Trudne przyjaźnie

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 gru 2007, 15:27
Przy założeniu, że to każdy z nas nadaje sens wszystkiemu w życiu, to nawet przyjaźń z litości może mieć sens. Czasem głęboko ukryty i nie widoczny dla postronnych. Ważne, by we wszystkich relacjach międzyludzkich (a więc również i w przyjaźni) obie strony mogły czerpać z tych relacji to, czego oczekują.

Lena napisał(a):Dlaczego mamy sie dawac wykorzystywac i jeszcze obrywac za brak 100% dyspozycyjnosci wobec tej osoby?

Bo chcemy się czuć potrzebni ?

maniak86 napisał(a):dziwie się, że osoby nad którymi się trzeba litować same do tego dążą

To forma zwracania na siebie uwagi drugiej osoby, której z reguły takie osoby potrzebują. Czasem jest taka forma pozyskiwania czyjejś uwagi jest wypracowywana (i utrwalana) całe lata. Np. dzieci notorycznie "niegrzeczne" i karane za to, tym właśnie sposobem pozyskują uwagę rodziców, nauczycieli, rodzeństwa. W ich przekonaniu tak pozyskana uwaga jest lepsza od żadnej. Często takie ich działanie wynika z braku świadomości, że "można inaczej".
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez snaefridur 09 gru 2007, 11:19
Czy przyjaźń z litości ma sens?


Sama sobie odpowiedz. :-|
snaefridur
Offline

przez Lena 09 gru 2007, 12:18
Tak, chcemy sie czuc potrzebni. Ale NIE ZA WSZELKA CENE. Wole czuc sie potrzebna tylko mojemu pieskowi niz dawac sie wykorzystywac innym ludziom na kazdym kroku.
Lena
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez lochness 19 gru 2007, 23:44
Czuję, że nikogo nie obchodzę. Nikogo prócz mojego chłopaka. Ktoś z boku by powiedział: "Dziewczyno! Masz cudownego faceta, więc o co ci chodzi?". Wiem, mam do kogo się zwrócić, kocham go nad życie. Ale jestem młoda a koleżanek mam na prawdę niewiele. W sumie nie mam żasnej przyjaciółki, ani nawet koleżanki, która zawsze by była gotowa na rozmowę. Kiedyś miałam ich dużo, teraz żadnej dobrej. Oczywiście są wokół mnie ludzie, ale czuję, że są nieszczerzy, albo po prostu uważają, że "jestem, bo jestem". Czasem mi to nie przeszkadza, ale są momenty, że czuję się samotna pośród tłumu. Są dni, kiedy chce mi się krzyczeć, jestem wtedy przekonana, że ludzie są po prostu głupi i żyją w plastikowym świecie bez prawdziwych uczuć. Ale są też dni, kiedy myślę, że przecież przyjaźń istnieje. Sama to wiem, bo łączy mnie przyjaźń z chłopakiem. Ale chciałabym mieć jeszcze kogoś, kogoś z kim mogłabym podzielić się damskimi sprawami, albo poszukać wsparcia, gdy jestem pokłócona z chłopakiem. Nie wiem dlaczego tak jest. Czy ludzie na prawdę zapomnieli już o przyjaźni? A może to chodzi o to, że mam zawsze swoje zdanie i je podkreślam? Dlatego, że nienawidze stylu życia, które jest jak tandetna szopka? Czasem mi się wydaje, że gdybym zgrywała idiotkę, komplementowała wszytskich naokoło, podkreślała jaka to ja nie jestem fajna, to miałabym przyjaciółkę. Ale to przecież byłoby głupie, żałosne. Ja taka nie jestem. Chciałabym znać kogoś, kto jest po prostu normalny. I chyba to właśnie dlatego, że postawiłam sobie taką wysoką poprzeczkę (nie zadowolę się byle sztucznym lub głupiomądrym człowiekiem). Gdybym chciała tu wypisać cechy mojego wymarzonego przyjaciela, to po pierwsze mało kto, by się klasyfikował, a po drugie pomyślałby, iż jestem kopnięta. Dlaczego tak mało jest wartościowych ludzi?
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

przez Lena 20 gru 2007, 16:43
Niestety masz racje. Teraz trzeba sie "lansowac" na glupiutka blondynke z tylkiem na wierzchu i swiecaca cyckami, by miec towarzystwo. Tylko czy takie towarzystwo jest cos warte? Nie sadze. Jestem podobna do Ciebie (przynajmniej z tego co piszesz) i uwierz, ze wole miec bardzo waskie grono przyjaciol, znajomych (i tak jest), ale za to wiedziec, ze sa cos warci i maja cos w glowie. Bieganie po dyskotekach, furanie, palenie i nie wiadomo co jeszcze mnie jakos nigdy nie interesowalo, a to wlasnie teraz sie liczy najbardziej dla mlodych osob. Wole posiedziec z partnerem w domu i obejrzec film, niz zmieniac na sile siebie i probowac sie wpasowac w takie towarzystwo. A wartosciowe osoby sa jeszcze na tym swiecie, tak trudno je odnalezc, ale sa. Prawdziwa przyjazn tez istnieje, nie kazdy w tym wyscigu szczurow o niej zapomnial.
Lena
Offline

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 20 gru 2007, 17:43
lochness napisał(a):A może to chodzi o to, że mam zawsze swoje zdanie i je podkreślam? Dlatego, że nienawidze stylu życia, które jest jak tandetna szopka? Czasem mi się wydaje, że gdybym zgrywała idiotkę, komplementowała wszytskich naokoło, podkreślała jaka to ja nie jestem fajna, to miałabym przyjaciółkę. Ale to przecież byłoby głupie, żałosne. Ja taka nie jestem.

Może problem leży w tym, że potępiasz zachowania, których nie znosisz (albo nienawidzisz, jak sama piszesz), w towarzystwie osób, które tak się zachowują ? A więc może zrażasz ich do siebie takimi kometarzami i stawianiem ludziom wysoko poprzeczki ? :roll:
Można przecież mieć własne zdanie i nie lubieć tego czy tamtego, ale bez silnego akcentowania "żałosności i nienawiści" wobec takich zachowań. 8)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez lochness 20 gru 2007, 18:48
Lena, nieczęsto spotykam się z tak zgodną odpowiedzią, więc dzięki :)
God`s Top 10, no masz racje. Może po prostu powinnam spuścić trochę z tonu i nie akcentować tak mojego zdania. Chociaż z drugiej strony, czy nie będzie to oznaczało, że po prostu daję na to przyzwolenia, a mój charakter i zdanie tracą barwę zacierając się plastikową powłoczką?
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 20 gru 2007, 19:54
lochness napisał(a):czy nie będzie to oznaczało, że po prostu daję na to przyzwolenia, a mój charakter i zdanie tracą barwę zacierając się plastikową powłoczką?

"Spuszczenie z tonu" wcale nie będzie oznaczało przyzwalania na cokolwiek. Natomiast próby egzekwowania swoich zasad na innych mogą się właśnie tak konczyć, że ludzie będą się od Ciebie odwracali.
Sama więc wybierz: egzekwowanie zasad bez wyjątku kosztem poczucia osamotnienia, czy kompromis z własnymi zasadami, ale za to w towarzystwie innych ludzi.
Chyba, że przyjęłaś wysokie wymagania wobec siebie i innych, by tym się wyróżniać (może na tym zbudowałaś poczucie swojej wyjątkowości ?), by "Twój charakter i zdanie nie traciły barwy zacierając się plastikową powłoczką", jak sama napisałaś.
Może ta sprawa ze znajomymi to tylko kwestia zmiany postrzegania swojej wyjątkowości; nie tyle przez posiadanie radykalnych poglądów, ile przez uzmysłowienie sobie, że własna wyjątkowość bierze się z bogatego wnętrza ?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 21 gru 2007, 03:01
Ja nigdy nie miałem przyjaciół........<wszyscy tylko albo mielimnie w dupie,albo śmiali sie ze mnie,albo gardzili mną...>
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 21 gru 2007, 11:54
Człowieku Nerwico, nigdy nie jest za późno, by odnaleść wartościową przyjaźń, w której Ty możesz na kogoś liczyć i ktoś na Ciebie. ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez lochness 23 gru 2007, 02:47
Racją jest to, że z ludźmi trzeba żyć w jakiejkolwiek zgodzie. Po pierwsze dla poczucia przynależności społecznej, a po drugie by np mieć większe możliwości na powodzenie, jeśli chcemy coś załatwić. Są jednak takie dni, że wkurza mnie taki zwyczajny, beztroski byt innych. Taki bez głębszych refleksji. Chociaż sama nie wiem, o czym mogą myśleć inni... Po niektórych nie widać jednak, żeby się przejmowali "czymś więcej", bądź zastanawiali nad czymkolwiek głębszym. Dziś, gdy nastrój mam zupełnie inny, powiedziałabym "Niech sobie robią, jak chcą". W sumie to sprawa każdego z osobna.
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Re: Trudne przyjaźnie

Avatar użytkownika
przez dzidzius22 20 sie 2009, 07:21
Dr House bardzo by nam sie przydal...
od szkoly podstawowej mialam cudowna przyjaciolke,potem liceum i razem do pracy.ona wyszla za maz,ja tez,nasza przyjazn trwala nadal.gdy owdowialam nasze i nie tylko nasze stosunki bardzo sie zmienily.okazalo sie ze jako wolna kobieta stwarzam zagrozenie dla malzenstw...
mam teraz druga przyjaciolke,tez z depresja ale... po czasie okazalo sie ze to ona mnie potrzebuje a dla mnie niestety nie ma czasu.
od tej pory choc brakuje mi przyjazni juz jej nie szukam...
a pies,kot to naprawde wyprobowani,bezinteresowni przyjaciele :!:
DZIEN DZISIEJSZY JEST NAJWAZNIEJSZYM DNIEM TWOJEGO ZYCIA
WCZORAJSZY - DOSWIADCZENIEM
JUTRZEJSZY - NIEWIADOMA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 sie 2009, 22:05
Lokalizacja
Bydgoszcz

Re: Trudne przyjaźnie

przez delirium 14 paź 2009, 09:53
Witam,
Postanowiłem po raz pierwszy udzielić się na forum. Przeglądałem listę tematów i myślę, ze mój post tu pasuje. Skoro się tu znalazłem, to pewnie łatwo się domyślić, ze jestem raczej emocjonalnym typem. Niezbyt często nawiązuję nowe znajomości, być może przez wzgląd na obawy związane z rozczarowaniem. Niestety, kiedy już postanowię złapać z kimś bliższy kontakt- przywiązuję się od razu, ufam od razu. I choć zdaję sobie sprawę z faktu, że to mój podstawowy błąd, który często do rozczarowania prowadzi, nie umiem zdystansować się do ludzi, których polubiłem.
Zatem do sedna – głównym problemem jest to, że podtrzymywanie znajomości zwykle staje się w pewnym momencie wyłącznie moim problemem. Rzadko kiedy inicjatywę wykazuje ta druga strona, jakby jej zupełnie nie zależało. Mam przez to poczucie wyobcowania, często czuję się niedoceniany. Kiedy jestem „przydatny”, gdy ktoś prosi mnie o pomoc – robię to bardzo chętnie. Nie przez wzgląd na ewentualne korzyści, które ja mogę osiągnąć w przyszłości, ale z czystej sympatii. Kiedy zaś ja proszę o cokolwiek, zwracam się do tej osoby z prośbą o pomoc albo po prostu proponuje spotkanie, coś wspólnego, najczęściej słyszę: nie mam czasu, nie obraź się, nie chce mi się… Pytanie zatem brzmi: co zrobić, żeby nie przeżywać, gdy ktoś, kogo bardzo polubiłeś/łaś ewidentnie ma cie w D.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
14 paź 2009, 09:08

Re: Trudne przyjaźnie

Avatar użytkownika
przez Razorbladerka_ 14 paź 2009, 12:45
Heh... znam to skądś... Dlatego właśnie nie mam przyjaciół i zrezygnowałam z poznawania nowych ludzi bo to z czasem boli i zostaje sama jak palec.... :(
Slowa zlewaja sie w falszywy ton gdy nadwrazliwosc jest jak bilet w jedna strone stad... Musze leczyc sie na bol i strach.



Ja tancze a niebo gra!!! :-D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1220
Dołączył(a)
29 wrz 2009, 20:56
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do