Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

Inne zaburzenia.

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez thompson93 18 kwi 2014, 23:02
Witajcie, jestem tu nowy i w końcu widzę, że trafiłem na odpowiedni temat. Mnie także całe życie prześladuje alergia na niektóre dźwięki. Pierwszy raz o mizofonii usłyszałem przeglądając niedawno Faktopedię, zgłębiłem temat i wreszcie dopasowałem swoje objawy do sklasyfikowanej przypadłości. W odruchu solidarności opiszę swój przypadek, może wniesie to coś nowego, przydatnego dla reszty. Czytając można zauważyć, że u każdego mizofonia różni się stopniem i rodzajem uczulonego dźwięku. Oto i moja historia - w moim domu mój ojciec tak przypadło, jest mistrzem w wydawaniu wszelkiego rodzaju odgłosów (mlaskanie, chrapanie, smarkanie, plucie, bekanie), rodziny się nie wybiera. Przez wczesne dzieciństwo byłem już świadom tego, jednak uznawałem to za coś zabawnego i niecodziennego, jak to dzieci mają, nie drażniło mnie to, było to po prostu dźwięki takie jak inne. Gdy miałem jednak już z 7-8 lat, mimo że nic się przy stole nie zmieniło, zaczęło mnie to denerwować i z biegiem lat coraz ciężej wytrzymać było takie warunki. W wieku późnej podstawówki te same odgłosy (mlaskanie, chrapanie) zaczęły mnie drażnić u innych ludzi (brata, babci), i tak coraz gorzej. Dziś mam prawie 21 lat, wszystkie święta spędzam w zatyczkach i nauczyłem się czytać z ruchu warg (by nikt przy stole nie zorientował się, że nic nie słyszę), wspólne posiłki u nas w domu nie istnieją. Najbardziej dramatycznym skutkiem mizofonii jest mój minimalny kontakt z ojcem (nawet przy zwykłej rozmowie potrafię wysłyszeć najmniejszy "nietaki" ruch językiem, przy usłyszeniu którego nóż się w kieszeni otwiera), a mój tata nie wie nawet, dlaczego tak jest, a ja nie mam jak tego wytłumaczyć, bo każdy mówi że nic się nie dzieje i nie rozumie, w związku z czym zostałem sam ze swoim problemem. Lata lecą a moje relacje z niektórymi bliskimi wyglądają jak z nielubianym współlokatorem w akademiku. Przestaje się lubić daną osobę i ma się jej dość, co powoli eliminuje cierpiącego z części życia społecznego/rodzinnego. Według mnie na mizofonię narażeni są ci, którzy poddawani są pewnym odgłosom konkretnej osoby przez lata, aż wytwarza się jakiś "mechanizm", który zmusza umysł do postawy obronnej i przenosi się ona też wobec innych ludzi, którzy wcześniej nam nie przeszkadzali. Albo po prostu niektórzy rodzą się z podatnością zachorowania na nią i gdy poddawani są od dziecka jakimś odgłosom, mizofonia uaktywnia się już na dobre, jak u mnie. Mówi się "nie przesadzaj", "opanuj się". Nie da rady. Całe życie próbowałem się przyzwyczaić, a jest coraz gorzej. To odruchy bezwarunkowe, na które nie ma się żadnego wpływu. Gdy słyszę mlaskanie lub inną niechlujną akustykę, wulgaryzmy wypełniają wszystkie myśli i albo chcę rzucić w p***u wszystko i wybiec, albo gorzej - organizm działa jak w ostatniej fazie stresu, gdzie podejmowana jest decyzja o ucieczce lub eliminacji czynnika stresogennego. Uwalnia się w jednej sekundzie cała dzikość, jaką Matka Natura dała. Lub po chłopsku mówiąc - k**wica człowieka strzela. Z zewnątrz potrafię to jako tako ukryć, ale w myślach to biję po gębach i rozwalam stoły czyimiś głowami, pięści zaciskają się same (raz nawet do krwi), ma się ochotę albo rozwalić całą kuchnię, albo przywalić głową w mur i stracić przytomność i jest to nie do opanowania. Cały organizm i mózg chcą zrobić wszystko, żeby uzyskać spokój, niezależnie od ceny. Nieopanowane - panika, agresja i strach w jednym. Gdy się na to cierpi, rzeczywiście zdaje się, jakby wszyscy podświadomie inni o tym wiedzieli i specjalnie robią wszystko, żeby dostarczyć nam niemiłych wrażeń. Ojciec włazi do pokoju i coś żre (jakby nie mógł w kuchni przy stole!), idziesz się z kimś spotkać i akurat ciamka gumę, strzela focha i nie chce jej wypluć po zwróceniu uwagi, chcesz komuś się z tego zwierzyć, a ten nie traktuje cię poważnie, itp. Najgorzej było kilka lat temu, jak jechałem z tatą z KFC i zachciało mu się jeść kurczaków za kierownicą. Opis tego pominę, bo nie ma takich słów w żadnym języku świata, które oddałyby mój stan w tamtej chwili. Pierwszy raz w życiu stykam się z tym, że ktoś inny też może tak mieć i że nie jestem sam, a na moją przypadłość jest już nazwa - zawsze to jakiś postęp, a dla mnie przełom w życiu. Sposobów na wyleczenie tego nie oszukujmy się, też nie ma - można wymyślać jedynie te na ucieczkę. Całe szczęście, że moja mizofonia ograniczona jest "tylko" do mlaskania (każdego, czasem denerwują nawet i czyjeś ruchy ust), chrapania i smarkania (większość), plucia, spania i bekania (tylko pewne osoby). Inne dźwięki są ok, a muzyka to mój duchowy partner, który zawsze mi pomaga i ukaja. Zawsze neutralizuję nią kilkuminutową "traumę" po usłyszeniu jakiegoś nielubianego odgłosu. Proponuję Wam podzielić się wszystkim sposobami, jakie na przestrzeni lat wymyśliliśmy żyjąc z tą chorobą. Ja na przykład wymyśliłem, że gdy wiemy, że będziemy zmuszeni do siedzenia z kimś mlaskającym przy stole, zawsze warto mieć przygotowaną paczkę płatków (Chocapic, jakaś tam Frutina) i jeść. Nasze chrupanie skutecznie zagłuszy mlaskanie intruza :P Ja tam czasem muszę jeszcze spuszczać wzrok, bo denerwuje mnie czasem sam widok czynności jedzenia takiej osoby. Wyczytałem ponadto taką małą ciekawostkę - ponoć mizofonia jest w jakiś sposób połączona ze zjawiskiem synestezji - synestezja to zjawisko, gdzie łączymy automatycznie doznanie jakiegoś zmysłu z doznaniem innego zmysłu, np. kolorowe słyszenie - każda piosenka lub dźwięk kojarzy nam się z jakimś obrazem lub kolorem, obrazy lub dźwięki przywołują zapachy czy wrażenia termiczne, cyfry kojarzą się z kolorami, kolory lub dźwięki ze smakami, itp. Podobno osoby mizofoniczne często są też od urodzenia synestetykami. Sam też nim jestem, i to bardzo zaawansowanie. Ale synestezja to w sam raz same dobre rzeczy - mnóstwo miłych doznań, niesamowita wyobraźnia. No, ale drugi biegun jest minusowy - jak opisywałem wyżej :| Dobra, to już cały mój wywód :) sorry że taki długi, ale pierwszy raz w życiu mam szansę zostać potraktowany poważnie opowiadając o swojej przypadłości. Co sądzicie? Jakie macie swoje wymyślone na przestrzeni lat sposoby? :)
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
18 kwi 2014, 22:08
Lokalizacja
Szczecin

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez Asiulka88 18 kwi 2014, 23:32
Weszłam na to forum szukając zrozumienia w związku z byciem z kimś z problemami, ale widzę, że dla mnie też się tu coś znajdzie :)
Mnie też strasznie wkurzają niektóre dźwięki np stukanie talerzy jeden o drugi, garnków, trzaskanie szafkami i jak ktoś próbuje wyciągnąć językiem coś z między zębów- ten dźwięk mnie doprowadza do szału!! Kiedyś baba w kościele obok mnie tak robiła co chwilę... Myślałam, że zwariuje!! Niewiele brakło i bym się jej spytała czy się nie słyszy albo czy mogłaby wreszcie przestać!!!
Denerwuje mnie jak słyszę telewizor, a nie oglądam akurat... Albo jak ktoś gdzie niedaleko mnie gada przez telefon i co chwilę nie wiadomo kiedy coś bardzo głośno mówi...
Mieszkam na parterze, ściana mojego pokoju jest centralnie przy drzwiach wejściowych do bloku, ciągle bardzo wyraźnie słyszę kroki jak ktoś wchodzi albo wychodzi i trzaskanie bramy- może to przez to lubię jak jest cisza i spokój, bo mi tego brakuje??
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 kwi 2014, 20:56

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

Avatar użytkownika
przez Xandra 17 maja 2014, 18:19
Hej :)
Nawet nie wiedziałam, że TO ma swoją nazwę ;)
Odkąd pamiętam denerwował mnie dźwięk bębnienia palcami lub nie daj Boże paznokciami w stół/szklankę, skubania paznokci, cmokania. No szlag mnie trafia, jak ktoś obok mnie to robi ;/
fata viam invenient
Avatar użytkownika
Offline
Posty
531
Dołączył(a)
20 lut 2014, 22:41

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez Marciaax3 22 cze 2014, 00:20
A orientuje się ktoś z was do jakiego lekarza się zgłosić na ewentualne badania żeby sprawdzić czy nie ma żadnych zmian? Ja planuje wybrać się do psychologa żeby o tym z nim porozmawiać być może uda nam się znaleźć jakieś rozwiązanie lub chociaż zaczepić ten temat żeby można było coś więcej z tym zdziałać. Tak mało się o tym mówi i tak mało ludzi w to wierzy. Najgorsze jest to, że nie da się nikomu wytłumaczyć jak to jest. Każdy bierze pod uwagę nerwice lub po prostu jakiś uraz. No nie przetłumaczysz. A i był ktoś u laryngologa na badaniach ? Być może jednak jakieś zmiany da się wykryć.. Sama nie wiem co robić chciałabym mieć potwierdzenie od lekarza być może łatwiej byłoby przetłumaczyć bliskim.. narazie czarno to widzę siedze w tym gównie i nikt nie rozumie eh
Oddychaj. To koi umysł
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
28 lis 2012, 12:22
Lokalizacja
Chelm

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

Avatar użytkownika
przez cyklopka 16 lip 2014, 02:05
Moja psychiatra zrozumiała o czym mówię dopiero jak mnie przyjmowała przy otwartym oknie, przepierdziała się motorynka ulicą, a ja przestałam mówić i się delikatnie obróciłam w stronę okna :roll:

Dziękuję motorowerzyście za możliwość prezentacji :roll:

A dziwi mnie, że większość ludzi w tym temacie niby pisze o dźwiękach, a tak na prawdę o ludziach, którzy się nieelegancko zachowują przy stole. Owszem, mnie to też czasem obrzydza, ale mnie nie rozprasza aż tak, żebym nie słyszała swoich myśli czy coś.
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7970
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez ilovediamonds 07 sie 2014, 08:09
Witam wszystkich forumowiczów. Piszę po raz pierwszy.
Znalezienie tego tematu było dla mnie jak objawienie. Podobnie jak wy nienawidzę odgłosów wydawanych podczas jedzenia, ale również dziecięce piski są dla mnie nie do zniesienia. Latem okna mam otwarte tylko w nocy, lub gdy nie przebywam w domu. W moim przypadku wspólne posiłki jeszcze jako tako mogę znieść, ale przebywanie na publicznej plaży to dla mnie wymyślna tortura. Denerwuje mnie również pstrykanie paznokciami i kręcenie włosów. Do szału doprowadza mnie dźwięk, gdy włosy skrzypią będąc pocierane. Lubię natomiast brzęczenie bransoletek? :shock:
Wiele piszemy o objawach. Wszyscy jesteśmy uczuleni na praktycznie te same dźwięki. Być może may również inne cechy wspólne? Zauważyłam, że mam znacznie lepszą pamięć niż inni ludzie. W dzieciństwie byłam często zostawiana sama sobie a nawet sama w domu, co sprawiało, że nie spałam spokojnie i nasłuchiwałam. Być może tu leży jedna z przyczyn?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 sie 2014, 07:58

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez thompson93 07 sie 2014, 12:30
Wszyscy jesteśmy uczuleni na praktycznie te same dźwięki.

Niezupełnie. Tłum i podobne dźwięki nie ruszają mnie, natomiast gdy ktoś mlaszcze, to w moich myślach lecą w niego siekiery. Po 5-8 sekundach dochodzi się do granicy obłędu. To nie jest zdenerwowanie, to jest momentalna ku*wica. Natomiast piski i płacze małych dzieci chyba każdego wyprowadzają z równowagi.

Być może mamy również inne cechy wspólne?

Pamięć mam słabą, ale mam bardzo głęboką i rozległą wyobraźnię, do tego jestem synestetykiem. Ponoć często zdarzają się połączenia mizofoników i synestetyków, którym na przykład ja swoiście jestem.
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
18 kwi 2014, 22:08
Lokalizacja
Szczecin

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

Avatar użytkownika
przez cyklopka 07 sie 2014, 12:41
ilovediamonds napisał(a):Wszyscy jesteśmy uczuleni na praktycznie te same dźwięki.

Chyba oprócz mnie, bo ja reaguję na radio, telewizor i hałas z ulicy (silniki, opony jeżdżące po mokrym), albo jak kilka osób mówi na raz albo równocześnie z radiem/telewizorem, wtedy przestaję rozumieć.
Mam tak dość muzyczki z seriali i reklam, że przestałam słuchać nawet ulubionych płyt.
Ale nie mieszkam sama i nie wolno mi zamykać okien.
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7970
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez ilovediamonds 07 sie 2014, 13:15
Mnie dźwięki mechaniczne tak nie ruszają. Denerwują mnie wyłącznie odgłosy wydawane przez ludzi, tym bardziej, im bardziej są mi bliscy. Dźwięk młota pneumatycznego jest błogosławieństwem w porównaniu z mlaskaniem. Z odgłosów konsumpcji najbardziej nie lubię żucia gumy i "miętolenia" jedzenia w ustach. Mam wtedy ochotę pociągnąć za jęzor i walnąć tłuczkiem do kotletów. Na szczęście mieszkam tylko z mężem i nie jest on osobą, która podjada, więc jakoś to znoszę. Natomiast gdy sąsiedzi wypuszczą swoje "jazgotniki" to puszczam muzykę, bo tego nie jestem w stanie ścierpieć. Przeszkadzają mi wysokie tony, które przechodzą nawet przez zamknięte okna (a te mam o podwyższonej izolacyjności akustycznej). Marzę o domu na kompletnym odludziu. Mąż ma dla mnie dużo wyrozumiałości i nie denerwuje go to, że czasem musi jeść sam. Nawet stara się to robić jak najciszej ( być może dlatego lżej to znieść).

Poddałabym się wszelkim testom medycznym, by się tego pozbyć.

Jestem ogólnie osobą bardzo wrażliwą emocjonalnie. Kojarzę kolory z uczuciami np brązowy- miły, aksamitny, fioletowy - śliski, biały - szorstki. Nie wiem czy to synestezja, czy tylko takie skojarzenia. Myślałam, że każdy tak ma.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 sie 2014, 07:58

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

Avatar użytkownika
przez cyklopka 07 sie 2014, 13:25
Ja właśnie też nie wiem, bo chyba synestezja w psychiatrii to co innego niż w poezji. Podobno prawdziwa synestezja to taka faza, że chory nie odróżnia, które bodźce dochodzą którymi zmysłami.

Ja mam problem raczej z ludźmi mówiącymi, zwłaszcza tymi, którzy w rzeczywistości są w jakimś odległym studiu radiowym czy telewizyjnym, a słyszę ich tak, jakby ktoś siedział u nas w domu i bardzo głośno rozmawiał.

Natomiast jeśli ludzie siedzą przy mnie i nie odpowiada mi jak jedzą, to raczej widok i sam fakt mnie obrzydza, nie dźwięk.
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7970
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez thompson93 07 sie 2014, 18:52
Denerwują mnie wyłącznie odgłosy wydawane przez ludzi, tym bardziej, im bardziej są mi bliscy.


Coś w tym jest. U mnie podobnie.

Podobno prawdziwa synestezja to taka faza, że chory nie odróżnia, które bodźce dochodzą którymi zmysłami.


Nie zgadzam się. Synetezja ma bardzo wiele typów i rodzajów rozległości i nie jest jeszcze dokładnie spenetrowanym i opisanym zjawiskiem. Według mnie synestezją jest jakiekolwiek odbieranie bodźca przeznaczonego dla jednego zmysłu większą ich ilością. Jeżeli ktoś nie rozróżnia co wchodzi jakimi zmysłami jest to najgłębszy znany jej rodzaj - zapewniam, że jest wiele innych typów. Ja odróżniam bodźce od siebie i mimo to nie znam nikogo takiego jak ja, z takim światem kolorów i mimowolnych skojarzeń różnych zmysłów. Polecam zapoznać się z prezentacją pod tym linkiem: http://prezi.com/kdvhzwa0hipv/synestezja/

Kojarzę kolory z uczuciami np brązowy- miły, aksamitny, fioletowy - śliski, biały - szorstki. Nie wiem czy to synestezja, czy tylko takie skojarzenia. Myślałam, że każdy tak ma.


Nieprawda, nie każdy. Też tak myślałem, dopóki pół roku temu nie zapytałem kolegi z jakim kolorem kojarzy pewną piosenkę. W odpowiedzi usłyszałem "A z jakim niby ma mi się kojarzyć?" Potem po zapoznaniu się z tematem odkryłem, że jest to coś niezwykłego. Ja w swoim dość szerokim gronie znajomych nie spotkałem jeszcze osoby, która umiałaby sobie wyobrazić takie połączenia, synestetycy rodzą się statystycznie bodajże raz na 20 000, toteż niełatwym jest znaleźć na żywo partnera do tego tematu. "Normalni" ludzie nie wyobrażają sobie jak może to wyglądać, my natomiast rodząc się z tym nie możemy sobie wyobrazić, jak to jest tego nie mieć. Widzimy świat inaczej, dla nas nie kojarzyć bodźców z kolorami to jak nie mieć rąk.

PS chyba trzeba założyć oddzielny temat o synestezji, bo podobne wątki zaczynają się powielać :)
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
18 kwi 2014, 22:08
Lokalizacja
Szczecin

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez Zax 13 sie 2014, 02:34
Witam wszystkich. Nie sądziłem, że tyle osób ma ten problem.

Mnie denerwują tylko dźwięki wydawane przez domowników (i psy, niesamowicie durne psy mojego dziadka, który ma dom na tym samym podwórku. Mało się nie zabiją, żeby obszczekać przechodzącą ulicą kobietę z wózkiem. I tak kilkanaście razy dziennie, o każdej możliwej porze). Na mieście czy na uczelni nie ma żadnego problemu, mogę spokojnie pracować w sali komputerowej, gdy piętnaście innych osób pisze. Mogę słuchać dźwięków samochodów, wiertarek, innych maszyn. Mogę słuchać mlaskania, siorpania, chyba, że ktoś już naprawdę przesada, ale wtedy widzę, że i inne osoby w otoczeniu są podirytowane. To nie jest tak, że mówię sobie w myślach "wytrzymaj, jeszcze tyle i tyle godzin i będziesz w domu", nie - po prostu poza domem mi to zupełnie nie przeszkadza, nie myślę o tym i mogę rozmawiać z kimś, kto przez pół godziny je kanapkę i sobie mlaszcze. Tak więc mizofonia poza domem nie występuję i nie przeszkadza mi w kontakcie z ludźmi. Przeszkadzają inne moje wady, ale może to pominę, bo to nie temat na to. :smile:

Za to w domu - koszmar... mam niestety niewielkie mieszkanie, a razem ze mną są tam mama, tata i dwie siostry. W jednym pokoju telewizor włączony, w drugim telewizor i komputer, a między tymi pokojami kuchnia, jedyne pomieszczenie w domu oprócz przedsionka i łazienki, gdzie żadnych telewizorów nie ma. Tam zazwyczaj siedzę. Pół biedy latem, kiedy mogę wyjść na dwór, ale zimą już gorzej. To zwłaszcza te TV mnie tak irytują, bo wiadomo, czym jest telewizja - głupie pierdzielenie ekspertów od wszystkiego, masa głośnych i przygłupich reklam i innych dennych rzeczy. Tzn. może nie tylko, ale domownicy nie odkryli innych funkcji telewizji. Niestety, mój tata chyba nie umie robić nic innego w domu, a czasem go namawiam na pogranie w jakąś grę planszową, cokolwiek. Bez skutku. Zresztą, nawet jakby pograł, to i tak pewnie przy włączonym telewizorze. Nad siostrami nie chce mi się rozwodzić, bo już oglądanie powtórek seriali pokroju "Nianii" i programów na MTV, gdzie dopakowane pustaki płci męskiej uganiają się za pustakami płci żeńskiej wszystko o nich mówi. Co do snu - ten mam fatalny i budzi mnie byle co. Razem z siostrami śpię w jednym pokoju, więc dochodzi jeszcze chrapanie, rzucanie się po łóżku (nie wiem, czy one w ogóle w nocy śpią, bo zawsze się wiercą i wiercą), dzwonki o dzikich godzinach, bo muszą się wymalować nie wiadomo jak do szkoły (teraz na szczęście wakacje). Śpię w stoperach, ale żeby to jakoś pomagało... jak nie one, to psy "kochanego" dziadka przypomną mi, że mam już wstawać. Co z tego, że jest środek nocy.

Nie wiem, z czego to wynika, że tylko w domu mam ochotę przebić sobie bębenki w uszach. Może z tego, że naprawdę nie cierpię swojego rodzeństwa za całokształt? No niestety, jestem inny od sióstr i nie drę się na cały głos, nie bekam jak najgłośniej umiem, nie rzucam się na innych z rykiem. Właściwie to nie bardzo chce mi się cokolwiek mówić, bo nawet jak rozmawiam sobie z mamą o czymś, co mojej siostry nie dotyczy, to i tak nie może powstrzymać swojej jadaczki i musi coś powiedzieć, choćby przekorne "yhym, aha, aha" czy coś w tym stylu. Czasem w takiej sytuacji posyłam w jej stronę wiązankę albo coś w stylu "zamknij twarz" albo "idź sobie", tylko mniej mile, ale nie będę tutaj takich słów używał. To chyba jedyna rzecz, która jakkolwiek pomaga. Nie wiem, może one nie wiedzą, że są irytujące? Dodam, że są młodsze ode mnie, ale mają 17 i 19 lat, więc trochę dziwi mnie ich zachowanie na poziomie młodych szympansów, ale co ja mogę zrobić? Nie będę się zniżał do ich poziomu i rozwalał muzyki na cały dom czy wydzierał suę, żeby tylko im dopiec. Mama i tata raczej mnie nie wkurzają, przy mlaskaniu taty bardziej chce mi się śmiać niż stękać i sam mu się przedrzeźniam.

Druga moja hipoteza - mózg mimowolnie traktuje dom jako miejsce odpoczynku, a wszystko poza domem jako miejsce nauki, pracy, obowiązków (poniekąd tak jest - rzadko wychodzę z domu ot tak sobie. Jeżdżę tylko na rowerze, co niesamowicie mi pomaga) i jakoś wyłączą tę cholerną mizofonię. Zaczęło się to kilka lat temu, pamiętam dobrze, jak czytałem "Krzyżaków" przy włączonym telewizorze, więc nie mam tego od urodzenia. Ale nie wiem, co mogło wywołać u mnie ten stan i dlaczego to się pogorszyło (już się raczej nie pogorszy, bo gorzej być chyba nie może).

Mam pomysł, aby spróbować choć jeden dzień zdjąć słuchawki z głowy, przerwać to błędne koło i po prostu jakoś spróbować zająć się sobą i zobaczyć, jak to będzie. Czasem wydaje mi się, że bardziej od rozwalonego telewizora denerwuje mnie jego dochodzące echo (jak muzyka gra, to gra, a jak jest przerwa między piosenkami, to przebija się telewizor i cały klimat ciekawej muzyki mija, gdy jakiś politykier wygłasza swoje nic nieznaczące tyrady). Wyprowadzka na razie nie bardzo wchodzi w grę, bo mam dzienne studia i muszę je skończyć, a został mi jeszcze rok. Nie znajdę raczej pracy na tyle opłacalnej, by sam się utrzymać i jeszcze mieć czas na chodzenie na zajęcia. Pocieszeniem jest to, że starsza siostra zaczyna w październiku studia, na szczęście z dala od domu, więc nie będzie przez jakiś czas ze mną mieszkać. Muszę przez ten rok nad sobą popracować i wynosić się gdzieś dalej, bo już chyba czas najwyższy. :smile: Przepraszam za sporo negatywnych emocji, ale musiałem to z siebie wyrzucić.
Zax
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
13 sie 2014, 01:44

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez thompson93 13 sie 2014, 09:21
Twój przypadek nie pasuje do mizofonii, jesteś uczulony na pewne dźwięki bo ci się przejadły, jesteś wykończony przez ich nawał i dlatego kojarzysz je negatywnie i tak na nie reagujesz, bo twój umysł ma dość i obsesyjnie domaga się odpoczynku. To bardziej pasuje do nerwicy. Gdybyś był mizofonikiem, na pewno byś tyle nie wytrzymał - u nas granica obłędu to kilka do kilkunastu sekund słuchania dźwięku, na który jesteśmy uczuleni, potem panika, zaciskanie pięści do krwi, wyskakiwanie z samochodu w czasie jazdy lub zrobienie krzywdy "źródłu" dźwięku. Nie jesteś mizofonikiem i bądź za to wdzięczny. Radziłbym zbadać się pod kątem nerwicy, bo to początki załamania nerwowego, które we współczesności są rzeczą powszechną.
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
18 kwi 2014, 22:08
Lokalizacja
Szczecin

Mizofonia - patologiczna reakcja na dźwięki

przez Zax 13 sie 2014, 10:30
Hm, może to i racja. Współczuję w taki razie tym, którzy rzeczywiście na to cierpią, bo trudno mi sobie wyobrazić co muszą przechodzić, skoro nawet mnie to tak wkurza.
Zax
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
13 sie 2014, 01:44

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do