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Optymiści wierzą, że świat stoi przed nimi otworem. Pesymiści wiedzą, gdzie ma ten otwór.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
27 sty 2010, 13:48

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do