dotrzec do zrodla smutku zeby go pokonac

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

dotrzec do zrodla smutku zeby go pokonac

przez vegge 12 cze 2007, 21:34
ok, mamy depresje i w sumie nie wiemy dlaczego, poprostu ja mamy i juz

ale wcale nie prawda, bo zaczelo sie nam stopniowo, od smutku,potem melancholii i w koncu depresja

zatem co bylo powodem tego smutku?jak to odkryjesz to wyjdziesz z depresji

przyczyny:
1.samotnosc? odrzucenie? - no to rozmawiaj z ludzmi na czatach, idz na jak najwieksza ilosc for internetowych, potem zacznij sie powoli spotykac z osobami z sieci na zywo, przygarnij zwierzaka zeby nim sie opiekowac a uczucie depresji bedzie stopnowo malalo

2.nieatrakcyjny wyglad, kompleksy? - poszukaj wiaodomsci jak jesc zeby zdrowo wygladac, jakie cwiczenia robic i powolutku w wlasnym tempie zastosuj sie do tych rad, zbieraj pieniadze na operacje, jesli ta ci pomoze wyleczyc sie z kompleksu i tym samym z depresji

3. niepowodzenia w pracy, szkole, studiach, toxyczne miejsca?- bardzo trudno jest podjac decyzje o zmianie pracy cz studiow/szkoly , mamy poczucie straconego czasu i zawiedzionych nadzieji, ale to przejdzie bardzo szybko jak juz rozpoczniemy cos nowego, po 2 latach nawet nie bedziecie pamietali toxycznego miejsca, a tkwiac w nim mozecie nie przezyc tych 2lat

4. niepowodzenia sercowe? - nie uzalezniajmy naszego szczescia od partnera, zwykle wiklamy sie w zwiazki byleby tylko nie byc samemu, trzeba jednak sie polubic i nauczyc zyc samotnie, bo wtedy kazdy zwiazek bedzie bardziej przemyslany

takie sa u mnie zrodla smutku i metody jak sobie radze, a u was?
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez Nelka 14 cze 2007, 16:45
Hmmm...a ja mam taki mały problem...studiowałam juz kiedyś w innym mieście, tylko, że kierunek wybrany z przypadku i w końcu odważyłam się na zmiany - zmianę miejsca bytowania i kierunku kształcenia...jednak mimo tego, że ta nowa uczelnia bardziej mi sie podoba, wygląda pod wieloma względami lepiej od poprzedniej, to trudno mi do końca zaakceptować i polubić nowe miasto - tęsknie za tamtym, jednak nie wyobrażam już sobie powrócić na tamtą uczelnię...i jak wszystko "dobrze" pójdzie to będę tkwić w tym miejscu jeszcze 3 - 4 lata...takie rozdarcie - chociaż staram się o tym nie myśleć i szukać plusów w tym nowym otoczeniu. Mam nadzieję wielką, że przez to choroba mi sie nie pogłębi ;>

A co do samych przyczyn...

1.samotnosc? odrzucenie?


To na pewno tak - każdą "miłosną" porażkę brałam bardzo do siebie, przezywałam, tłumiłam wszystko w sobie - i muszę nad tym teraz sowicie popracować, bo nie wiem co może się wydarzyć następnym razem. Chaty mi nie pomagają, kiedyś za dużo na nich siedziałam i może juz wtedy nieświadomie "spaczyłam" swoja psychikę, i tak spotkałam sie z paroma osobami....i

2.nieatrakcyjny wyglad, kompleksy?


...9 na 10 spotkań kończyło się za pierwszym razem...ja nie szukałam miłości, tylko trochę przyjaźni...i w sumie lubię całą siebie, to raczej otoczenie twierdzi, że mogłabym być delikatnie szczuplejsza...tylko co w tym złego, że mam pulchniejsze pośladki, talię osy i szczupłe nogi?....może to tylko zazdrość?...przyznam, że twarz nie mam idealną, ale może kiedyś komuś przeszkadzać to nie będzie :)...bo ujrzy we mnie wewnętrzne piękno.

Nigdy nie chciałam być tylko z kimś byleby nie być samemu...już po stokroć wolałabym mieć zwierzątko niż mieszkać z "obcą" mi osobą...zawsze szukałam uczucia - i tak już mi zapewne zostanie - samotność z 3 kotami ;)

trzeba jednak sie polubic i nauczyc zyc samotnie, bo wtedy kazdy zwiazek bedzie bardziej przemyslany


Tak, chciec się posklejać i dopiero wtedy "szukać" szczęścia przy boku wyjątkowej osoby, bo teraz nawet jakbym znalazła uczucie, to w takim stanie, mogłabym to tylko niechybnie popsuć...albo stałabym się za bardzo dominująca, albo za bardzo uległa...a tu potrzeba równowagi...chociaż potrzebuję teraz kochać i być kochana...i to taki kolejny dylemat in minus, bo jakby nie postąpić dobrze nie będzie ;)


Suma, sumarum...każdy ma jakieś powody, od których zaczęła sie choroba, piszcie!...może dzięki temu my też sami dojdziemy do innych u siebie :)

peace!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:50 pm ]
...i jeszcze...nie akceptowanie przez rodziców tego jaka jestem - jaka chcę być, ich zakazy, nakazy...mój bunt :(

+ kontakty międzyludzkie, nieśmiałość w nawiązywaniu kontaktów, odsuwanie się od innych - w sensie, by nie być dla nich ciężarem - teraz mi się zdaje, że to sobie zawsze ubzdurałam, czasem trudności w porozumiewaniu się


+ wrodzony perfekcjonizm :/ ...dążenie do idealnej doskonałości.

+ niska samoocena...brak wiary...albo czasem, za duży optymizm.

...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:51 pm ]
Lżej mi teraz zrobiło się na serduszku :)...za 2 hy psycholog mnie czeka.
Żyć, nie-umierać!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
12 maja 2007, 16:53
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez pyzia1 19 gru 2007, 14:43
Chyba zawsze byłam smutna, z różnych, czasem błahych powodów - mówię o dzieciństwie. Potem przez kilka lat miałam poważniejsze powody do smutku, a potem te powody znikęły. Ten smutek chyba po prostu siedzi we mnie i czeka na pretekst, żeby sobie trochę poużywać. Chyba można powiedzieć, że to smutek egzystencjalny :smile:
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do