Wyuczona bezradność

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Wyuczona bezradność

Avatar użytkownika
przez mark123 12 kwi 2013, 22:42
Ja w aspekcie radzenia sobie z problemami też jestem rozpieszczony (przez matkę). Obecnie jej nadopiekuńczość, kontrola czasem jest mi na rękę, a czasem mnie wkurza, ale wtedy, gdy mnie wkurza i tak sprzeciwić się nie umiem, bo zostałem wychowany, że mnie nie wolno.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10131
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Wyuczona bezradność

Avatar użytkownika
przez depas 12 kwi 2013, 23:00
Mnie także mama rozpieszczała i wyręczała we wszystkim, i można powiedzieć całe dorosłe żyie za to płacę zerową zaradnością. Ale też zawsze miałem świadomość że mogę mamę wykorzystywać żeby migać się od wszelkich obowiązków i skrzętnie z tej świadomości korzystałem. Także sam po części jestem sobie winien. Ale brak wiary we własne umiejętności, niska samoocena i brak poczucia własnej wartości, tu już u mnie cechy wrodzone i "wysiłek" ojca, jego upokarzanie mnie i wieczne krytykowanie. Wszystko to wiem, pytanie tylko "co dalej"?
paroksetyna 40mg
mianseryna 60mg
amisulpryd 200mg


RIP Robin Williams (1951-2014)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2135
Dołączył(a)
14 lip 2012, 14:55
Lokalizacja
Opole

Wyuczona bezradność

przez qwertz 12 kwi 2013, 23:14
Ja w aspekcie radzenia sobie z problemami też jestem rozpieszczony (przez matkę). Obecnie jej nadopiekuńczość, kontrola czasem jest mi na rękę, a czasem mnie wkurza, ale wtedy, gdy mnie wkurza i tak sprzeciwić się nie umiem, bo zostałem wychowany, że mnie nie wolno.


Mnie także mama rozpieszczała i wyręczała we wszystkim, i można powiedzieć całe dorosłe żyie za to płacę zerową zaradnością. Ale też zawsze miałem świadomość że mogę mamę wykorzystywać żeby migać się od wszelkich obowiązków i skrzętnie z tej świadomości korzystałem. Także sam po części jestem sobie winien. Ale brak wiary we własne umiejętności, niska samoocena i brak poczucia własnej wartości, tu już u mnie cechy wrodzone i "wysiłek" ojca, jego upokarzanie mnie i wieczne krytykowanie. Wszystko to wiem, pytanie tylko "co dalej"?


To jest nas kilku :? Z tym że u mnie dochodzi do wyzywania całe życie: nie umiesz, nie dasz rady i porównywanie do innych ludzi(z tym ze nie bywa u innych ludzi w domu) jak się za coś zabiorę np. odkurzanie to jeszcze mnie opierdoli nie tak, za wolno, nie dokładnie i przez kilka dni to przeżywa. Chce umyć naczynia to darcie mordy że za dużo wody, za dużo płynu, za wolno, nie tą ścierką - stoi i patrzy to jej mówię idź nie patrz się, to zaś słucham że jaki to ja jestem popierdolony że co ja sobie myślę, że nie będę w jej domu jej rozkazywał. I tak jest /cenzura/ ze wszystkim dobrze że mam zamek w ubikacji bo by mi mówiła jak mam tyłek podcierać chociaż czasami ma takie jazdy że gapi się przez tą szybkę od drzwi w łazience co robię. I teraz mam dylemat że nie robię czegoś bo mi się nie chce czy nie robię tego bo wtedy nie słyszę tego pierdolenia i mam święty spokój.
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 lut 2013, 16:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wyuczona bezradność

Avatar użytkownika
przez depas 12 kwi 2013, 23:21
qwertz, współczuję takiego traktowania, u mnie tak często zachowywał się ojciec. Nie dziwię się że Ci się nie chce, kto chciałby słuchać takich rzeczy...
paroksetyna 40mg
mianseryna 60mg
amisulpryd 200mg


RIP Robin Williams (1951-2014)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2135
Dołączył(a)
14 lip 2012, 14:55
Lokalizacja
Opole

Wyuczona bezradność

przez Monar 12 kwi 2013, 23:36
I teraz mam dylemat że nie robię czegoś bo mi się nie chce czy nie robię tego bo wtedy nie słyszę tego pierdolenia i mam święty spokój.

Jeśli chodzi o obowiązki domowe, kiedyś sumiennie je wykonywałam. Jeszcze na dodatek jako dzieciak chodziłam do pracy z rodzicami, a musiałam jeszcze chodzić do szkoły i się uczyć. Częściej byłam w pracy niż w szkole... A teraz już mam tego dość, bo nikt nie docenia tego, jaka jestem dobra dla nich i od kilku dni też NIC NIE ROBIĘ. I nie wiem, jak długo wytrzymam, ale póki co - nie wysłuchuję, że to i to robię źle, że robię, ale za mało albo że mnie nigdy nie było, nigdy nic nie robiłam i nie robię. Przynajmniej teraz zobaczą, ile robiłam. ;) Więc rozumiem Cię, odechciewa się czegokolwiek jak na każdym kroku słyszy się krytykę.
Offline
Posty
2201
Dołączył(a)
03 kwi 2013, 00:43

Wyuczona bezradność

przez qwertz 12 kwi 2013, 23:45
Jeśli chodzi o obowiązki domowe, kiedyś sumiennie je wykonywałam. Jeszcze na dodatek jako dzieciak chodziłam do pracy z rodzicami, a musiałam jeszcze chodzić do szkoły i się uczyć. Częściej byłam w pracy niż w szkole...


Jak takie coś czytam to mam zajebiste poczucie winy że ja taki nierób a Ty taka zaradna.
Podsumowując zrobiłem coś sam - zawsze źle, zrobiłem coś bo mi kazali zawsze źle, nierobie nic źle. Rozum mi kiedyś podpowiedział 'ey słuchaj stary cokolwiek zrobisz i tak jest źle a nie robienie niczego nie wymaga wysiłku fizycznego a wynik końcowy i tak jest taki sam' i nie powiem spodobał mi się ten pomysł i tak mi zostało. Z tym że jak np. nie ma matki w domu i coś zrobię to czuje satysfakcję ze zrobienia tego, serio takie gówno jak zrobienie własnoręcznie prania powoduje banana na mojej twarzy, pozmywanie naczyń, odkurzenie dywanu też itd. gdy nie słyszę głosu krytyki wszystko staje się o wiele łatwiejsze i nawet przyjemne bo czuje się wtedy jak normalny człowiek a nie jak niepełnosprytny umysłowo któremu trzeba wiązać buty.
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 lut 2013, 16:25

Wyuczona bezradność

przez Monar 12 kwi 2013, 23:48
Jak takie coś czytam to mam zajebiste poczucie winy że ja taki nierób a Ty taka zaradna.

O o i to ważne!
A pomyśl co mi dała ta "zaradność"? :smile:
Czym się różnimy? :smile:

-- 12 kwi 2013, 23:48 --

Jestem taka zaradna, że sama siebie ranię. Ależ mi zaradność.

-- 12 kwi 2013, 23:51 --

Z tym że jak np. nie ma matki w domu i coś zrobię to czuje satysfakcję ze zrobienia tego, serio takie gówno jak zrobienie własnoręcznie prania powoduje banana na mojej twarzy, pozmywanie naczyń, odkurzenie dywanu też itd. gdy nie słyszę głosu krytyki wszystko staje się o wiele łatwiejsze i nawet przyjemne bo czuje się wtedy jak normalny człowiek a nie jak niepełnosprytny umysłowo któremu trzeba wiązać buty.

A Ile masz lat?
Offline
Posty
2201
Dołączył(a)
03 kwi 2013, 00:43

Wyuczona bezradność

przez qwertz 12 kwi 2013, 23:55
Czym się różnimy? :smile:

No tym że Ty coś robiąc coś uczysz się szacunku do tego typu spraw, masz wprawę, uznajesz to za coś normalnego coś co trzeba robić na co dzień. A ja mam to już zapewnione i jestem tylko i wyłącznie konsumentem - otrzymuje coś nie dając nic z siebie.

A Ile masz lat?

Więcej od Ciebie mniej od Carlosa ;p Nie chcę nawet o tym pisać bo mi głupio...
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 lut 2013, 16:25

Wyuczona bezradność

przez Monar 13 kwi 2013, 00:03
Więcej od Ciebie mniej od Carlosa ;p Nie chcę nawet o tym pisać bo mi głupio...

Ej nie mów, ze się mnie wystraszyłeś :P No ok. Szanuję to. Ale jakby co to nie ma się czego bać ;) Tylko wyglądam na taką straszną, ale jak tak dłużej ze mną pogadać, to aniołek. :lol:

No tym że Ty coś robiąc coś uczysz się szacunku do tego typu spraw, masz wprawę, uznajesz to za coś normalnego coś co trzeba robić na co dzień. A ja mam to już zapewnione i jestem tylko i wyłącznie konsumentem - otrzymuje coś nie dając nic z siebie.

Teraz się boję pracy, bo boję się, ze sobie nie poradzę. To, ze kiedyś pracowałam, wcale nie oznacza, że teraz mam wszystko ułatwione. Nic bardziej mylnego. :smile: Póki co nie przejmuję się tym, bo uważam, ze teraz jest czas na edukację, więc idę na studia. Zobaczymy co będzie po studiach. ;) Może też będę pisać w tym wątku, że sobie nie radzę, mam 28 lat i nie chodzę do pracy, mieszkam z rodzicami - choć chyba wszystko zrobię, by znów tu nie wylądować. Jak posmakuję innego życia, to nie będę na pewno chciała tu wracać. :smile:
A nie myślałeś o podjęciu jakiejś lekkiej pracy typu nawet jakieś głupie ulotki? Tam nie da się nic spaprać. Powinieneś dać się na to skusić, hymm? Warto zawalczyć o swoje życie. Wiesz... Rodziców zawsze mieć nie będziesz, powinieneś dla siebie spróbować. Choćby dlatego, ze oni podcinają Ci skrzydła.

-- 13 kwi 2013, 00:03 --

Tak jak na pw Ci napisałam, Twoja matka Cię krytykuje, byś z nią został.
Offline
Posty
2201
Dołączył(a)
03 kwi 2013, 00:43

Wyuczona bezradność

Avatar użytkownika
przez mark123 13 kwi 2013, 00:09
Mnie także mama rozpieszczała i wyręczała we wszystkim, i można powiedzieć całe dorosłe żyie za to płacę zerową zaradnością.

U mnie matka tak ogólnie, to reprezentowała postawę bardziej nadopiekuńczą, a babcia bardziej rozpieszczającą (nadopiekuńczość, a rozpieszczanie to nie to samo). Rodziców się bałem (i w sumie boję do dziś, szczególnie ojca), natomiast babci prawie wcale się nie bałem. Gdy miałem jakieś 10-11 lat, to nadszedł we mnie jakiś okres, że byłem bardziej nerwowy. Bywałem wtedy u babci (gdy nie było tam moich rodziców) czasami agresywny wobec jej psa (może nie tak, jak kiedyś mój ojciec, ale trochę), gdy pies zrobił coś, co mi się nie podobało. Ale potem mi ten okres przeszedł.

To jest nas kilku :? Z tym że u mnie dochodzi do wyzywania całe życie: nie umiesz, nie dasz rady i porównywanie do innych ludzi(z tym ze nie bywa u innych ludzi w domu) jak się za coś zabiorę np. odkurzanie to jeszcze mnie opierdoli nie tak, za wolno, nie dokładnie i przez kilka dni to przeżywa. Chce umyć naczynia to darcie mordy że za dużo wody, za dużo płynu, za wolno, nie tą ścierką - stoi i patrzy to jej mówię idź nie patrz się, to zaś słucham że jaki to ja jestem popierdolony że co ja sobie myślę, że nie będę w jej domu jej rozkazywał.

Ja mam w sobie pewnego wewnętrznego krytyka, który mi powtarza: "tego nie dotykaj bo zepsujesz" (już od dziecka bałem się dotykać nowych rzeczy, że zepsuję i będę krytykowany), "tamtego nie rób, bo nie umiesz". Obowiązki domowe jakieś mam bardzo rzadko, ale gdy już mam to staję się perfekcjonistą, ciągle sprawdzam, czy dobrze i jeszcze poprawiam. Też nie lubię, gdy się ktoś patrzy, jak coś robię, bo mam wtedy wrażenie, że zaraz się ten ktoś zacznie na mnie drzeć i krytykować, że wszystko źle.

-- 13 kwi 2013, 00:37:01 --

Ogólnie mojej matce czasem wiele rzeczy nie pasuje i się wtedy czepia.
Natomiast ojciec akurat w sprawach domowych czepia się, gdy nabałagani ktoś, a nie on, a sam jest trochę bałaganiarz, nie dba o porządek wokół siebie. A gdy bałagan, który sobie zrobi mu przeszkadza, to często każe posprzątać matce, rzadziej mnie.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10131
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Wyuczona bezradność

przez qwertz 13 kwi 2013, 00:55
Ej nie mów, ze się mnie wystraszyłeś :P No ok. Szanuję to. Ale jakby co to nie ma się czego bać ;) Tylko wyglądam na taką straszną, ale jak tak dłużej ze mną pogadać, to aniołek. :lol:

Nie obraź się ale sprawiasz wrażenie 'suki' która jedzie po drugim człowieku nie zważając na jego uczucia i potrzeby. A empatia w twoim przypadku ogranicza się do problemów bliskich twojemu sercu. Przepraszam nie chcę żebyś się czuła głupio po przeczytaniu tego ale inaczej nie umiem tego ująć i tak boję się Ciebie tak jak i innych osób które krytykują.

Teraz się boję pracy, bo boję się, ze sobie nie poradzę. To, ze kiedyś pracowałam, wcale nie oznacza, że teraz mam wszystko ułatwione. Nic bardziej mylnego. :smile: Póki co nie przejmuję się tym, bo uważam, ze teraz jest czas na edukację

Też tak myślałem ale nic się nie zmieniło dalej się boję z tym że nie miałem w wieku 19 lat takiej świadomości na temat swoich problemów jak mam teraz więc życzę Ci wszystkiego najlepszego.

A nie myślałeś o podjęciu jakiejś lekkiej pracy typu nawet jakieś głupie ulotki? Tam nie da się nic spaprać.

To do mnie to? Ja mam już jakiś pomysł na to. Wcześniej jak pracowałem to matka rzucała często hasła typu 'jak Cie tam wykorzystują', 'za takie pieniądze pracować, to nie są pieniądze' itd. nie powiem bardzo mnie to wkurzało i demotywowało. A i dodam że wstawała razem ze mną i dzięki niej od samego rana wkurwio.ny już łaziłem bo co chwile było słychać a ubierz się tak, tam jest zimno, zmokniesz itd.

Wiesz... Rodziców zawsze mieć nie będziesz, powinieneś dla siebie spróbować. Choćby dlatego, ze oni podcinają Ci skrzydła.

Dalej nie wiem czy to do mnie ;p. No tu jest największy problem spróbować albo raczej 'spróbować ponownie', moi rodzice to największy demotywator jaki znam, zamiast tej strony ze śmiesznymi obrazkami powinna być strona z kamerą live w moim domu :D. Cokolwiek nie zrobię zawsze jest źle, nawet nie mam do kogo gęby otworzyć, żadnych przyjaciół ani znajomych, nikogo kto by się uśmiechnął do mnie tak bez powodu i powiedział życzliwie cześć co tam u Ciebie. Najgorsze jest to że nie znam innego życia, moje życie to ciągła krytyka. Nigdy nie miałem dziewczyny więc nie wiem jak to jest mieć dziewczynę i nie wiem po co się starać - choć chciałbym mieć, chciałbym mieć kogo przytulić, pocałować itd.. Nigdy nie miałem 'przyjaciół' i nie wiem jak to jest więc nie widzę większego sensu w przyjaźnieniu się - choć chciałbym z kimś gdzieś wyskoczyć, pobawić się itd. Ale dla mnie to jest jedną wielką abstrakcją czymś czego nigdy nie miałem nawet namiastki dla mnie jest to coś nie osiągalnego. Chciałbym walczyć ale czuję że nie mam po co.
W domu nigdy nie dali mi odczuć że znaczę cokolwiek, w szkole to byłem pośmiewiskiem, na studiach byłem bo byłem nikt ze mną nie utrzymywał jakichś kontaktów jedynie w jakiej sali mamy wykład albo co na kolosa ma być, w pracy tak samo byłem tylko jak coś trzeba było zrobić. Dodam że jestem brzydki a co za tym idzie zakompleksiony - gdy piszę brzydki to mam na myśli ze serio ma pewne 'wady'. Nikt mi nigdy nie dał szansy, nie dał pokazać się z tej lepszej strony - może nie dotrwał do tego momentu xD. Nie wiem głupie to sam nie wiem o czym już pisze.

Ja mam w sobie pewnego wewnętrznego krytyka, który mi powtarza: "tego nie dotykaj bo zepsujesz"

No wiesz jak byłem dzieckiem to wspinałem się na drzewa to trochę infantylne ale zajebiście to lubiłem i sprawiało mi tą ogromną frajdę, gdzie inni się bali tam ja wchodziłem nie ważne że drzewo miało z 20 metrów właziłem na sam szczyt i byłem najszczęśliwszym człowiekiem z biegiem czasu stało się tak że np. gdy złażę po schodach i idzie ktoś akurat to się nawet boję po schodach złazić żeby się czasem nie spierd.olic na tego kogoś. Ta dziecinna ciekawość i zaufanie do otaczającego mnie świata znikła, wszystko co zrobię zawsze musi się kończyć źle a najgorsze jest to że teraz to strach spróbować.

Obowiązki domowe jakieś mam bardzo rzadko, ale gdy już mam to staję się perfekcjonistą, ciągle sprawdzam, czy dobrze i jeszcze poprawiam.


Ostatnio pewne pomieszczenie czyściłem 10 godzin gdzie ktoś inny by się w godzinkę może półtorej ogarnął.
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 lut 2013, 16:25

Wyuczona bezradność

Avatar użytkownika
przez mark123 13 kwi 2013, 02:28
Nie obraź się ale sprawiasz wrażenie 'suki' która jedzie po drugim człowieku nie zważając na jego uczucia i potrzeby. A empatia w twoim przypadku ogranicza się do problemów bliskich twojemu sercu. Przepraszam nie chcę żebyś się czuła głupio po przeczytaniu tego ale inaczej nie umiem tego ująć i tak boję się Ciebie tak jak i innych osób które krytykują.

Ja też się boję krytyki, (już w dzieciństwie się jej bałem, ale jeszcze bardziej bałem się złości, że jak ktoś jest na mnie zły, to zrobi mi krzywdę, do dziś zostało mi poczucie zagrożenia, gdy ktoś jest wkurzony). Kiedyś, jak jeszcze nie miałem za bardzo wglądu w swoje zaburzenia, to sam krytykowałem ludzi w internecie. Na każde poczucie bycia atakowanym lub gdy mi się coś nie spodobało w wypowiedzi drugiej osoby, to wpadałem w złość i zaczynałem krytykować, czasem wulgarnie. Potem zrozumiałem, że źle robię i przestałem krytykować. Obecnie na poczucie bycia atakowanym reaguję tak, że często wtedy nie odpisuję. Chyba, że udaje mi się powstrzymać emocje, to wtedy normalnie odpisuję.

Nigdy nie miałem 'przyjaciół' i nie wiem jak to jest więc nie widzę większego sensu w przyjaźnieniu się

Też nie mam ani przyjaciół ani kolegów/koleżanek, nawet nigdy nie ciągnęło mnie, by mieć.

w szkole to byłem pośmiewiskiem, na studiach byłem bo byłem nikt ze mną nie utrzymywał jakichś kontaktów jedynie w jakiej sali mamy wykład albo co na kolosa ma być

Mnie dokuczali w szkole, teraz na studiach już nie. Ja w szkole starałem się być spokojny, "niewidzialny" dla innych. A w domu zaś to taki maminsynek byłem, chyba że ktoś był na mnie zły, to wtedy chciałem być "niewidzialny" dla wszystkich.
Ogólnie byłem bardzo nieufnym dzieckiem, nawet do rodziców nie miałem nigdy 100 procentowego zaufania.

No wiesz jak byłem dzieckiem to wspinałem się na drzewa to trochę infantylne ale zajebiście to lubiłem i sprawiało mi tą ogromną frajdę, gdzie inni się bali tam ja wchodziłem nie ważne że drzewo miało z 20 metrów właziłem na sam szczyt i byłem najszczęśliwszym człowiekiem

Ja nigdy nie chciałem takich rzeczy robić. A gdy w wieku 7 lat pojawiło się u mnie PTSD lub coś w tym stylu, to przez kilka lat bałem się bardzo wielu rzeczy, w tym nawet niedużej wysokości. Część lęków z PTSD została do dziś.

z biegiem czasu stało się tak że np. gdy złażę po schodach i idzie ktoś akurat to się nawet boję po schodach złazić żeby się czasem nie spierd.olic na tego kogoś.

Ja mam coś takiego, że boję się gdy ktoś idzie za mną i nadepnie mi na buta oraz gdy ktoś idzie przede mną, że ja jemu nadepnę. Moja matka gdy niechcący mi nadepnęła na buta, albo ja jej, to się złościła na mnie.

Ostatnio pewne pomieszczenie czyściłem 10 godzin gdzie ktoś inny by się w godzinkę może półtorej ogarnął.

Ja na wszystko muszę mieć znacznie więcej czasu, niż inni, nie chodzi tylko o wielokrotne sprawdzanie, czy dobrze, ale też ogólnie jestem powolną osobą od dziecka. W moim przypadku ogólna powolność może wynikać z wady wzroku i problemów neurologicznych.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10131
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Wyuczona bezradność

przez qwertz 13 kwi 2013, 03:55
Ja też się boję krytyki, (już w dzieciństwie się jej bałem, ale jeszcze bardziej bałem się złości, że jak ktoś jest na mnie zły, to zrobi mi krzywdę, do dziś zostało mi poczucie zagrożenia, gdy ktoś jest wkurzony)

Mnie w gimnazjum jeszcze matka tłukła krzycząc i wyzywając i też jak widzę kogoś wkurwio.nego to boje się podejść chyba tylko żeby po gębie nie zarobić czy coś w tym stylu, chociaż później mnie już nie bili ale i tak krzyk/złość/agresja to dla mnie coś przed czym trzeba uciekać. Chciałbym być pewnym siebie facetem a zamiast tego jestem cipą.

krytykowałem ludzi w internecie. Na każde poczucie bycia atakowanym lub gdy mi się coś nie spodobało w wypowiedzi drugiej osoby, to wpadałem w złość i zaczynałem krytykować, czasem wulgarnie

Wiesz co ja w liceum jeszcze tak robiłem z tym że te krytykowanie to nie było krytykowanie tylko wyzywanie ludzi od najgorszych tylko i wyłącznie że mieli inne zdanie niż moje i zaznaczam że nie miałem nawet racji patrząc na to teraz. Wiem głupio to było ale czasu cofnąć się nie da i miejmy nadzieje że wzięli nas za jakichś sfrustrowanych gimbusów których nie chciała żadna dziewczyna :lol:

Też nie mam ani przyjaciół ani kolegów/koleżanek, nawet nigdy nie ciągnęło mnie, by mieć.

Nie ciągnęło Cie czy raczej boisz się że się nie odnajdziesz w grupie, wyśmieją Cie czy coś w tym stylu? Ja w sumie bardzo tego pragnę ale jestem tak zakompleksiony że jakakolwiek wyciągnięta dłoń w moją stronę skończyłaby się moją ucieczką czyt. jestem za brzydki/tępy i nie chciałbym żeby ktoś się czuł niekomfortowo przebywając ze mną. Rozwiń proszę co Ty myślisz na temat przyjaźni bo jestem ciekawy czy serio Cie to wali czy boisz się tak jak ja.

Mnie dokuczali w szkole, teraz na studiach już nie. Ja w szkole starałem się być spokojny, "niewidzialny" dla innych. A w domu zaś to taki maminsynek byłem, chyba że ktoś był na mnie zły, to wtedy chciałem być "niewidzialny" dla wszystkich.
Ogólnie byłem bardzo nieufnym dzieckiem, nawet do rodziców nie miałem nigdy 100 procentowego zaufania.

Choć tyle lat minęło to dalej odczuwam skutki podstawówki, gimnazjum i liceum najgorsze jest to że wracałem ze szkoły i w domu mi się obrywało, wychodziłem z domu pobawić się na świeżym powietrzu i tam też mi się obrywało gdziekolwiek nie byłem zawsze ludzie mieli coś do mnie, inne dzieci jakoś sobie żyły swoim życiem a mnie zawsze wyzywali/pluli/bili tylko dlatego że troszkę inaczej od nich wyglądałem no i nie miałem nigdy jakichś super ciuchów czy gadżetów więc nie miałem czym im zaimponować.

Ja nigdy nie chciałem takich rzeczy robić. A gdy w wieku 7 lat pojawiło się u mnie PTSD lub coś w tym stylu, to przez kilka lat bałem się bardzo wielu rzeczy, w tym nawet niedużej wysokości. Część lęków z PTSD została do dziś.

Po czym Ci się pojawiło to ustrojstwo? Nie chciałeś nigdy być pilotem/strażakiem/policjantem/wojskowym skakać na bungee/spadochronie/nurkować? Ja zawsze marzyłem o takim życiu na razie udało mi się kiedyś chodzić na basen to prawie jak pływanie z rekinami xD

Ja mam coś takiego, że boję się gdy ktoś idzie za mną i nadepnie mi na buta oraz gdy ktoś idzie przede mną, że ja jemu nadepnę. Moja matka gdy niechcący mi nadepnęła na buta, albo ja jej, to się złościła na mnie.

No też miałem tak i hasła typu jak łazisz łajzo, pokrako itd. ale jakoś nie widzę powodu by robić o to zamieszanie ;) Ey mark123, może my mamy wspólną matkę? xD

Ja na wszystko muszę mieć znacznie więcej czasu, niż inni, nie chodzi tylko o wielokrotne sprawdzanie, czy dobrze, ale też ogólnie jestem powolną osobą od dziecka. W moim przypadku ogólna powolność może wynikać z wady wzroku i problemów neurologicznych.

Wiesz u mnie to zależy jak np. coś gotuje sobie pierwszy raz to zajmie mi to trochę więcej czasu muszę jakoś to ogarnąć itd. ale nie żeby mi to np. wydłużyło czas o więcej niż 30 minut. Z tą łazienką to muszę dodać ze robiłem sobie przerwę żeby obiad ugotować, kolację zrobić, odkurzyć no i nie była długi czas sprzątana więc to nie było 10h szorowania bez przerwy tylko w ciągu tych 10h się uwinąłem a w międzyczasie zrobiłem obiad, odkurzyłem, zrobiłem pranie, kolację i pewnie jakieś inne bzdety ;)
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
21 lut 2013, 16:25

Wyuczona bezradność

przez Monar 13 kwi 2013, 13:55
Nie obraź się ale sprawiasz wrażenie 'suki' która jedzie po drugim człowieku nie zważając na jego uczucia i potrzeby. A empatia w twoim przypadku ogranicza się do problemów bliskich twojemu sercu. Przepraszam nie chcę żebyś się czuła głupio po przeczytaniu tego ale inaczej nie umiem tego ująć i tak boję się Ciebie tak jak i innych osób które krytykują.

To normalne, że reagujesz krytyką na inne, odmienne zdanie niż Twoje. Spokojnie. Nie uraziłeś mnie, nie znamy się, w takich znajomościach potrafię trzymać dystans. ;) Powiem Ci, że poniekąd masz rację z tą suką. Wiesz, empatia... Nawet terapeuci stali się terapeutami, zazwyczaj, bo coś jest im bliskie. Wtedy można liczyć na empatię, zrozumienie.
Wiedz, że nie jestem taka zaradna, jak Ci się wydaje. I też często miewam bezradna, dlatego np. tnę się.
Z jednej strony mi ubliżasz, zauważ, a z drugiej myślisz o mnie, jak o kimś lepszym.
A nie jestem lepsza. Każdy ma swoją piętę Achillesową.

-- 13 kwi 2013, 14:00 --

No tu jest największy problem spróbować albo raczej 'spróbować ponownie', moi rodzice to największy demotywator jaki znam, zamiast tej strony ze śmiesznymi obrazkami powinna być strona z kamerą live w moim domu . Cokolwiek nie zrobię zawsze jest źle, nawet nie mam do kogo gęby otworzyć, żadnych przyjaciół ani znajomych, nikogo kto by się uśmiechnął do mnie tak bez powodu i powiedział życzliwie cześć co tam u Ciebie. Najgorsze jest to że nie znam innego życia, moje życie to ciągła krytyka. Nigdy nie miałem dziewczyny więc nie wiem jak to jest mieć dziewczynę i nie wiem po co się starać - choć chciałbym mieć, chciałbym mieć kogo przytulić, pocałować itd.. Nigdy nie miałem 'przyjaciół' i nie wiem jak to jest więc nie widzę większego sensu w przyjaźnieniu się - choć chciałbym z kimś gdzieś wyskoczyć, pobawić się itd. Ale dla mnie to jest jedną wielką abstrakcją czymś czego nigdy nie miałem nawet namiastki dla mnie jest to coś nie osiągalnego. Chciałbym walczyć ale czuję że nie mam po co.
W domu nigdy nie dali mi odczuć że znaczę cokolwiek, w szkole to byłem pośmiewiskiem, na studiach byłem bo byłem nikt ze mną nie utrzymywał jakichś kontaktów jedynie w jakiej sali mamy wykład albo co na kolosa ma być, w pracy tak samo byłem tylko jak coś trzeba było zrobić. Dodam że jestem brzydki a co za tym idzie zakompleksiony - gdy piszę brzydki to mam na myśli ze serio ma pewne 'wady'. Nikt mi nigdy nie dał szansy, nie dał pokazać się z tej lepszej strony - może nie dotrwał do tego momentu xD. Nie wiem głupie to sam nie wiem o czym już pisze.

Pewnie mamy daleko do siebie. Szkoda. Ja z chęcią bym do Ciebie gębę otworzyła. Może to dla Cb dziwne, ale... Wzbudzasz we mnie pozytywne emocje.
Offline
Posty
2201
Dołączył(a)
03 kwi 2013, 00:43

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do