poczucie własnej wartości, samoocena, pewność siebie itp

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

przez nitka 13 cze 2007, 13:10
a mam ;) no ale coz...........mam i mam i mam......
"To jest szczęśliwy dzień. Bo otworzyłam oczy, poruszyłam ręką, bo mam coś do zrobienia i mogę mówić..."
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

przez marmarc 14 cze 2007, 15:19
przypomniała mi się taka rada: wyznaczać sobie możliwe do osiągnięcia, ale niebanalne cele. Ja czasem porywam się z motyką na słońce, potem przychodzi zmęczenie i zniechęcenie, bo nic z tego nie wychodzi, a jednocześnie nie doceniam tego co mogę czy mógłbym osiągnąć. Niestety moja skłonność do popadania w skrajności mi w tym nie pomaga, często przyjmuję postawę 'wszystko albo nic". Z drugiej strony trendy są takie że za wzory są podawane osoby sukcesu: gwiazdy showbiznesu, biznesmeni, sportowcy, czy dziennikarze i naukowcy odnoszący sukcesy, albo choćby dostojnicy kościelni - wszystko to wywołuje zazdrość i zgorzknienie, człowiek nie docenia tego co ma, widząc dystans do tych "wpływowych" osobistości.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez cinnamon_inspiration 14 cze 2007, 15:34
Trzeba zauwazyc, ze wiekszosc z nas uzaleznia swoja samoocene od paru czynnikow, ktore z samoocena nie powinny miec nic wspolnego. Ja np. ocenialam sie wg wynikow w szkole i mojego odchudzania. To byl blad. Kiedys nienawidzilam kazdej komorki mojego ciala, teraz kocham sie i napawam sie zdrowym egoizmem. Jestem w porzadku, mimo bledow. Zycze wam takich samych odczuc.
Posty
273
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez jevii 14 cze 2007, 17:32
marmarc hm, tak zamyśliłam sie nad tymi "niebanalnymi celami",
grunt by były realne na początku. I chyba nie chodzi o zaplanowanie
sobie dnia "od-do". Tylko np.postanawiasz sam przed sobą, że jeśli
kolega znowu tak a tak się zachowa, czyli coś co Ci nie odpowiada,
postarasz się mu zwrócić na to uwagę. Wystarczy raz. Potem rodzi się
przekonanie, że skoro raz się udało to czemu za drugim miało by nie
pójść podobnie.

Co do sław - budują wyobrażenie, że przecież taaak łatwo to wszystko
zrobić - magiczne hasło : "wystarczy chcieć".

Ale wiesz, tam jest masa korupcji, układów tak naprawdę i sytuacji typu "sex-afera" ;)

~*~
Moja przestrzeń
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

przez marmarc 24 cze 2007, 20:48
W Tygodniku Powszechnym nr 24 z 17 czerwca jest obszerny materiał poświęcony hipochondrii. Jego częścią jest wywiad z Wojciechem Eichelbergerem, w którym pisze on m.in. nt. poczucia własnej wartości. Cytuję:
„ Lęk bywa często wynikiem zaburzonego poczucia własnej wartości. Najważniejszy jest okres do drugiego, trzeciego roku życia. Wtedy tworzy się matryca emocjonalna naszego poczucia wartości. Kształtuje ją ilość czasu i uwagi poświęcanej nam przez rodziców, czasu nasyconego dobrej jakości uwagą. Tworząca się wówczas samoocena jest przedracjonalna, nie ma nic wspólnego z osiągnięciami, posiadaniem, byciem kimś. Po prostu czujemy że jesteśmy bez powodu ważni, bezwarunkowo obdarzeni ciepłem i miłością.”
Jest to zdaniem psychoterapeuty „pierwotne, immanentne poczucie wartości”, które nie potrzebuje żadnych dodatków typu prestiż czy posiadanie, nie jest niczym uwarunkowane. I jednocześnie to pierwotne poczucie wartości pozwala przetrwać życiowe próby typu utrata majątku, pozycji itp.
„Brak dowartościowania sprzyja wykształcaniu się osobowości narcystycznej”.”Taka osoba ma problemy z uwierzeniem , że ktoś ją może pokochać. Ma poczcie że ciągle musi zasługiwać na miłość od nowa i nieustannie udowadniać swą wartość, ciągle zdobywać – jeszcze więcej, jeszcze bardziej.”
Mamy zatem rozróżnienie „wewnętrznego” i „zewnętrznego” poczucia własnej wartości. I jeszcze jedna teoria zwalająca wszystko na wpływ rodziców w pierwszych 2-3 latach życia dziecka.
I myślę, że można też wskazać na pewien paradoks – osoby z silnym wewnętrznym poczuciem własnej wartości mogą się dowartościowywać różnymi „dodatkami”, bo nawet jak ich czar pryśnie – mają silne wewnętrzne źródło samooceny, które pozwoli im przetrwać kryzys. Ci którzy wewnętrznego źródło są pozbawieni muszą jednocześnie szalenie uważać z wszelkimi „dopalaczami „ typu nowa komórka, nowy ciuch czy wyjazd do Tunezji – bo jak na tym będą budować swoją samoocenę, to kiedy tego zabraknie – nie mają żadnego oparcia - taka jest moja refleksja.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez lordJim 24 cze 2007, 23:51
Również polecam artykuł z Tygodnika. Czytałem go wcześniej, ale widzę, że już pojawił się w internecie:

http://tygodnik.onet.pl/1547,1417272,0, ... dzial.html

oraz reportaż:

http://tygodnik.onet.pl/1547,1417270,0, ... dzial.html
lordJim
Offline

przez marmarc 27 cze 2007, 22:24
Anselm Grun OSB – Rozwijać poczucie własnej wartości – przezwyciężać bezsilność

Książka jest wydana przez wydawnictwo prowadzone przez księży-zakonników katolickich, ma nawet tradycyjną zgodę (imprimi potest) ich szefa, tzw. prowincjała.
Tak jak tytuł jest dwuczęściowy – tak i książka z dwu części jest złożona. Pierwsza traktuje o rozwijaniu poczucia własnej wartości – jako też i my na tej się części skupimy (bo druga jeszcze przeczytana być nie mogła).
Autor przyznaje, że jest coś takiego jak „pierwotne zaufanie”, ufność do świata, którą dziecko ma przejąć od matki – już w trakcie pierwszego roku życia. Przykładem jest że dziecko czuje sposób w jaki matka je przewija.
„Te i inne doświadczenia wynikające z relacji z matką powodują, że w dziecku budzi się pewność albo brak pewności siebie, że nabiera (bądź nie) poczucia własnej wartości.” (s. 16)
Dalej autor zwraca uwagę, że dla poczucia własnej wartości ważne jest poczucie własnej niepowtarzalności, i rodzice muszą w dziecku tą niepowtarzalność odkryć i uszanować – pozwolić mu być sobą.
„Poczucie własnej wartości nie jest wrodzone. Nabywamy je w i dzięki rodzinie. [...] Potrzeba szczerych rozmów i wybaczania popełnionych błędów. Częstym powodem braku poczucia własnej wartości jest bowiem komunikacja, w której nie jest jasne o co chodzi.”
Autor cytuje Junga mówiącego, że droga do zdrowego poczucia własnej wartości prowadzi przez akceptację „cienia” - czyli naszych złych czy słabych stron. I tu autor strzela już z naprawdę „grubej rury”, cytuję:”Konieczne jest zejście na dno jaźni, zanim natrafimy na obraz Boga, który czeka na nas na dnie duszy. Tylko ten odnajdzie siebie, kto dostrzeże , że nosi obraz Boga w sobie. I tylko ten, kto odkrył swoje wewnętrzne centrum, swoją jaźń, ma prawdziwe poczucie własnej wartości”.(s. 26)
[...] nigdy nie powinniśmy uzależniać naszego poczucia własnej godności od innych ludzi, bez względu na to, jak cierpielibyśmy z tego powodu”.
Dalej autor drąży temat „prawdziwej, duchowej jaźni”, do której należy dotrzeć, m.in. poprzez „odidentyfikowanie się” czyli odrzucenie utożsamiania się z ważnymi dla nas ludźmi, rolami, pracą, osiągnięciami. Trzeba to wszystko odrzucić, by odkryć kim naprawdę jesteśmy. Ta „prawdziwa jaźń” jest niezbędna do tego, aby poczucie wartości było prawdziwe, oparte na mocnym fundamencie, by nie była to „zewnętrzna pewności siebie zbudowana na piasku”.
Poprzez tą duchową – prawdziwą – jaźń sam Bóg wyraża się w sposób niepowtarzalny.
Dalej autor interpretuje ewangeliczne historie, w których Jezus spotyka różnych ludzi, uzdrawia ich.
Przyznam, że przedstawione interpretacje wydają mi się trochę naiwne czy naciągane. Sam autor stwierdza, że „Można by rozważyć wszystkie opisane w Biblii historie uzdrowienia przez Jezusa i za każdym razem stwierdzić, że chorzy cierpią na brak poczucia własnej wartości”. Cóż – wydaje mi się to zbyt dalekim uogólnieniem...
Następnie autor przedstawia „drogi do zdrowego poczucia własnej wartości”
1.Akceptacja samego siebie – mamy tu konkretne rady – pozbyć się iluzji, marzeń na swój temat, że jesteśmy najwięksi i najpiękniejsi. Mam akceptować i swoje mocne strony, ale i te słabe. Błędne jest przekonanie, że tylko silni są pełnowartościowi. „Zaakceptować siebie oznacza pojednać się z historią swojego życia.” „Aby móc siebie zaakceptować, trzeba zrezygnować z porównywania siebie z innymi. Tak długo, jak długo to robię, jestem przegrany”, będę czuł się źle.
2.Bycie ze sobą – czucie się dobrze ze sobą samym, bycie niezależnym od innych. „Wielu nie jest w stanie zbudować poczucia własnej wartości, ponieważ pozwolili innym sobą zawładnąć. Nie są ze sobą, tylko zawsze z innymi.” Rada: nawiązać kontakt z własną agresją, dzięki której można się zdystansować wobec innych. Poczucie bycia ze sobą, to także silna świadomość bycia we własnym ciele. Każdy może się przekonać, że np. zmęczenie, spocenie się po wysiłku fizycznym, np. biegu, sprawia że silnie odczuwamy swoje ciało, jesteśmy ze sobą i wtedy nie wątpimy w poczucie własnej wartości, nie musimy niczego udowadniać, po prostu jesteśmy ze sobą, czujemy przede wszystkim siebie, swoje ciało. Takie doświadczenie samo w sobie daje poczucie wartości. Trzeba zatem „ zejść w głąb siebie, dotknąć dna własnej jaźni i rozwinąć czucie siebie samego, swoich uczuć i swojego ciała.”
3.Droga przez ciało - „Przez ciało i w ciele mogę wypracować moje wewnętrzne postawy” autor wskazuje jak przez postawę stojącą można wyćwiczyć wiarę w siebie. Powinniśmy „stać w Hara” - to chyba coś z jogi itp.
4.Droga wiary – tu autor wskazuje na znaczenie wiary religijnej, relacji z Bogiem, który jako jedyny daje prawdziwe oparcie, i dalsze rady idą tym tropem:
5.Medytacja nad tekstami biblijnymi
6.Celebrowanie świąt chrześcijańskich
7.Doświadczenie św. Pawła
8.Przesłanie pojednania
9.Droga mistyczna
I na koniec pesymistyczno-optymistyczny cytat z ojca Anzelma:
„Jeśli wiernie i ostrożnie będziemy kroczyli drogą ćwiczeń, to może wzrośnie w nas zdrowe poczucie własnej wartości. Wcale nie jesteśmy skazani na życie z niskim poczuciem własnej wartości, którego nabyliśmy w dzieciństwie wskutek braku bezwarunkowej akceptacji przez rodziców. Poczucie własnej wartości można w sobie wzbudzić i rozwijać.” (s. 90)
Takie jest krótkie streszczenie pierwszej części książki Anselma Gruna. Mamy tu zatem respektowanie odkryć współczesnej psychologii, korzystanie z nauk wschodu, oraz „nowoczesne”, „otwarte” chrześcijaństwo (katolicyzm), z naciskiem na to ostatnie.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Avatar użytkownika
przez punkcik 14 lip 2007, 17:48
Mnie często popraweia samoocenę takie mówienie sobie: ale przynajmniej nie jestem taka głupiutka jak ta i ta.

Ale nie polecam. Zostałam wciągnięta w manię porównywania się do wszystkiego i wszystkich. Ani rusz nie mogę się z tego wydostać. Mam to od 11 roku życia.
I'll keep digging till
I feel something.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
06 lip 2007, 00:15

przez Aga_1826 11 sie 2007, 17:38
Moim zdaniem nie ma człowieka ktory jest tak w 100%procentach pewny siebie.To wszystko zalezy moim zdaniem od dziedziny życia jeden czuje sie pewnie w tym drugi pewnie w czym innym,ale nie ma człowieka ktory jest zawsze pewny siebie bo kazdy ma słabe i mocne strony.a tacy ludzie co sa w sobie zakochani czy uwarzają sie za najlepszych sa na ogół zarozumiali i nie widza nic innego poza soba.
Owszem można znac swoja wartośc,mozna wiedziec ze jest sie wartosciowym człowiekiem z charakterem bo sa ludzie wyksztalceni ktorzy osiagneli cele w zyciu itp.itd.Sa ludzie z charakterem i to tez sa ludzie ktorzy sie cenia wysoko i znaja swoja wartosc.
Z tym drugim stwierdzeniem sie zgodze ze mozna znac swoja wartosc i ze powinno sie ja znac
Ale z tym pierwszym stwierdzeniem ze człowiek moze byc pewny siebie we wszystkim nigdy sie nie zgodze,bo nie ma takich ludzi a jesli cos takiego jest to wystepuje pod innym okresleniem chcarakteru i osobowosci tak jak napisalam powyzej niz pewnosc siebie we wszystkim.
"Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście,"
"Nigdy nie zapomninaj najpiękniejszych dni Twego życia! Wracaj do nich, ilekroć w Twoim życiu wszystko zaczyna sie walić."
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
08 sie 2007, 20:33
Lokalizacja
Lubelskie

Avatar użytkownika
przez *****ANGEL***** 10 paź 2007, 18:55
Wiem z własnego doświadczenia, że człowiek zaczyna stopniowo akceptować a wręcz lubić siebie, gdy czuje się akceptowany i lubiany przez otoczenie. Najważniejsze jest niczego nie udawać i pozostać sobą, a także w miarę możliwości starać się być w porządku w relacjach towarzyskich i swojej grupie społecznej. Ludzie odpłacą się tym samym i będą mieli okazję poznania Twojej osoby taką, jaką jest w rzeczywistości.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 paź 2007, 19:14
Lokalizacja
z nieba ;)

Avatar użytkownika
przez indigo.boy 10 paź 2007, 23:26
Zgadzam sie z toba Angel. Bardzo pomaga przebywanie z odpowiednimi osobami, z ktorymi czujemy sie komfortowo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
17 wrz 2007, 23:47
Lokalizacja
Bydgoszcz

Avatar użytkownika
przez Jan Nowak 10 paź 2007, 23:50
Aga
Jasne że nie ma człowieka, który jest zawsze pewny siebie. Są takie sytuacje ekstremalne, w których żaden człowiek by sobie nie poradził.

Ale przecież jesteśmy ludźmi, żyjącymi między innymi ludźmi więc żeby móc normalnie funkcjonować i utrzymywać kontakty z innymi, trzeba mieć choć trochę poczucia własnej wartości.
Poczucia, że ja też jestem człowiekiem tak jak inni i też mam prawo do życia, wyrażania własnej opinii, chodzenia do sklepu..

Ja sam jestem dość podatny na wpływ otoczenia. Jak obejrzę jakiś film to od razu chcę być taki jak bohater.. Ale staram się tego oduczać.. :)

Niektórzy mówią, że trzeba być sobą, ale mówią to najczęściej ci, którzy mają ciekawą osobowość, nie mają kompleksów i "bycie sobą" nie sprawia im żadnych problemów.
Przecież jesteśmy tacy młodzi, tacy młodzi, ludzie nam tego nie wybaczą.. ą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
01 wrz 2007, 13:59
Lokalizacja
JWO

przez sredniowieczna_panna 20 lis 2007, 16:30
yoyo napisał(a):
Kasienka125 napisał(a):Czasem czyjś niewielki, nie przemyślany komentarz ma na mnie negatywny wpływ...

taaak, i zostaje może na długo w pamięci jak u mnie :?: :roll:


tez tak mam. Nawet nie musi to byc komentarz, wystaczy, ze wyczuwam brak akceptacji. Dzis mialam taka sytuacje: kolezanka niezbyt pozytywnie odebrala moje plany przyszlosciowe (zwiazane z obecnymi studiami i przyszla praca). Mimo, ze wczesniej rozmawialam o tych planach z inna kolezanka i ona byla mojego zdania, to brak akceptacji tej wymienionej na poczatku sprawil, ze dziwnie sie z tym czuje kilka godzin po rozmowie. Jakbym zawinila, czy cos. A przeciez czy to jest wina, ze podczas studiowania stwierdzilam, ze nie bede pracowac w konkretnie tym zawodzie, do ktorego sie ucze? Ze chce cos pokrewnego, ae nie wlasnie TO?! zadna to moja wina! ale brak akceprtacji dziala na mnie bardzo szybko... wszytsko przez to, ze mam bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci. W sumie to chyba ujemne;( buu;( swoje bledy przezywam jako winy. Codziennie szkaluje sie tekstami typu "jestem glupia! jestem beznadziejna! ty idiotko!";( I czesto wdaje sie w jakies dlugie wyjasnienia zachowan, aby pokazac innym, o co mi chodzilo, a czego nie zrozumieli-bo boje sie, ze mysla, ze jestem inna, niz jestem (to w skrocie, to ciezko wyjasnic);( kolezanka, ktora kiedys tez podobne rzeczy przezywala, mowi mi, ze powinnam pracowac codziennie nad podciaganiem tej wartosci... ALE JA NIE WIDZE PODSTAW! a bez podstaw to g**** moge zrobic://////////////

ale wiecie co? zdarzylo sie dzis cos milego:) Ogolnie to uwazam, ze moj mowiony angielski jest beznadziejny, ze poprłniam bledy, mowie brzydko, zacinam sie itp. Musialam dzis wcielic sie w role nauczyciela i poprowadzic krotka czesc zajec. I babka powiedziala cos, co mnie zatkalo:ze moj angielski jest bardzo dobry i ze czuje sie pewnie, uzywając go, i ze pasuje do prowadzenia wykladow-bo do tego cwiczenia, ktore prowadzilam, za duzo gadalam!!!. ZATKAŁO MNIE!!!! zawsze mi sie wydawalo, ze ta nauczycielka patrzy na mnie i zastanawia sie "jakim cudem ona jest w tej grupie, skoro jej angielski jest taki beznadzijny?" az strzelilam buraka :oops:
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

przez smutasek25 25 lis 2007, 16:26
Nitka masz piekny napis na dole bardzo madry.Ja mam to szczescie mam pasje.Jestem kosmetyczka i wizazystka.Lubie to.A moim problemem jest to ze nie mam sily.Nie mam sily by wykorzystac czas na doksztalcanie sie.By wziac poczytac gazety na temat,czy posiedziec w necie i podowiadywac sie czegos.Mam wiele zainteresowan lecz nie robie nic.Wstaje rano ledwo, ide do pracy przychodze i czuje pustke.Bo nie mam co zrobic z czasem choc mogla bym zrobic wiele.Nie mam sily na nic.Glupie to wiem.Ale ja chyba mam jakies problemy ze soba.Albo po prostu jestem glupia.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
25 lis 2007, 15:49
Lokalizacja
Szczecin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 7 gości

Przeskocz do