Antypsychiatria

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Antypsychiatria

Avatar użytkownika
przez pajak 21 kwi 2010, 12:51
Witam,
Jakoś nie znalazłem takiego tematu na forum, a że znalazłem coś na ten temat to na razie wklejam i czekam na opinie :)

Antypsychiatria to nazwa ruchu społecznego, zapoczątkowanego w latach sześćdziesiątych XX wieku, stawiającego sobie za cel zniesienie leczenia psychiatrycznego i negującego istnienie czegoś takiego jak choroba psychiczna. Według antypsychiatrii zaburzenia tego rodzaju są wynikiem funkcjonowania opresywnego społeczeństwa i nie mają żadnego podłoża biologicznego, nie są więc chorobami, a jedynie trudnościami życiowymi, albo czasami wręcz są wynikiem indywidualnej odmienności. Choć możemy się zgadzać z tym albo nie, antypsychiatria położyła ogromne zasługi dla poprawy stanu osób cierpiących na tego typu zaburzenia i dla walki o prawa pacjentów. Poniżej przedstawiamy artykuł Lawrence'a Stevensa "Czy istnieje choroba psychiczna?" oraz najczęściej wysuwane argumenty przeciwko antypsychiatrii. Z czasem, miejmy nadzieję, strona zostanie rozbudowana. Zobacz też interesujące spostrzeżenia na temat leku o nazwie Zyprexa.

Lawrence Stevens
Czy istnieje choroba psychiczna?
W psychiatrii, zwłaszcza biologicznej, cała diagnostyka i kuracja opiera się na powziętym z góry założeniu, że istnieje coś, co nazywamy chorobą psychiczną, czasem też niezrównoważeniem psychicznym albo zaburzeniami psychicznymi. Co się rozumie przez niezrównoważenie, chorobę, albo zaburzenia? Z semantycznego punktu widzenia niezrównoważenie znaczy po prostu nie-zrównoważenie, przeciwieństwo równowagi. Ale czy przypadkiem przez brak równowagi nie rozumie sięwszystkiego, co powoduje utrudnienia? Jeśli tak, to definicja ta oznaczałaby, że utrata pracy, wojna albo recesja gospodarcza, albo kłótnia ze współmałżonkiem powinna zostać zakwalifikowana jako "niezrównoważenie", czyli "choroba". W książce Is Alcoholism Hereditary (Czy alkoholizm jest dziedziczny?) psychiatra Donald W. Goodwin omawia definicję choroby i dochodzi do następującego wniosku: "Choroby są czymś, z czym ludzie udają się do lekarzy. (...) Ludzie radzą się lekarzy odnośnie problemu alkoholizmu, i dlatego alkoholizm staje się, na mocy tej definicji, chorobą" (Ballantine Books, 1988, p. 61). A gdyby tak, przyjąwszy tę definicję, ludzie z jakiegoś powodu zaczęli radzić się lekarzy, jak wydobyć gospodarkę z recesji, albo jak rozwiązać nieporozumienie z kolegą czy sąsiednim krajem, to problemy te także zostałyby zakwalifikowane do chorób! Ale oczywiste jest, że nie to rozumiemy przez "chorobę". W swoich rozważaniach o definicji choroby dr Goodwin przyznaje, że istnieje "wąska definicja choroby, która wymaga obecności odstępstwa od norm biologicznych" (ibid). W niniejszej broszurze wykażę, że nie istnieją żadne odstępstwa od norm biologicznych, które byłyby odpowiedzialne za tak zwane choroby psychiczne, niezrównoważenie psychiczne, czy zaburzenia psychiczne, i że z tego powodu choroba psychiczna jako zjawisko biologiczne nie istnieje. I, co może jest jeszcze ważniejsze, wykażę, że choroba psychiczna nie istnieje także jako zjawisko nie-biologiczne - za wyjątkiem znaczenia, w jakim ten termin jest używany do wskazywania dezaprobaty dla jakiegoś aspektu stanu umysłu danej osoby.
Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego jest łatwa do obalenia. W roku 1988 Seymour S. Kety, emerytowany profesor neurologii psychiatrycznej, i Steven Matthysse, profesor nadzwyczajny psychobiologii, obydwaj z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Harvarda, powiedzieli, że "bezstronna lektura dzisiejszej literatury nie dostarcza tak wyczekiwanego wyjaśnienia hipotez o roli amin katecholowych, ani też nie wyłania przekonującego materiału dowodzącego istnienia innych różnic biologicznych, jakie mogłyby cechować mózg pacjentów cierpiących na choroby psychiczne" (The New Harvard Guide to Psychiatry, Harvard Univ. Press, p. 148). W roku 1992 panel ekspertów zebranych przez Biuro amerykańskiego Kongresu ds. Oceny Technologii wyciągnął następujące wnioski: "W kwestii biologii zaburzeń psychicznych wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Tak naprawdę badania muszą dopiero wyodrębnić poszczególne czynniki biologiczne odpowiedzialne za każde z tych zaburzeń. (...) Zaburzenia psychiczne są określane na podstawie objawów, ponieważ jak dotąd nie znamy ich markerów biologicznych ani testów laboratoryjnych na ich oznaczanie" (The Biology of Mental Disorders, U.S. Gov't Printing Office, 1992, pp. 13-14, 46-47). Profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia Jack M. Gorman napisał w swojej książce The Essential Guide to Psychiatric Drugs "Tak naprawdę nie wiemy, co powoduje którąkolwiek chorobę psychiczną" (St. Martin's Press, 1990, p. 316). Inny profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia, Jerrold S. Maxmen, powiedział "Na ogół nikt nie przyznaje się do tego, że psychiatrzy są jedynymi lekarzami specjalistami, którzy leczą zaburzenia, które z samej swojej definicji, nie mają do końca poznanych przyczyn ani leków. (...) Diagnoza powinna wykazać przyczynę zaburzenia psychicznego, ale, jak powiemy sobie później, ponieważ etiologia większości zaburzeń umysłowych jest nieznana, obecne systemy diagnostyczne nie mogą ich zobrazować" (Mentor, 1985, pp. 19 & 36 - w oryginalnym tekście słowa te zostały wytłuszczone). Psychiatra Peter Breggin, doktor nauk medycznych, napisał w książce Toxic Psychiatry (Toksyczna psychiatria) "nie ma żadnego dowodu na to, że któreś z pospolitych zaburzeń leczonych przez psychologów lub psychiatrów zawierają genetyczny albo biologiczny składnik" (St. Martin's Press, 1991, p. 291).
Niektórzy ludzie przekonują, że leki psychotropowe "leczące" (powstrzymujące) myślenie, emocje, czy zachowania nazywane chorobą psychiczną są dowodem na istnienie biologicznych przyczyn choroby psychicznej. Ten argument łatwo jest obalić. Przypuśćmy, że ktoś gra na fortepianie, a tobie się to nie podoba. Przypuśćmy, że zmusiłeś albo przekonaleś tego kogoś, aby zażył leku, który tak ciężko go porazi, że nie będzie już więcej mógł grać na fortepianie. Czy to jest dowód na to, że gra na fortepianie została spowodowana przez odstępstwo od norm biologicznych i że lekarstwo to wyleczyło? Tego typu argumentacja jest równie częsta, co bezsensowna. Większość leków psychotropowych (jeśli nie wszystkie) to neurotoksyny, doprowadzające w większym bądź mniejszym stopniu do ogólnej niepełnosprawności neurologicznej. Dlatego rzeczywiście powstrzymują one niechciane zachowania i mogą porazić umysł danej osoby wystarczająco, by nie czuła się już więcej wściekła, albo nieszczęśliwa, albo "przygnębiona". Ale nazywanie tego "leczeniem" jest absurdalne. Wyciąganie z tego jeszcze dalej idących wniosków, że lekarstwo musiało zwalczyć stanowiące podłoże niechcianych emocji odstępstwo od norm biologicznych, jest równie absurdalne.
Niektórzy obrońcy pojęcia choroby psychicznej w konfrontacji z brakiem dowodów potwierdzających wiarę w istnienie choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego zaczynają zapewniać, że choroba psychiczna może istnieć i może zostać nazwana "chorobą" bez obecności powodującego ją odstępstwa od norm biologicznych. Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska niebiologicznego wymaga dłuższego omówienia w celu dyskredytacji niż argumentacja biologiczna.
O ludziach się sądzi, że są chorzy psychicznie dopiero wtedy, gdy ich myślenie, emocje albo zachowanie jest sprzeczne z tym, co uważa się za akceptowalne, czyli wtedy, gdy innym (albo samym tzw. pacjentom) coś się w nich nie podoba. Wgląd w to, jak wartości się różnią w różnych kulturach i zmieniają się wraz z upływem czasu jest jednym ze sposobów wykazania absurdalności nazywania czegoś chorobą nie dlatego, że jest to spowodowane odstępstwem od norm biologicznych, ale dlatego, że nam się to nie podoba albo nie aprobujemy tego.
Psycholog Nathaniel Branden napisał w książce The Psychology of Self-Esteem (Psychologia szacunku dla samego siebie): "Jednym z najważniejszych zadań psychologii jako nauki jest podanie definicji zdrowia psychicznego i choroby psychicznej. (...) Ale nie ma powszechnej zgody wśród psychologów i psychiatrów co do istoty zdrowia psychicznego i choroby psychicznej - nie ma powszechnie przyjętych definicji, nie ma podstawowych standardów, za pomocą których należy oceniać jeden bądź drugi stan psychiczny. Wielu autorów oświadcza, że nie można określić żadnych obiektywnych definicji ani standardów - że podstawowe, uniwersalne pojęcie zdrowia psychicznego nie może istnieć. Zapewniają oni, że ponieważ zachowanie uznawane za zdrowe lub normalne w jednej kulturze może zostać uznane za neurotyczne albo zboczone w innej kulturze, wszystkie kryteria pozostają kwestią 'tendencyjności kulturowej'. Teoretycy, podtrzymujący takie stanowisko, zazwyczaj upierają się, że najlepszym przybliżeniem, do jakiego można dojść w definiowaniu zdrowia psychicznego, jest podporządkowanie się normom kulturowym. Oświadczają zatem, że człowiek jest zdrowy pod względem psychologicznym w takim stopniu, w jakim jest dostosowany do swojej kultury. (...) Taka definicja rodzi oczywiste pytania: A co, jeśli wartości i normy danego społeczeństwa są irracjonalne? Czy zdrowie psychiczne może polegać na dobrym dostosowaniu się do irracjonalnego? Na przykład - co w przypadku nazistowskich Niemiec? Czy entuzjastyczny sługa nazistowskiego państwa - taki, który w swoim środowisku społecznym czuje się spokojny, pogodny i szczęśliwy, niczym we własnym domu - to wzorcowy przykład zdrowia psychicznego?" (Bantam Books, 1969, pp. 95-96, w oryginale ostatnie zdania zostały wytłuszczone). W swoich wywodach dr Branden robi kilka różnych rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, myli moralność z racjonalnością, twierdząc, że poszanowanie praw człowieka jest racjonalne, podczas gdy tak naprawdę jest to raczej kwestia moralności niż racjonalności. Zatem dr Branden jest tak zaślepiony emocjonalnie i psychologicznie uwięziony w świecie swoich wartości, że najwyraźniej jest niezdolny dostrzec różnicę. Ponadto dr Branden definiuje niektóre ze swoich wartości. Między innymi: poszanowanie dla praw człowieka jest dobre; łamanie praw człowieka (np. nazizm) jest złe. I mówi jeszcze: naruszanie tych wartości to "irracjonalność" albo choroba umysłowa. Chociaż psychiatrzy i psychologowie kliniczni do tego się nie przyznają, a często są tego nieświadomi, ich fach z samej swej istoty dotyczy wartości - wartości ukrytych pod tapetą języka, który sprawia, że ich wypowiedzi brzmią tak, jak gdyby nie popierali oni wartości, lecz lansowali "zdrowie". Odpowiedź na pytanie wysunięte przez dra Brandena jest następująca: Osoba żyjąca w nazistowskich Niemczech i dobrze do tego dostosowana jest "zdrowa psychicznie" według osądu na podstawie wartości swojego własnego społeczeństwa. Według zaś osądu na podstawie wartości wyznawanych przez społeczeństwo szanujące prawa człowieka osoba ta jest równie chora (w znaczeniu przenośnym tego słowa), co reszta przedstawicieli jej kultury. Jednakże ktoś taki jak ja mówi, że taka osoba jest "chora" pod względem moralnym, i przyznaje, że słowo chory jest tutaj używane nie w swoim dosłownym, lecz w przenośnym znaczeniu. Dla kogoś takiego jak dr Branden, kto wierzy w mit o chorobie psychicznej, taka osoba dosłownie jest chora i potrzebujelekarza. Różnica polega na tym, że ktoś taki jak ja uznaje swoje wartości za to, czym są w istocie: za moralność. Co jest charakterystyczne, ktoś wierzący w chorobę psychiczną, jak dr Branden w cytowanym urywku, wyznaje te same wartości, co ja, ale myli je ze zdrowiem.
Jednym z najwymowniejszych przykładów jest homoseksualizm, który był oficjalnie definiowany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne jako choroba psychiczna do roku 1973, ale od tamtej pory już nie jest. Homoseksualizm został zdefiniowany jako zaburzenie umysłowe na stronie 44 standardowego podręcznika Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, DSM-II: Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (wydanie drugie), opublikowanego w 1968 r. W książce tej "Homoseksualizm" został zaklasyfikowany jako jedno ze "Zboczeń seksualnych" na stronie 44. W roku 1973 Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne przegłosowało usunięcie homoseksualizmu ze swojej oficjalnej listy diagnostycznej chorób psychicznych. (Patrz artykuł "An Instant Cure" ("Natychmiastowe lekarstwo"), Time magazine, April 1, 1974, p. 45). A gdy w r. 1980 opublikowano trzecie wydanie tej książki, przeczytaliśmy w niej, że "homoseksualizm sam w sobie nie jest uznawany za zaburzenie psychiczne" (strona 282). Wydanie podręcznika The Merck Manual of Diagnosis and Therapy z 1987 roku stwierdza: "Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne już nie uznaje homoseksualizmu za chorobę psychiczną" (str. 1495). Gdyby choroby umysłowe były naprawdę chorobami w takim samym znaczeniu, w jakim są nimi choroby cielesne, to pomysł usunięcia homoseksualizmu albo czegokolwiek innego z listy chorób przez głosowanie byłby równie absurdalny, co grupa lekarzy głosująca nad usunięciem raka albo odry z listy zaburzeń będących w ich pojęciu chorobami. Ale choroba psychiczna nie jest "taką samą chorobą jak każda inna choroba". W przeciwieństwie do choroby fizycznej, gdzie trzeba leczyć zjawiska fizykochemiczne, "choroba" umysłowa pozostaje całkowicie kwestią wartości, dobra i zła, odpowiedniego zachowania przeciwko nieodpowiedniemu. Pewnego razu homoseksualizm wydał się tak dziwny i trudny do zrozumienia, że w celu jego wyjaśnienia konieczne było przywołanie pojęcia choroby psychicznej. Po tym, jak homoseksualiści urządzili z siebie znaczące widowisko i pokazali swoją "siłę liczebną", i z powodzeniem wymogli przynajmniej odrobinę społecznej akceptacji, objaśnianie homoseksualizmu jako choroby nie było już potrzebne i nie wydawało się właściwe.
Przykładem czynu różnie ocenianego przez różne kultury jest samobójstwo. W wielu krajach, takich jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, osoba popełniająca samobójstwo lub próbująca go popełnić, albo choćby myśląca o tym poważnie, jest uznawana za chorą psychicznie. Ale w przeciągu dziejów ludzkości nie zawsze tak było. Nie jest też tak i dzisiaj w wielu kulturach na całym świecie. Psycholog Eustace Chesser w swojej książce Why Suicide? (Dlaczego samobójstwo?) dowodzi, że "Ani hinduizm, ani buddyzm nie wykazuje żadnych wewnętrznych sprzeciwów wobec samobójstwa, a niektóre formy buddyzmu wiążą się z wiarą, że samospalenie nadaje człowiekowi szczególne zasługi". Wskazuje również, że "Celtowie pogardzali czekaniem na sędziwy wiek i zniedołężnienie. Wierzyli, że ci, którzy popełnili samobójstwo, zanim opuściły ich siły, idą do nieba, zaś ci, którzy zmarli z powodu chorób albo dożyli późnej starości, idą do piekła - ciekawe odwrócenie doktryny chrześcijańskiej" (Arrow Books Ltd., London, England, 1968, p. 121-122). Psychiatra Harvey M. Ross w książce Fighting Depression (Zwalczanie depresji)twierdzi, że "W niektórych kulturach oczekuje się po wdowie, że rzuci się na stos pogrzebowy swojego męża" (Larchmont Books, 1975, p. 20). Prawdopodobnie najbardziej znanym przykładem społeczeństwa akceptującego samobójstwo jest Japonia. Zamiast sądzić, że samobójstwo (harakiri, jak je nazywają Japończycy) prawie zawsze jest powodowane przez niezrównoważenie czy chorobę psychiczną, Japończycy w pewnych okolicznościach uważają samobójstwo za rzecz normalną, społecznie akceptowaną, tak jak wtedy, gdy ktoś "traci twarz" albo zostaje upokorzony przez jakiegoś rodzaju niepowodzenie. Innym przykładem na to, że w oczach Japończyków samobójstwo jest uznawane za normalność, nie szaleństwo, są piloci kamikadze wykorzystywani przez Japonię przeciwko marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych podczas drugiej wojny światowej. Dawano im tylko tyle paliwa, aby wystarczyło go na lot w jedną stronę, na misję samobójczą w miejsca, gdzie były rozmieszczone atakujące siły amerykańskiej marynarki wojennej. Kamikadze rozmyślnie rozbijali swoje samoloty o okręty wroga. Nigdy natomiast nie było amerykańskiego pilota kamikadze, a już na pewno żadnego oficjalnie sponsorowanego przez rząd Stanów Zjednoczonych. Powodem tego był różny stosunek do samobójstwa w Japonii i Ameryce. Czy możliwe jest, by w Ameryce samobójstwo popełniali jedynie ludzie cierpiący na choroby psychiczne, ale za to w Japonii ludzie normalni? Albo może akceptacja samobójstwa w Japonii jest niezdolnością lub niechęcią do przyznania istnienia nienormalności psychologicznych, jakie muszą wykazywać osoby dobrowolnie kończące swoje życie? Czy piloci kamikadze byli chorzy psychicznie, czy może raczej wraz z całym swoim społeczeństwem odziedziczyli zupełnie inne wartości niż my? Czyż nawet w Ameryce niemal dosłownie samobójcze czyny, dokonywane dla swoich kolegów żołnierzy albo dla swojego kraju w czasie wojny, są poczytywane nie za obłęd, ale za bohaterstwo? Dlaczego myślimy o takich osobach jako o bohaterach, a nie obłąkańcach? Wydaje się, że potępiamy (czy "diagnozujemy") samobójców jako szalonych albo chorych psychicznie tylko wtedy, gdy kończą ze sobą z powodów egoistycznych (typu "Nie mogę już dłużej tego znieść"), a nie dla dobra innych ludzi. Zatem rzeczywistym problemem zdaje się tu być egoizm, a nie samobójstwo.
Omówione przykłady pokazują, że "choroba psychiczna" jest po prostu odstępstwem od tego, czego chcą albo oczekują ludzie w jakimś konkretnym społeczeństwie."Choroba psychiczna" to coś takiego w umyśle człowieka, co jest bardzo nielubiane przez osobę to opisującą.
Sytuacja została trafnie podsumowana w artykule, który się ukazał w wydaniu magazynu Omni z listopada 1986 roku: "Zaburzenia psychiczne pojawiają się na liście chorób i znikają z niej. Nawet wprowadzone przez Zygmunta Freuda pojęcie nerwicy zostało pominięte w oryginalnym podręczniku DSM-III (1980). A w roku 1973 członkowie zarządu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego przegłosowali wykreślenie niemal wszystkich odniesień do homoseksualizmu jako do zaburzenia chorobowego. Przed tym głosowaniem bycie gejem stanowiło problem psychiatryczny. Po głosowaniu zaburzenie to zostało odesłane do lamusa psychiatrii. 'Jest to kwestia mody', mówi doktor John Spiegel z Brandeis University, który był prezydentem Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w roku 1973, kiedy to rozgorzała debata o homoseksualizmie. Dodaje: 'A mody stale się zmieniają'.
To, co stanowi zło w takim podejściu do sprawy, polega na opisywaniu ludzi jako cierpiących na "zaburzenia" lub "chorobę" psychiczną tylko dlatego, że ich zachowanie nie pokrywa się z wymyśloną przez diagnostyka albo przez innych ludzi koncepcją, jak dana osoba "powinna" przestrzegać standardów ubierania się, zachowywania się, myślenia czy wyrażania opinii. Kiedy obejmuje to łamanie praw innych ludzi, niedostosowanie się do norm czy wartości społecznych musi zostać poskromione lub powstrzymane różnymi metodami, choćby na przykład prawerm karnym.Ale nie ma żadnego sensu nazywanie nonkonformizmu albo nielubianego zachowania "chorobą", czy zakładanie, że muszą być one powodowane przez chorobę, tylko dlatego, że według wartości przeważających w chwili obecnej są one nie do przyjęcia. Tym, co skłania nas do takiego postępowania, jest nieznajomość rzeczywistych powodów myślenia, emocji, czy też zachowań których nie lubimy. Kiedy nie rozumiemy rzeczywistych powodów, tworzymy mity, aby dostarczyły nam wyjaśnienia. W poprzednich stuleciach ludzie wykorzystywali mity o złych duchach albo opętaniu przez demony, aby wyjaśnić myślenie bądź zachowanie uznawane za nie do przyjęcia. Dziś zamiast tego większość z nas wierzy w mit choroby psychicznej. Wierzenie w mityczne byty takie jak złe duchy albo choroby psychiczne daje nam złudzenie zrozumienia, a wygodniej jest wierzyć w mit niż przyznać się do niewiedzy.
Nazywanie nieaprobowanego myślenia, emocji albo zachowania chorobą psychiczną może dałoby się wybaczyć, gdyby choroba psychiczna była pożytecznym mitem. Ale tak nie jest. Zamiast pomagać nam w postępowaniu z osobami mającymi kłopoty albo sprawiającymi kłopoty, mit choroby psychicznej odwraca naszą uwagę od rzeczywistych problemów, którym powinniśmy stawiać czoła. Nonkonformizm, złe zachowanie, czy reakcje emocjonalne, które nazywamy chorobą psychiczną nie są spowodowane przez "brak równowagi chemicznej" czy inne problemy biologiczne, lecz raczej są skutkiem trudności, na jakie ludzie napotykają próbując zaspokoić swoje potrzeby, i zachowań, jakich niektórzy ludzie nauczyli się w ciągu swojego życia. Rozwiązaniem jest uczenie ludzi, jak zaspokajać swoje potrzeby, jak się zachowywać, i wykorzystywanie wszelkich dostępnych środków przymusu, niezbędnych do tego, aby ludzie musieli szanować prawa innych. Są to zadania systemu edukacyjnego oraz wymiaru sprawiedliwości, nie medycyny czy terapii.
AUTOR, Lawrence Stevens, jest prawnikiem, którego praktyka zawodowa obejmuje reprezentowanie "pacjentów" psychiatrycznych. Opublikował serię broszur na temat rozmaitych aspektów psychiatrii, między innymi leków psychotropowych, elektrowstrząsów i psychopterapii. Do swoich broszur nie zastrzega sobie praw autorskich. Zachęca każdego do kopiowania ich w dowolnej ilości w celu dostarczania ludziom, którzy zdaniem kopiującego mogą mieć z tego korzyść.
Argumenty przeciwko antypsychiatrii
1. Choroby psychiczne nie są wyłączną domeną naszej cywilizacji. Występują również w społeczeństwach niepiśmiennych.
Po pierwsze - to, że jakieś społeczeństwo nie zna pisma, nie oznacza jeszcze, że nie jest ono opresywne. Po drugie, nawet jeśli jakieś społeczeństwo jako takie nie jest opresywne, to mogą w nim się pojawiać od czasu do czasu opresywne jednostki, wywierające destruktywny wpływ na swoje otoczenie. Po trzecie, dziwne zachowania określane jako "choroba psychiczna" mogą być skutkiem niekoniecznie opresji, ale równie dobrze traumatycznych przeżyć wywołanych przez zjawiska fizykochemiczne, takie jak głód, choroby cielesne, śmierć osób bliskich, albo też nieprzeciętnych zdolności (np. kontakty ze światem duchów).
Po czwarte - faktem jest, że w społeczeństwach "prymitywnych" to, co nazywamy nerwicami i "chorobami psychicznymi" jest o wiele rzadsze.
2. Choroby psychiczne zdarzają się także u zwierząt (np. psów, które mogą wtedy stać się agresywne bez powodu), są zatem zjawiskiem biologicznym.
Na temat mechanizmów rządzących zachowaniem się zwierząt wiemy wciąż jeszcze zbyt mało, by wysuwać takie tezy. Zresztą relacje takie dotyczą głównie psów i innych zwierząt żyjących z ludźmi, czyli w niewoli; raczej nie słyszy się o chorobach psychicznych wśród dzikich zwierząt.
3. Odkrycie licznych przesłanek sugerujących biologiczne i genetyczne podłoże poważnych chorób psychicznych (patrz czwarte wydanie amerykańskiego podręcznika DSM) może zadać kłam powszechnej w ruchu antypsychiatrycznym tezie, że choroba psychiczna to raczej społeczna etykietka niż biologiczne zaburzenie.
Jeden człowiek jest blondynem, a drugi brunetem. Jeden jest powolny, a drugi szybki. Jeden jest poważny, a drugi wesoły. Jeden jest dokładny, a drugi niedbały. Wszystkie te cechy bywają dziedziczone w rodzinach, co znaczy, że mają (oprócz innych uwarunkowań) jakieś podłoże genetyczne. Czy to ma znaczyć, że włosy blond, szybkość w pracy, wesołość czy niedbałość są chorobami? To, że dziwne zachowania są dziedziczone i stoją za nimi określone zjawiska biochemiczne, nie oznacza jeszcze, że są one chorobami czy patologiami. Jest to po prostu przejaw zmienności osobniczej, bioróżnorodności. Wprawdzie mogą czasem one powodować bardzo niepożądane skutki, ale to samo przecież możemy powiedzieć o niedbałości albo o jasnej karnacji skóry (zagrożenie czerniakiem).
4. Zdaniem wielu ludzi, u których zdiagnozowano jedną lub kilka chorób psychicznych - i wielu ludzi mających członków rodziny albo bliskich przyjaciół, u których zdiagnozowano chorobę psychiczną - poglądy ruchu antypsychiatrycznego są sprzeczne z ich własnymi doświadczeniami życiowymi. Ludzie ci wierzą, że bardzo rzeczywiste, koszmarne cierpienia zrodzone przez choroby psychiczne zostały skutecznie złagodzone przez psychiatrię i programy terapii środowiskowej.
Ból fizyczny także jest bardzo rzeczywistym, koszmarnym cierpieniem. I może zostać skutecznie złagodzony przez narkotyki, np. morfinę. Czy to znaczy, że każdemu, kogo coś boli, trzeba dawać morfinę? Rzecz w tym, że morfina uzależnia i do tego jeszcze wcale nie leczy schorzenia. Poza tym ból fizyczny jest integralną i niezbędną częścią naszego organizmu. Jest to po prostu sygnał ostrzegawczy, który mówi nam, że coś w naszym organizmie dzieje się nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Jeśli ktoś nie odczuwa bólu, to znaczy, że jest kaleką i jego życiu w każdej chwili zagraża niebezpieczeństwo wskutek jakiejś groźnej choroby, o której nawet nie będzie wiedział. Chyba najlepszym na świecie środkiem przeciwko bólowi głowy i zębów były polskie tabletki z krzyżykiem. Mimo to zostały wycofane z produkcji, ponieważ nie leczyły niczego, miały szkodliwe składniki i uzależniały niektórych ludzi. Oczywiście w terminalnych przypadkach można dawać ludziom i morfinę, i leki psychotropowe, ale tylko wtedy.
Tak samo jest z cierpieniami psychicznymi. Mogą one skutecznie zostać złagodzone przez psychiatrię, ale tego typu "leczenie" ma poważne skutki uboczne, czasem uzależnia i do tego jeszcze wcale nie likwiduje przyczyn cierpienia. Cierpienia psychiczne, takie jak zły nastrój, rozpacz, gniew, czy strach, to integralna i niezbędna część naszego życia. Są to po prostu sygnały, które mówią nam, że coś w naszym życiu albo w otaczającym nas świecie jest nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Jeśli ktoś zawsze jest w dobrym humorze, to znaczy, że jest kaleką i nie jest w stanie dać sobie rady z wyzwaniami, jakie rzuca nam życie.
Tymczasem we współczesnym świecie coraz modniejsze staje się psychiatryczne leczenie złego humoru czy gniewu zamiast likwidacji ich przyczyn. Na przykład w Indiach do rodzin ludzi, którzy umierają z głodu, wysyła się psychiatrów za państwowe pieniądze, zamiast wysłać im ryżu albo ustanowić takie ceny produktów rolnych, które pozwoliłyby im na przeżycie. Takie rozwiązania byłyby jednak niezgodne z doktryną neoliberalizmu, a zatem niepoprawne ideologicznie. Za to leczenie psychiatryczne ludzkich frustracji jest poprawne ideologicznie. W ogóle w dzisiejszych czasach modą jest szukanie skutecznych "rozwiązań" różnych problemów bez likwidacji ich przyczyn. Na przykład - zamiast bezrobotnym dać pracę czy zasiłek, wydaje się duże sumy pieniędzy na uczenie ich, jak mają wygryźć z rynku pracy innych bezrobotnych. Albo zamiast dążyć do zmniejszenia nierówności społecznych, które są główną przyczyną wzrostu przestępczości, zaostrza się kodeks karny i wprowadza godzinę policyjną, co jeszcze bardziej zmniejsza pulę pieniędzy dostępnych na cele socjalne, jeszcze bardziej zaostrzając nierówności, i - w konsekwencji - jeszcze bardziej nasilając przestępczość. Dochodzi do sytuacji, w której - ponieważ likwidacja rzeczywistych przyczyn problemów nie wchodzi w rachubę - kładzie się coraz większy nacisk na różne pozorne rozwiązania, dąży do ich eskalacji, mimo że gołym okiem widać, iż są one nieskuteczne. Gdyby ktoś postępował w taki sposób ze swoimi sprawami osobistymi, psychiatrzy określiliby to jako "urojeniową wizję świata", a zatem jako chorobę psychiczną!
Po drugie, "zdaniem wielu ludzi" to wyrażenie bardzo nieprecyzyjne. O wiele dokładniejszych danych dostarcza nam statystyka. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia w Stanach Zjednoczonych - kraju z niezwykle silnie rozwiniętą i bardzo modną psychiatrią - wśród ludzi, u których zdiagnozowano schizofrenię, tylko 38% wraca do pełnego zdrowia. Za to w ubogich i zacofanych krajach Trzeciego Świata, gdzie brakuje i psychiatrów, i leków psychotropowych, i pieniedzy na ich zakup, odsetek ten wynosi aż 61%. Wnioski chyba się nasuwają same.
5. Jedną z konsekwencji uznania nieistnienia chorób psychicznych byłoby zniesienie niepoczytalności jako czynnika chroniącego przed odpowiedzialnością karną. Thomas Szasz, czołowy działacz ruchu antypsychiatrycznego, nalega, aby ktoś, kto dopuścił się zabójstwa pod wpływem psychozy, ponosił pełną odpowiedzialność karną za swoje czyny.Wielu ludzi uważa takie stanowisko za nieludzkie.
Choć wielu żądnych sensacji dziennikarzy nagłaśnia opowieści o zbrodniach popełnianych pod wpływem psychozy, statystyki mówią zupełnie co innego. Ludzie z psychiatryczną etykietką o wiele częściej sami padają ofiarą przemocy innych ludzi, niż ją wobec nich stosują.
Tak naprawdę niepoczytalność nie daje żadnych korzyści popełniającym przestępstwa kryminalne. Zamiast odsiadywać swoje wyroki w więzieniach, odsiadują je w szpitalach, gdzie się poddaje ich przymusowej intoksykacji lekami i przymusowym elektrowstrząsom. W wielu przypadkach osądzeni tak naprawdę odsiadują dłuższe wyroki w szpitalach psychiatrycznych, niż gdyby trafili do więzienia. Przykładem jest Janusz Ochnik, żołnierz służby zasadniczej, który uciekł z wojska zabijając strażników. Do dziś przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Abramowicach. Gdyby trafił do zakładu karnego, dawno by już z niego wyszedł.
Poza tym, okres odsiadywania wyroku w szpitalu psychiatrycznym, w przeciwieństwie do zwykłej kary pozbawienia wolności, jest nieokreślony i szef szpitala może go ustalać wedle swego własnego widzimisię.
I jeszcze jedno - popełnienie zbrodni w afekcie zawsze jest okolicznością łagodzącą, a do tego nie jest uznawane za oznakę choroby psychicznej.
6. Ale przecież choroba psychiczna istnieje, bo ma swoje charakterystyczne objawy. Na przykład katatonia - chory siedzi bez ruchu dniami i tygodniami, co zagraża jego życiu. Albo też słyszy nieistniejące głosy w swojej głowie i widzi nieistniejące obrazy.
Każdy człowiek może siedzieć bez ruchu dniami i tygodniami, jeżeli przydarzy mu się jakieś straszne nieszczęście. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Prawie każdy człowiek, jeśli wędruje przez gorącą pustynię i usycha z pragnienia, widzi fatamorgany. Tak samo z palącymi potrzebami psychicznymi - jeśli nie ma realnej szansy na ich zaspokojenie, zaspokajać je będą w końcu głosy w czyjejś głowie. Czy to znaczy, że człowiekowi na pustyni potrzebny jest psychiatra? Nie, jemu potrzebna jest woda! Dajcie mu wodę, a przestanie widzieć fatamorgany. Dajcie też "choremu" miłość, zrozumienie i solidarność, a nie będą potrzebne mu do niczego żadne głosy w głowie. Albo też i odwrotnie - jak mówi polskie przysłowie, "na złodzieju czapka gore". Mówi ono o tym, że jeśli ktoś czegoś się bardzo boi, to wszędzie zaczyna to widzieć. Nieprzyjemne halucynacje są po prostu nasileniem się tego zjawiska. W takiej sytuacji potrzebne jest bezpieczeństwo, a nie psychiatria. A przeżycia mistyczne, kontakty z siłami nadprzyrodzonymi? Też wymagają leczenia psychiatrycznego?
Bardzo często mamy do czynienia z połączeniem tych dwu zjawisk - w zależności od nastroju człowiek na przemian przeżywa halucynacje przyjemne i koszmarne, również i obojętne. Jeśli nikt mu nie pomoże w wyeliminowaniu przyczyn, stan taki może się pogłębić. Zaczynają się wtedy pojawiać również pseudohalucynacje, czyli własne myśli odczuwane jako jakaś wyższa prawda narzucona z zewnątrz (coś pośredniego między zwykłymi myślami a głosami z zewnątrz) i następuje ogólny rozpad poczucia rzeczywistości, czasem też pojawia się poczucie bycia zdalnie sterowanym. W takiej sytuacji leki psychotropowe mogą stać się chwilową koniecznością, tak samo jak w pewnych okolicznościach jest nią amputacja kończyny. Ale zazwyczaj głosy w głowie pojawiają się u ludzi tylko od czasu do czasu. Nie są zjawiskiem patologicznym, tylko intensywnym przeżyciem.
7. Między zdrowiem a chorobą psychiczną istnieje pewna różnica. Ludzie chorzy psychicznie mają urojenia - są nimi fałszywe i niczym nieuzasadnione przekonania, których (w odróżnieniu od zwykłych złudzeń czy błędnych przypuszczeń albo podejrzeń) nie można zbić żadnymi argumentami, a dopiero leczeniem psychiatrycznym. Urojenia tworzą nieraz całą sieć, przenikającą postrzeganie świata przez chorego. Zdrowi psychicznie nigdy nie mają urojeń.
Gdyby przyjąć taką definicję, okazałoby się, że około 90% wszystkich ludzi to chorzy psychicznie. A wśród psychiatrów odsetek ten byłby jeszcze wyższy. Cała rzecz polega na tym, że tylko niektóre rodzaje urojeń są postrzegane przez lekarzy jako choroba, inne są popierane. A urojenia ma zdecydowana większość ludzi. Na przykład ktoś dobrze wie, że pieniądze nie dają mu szczęścia, ma już ich dużo, ale chce za wszelką cenę zdobyć jeszcze o wiele więcej i wmawia sobie, że to mu da szczęście. Czy takiego człowieka może przekonać jakakolwiek racjonalna argumentacja? Jeśli już w ogóle (co i tak by graniczyło z cudem), to tylko na chwilę, a potem wszystko wróci do normy. Inne przykłady - fanatycy religijni, wyznawcy ekonomii neoliberalnej - dokładnie ten sam mechanizm. Albo rasiści - ich poglądy mogą wynikać z niewiedzy, ale bardzo często pomimo rozległej wiedzy jakiś człowiek ma urojenia, że jego rasa jest rasą panów. To samo zresztą ze wszystkimi innymi rodzajami dyskryminacji.
Wszystko więc zależy tylko od tego, czy urojenia danego człowieka są zgodne z interesami klas rządzących, czy z nimi sprzeczne, czy też nie mają na nie wpływu. W drugim i trzecim przypadku człowieka z urojeniami czeka leczenie psychiatryczne, w pierwszym nagroda. Mówiąc prościej - jeśli ktoś uroił sobie, że jest prześladowany przez jakąś potężną siłę, że obcy odczytują jego myśli, albo że jest przybyszem z kosmosu, to trafi na oddział psychiatryczny. Jeśli uroił sobie, że jest nieomylny, to raczej tam nie trafi (chyba żeby ta nieomylność była na szkodę klas rządzących, ale to mało prawdopodobne). A jeśli uroił sobie, że zostanie nowym Billem Gatesem, albo że zwykłe, racjonalne ludzkie zachowania to skutek choroby psychicznej, albo że należy do wyższej rasy nadludzi, to trafi na ekrany telewizorów i do wysokonakładowej prasy jako autorytet moralny.
8. Wszystkie choroby psychiczne mają swoje konkretne przyczyny, jakimi są zmiany organiczne w mózgu, chociażby na poziomie synaps (tzn. złącz między komórkami nerwowymi). Ponadto uszkodzenia mechaniczne i chemiczne niektórych części mózgu mogą dawać objawy bardzo zbliżone do niektórych chorób psychicznych.
Każdy stan emocjonalny: radość, gniew, smutek, satysfakcja, każda myśl, każda czynność życiowa ma najprawdopodobniej swój odpowiednik w charakterystycznym odmiennym stanie fizykochemicznym układu nerwowego, czy to w postaci pól elektrycznych, czy zmian mechanicznych, czy też chemicznych w synapsach albo gdzie indziej. Nie ma więc żadnych powodów, aby niektóre z tych stanów uważać za patologiczne.
Stany psychiczne wywołane przez funkcjonowanie opresywnego społeczeństwa, zwłaszcza jeśli się powtarzają często albo trwają długo, też prowadzą do utrwalania się odmiennego stanu fizykochemicznego centralnego układu nerwowego. Czasami wręcz może to powodować funkcjonalne uszkodzenia niektórych części mózgu. Są one jednak SKUTKIEM, a nie przyczyną społecznej opresji.
Organiczne uszkodzenia niektórych części mózgu mogą zatem dawać objawy podobne do niektórych "chorób psychicznych" - tak samo, jak niektóre choroby cielesne mogą dawać objawy podobne do skutków stosowania przemocy fizycznej. Ale rzecz w tym, że przyczyną stosowania przemocy fizycznej nie jest choroba cielesna osoby maltretowanej, tylko psychika maltretującej i ewentualnie pewne układy międzyludzkie.
Najłatwiej będzie to zrozumieć na następującym przykładzie: uderzenie metalowym przedmiotem może spowodować siniaki, tak samo jak jakaś choroba naczyń krwionośnych. Ale tylko imbecyl kazałby leczyć siniaki będące skutkiem przemocy fizycznej środkami farmaceutycznymi wzmacniającymi ściany naczyń krwionośnych i jednocześnie akceptowałby dalszą przemoc fizyczną wobec posiniaczonej osoby. Takimi imbecylami są niektórzy psychiatrzy.
Ponadto, wobec braku niezbitych dowodów czy testów laboratoryjnych na zmiany fizykochemiczne w mózgu, psychiatria opiera się na leczeniu objawowym. Jednostki chorobowe w psychiatrii są tworzone na podstawie objawów. Jest to podejście nienaukowe; podręczniki psychiatrii stanowią zatem raczej jakiegoś rodzaju wyznanie wiary, niż streszczenie teorii naukowych.
Pomyślmy, co by się stało, gdybyśmy w ten sam sposób zaczęli leczyć choroby cielesne. Za jednostkę chorobową zostałby wtedy uznany "ból głowy" albo "ból brzucha". Jak wiadomo, ból głowy może być wynikiem kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset różnych jednostek chorobowych. Wyobraźmy sobie, że wszystkie te choroby będą leczone w ten sam sposób, albo co najwyżej na kilka wybranych sposóbów, z których wybór właściwego będzie stanowił widzimisię lekarza. Tak właśnie postępuje się w psychiatrii. Skutek będzie taki, że tylko nielicznych pacjentów przestanie boleć głowa, a wielu z nich zachoruje jeszcze ciężej albo umrze wskutek zażywania szkodzących im medykamentów. Tak samo jest i z psychiatrią - ona częściej szkodzi, niż pomaga.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Re: Antypsychiatria

przez celineczka3 21 kwi 2010, 13:10
Jeżeli chodzi o antypsychiatrie to mam do powiedzenia tyle:Powiedzmy osobie, która była kiedyś szczęśliwą i zadowoloną z życia osobą, studiującą interesujący ją kierunek lub mającą satysfakcjonującą prace i kochającą rodzine, a która teraz choruje od jakiegoś czasu na powiedzmy schizofrenie-ma ogromny problem z zapamiętywaniem najprostszych rzeczy, nie może się skupić, nie może się uczyć, ma problemy w kontaktach z ludźmi, nie może czasami złożyć sensownie zdania,nie może przeczytać książki, nie może wyrazić swoich emocji bo one nie istnieją, czuje pustke uczuciową a jej zachowanie jest całkowicie zdezorganizowane, że ona po prostu tak ma i wcale nie jest na nic chora, a badania dotyczące biologicznych podstaw chorób psychicznych które mogłyby jej pomóc, to spisek psychiatrów:)Życze powodzenia:)
celineczka3
Offline

Re: Antypsychiatria

przez refren 22 kwi 2010, 17:58
Kolejny raz polecam tę samą książkę: Humanistyczną terapia rozwojowa Z. Paśniewskiej-Kuś. Odnosi się ona do nerwic. Zawiera tezę, że nerwice pojawiają się u osób szczególnie wrażliwych, obdarzonych pewnego rodzaju nadpobudliwością (intelektualną, uczuciową, wyobrażeniową). Autorka powiedziała, że ukrytą tezą tej książki jest także to, że społeczeństwo odrzuca jednostki o specjalnej wrażliwości. Autorka uważa, że takie osoby mają wyższy potencjał do osiągnięcia ideału niezależności od wpływów innych, to znaczy realizowanie własnych ideałów życiowych bez względu na wpływy środowiska.
Jednocześnie jednak zrealizowanie swojego potencjału wymaga pracy i najtrudniejsze jest pokonanie barier związanych z pojawieniem się nerwicy, która sprawia, że sami nieraz zniekształcamy nasze ideały, na przykład dążenie do doskonałości zamienia się w absurdalny pęd, który rodzi bezsensowne natręctwa.
Dlatego nie można zamykać się na nowe treści, tylko szukać pozytywnych sposobów zrealizowania tego potencjału, np. sztuka, praca na rzecz innych. Nie można obrazić się na społeczeństwo, ponieważ jedynym sposobem przeciwstawiania się złu jest aktywne czynienie dobra. (Dotyczy też poczucia winy).
Jeśli komuś te myśli są bliskie, polecam książkę.
refren
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Antypsychiatria

przez Zenonek 22 kwi 2010, 20:44
Ta cala antypsychiatria to stek bzdur i jedno wielkie gow*o.

Niech powiedza te farmazony milionom ludzi, ktorzy odzyskali szczescie i zycie dzieki lekom !

Ta banda zalosnych skur*ieli odmawia ludziom prawo do szczescie i zycia !

I jescze jedno - co ci idioci proponuja w zamian ? Ja cos krytykuja i odmawiaja ludziom prawo do leczenia - to co daja w zamian ? Go#no. Smazone...na miekko.
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Antypsychiatria

przez refren 22 kwi 2010, 21:43
Pająku, a widziałeś kiedyś człowieka w psychozie? To nie są jakieś problemy uczuciowe tylko zaburzone - nierealne postrzeganie rzeczywistości. Komuś się wydaje, że inni go śledzą, że wszyscy przeciwko niemu spiskują, często nie można z nim nawiązać kontaktu, rzuca się, miota, mówi sto bezsensownych zdań na minutę, wszystkich o coś oskarża. To nie jest kwestia jakichś norm kulturowych, co jest normalne, a co nie i czego się od niego oczekuje. Czy człowiek, który myśli, że dokonał zamachu 11 września to ktoś, kto po prostu przekracza nasze oczekiwania? Nie, on żyje w urojeniach - czymś co obiektywnie nie zgadza się z rzeczywistością. A po podaniu leków osoby takie wychodzą (jak dobrze pójdzie) z urojeń, łapią krytycyzm i można z nimi normalnie porozmawiać. Sama widziałam takie osoby odmienione o 180 stopni, wracające do realnych uczuć, myślenia, życia. Oni właśnie z powrotem stają się sobą. I co, nie podawać leków?
refren
Offline

Re: Antypsychiatria

Avatar użytkownika
przez LucidMan 22 kwi 2010, 22:24
W końcu coś sensownego do poczytania.
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Antypsychiatria

przez Lili-ana 23 kwi 2010, 00:42
LucidMan napisał(a):W końcu coś sensownego do poczytania.

Popieram.

refren dzięki za wzmiankę o książce "Humanistyczna Terapia Rozwojowa" - właśnie ją kupiłam na allegro :)
Lili-ana
Offline

Re: Antypsychiatria

Avatar użytkownika
przez Fable 23 kwi 2010, 07:58
Może też się skusze na tą ksiazke... :) Allegro to dobra rzecz, to chyba wszystko jest ;)

[Dodane po edycji:]

Refren mądrze pisze :) W psychozie człowiek nie potrafi odóżnić prawdy od fałszy. Cały czas żyje w iluzcji, złudzeniu. Czuje się kontrolowany i osaczony przez innych ludzi... wiem coś o tym...

[Dodane po edycji:]

:) :*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
23 mar 2010, 12:31
Lokalizacja
Warszawa

Re: Antypsychiatria

Avatar użytkownika
przez pajak 23 kwi 2010, 11:56
Oki w takim razie teraz czas na moje zdanie. Moje jest takie, że całą tą teorię wymyślili ludzie zdrowi właśnie. Bo to troche tak jak ja zachorowałem i mówiłem o tym mojemu braszce, to on tego nie rozumiał - albo rozumiał po swojemu. Kazał mi nie chodzić do psychiatry bo "ona mnie popsuje" tylko się ogarnąć, strzelić piwko itp. Z drugiej jednak strony mam czasem wrażenie że niektórzy psychiatrzy naprawdę nie wiedzą co robią. Ot moje zdanie :)


Odnośnie książki poruszonej w tym wątku, sam zacząłem na nią polować. A może ktoś ma namiar a ebooka?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Antypsychiatria

przez berek 17 cze 2011, 19:21
"nierealne postrzeganie rzeczywistości. Komuś się wydaje, że inni go śledzą, że wszyscy przeciwko niemu spiskują, często nie można z nim nawiązać kontaktu, rzuca się, miota, mówi sto bezsensownych zdań na minutę, wszystkich o coś oskarża. To nie jest kwestia jakichś norm kulturowych, co jest normalne, a co nie i czego się od niego oczekuje. Czy człowiek, który myśli, że dokonał zamachu 11 września"

te zachowania i taka percepcja jest jakąś patologią, temu nikt nie zaprzeczy. Antypsychiatria też nie. Sytuacja ma jednak innego rodzaju podłoże. Zjawisko nie powinno być określane jako choroba. Bardziej jako problem. Jeśli mamy problem, należy szukać rozwiązania. Nie "leczyć". "Leczenie to siłowe uciszanie problemu. Negowanie jego istnienia.
Dodam, że problem jest komunikacyjny, informacyjny. Dotyczy interakcji z ludźmi. Obserwujemy jakąś tam panikę. Jest poczucie wielkiego zagrożenia połączone z niezrozumieniem intencji innych. W takiej sytuacji umysł każdego człowieka założy najgorsze, przypisze na wszelki wypadek innym złe intencje, wejdzie w stan 'bojowej' mobilizacji. Mamy więc paranoję. Też nie "chorobę", niemniej paranoja to jakiś fakt.
Poczucie zagrożenia rzadko jest w takich sytuacjach zupełnie bezzasadne. W prawidłowym rozwiązaniu problemu chodzi raczej o właściwe określenie postaci doświadczanego zagrożenia. Prawdziwym problemem w tych sytuacjach jest zwykle ukryta agresja, złośliwość ludzi, którzy niby biorą się na pomaganie. To powoduje, że obawy "chorego" nie ustępują w miarę rozwoju sytuacji. Zaogniają się.

"to ktoś, kto po prostu przekracza nasze oczekiwania? Nie, on żyje w urojeniach - czymś co obiektywnie nie zgadza się z rzeczywistością"

a jednak, co ma być tą rzeczywistością w której rzekomo powinien ktoś być a nie jest - to jest kwestia czyjejś interpertacji. Trzeba postrzegać kogoś takiego, że 'wędruje'. Jeśli będize wędrował, to zapewne kiedyś osiągnie tej wędrówki cel. Kontakt powinien zostać przywrócony, ale jaka ku temu droga jest właściwa? jak ten prawidłowy kontakt wygląda? ...

"A po podaniu leków osoby takie wychodzą (jak dobrze pójdzie) z urojeń, łapią krytycyzm i można z nimi normalnie porozmawiać. Sama widziałam takie osoby odmienione o 180 stopni, wracające do realnych uczuć, myślenia, życia. Oni właśnie z powrotem stają się sobą. I co, nie podawać leków?"

to tylko dowód na to, że psychotropy faktycznie uspokajają. Czyli że nie jest tak, że nie mają wpływu na psychikę. Ale czy "leczą"? - no właśnie nie za bardzo. Raczej szkodzą. Ogólnie szkodzą organizmowi. Psychice także, wręcz przede wszystkim, bo zaburzają naturalne procesy. Nie ma powodu, żeby zakładać, że czyiś mózg nie rozwija się dlań optymalnie. Po prostu czasem zaskakuje nas to, co obserwujemy. W głowie nam się to nie mieści, niewiedza napawa nas lękiem, dlatego mamy odruch zaperzeczyć temu. Mit "choroby" temu zaprzeczaniu służy. Poprzez "chorobę" anulujemy w naszych oczach sens tego, co widzimy i doświadczamy w kontekcie z ..."chorym".
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 cze 2011, 18:55

Antypsychiatria

Avatar użytkownika
przez antracytowa 17 cze 2011, 19:30
Przegapiłam, czy w przytoczonym artykule nie było podanego źródła?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
20 maja 2011, 12:39

Antypsychiatria

przez zujzuj 19 cze 2011, 14:56
Mnie najbardzie zdziwiło, że pan Stevens odnosi sie do polskich przypadków.
Co do samego ruchu, to należy podchodzić ostrożnie i nie ma sie co spinać jak Zenonek. Nikt nie ma zamiaru potępiać kogoś kto korzysta z pomocy psychiatrycznej. Na pewno(jak w każdym ruchu) sa osoby z jaskrawymi poglądami, jednak ogólnie to chodzi chyba o to, że obecne podejście jest niewystarczające. Z tym chyba cięzko sie nie zgodzić. Ja sie z tym podejsciem zgadzam i nie pasuje mi okrojenie osoby jako jednostki do zbioru zewnętrznie obserwowalnych cech, które to maja nas jednoznacznie okreslać.
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Antypsychiatria

Avatar użytkownika
przez Lord Kapucyn 19 cze 2011, 15:00
To nie jest naznaczenie i zaszufladkowanie tylko normalne rozpoznanie i różnicowanie w diagnostyce medycznej. Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania znalazły swoje miejsce w ICD-10 i są zaaprobowane przez WHO. Powoli stosunek lekarzy z tej branży także ulega zmianie. Żaden psychiatra z jakim miałem styczność nie był skory do załatwienia sprawy poprzez wpisanie do rubryki odpowiedniego "F" z numerkami i odesłanie delikwenta z kwitkiem. I to już nie te czasy gdzie niewygodnych obywateli poddaje się represjom i zamyka w szpitalach psychiatrycznych.
There is one wonder drug, but in three substances.
In the name of the stimulating N-(4-Bromophenyl)adamantan-2-amine,
and of the empathogenic (±)-4-Amino-3-phenyl-butyric acid,
and of the nootropic Ethyl 1-(phenylacetyl)-L-prolylglycinate.

"Jeżeli przysłucham się uważniej, słyszę jak moje geny łkają".
Avatar użytkownika
Offline
Moderator/ R2 - D2
Posty
14243
Dołączył(a)
05 maja 2011, 00:00

Antypsychiatria

Avatar użytkownika
przez Nez 03 lip 2011, 19:25
Zgadzam się z antypsychiatrią. Gdyby ordynator posłuchała moich słów o ćpaniu to może nie byłbym tak wściekły jak jestem teraz.
Gdy weźmie się pod uwagę że miałem pierwsze dwa tygodnie przerwy od ponad rocznego codziennego zażywania alkoholu, twardych i lekkich dragów a w kłótni kiedy chciałem wyjść do spać do ojca uderzyłem się mocno w łeb to prostych wniosków jest kilka.
Jednym z pierwszych który mnie wkurza że groziła mi śmierć kliniczna przy takim wyczerpaniu chemią organizmu i ładowaniem we mnie dalszej chemii, w śpiączce mogłem leżeć kilka do kilkunastu lat. Każdy organizm w końcu reaguje trochę inaczej.
Dwa że kobieta oczywiście wierzy bardziej w ideał matki która wie lepiej co jest dobre dla jej dziecka i co jej dziecko robiło lub jakie jest.
Oraz że dziecko jest idealne i nie mogłoby zrobić coś złego. Szkoda że w szpitalu zamiast posłuchać tego co miałem do powiedzenia wzięło się to jako moje urojenia. Znalazłem jednak znajomych z gimnazjum (bo w podstawówce nie pamiętam żeby ktoś widział) którzy pamiętają moje siniaki które miałem przez kilka tygodni, to co robiła w domu nadawało się spokojnie żeby umieścić ją na leczeniu.
Dla mnie prostym wnioskiem jest że każdy w jakimś stopniu jest zaburzonym. Denerwuje mnie jednak że wsadzić i uznać za leczenie jest łatwo a wziąć odpowiedzialności nie ma komu. A musi głównie to zrobić osoba która właśnie mogła przeżyć ogromny szok, który może być prawie traumatyczny - to znaczy sam chory.
Biorą pod uwagę zamkniętą sferę i pulę genową - skończone czynniki biochemiczne które występuję u człowieka (i nie tylko ofc:P dotyczy to każdej istoty żywej) prostym wnioskiem jest że główną przyczyną chorób jest "życie". Główną przyczyną są pierwsze trudne lata w dzieciństwie, który to okres jest najważniejszy dla nowo narodzonego dziecka.
Późniejsze dorastanie do wieku mniej więcej 12-14-16 lat. Później zaczyna się już okres wczesno dorosły, podczas którego rodzice już praktycznie powinni sobie dać spokój z kształtowanie wychowawczym a traktować już jak prawie dorosłego.

Gdyby moja lekarka usłyszała co działo się u mnie w domu, i kto głównie prowokował konflikty (słusznie lub nie, ocena zachowania jest już sporem dość trudnym i złożonym) nie wiem czy kiedykolwiek więcej uwierzyłaby czy matka dzieci może się tak zachowywać.
Jednak leczenie jakie jest teraz, psychoterapią i farmakologią jest dość dobre, jak prawie we wszystkim może być nieco lepsze.
Farmakologia zaburza bardzo silnie, biochemia mózgu jest bowiem czymś bardzo złożonym i niesamowicie w szybkim tempie stężenia pewnych związków mogą się zmienić z jednych ośrodków do innych.
Jednak jeśli nie psychiatria to co, należałoby chyba spytać "opiekuna" takiego ruchu.

Sam uważam że farmakologia jest zbędna, lub zbędna w takim wymiarze jakim jest stosowana teraz.
Avatar użytkownika
Nez
Offline
Posty
204
Dołączył(a)
10 kwi 2009, 19:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do