Cóż, potrzebuję obiektywnej opinii. Co ze mną nie tak?

Inne zaburzenia.

Cóż, potrzebuję obiektywnej opinii. Co ze mną nie tak?

Avatar użytkownika
przez Scrict 15 lis 2009, 21:30
Witam.
Długo się wahałam, czy założyć ten temat. Uznałam w końcu, że nie mam nic do stracenia, że wszystko mi jedno. Już gorzej być nie może.

Obawiam się, że mam jakieś zaburzenia osobowości. W sumie, to gdy mam opisać swoje... hmm, nie wiem jak to określić - przeżycia? - brakuje mi słów.
Mój ojciec jest alkoholikiem (nie pije od ponad pół roku, jest po terapii, ale alkoholikiem zostaje się na zawsze). Zresztą nie tylko on. Moi obydwaj dziadkowie (z każdym z nich mieszkałam przez długi czas, będąc dzieckiem), siostra mojej matki i parę innych bliskich mi osób. Z powodu alkoholizmu mojego ojca moi rodzice rozstali się, gdy byłam jeszcze w szkole podstawowej (obecnie jestem w szkole średniej), co bardzo przeżyłam. Nie wiedziałam bowiem, że sytuacja między moimi rodzicami jest tak napięta, by mogli posunąć się do rozwodu. Byłam przekonana, że wszystko jest w porządku. Nie było. Przeprowadziłam się do babci, moja matka kończyła studia. Jako dziesięcioletnie dziecko patrzyłam, jak mój "ukochany dziadek" szarpie moją babcię, wyzywa ją za pomocą niecenzuralnych określeń i robi inne rzeczy, o których nie mam zamiaru wspominać. Po dwóch latach matka przeprowadziła się ze mną do mieszkania jej narzeczonego, człowieka, który rujnuje mi życie.
W szkole gimnazjalnej zaczęły się moje problemy. Bardzo często kłóciłam się z mężem mojej matki, z jego strony padały na mnie niecenzuralne określenia. Wypominał mi, że mieszkam w jego domu, że korzystam z jego rzeczy, że gdyby nie on, skończyłabym w rynsztoku. Kilkakrotnie uderzył mnie w twarz, tak mocno, że upadałam na ziemię. Zawsze był trzeźwy i świadomy tego, co robi. Szydził ze mnie, obrażał, wrzeszczał na mnie. Zwłaszcza, gdy miał zły dzień w pracy.

Ogólnie rzecz biorąc jestem uważana za osobę całkowicie zrównoważoną, normalną, sympatyczną, jedynie nieco ekscentryczną. Ale to nieprawda. Nie jestem w stanie rozmawiać z ludźmi. Boję się ich, nie wierzę w szczere intencje, w ich altruistyczne pobudki. Wydaje mi się, że wszyscy chcą mnie poniżyć, upokorzyć. Nie jestem w stanie związać się z drugą osobą, gdy ktoś mówi mi, że mnie kocha, mój tok myślenia jest następujący: "Mówi, że mnie kocha, więc albo kłamie, albo jest z nim coś nie w porządku". Jestem w stanie zwodzić drugą osobę przez kilka miesięcy, nie mówiąc ani tak, ani nie, aż sama się wycofuje. Wtedy pojawia się myśl: "Aha, miałam rację - kłamał". Nie jestem w stanie obdarzyć drugiego człowieka uczuciem. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Odsuwam się od osób, które usiłują się ze mną zaprzyjaźnić. A jak już się z kimś zaprzyjaźnię - ta osoba po dość krótkim czasie zrywa przyjaźń. Przypuszczam, że to z powodu rozczarowania. Jak pisałam - jestem uważana za osobę zrównoważoną i sympatyczną, godną zaufania. Ale, gdy ktoś jest ze mną bliżej, zauważa, że to tylko fasada. Strasznie ranię bliskie mi osoby, wywołuję sprzeczki, obrażam je słownie i nie otwieram się przed nimi. Nie ufam nikomu.

Od ponad roku samookaleczam się. Nie jestem w stanie przestać. Najmniejsze niepowodzenie prowadzi mnie do znalezienia ostrego kawałka szkła i toalety. Zaczęło się od tego, że mąż mojej mamy uderzył mnie. Wtedy straciłam nad sobą panowanie, wpadłam w histerię, wrzeszczałam i rozbiłam kilka szklanek. Jeden z odłamków rozciął mi palec. Gdy zobaczyłam krew i poczułam ból cała złość mnie opuściła. Wzięłam kawałek szkła i pocięłam sobie przedramię. Mam teraz okropne blizny, noszę tylko długi rękaw. Przerzuciłam się na uda. Usiłuję zagłuszyć ból psychiczny bólem fizycznym.

Jestem znudzona. Nie widzę w niczym celu. Cierpię na chroniczną depresję. Przez to opuściłam ponad półtora miesiąca zajęć szkolnych w tym semestrze. W tym czasie leżałam w łóżku, niezdolna do wykonania żadnych czynności. Nie pomagały prośby, groźby, krzyki. Nie mówiłam nic, wszystko było mi jedno. Nie chciałam jeść, nie chciałam pić, cierpiałam na bezsenność. Czułam bezustanne zmęczenie. Moje rozmyślania dotyczyły śmierci. Zastanawiałam się w jaki sposób chciałabym umrzeć, bardzo poważnie rozważałam samobójstwo. Nie popełniłam go tylko dlatego, że nie chciało mi się wstać z łóżka. Moja matka całkowicie zbagatelizowała moje problemy. Stwierdziła, że to normalne w okresie dojrzewanie. Ja jednak w to wątpię.
Gdy z kimś rozmawiam, gdy coś robię, czuję jakby ktoś mówił za mnie, jakbym patrzyła na siebie z boku i nie umiała nic poradzić na swoje zachowanie. Jakbym była intruzem w swoim własnym umyśle. Uciekam od siebie, zagłuszam swoje myśli praktycznie bezustannie słuchając muzyki. W każdej wolnej chwili staram się zająć czymś umysł – oglądając filmy, czytając książki, tworząc w swoim umyśle świat, w których chciałabym żyć. Nie cierpię tego świata. Hipokryzji ludzi. Wiara mi nie pomaga, zwłaszcza, gdy słyszę, czego kościół zabrania. Dla mnie to bardziej instytucja, niż miejsce rozwoju duchowego.
Gdy z kimś rozmawiam, gdy robię coś z innymi ludźmi (czego nienawidzę, bo boję się tego, co ludzie mówią i robią, boję się wyrażać swoje myśli i poglądy) czuję, jakbym obserwowała siebie z boku. Jakby ktoś obcy zajmował moją głowę, jakbym to JA była intruzem w swoim własnym umyśle. Jakbym była niezdolna do życia.
Na zajęciach w szkole jestem nieprzytomna. Mam żałosne oceny, nie jestem w stanie skupić się na nauce, na tym, co mówi nauczyciel. Mam migreny, wymiotuję, boli mnie brzuch. Jestem spięta, zestresowana, ciągle szykuję się do obrony. Jestem przerażona, gdy ktoś coś do mnie mówi. Dziwne jest to, że zachowuję się w miarę naturalnie. Tylko trochę zbyt histerycznie się śmieję…

Nie śpię przez większość nocy, gdy w końcu udaje mi się zasnąć, męczą mnie dziwne, psychodeliczne sny; budząc się, jestem bardziej zmęczona niż po całej nocy nie przespanej. Mam problemy z koncentracją, jestem rozkojarzona, bez powodu zaczynam śmiać się histerycznie, nie umiejąc przestać. Chodzę na zajęcia szkolne, ponieważ zostałam do tego zmuszona przez matkę i nie chciałam martwić ojca. Jestem bardzo przywiązana do mojego taty, mimo tego, że bardzo mnie skrzywdził będąc alkoholikiem. Wybaczyłam mu, bardzo dobrze się dogadujemy, ale nic mu nie mówiłam o moich problemach.
Jestem rozbita psychicznie. Boję się ludzi i boję się, że zostanę sama. Panicznie boję się porzucenia, więc odbierając sygnały, że druga osoba chce mi powiedzieć, że ma mnie dość robię to pierwsza. Bardzo ostro, będąc nieprzyjemną i złośliwą. Wypunktowuję drugą osobę, nie dając jej dojść do głosu.
Nie panuję nad sobą, prowokuję ludzi. Wyrażam się chaotycznie.

Czy ja przesadzam? Czuję, że przesadzam. Czuję się wyobcowana. Jakbym trwała w letargu. Nie potrafię nad sobą zapanować. Ciągle rozważam samobójstwo. Jestem nieszczęśliwa. Zmieniłam szkołę – przez parę tygodni czułam nieznaczną poprawę. Teraz jest coraz gorzej. Próbowałam rozmawiać z rodziną. To nic nie daje. Wszyscy to bagatelizują. Ale ja jestem niezdolna do życia. Byłam u psychologa, ale gdy siedziałam przed tą kobietą dopadły mnie wątpliwości i przemilczałam to wszystko. Czy zrobiłam dobrze? Czy to minie?

Co o tym myślicie? Szczerze wyraźcie swoją opinię. Potrzebuję kogoś obiektywnego, by powiedział mi, czy nie dramatyzuję, czy nie przesadzam.

Pozdrawiam,
Scrict.

P.S. Gdy czytam to, co napisałam, naprawdę mam wątpliwości, czy to rzeczywiście godne uwagi.
P.P.S. Wydaje mi się, że opisanie sytuacji rodzinnej, w jakiej się znajduję jest ważne, nieprawdaż?
We are born and still dying, stillborn all of us. It is a thin world we live in. We survive on air, which has no substance and no memory and retains on impression of us when we are gone. We did not matter.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
15 lis 2009, 17:57

Re: Cóż, potrzebuję obiektywnej opinii. Co ze mną nie tak?

przez coma22 16 lis 2009, 01:10
Witam Strict,

Tak rzeczywiście opisanie sytuacji rodzinnej, w jakiej się znajdujesz jest bardzo ważne, gdyż myślę ze to może być przyczyna Twoich problemów. Przez całe życie obserwowałaś pewne wzorce zachowania, które teraz wykorzystujesz w życiu, w radzeniu sobie ze złymi emocjami, stresem, w komunikacji z ludźmi... Myślę ze to jest zupełnie normalne, ale zarazem niepokojące, tym bardziej ze zaniechałaś rozmów z psychologiem. Myślę że powinnaś sie jak najszybciej zgłosić o pomoc do psychiatry bądź psychologa. Tym bardziej że to co opisujesz wskazuje na stan poważnej depresji...
To że boisz sie ludzi, związków itd. też jest normalne, jest to reakcja obronna, jeżeli ze strony osób najbliższych spotkało cie tyle złego to możesz myśleć ze wszyscy prędzej czy później Cie skrzywdzą – tak nie jest, to jest właśnie kolejny schemat myślenia z którym trzeba walczyć, zrozumieć, na pewno nie wolno sie poddawać.
Co do cięcia się, widzę ze jesteś świadoma ze jest to sposób na zagłuszanie bólu psychicznego - radzisz sobie w ten sposób bo twoje emocje nie znajdują ujścia, tkwią w Tobie, musisz to wszystko z siebie wyrzucić, myślę ze znowu najlepszym rozwiązaniem jest specjalista. Możliwe tez, że obwiniasz siebie za to co sie dzieje wokół, i okaleczanie się jest formą karania sie (?)..
Człowiek długo nie zniesie poniżania i znęcania sie, rany na ciele zabliźnią sie, siniaki znikną, ale ślady w psychice zostaną do końca życia. Mąż twojej mamy narusza twoją godność osobistą, robi Ci ogromna krzywdę. Na pewno nie przesadzasz, nie dramatyzujesz...
Jeżeli możesz, jeżeli chcesz, to napisz jak Twoja mama reaguje na zachowanie swojego partnera? Czy obwinia Ciebie w jakiś sposób? Jak się do Ciebie odnosi?

Pozdrawiam,
coma.
coma22
Offline

Re: Cóż, potrzebuję obiektywnej opinii. Co ze mną nie tak?

Avatar użytkownika
przez Scrict 16 lis 2009, 15:43
Jej reakcje są następujące:

"Nie przejmuj się - on tak tylko mówi."
"On po prostu taki jest. Postaraj się go zrozumieć. Popatrz ile dobrego dla ciebie zrobił."
"Do mnie też tak czasem mówi."
"Ty go prowokujesz."

etc. etc.

Nie winię jej za to jaki on jest. To prawda, że nie zawsze jest w stosunku do mnie niemiły. Wszystko zależy od tego, czy w pracy poszło mu dobrze i czy się wyspał (szkoda, że nie ma emotikony o nazwie "gorzki uśmiech", bo na pewno bym jej używała ;)). Jestem też w stanie zrozumieć, że człowiek nie zawsze ma dobry humor. Ciężko mi jednak zrozumieć to, że mnie traktuje jak osobę, na którą można przelać swoją frustrację.

Moje samookaleczenia. Cóż mogę o tym powiedzieć. Gdy tracę nad sobą panowanie (a to zdarza mi się często) po prostu odreagowuję stres w taki właśnie sposób. Nie jestem z tego zadowolona, wręcz przeciwnie. Strasznie mnie to frustruje. Boję się reakcji moich bliskich na autoagresję. Wiem jedno - mój ojciec mnie zrozumie. Na całych rękach ma grube blizny. Moje są przy nich jak ślady pazurów kota ;) A przynajmniej te pierwsze. Nie chodzi o to, że wzięłam ojca za wzór i postanowiłam przeżyć życie tak jak on. O nie. Uczę się na jego błędach. Ciężko patrzeć na człowieka, który dopiero w wieku czterdziestu lat zaczyna żyć. On też miał ciężkie życie. Poważnie zastanawia się nad odwiedzeniem psychiatry, by go przebadał na zaburzenia osobowości. Tak więc czasem zastanawiam się czy nie za bardzo wdałam się w ojca.

Dzisiaj znów zwolniłam się z zajęć lekcyjnych. Najprawdopodobniej jutro zostanę w domu. Ból głowy nie daje mi spokoju, a po tym, jak niemal zemdlałam zwolniłam się do domu. Mam trochę lepszy humor, całe szczęście. Jestem zmęczona. Znów zarwałam noc. Ale i tak czuję, że wszystko jest płaskie, a uczucia są jak pieczątki z ziemniaków - niewyraźne, słabe i płaskie. Wspaniała analogia, nieprawdaż *gorzki uśmieszek*?

Pozdrawiam,
Scrict
We are born and still dying, stillborn all of us. It is a thin world we live in. We survive on air, which has no substance and no memory and retains on impression of us when we are gone. We did not matter.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
15 lis 2009, 17:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Cóż, potrzebuję obiektywnej opinii. Co ze mną nie tak?

przez aisha777 18 lut 2012, 11:09
Do Strict:
Przypadkowo trafiłam na tę stronę, mimo, że jest wątek z 2007 roku,
bardzo gorąco polecam udać się na konsultację do psychologa bądź psychoterapię, jeżeli jeszcze tego nie zrobiłaś. Psychoterapia, co prawda jest kosztowna...ale może warto spróbować?
To naturalne, że zazwyczaj klienci po pierwszym spotkaniu nie 'otworzą' się przed psychologiem/ bądź psychoterapeutą - potrzebują na to czasu, żeby popracować na swoim zaufaniem w stosunku do 'specjalisty'.
Jeżeli byłoby wyjątkowo źle - nie wiem -np. osobowość by Ci nie odpowiadała takiej osoby, to zawsze można ją zmienić.
Pozdrawiam Cię Stricte.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 lut 2012, 10:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do