Skocz do zawartości
Nerwica.com

Trudne przyjaźnie


Carla

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie! Staram się nawiązywać, nowe znajomości, mam to szczęście, że nie przychodzi mi to z trudem. Jednak nie wszystkie znajomości, przyjaźnie przetrwają z różnych przyczyn. Koleżanka, z którą przyjaźniłam się przez dziesięć lat, zmieniła się po wyjściu za mąż i urodzeniu dziecka, staram się zrozumieć to, że miałyśmy coraz mniej wspólnych tematów do rozmów, bo jestem sama i bezdzietna. Pomijam jej uwagę: "kiedy chcesz mieć dziecko?", co mnie bardzo bolało, gdyż od lat choruję na depresję, a moja sytuacja życiowa jest niepewna. Pewnego dnia obraziła się na mnie o drobiazg, winna była ona, do dziś się nie odezwała.

Podczas pobytu na oddziale poznałam dziewczynę, nasza znajmość trwała

ok.3 lat i było naprawdę super. Ona wspominała mi, że ma osobowość bordeline,ale zachowywała się normalnie. Jesienią w ubiegłym roku odstawiła leki,a zimą wyjechała do pracy za granicę. Pisałyśmy do siebie emaile, to już nie była ta miła osobą, którą znałam, zaczęła mnie atakować, zarzucać mi pewne zachowania, które nie miały miejsca.

Trudno mi było się z tym pogodzić, bardzo przeżywałam rozczarowanie,

stałam się "kłębkiem nerwów". Po jej powrocie do kraju, minęłyśmy się,

zaczęłyśmy rozmawiać, ona była zdziwiona co robię na drodze, na której się często spotykałyśmy...

Chyba już nie funkcjonowała jak zdrowa osoba...

Moja przyjaźń z Małą ciągnie się od szkoły średniej, to już 15 lat, wracałyśmy do siebie, oddalałyśmy się. Najczęściej, ja rezygnowałam z dalszych spotkań, bo nie mogłam znieść jej dziwnego podejścia do życia, buntowania, gdy coś nie idzie po jej myśli.

Wiem, że ona wiele przeszła,ale w ogóle nie potrafi się wczuć w przeżycia innych ludzi, a ja usiłuję.

Teraz znów nie wytrzymuję, powiedziałam:"koniec, nie chcę zwariować".

Mam fajne kumpelki, ale one mają rodziny, nie widujemy się często.

Bardzo tęsknię, za taką przyjaźnią jakiej zawsze chciałam, przepraszam za określenie "z normalną osobą".

Czy coś ze mna jest nie tak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To zupełnie normalne. Z jednej strony szukamy przyjaźni we własnym kręgu, bo to są ludzie z takimi samymi problemami i nas zrozumieją. Ale po pewnym czasie szukamy ludzi "zdrowych", bo czujemy się izolowani od świata. Ja zrozumiałam to chodząc na terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem to normalne. Co prawda, nie mówię, że kłócenie się i zrywanie kontaktów z przyjaciółmi jest na porządku dziennym - jednak takie pragnienie, dążenie do takiej prawdziwej przyjaźni...

Współczuję Ci, że tyle razy przyjaciele się od Ciebie oddalili. Jednak myślę, że teraz masz już, hmm.. "doświadczenie". Jak spotkasz osobę, która będzie kandydatem na przyjaciela, może łatwiej Ci będzie poznać, czy tym razem masz szanse na dłuższą znajomość, nie taką, co znowu wasze drogi się rozejdą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie mam wogole przyjaciol... staram sie ale oni zawsze mowia mi ze jestem dziwna i wkoncu obgaduja mnie i szykanuja... w podstawowce bylam gorsza bo nie mialam pieniedzy i ojca,w gimnazjum bo probowalam byc mila i wedlgu nich bylam dwulicowa... a w liceum ... znow odezwala sie moja innosc,ze nie imprezuje z nimi,ze nie upijam sie,ze brak mi kase by jechac z nich gdzies tam ... i tak krok po kroku oddalali sie ode mnie a ja od nich. teraz juz nie mam poprostu nikogo bo nawet moj chlopak mnie zostawil :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To prawda, że z ludźmi którzy przejawiają jakąkolwiek inność, nikt nie chce się zadawać dla własnego spokoju.

suavemente_besame moja sytuacja jest bardzo podobna, też nie mam przyjeciół :cry: . Szczególnie doświadczenia z kolejnych szkół sprawiły, że sama wycofywałam się z życia towarzyskiego, żeby nie zwariować. Zresztą kolejne próby "bycia normalną" były komentowane i wyśmiewane, bo tak naprawde natura ludzka jest zła i wielu po prostu lubi się pastwić nad słabszymi. Społeczeństwa potrzebuja kozła ofiarnego tak samo silnie, jak przywódcy. Ludzie widząc czyjąś słabość potrafią być naprawdę wstrętni, szykanowanie i uciskanie staje się rozrywką dla całych grup.

Często mam wrażenie, że takich "świrów" jak my ludzie najchętniej zamknęliby w jakimś getcie, żeby mieć święty spokój i zarazem pożywkę dla zaspokojenia swoich pierwotnych instynktów niszczenia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kurcze mi wogole ciezko jest nawiazac jakies blizesze znajomosci, jestem w tym bardzo ostrozna i czesto sama odtracam innych, odkad zaczela sie choroba inni odtracali mnie hehhhhh, w sumie mam tylko dwie przyjaciolki, chociaz jedna jest strasznie daleko ode mnie i kontakt sie urywa.......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tym nawiazywaniem znajomości bywa naprawdę kiepsko. Ciekawe dlaczego jedni nawiazuja nowe wartosciowe kontakty w jednej chwili, mają rzesze znajomych, a drudzy nie potrafią nawet zagadać...

vampirek82 tak sobie myślę, że czasem jedna lub dwie prawdziwe przyjaciólki, to większe szczęscie niż wielkie grono nieprawdziwych znajomych, którzy trawają, dopóki sami jsteśmy szczęśliwi, bo gdy w naszym życiu zaczynają się schody, owi znajomi nagle gdzieś znikają...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hehhh masz racje, te ktore mam staraja sie mnie zrozumiec i nie traktuja jak "innej" czuje sie zupelnie swobodnie (nawet w glowce, gdyz czesto tak mam ze zachowuje sie ok ale mysli sa nie za ciekawe) wiec naprawde ciesze sie ze je mam. ale powiem Ci ze mialam kolezanke, bardzo dobra, ktora smiala sie troche z mojej choroby, nie mogla zrozumiec, skonczyly sie studia i kontakt sie praktycznie urwal....ostatnio do mnie zadzwonila ze ma takie same objawy jak ja i jak sie okazalo ma nerwice lekowa, dopiero teraz mnie zrozumiala, kontakt powrocil ale....to juz nie to samo, cos we mnie zostalo.....

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:09 am ]

i w zupelnosci masz racje, lepiej jest miec jednego przyjaciela, na ktorego w kazdej sytuacji mozesz liczyc, niz cale mnostwo ktorzy odwracaja sie gdyz nadchodza problemy i zostajesz sama......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje przyjaźnie bywały różne, miałam fajne koleżanki, często nasze drogi się rozchodziły.

One wychodziły za mąż, rozumiałam że mamy coraz mniej tematów do rozmów, bo ja nie założyłam rodziny.

Przyjaźniłam się z osobą z bordeline, niestety nie wytrzymałam jej ataków, gdy przestała zażywać leki.

Mam wspaniałą koleżankę, niezawodną, gdy trzeba być blisko mnie, ja

zachowuję się tak samo w takich sytuacjach wobec niej.

Z tego powodu się bardzo cieszę!

Moja przyjaźń z kumpelką, z którą właśnie przestałam się widywać trwała od początku szkoły średniej.

Niestety z uwagi na jej wyjątkowo trudny charakter parę razy się rozstawałyśmy.

Trzy lata temu ponownie nawiązałyśmy kontakt, na początku, ona się starała, ale teraz, gdy ma kłopoty ze zdrowiem, powróciła dawna osoba z którą trudno się dogadać.

Nie mogłam wytrzymać tego, że traktuje mnie protekcjonalnie, jest

zmanierowana do bólu.

Rozumiem - choroba, współczuję jej, ale gdy mi ktoś często powtarza, że myślę tylko o sobie, to jest naprawdę denerwujące.

Nie uważam się za egoistkę, moja rodzina twierdzi że zbyt dużo robię dla innych, a ludzie i tak tego nie doceniają...

Czy przyjaźń z litości ma sens?

Byłam jej jedyną koleżanką, ale czy miałam prawo powiedzieć:

"stop, koniec przyjaźni".

Chyba wszyscy lubimy, gdy nasze spotkania ze znajomymi są przyjemnością, a nie stresem....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbym czytala o sobie i mojej kolezance... Roznica polega na tym, ze ona mieszka sama, nie ma nikogo (procz ciotki) i faceta, ktory ja zdradza. Ciagle sceny zazdrosci, chore akcje (zachowuje sie jak nastolatka)... Nie pracuje, utrzymuje sie z marnej renty po mamie, ktora jej prawdopodobnie zabiora, bo olewa szkole juz 4 rok z rzedu. Pasozytuje na kazdym, kto wyciagnie do niej reke... Pomieszkuje, chce by ciagle spedzac z nia czas, bo nie chce byc sama (facet sie od niej wyprowadzil). Nie rozumie, ze kazdy ma swoje zycie, swoje problemy, nie potrafi docenic tego co sie dla niej robi. Jak sie jej odmowi naglego spotkania, to grozi, ze sie zabije, wzbudza poczucie winy, ze nikt sie nia nie interesuje, ze nikogo nie obchodzi. Ale nie wytrzymalam i powiedzialam jej DOSC. Chyba zrozumiala...

 

 

Pamietaj! Nic na sile. Ja tez sie za bardzo angazuje w problemy bliskich, piperzona altruistka... Choc i tak ta kolezanka zarzuca mi egoizm...

Mialas do tego prawo jak najbardziej, nie zadreczaj sie tym. Moze teraz ona zrozumie co zrobila zle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za zrozumienie, ja też jestem "pie.. altruistką", za co często obrywam, ale to dobro "weszło we mnie na dobre", nie umiem być inna.

Cieszę się, że takich osób jest więcej!

Już mi przeszło, jeśli chodzi o ex-koleżankę, ona miała skomplikowane dzieciństwo z uwagi na wypadek, doszły jeszcze inne bolesne dla niej przeżycia, jednak nie chce skorzystać z pomocy psychologa.

Nie od razu trafi się na dobrego fachowca w tej dziedzinie, ale trzeba spróbować go znaleźć.

Utrzymuję kontakty z kobietą, prawie siedemdziesięcioletnią, ona jest bardzo chora, hitlerowcy przeprowadzali na niej doświadczenia medyczne.

Właściwie każdy jej organ jest chory, ale ona jest wspaniała, niezwykle serdeczna i zawsze otoczona życzliwymi ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak przyjazn z litosci ma sens!

poprawia nastroj osoby ktora daje ta przyjazd z litosci heheh :)

tak sie zastanawiam co to znaczy przyjazn z litosci

i nie moge jakos tego zrozumiec

przeciez lubisz kogos bo ... po prostu go lubisz ...

a jesli kogos lubisz a jednoczesnie wydaje ci sie ze robisz to z litosci jedynie to chyba to nie jest prawdziwa przyjazn...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba nie rozumiesz o czym tu jest mowa. Lubienie lubieniem, przyjazn przyjaznia... Ale kiedy ta druga osoba, ktora uwazasz za przyjaciela zwyczajnie Cie wykorzystuje to jak tu mozna mowic o przyjazni i lubieniu tej osoby? Dlaczego mamy sie dawac wykorzystywac i jeszcze obrywac za brak 100% dyspozycyjnosci wobec tej osoby? To nie ma najmniejszego sensu! A "przyjazn" z taka osoba, to zwyczajna litosc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przy założeniu, że to każdy z nas nadaje sens wszystkiemu w życiu, to nawet przyjaźń z litości może mieć sens. Czasem głęboko ukryty i nie widoczny dla postronnych. Ważne, by we wszystkich relacjach międzyludzkich (a więc również i w przyjaźni) obie strony mogły czerpać z tych relacji to, czego oczekują.

 

Dlaczego mamy sie dawac wykorzystywac i jeszcze obrywac za brak 100% dyspozycyjnosci wobec tej osoby?

Bo chcemy się czuć potrzebni ?

 

dziwie się, że osoby nad którymi się trzeba litować same do tego dążą

To forma zwracania na siebie uwagi drugiej osoby, której z reguły takie osoby potrzebują. Czasem jest taka forma pozyskiwania czyjejś uwagi jest wypracowywana (i utrwalana) całe lata. Np. dzieci notorycznie "niegrzeczne" i karane za to, tym właśnie sposobem pozyskują uwagę rodziców, nauczycieli, rodzeństwa. W ich przekonaniu tak pozyskana uwaga jest lepsza od żadnej. Często takie ich działanie wynika z braku świadomości, że "można inaczej".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, chcemy sie czuc potrzebni. Ale NIE ZA WSZELKA CENE. Wole czuc sie potrzebna tylko mojemu pieskowi niz dawac sie wykorzystywac innym ludziom na kazdym kroku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czuję, że nikogo nie obchodzę. Nikogo prócz mojego chłopaka. Ktoś z boku by powiedział: "Dziewczyno! Masz cudownego faceta, więc o co ci chodzi?". Wiem, mam do kogo się zwrócić, kocham go nad życie. Ale jestem młoda a koleżanek mam na prawdę niewiele. W sumie nie mam żasnej przyjaciółki, ani nawet koleżanki, która zawsze by była gotowa na rozmowę. Kiedyś miałam ich dużo, teraz żadnej dobrej. Oczywiście są wokół mnie ludzie, ale czuję, że są nieszczerzy, albo po prostu uważają, że "jestem, bo jestem". Czasem mi to nie przeszkadza, ale są momenty, że czuję się samotna pośród tłumu. Są dni, kiedy chce mi się krzyczeć, jestem wtedy przekonana, że ludzie są po prostu głupi i żyją w plastikowym świecie bez prawdziwych uczuć. Ale są też dni, kiedy myślę, że przecież przyjaźń istnieje. Sama to wiem, bo łączy mnie przyjaźń z chłopakiem. Ale chciałabym mieć jeszcze kogoś, kogoś z kim mogłabym podzielić się damskimi sprawami, albo poszukać wsparcia, gdy jestem pokłócona z chłopakiem. Nie wiem dlaczego tak jest. Czy ludzie na prawdę zapomnieli już o przyjaźni? A może to chodzi o to, że mam zawsze swoje zdanie i je podkreślam? Dlatego, że nienawidze stylu życia, które jest jak tandetna szopka? Czasem mi się wydaje, że gdybym zgrywała idiotkę, komplementowała wszytskich naokoło, podkreślała jaka to ja nie jestem fajna, to miałabym przyjaciółkę. Ale to przecież byłoby głupie, żałosne. Ja taka nie jestem. Chciałabym znać kogoś, kto jest po prostu normalny. I chyba to właśnie dlatego, że postawiłam sobie taką wysoką poprzeczkę (nie zadowolę się byle sztucznym lub głupiomądrym człowiekiem). Gdybym chciała tu wypisać cechy mojego wymarzonego przyjaciela, to po pierwsze mało kto, by się klasyfikował, a po drugie pomyślałby, iż jestem kopnięta. Dlaczego tak mało jest wartościowych ludzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety masz racje. Teraz trzeba sie "lansowac" na glupiutka blondynke z tylkiem na wierzchu i swiecaca cyckami, by miec towarzystwo. Tylko czy takie towarzystwo jest cos warte? Nie sadze. Jestem podobna do Ciebie (przynajmniej z tego co piszesz) i uwierz, ze wole miec bardzo waskie grono przyjaciol, znajomych (i tak jest), ale za to wiedziec, ze sa cos warci i maja cos w glowie. Bieganie po dyskotekach, furanie, palenie i nie wiadomo co jeszcze mnie jakos nigdy nie interesowalo, a to wlasnie teraz sie liczy najbardziej dla mlodych osob. Wole posiedziec z partnerem w domu i obejrzec film, niz zmieniac na sile siebie i probowac sie wpasowac w takie towarzystwo. A wartosciowe osoby sa jeszcze na tym swiecie, tak trudno je odnalezc, ale sa. Prawdziwa przyjazn tez istnieje, nie kazdy w tym wyscigu szczurow o niej zapomnial.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może to chodzi o to, że mam zawsze swoje zdanie i je podkreślam? Dlatego, że nienawidze stylu życia, które jest jak tandetna szopka? Czasem mi się wydaje, że gdybym zgrywała idiotkę, komplementowała wszytskich naokoło, podkreślała jaka to ja nie jestem fajna, to miałabym przyjaciółkę. Ale to przecież byłoby głupie, żałosne. Ja taka nie jestem.

Może problem leży w tym, że potępiasz zachowania, których nie znosisz (albo nienawidzisz, jak sama piszesz), w towarzystwie osób, które tak się zachowują ? A więc może zrażasz ich do siebie takimi kometarzami i stawianiem ludziom wysoko poprzeczki ? :roll:

Można przecież mieć własne zdanie i nie lubieć tego czy tamtego, ale bez silnego akcentowania "żałosności i nienawiści" wobec takich zachowań. 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lena, nieczęsto spotykam się z tak zgodną odpowiedzią, więc dzięki :)

God`s Top 10, no masz racje. Może po prostu powinnam spuścić trochę z tonu i nie akcentować tak mojego zdania. Chociaż z drugiej strony, czy nie będzie to oznaczało, że po prostu daję na to przyzwolenia, a mój charakter i zdanie tracą barwę zacierając się plastikową powłoczką?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy nie będzie to oznaczało, że po prostu daję na to przyzwolenia, a mój charakter i zdanie tracą barwę zacierając się plastikową powłoczką?

"Spuszczenie z tonu" wcale nie będzie oznaczało przyzwalania na cokolwiek. Natomiast próby egzekwowania swoich zasad na innych mogą się właśnie tak konczyć, że ludzie będą się od Ciebie odwracali.

Sama więc wybierz: egzekwowanie zasad bez wyjątku kosztem poczucia osamotnienia, czy kompromis z własnymi zasadami, ale za to w towarzystwie innych ludzi.

Chyba, że przyjęłaś wysokie wymagania wobec siebie i innych, by tym się wyróżniać (może na tym zbudowałaś poczucie swojej wyjątkowości ?), by "Twój charakter i zdanie nie traciły barwy zacierając się plastikową powłoczką", jak sama napisałaś.

Może ta sprawa ze znajomymi to tylko kwestia zmiany postrzegania swojej wyjątkowości; nie tyle przez posiadanie radykalnych poglądów, ile przez uzmysłowienie sobie, że własna wyjątkowość bierze się z bogatego wnętrza ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Racją jest to, że z ludźmi trzeba żyć w jakiejkolwiek zgodzie. Po pierwsze dla poczucia przynależności społecznej, a po drugie by np mieć większe możliwości na powodzenie, jeśli chcemy coś załatwić. Są jednak takie dni, że wkurza mnie taki zwyczajny, beztroski byt innych. Taki bez głębszych refleksji. Chociaż sama nie wiem, o czym mogą myśleć inni... Po niektórych nie widać jednak, żeby się przejmowali "czymś więcej", bądź zastanawiali nad czymkolwiek głębszym. Dziś, gdy nastrój mam zupełnie inny, powiedziałabym "Niech sobie robią, jak chcą". W sumie to sprawa każdego z osobna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×