Powiedzieliście?

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 14 maja 2009, 18:21
U mnie wie rodzina, przyjaciele i najblizsi znajomi, reszta nie bo nie zamierzam sie z tym obnosic, i staram sie zyc normalnie.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez Matilde 14 maja 2009, 22:42
Wie bardzo niewiele osób. Garstka znajomych, promotor, współlokatorka czyli ludzie z którymi spędzam dużo czasu i przed którymi nie dałoby się tego ukryć. Jakoś to przyjęli do wiadomości, nikt mnie nie wyzywa od wariatek, ale i do końca mnie nie rozumieją, czasami traktują jak dziecko co mnie doprowadza do szału a czasem tracą do mnie cierpliwość co jest już bardziej zrozumiałe, ale ogólnie da się jakoś z nimi funkcjonować i nie czuję się tak bardzo źle w ich towarzystwie. Wsród reszty świata staram się udawać że wszystko w jak najlepszym porządku i dlatego po części czuję taką niechęć do ludzi, bo trzeba się głośno śmiać, być błyskotliwą i hałaśliwą żeby ktoś przypadkiem nie pomyślał że coś jest nie ok...
"Bo tak naprawdę jedyna droga do tajemnicy prowadzi przez rozpacz. Można by wręcz powiedzieć, szczęśliwi, których stać na rozpacz"
W. Myśliwski - Widnokrąg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
27 lis 2008, 00:16
Lokalizacja
CK

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez cassis 24 maja 2009, 00:17
nikt za bardzo nie wie, nawet najbliższa rodzina
próbowałam coś tam tłumaczyć ale zero zrozumienia, dałam sobie spokój
na szczęście widać moja choroba nie ma wielkiego nasilenia, nigdy nie przeszkodziła mi w normalnym zyciu, pracy czy wychowywaniu dziecka
a trwa 13 lat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
10 cze 2008, 21:16
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez Alienated 24 maja 2009, 01:01
W zasadzie też nie staram się na siłę uświadamiać otoczenia w czym rzecz. Wśród znajomych miałem okazję wspomnieć coś na ten temat niejednokrotnie, choć, tak jak już tu pisano, nikt na dobrą sprawę i tak nie orientuje się w temacie. -Może nie rozumieją, może nie mają nawet takiej potrzeby. Każdy w głównej mierze koncentruje się na sobie, a problemy innych są mu na ogół obojętne. Próbuję na co dzień sprawiać wrażenie osoby nie nękanej przez różnego rodzaju przypadłości, aczkolwiek zdecydowanie lepiej czuję się w towarzystwie ludzi będących w stanie mnie zrozumieć... W związku z powyższym część moich dotychczasowych znajomości ulega stopniowemu rozluźnieniu i nie mogę powiedzieć, aby martwiło mnie to jakoś szczególnie...
"A Magda jest najlepsza, bo ma złote serce... Bo to jest Magda...!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3400
Dołączył(a)
28 sty 2009, 19:11

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez Matilde 25 maja 2009, 19:16
Przyjął ze zrozumieniem, tym bardziej że zaznaczyłam że nie liczę na taryfę ulgową tylko chcę żeby wiedział w razie czego bo sama nie wiem jak to będzie z dyplomem, i tylko proszę o minimum wyrozumiałości. Ale zauważyłam że jest od tej pory wyczulony na moje zachowanie, np. na to jak reaguję na jego krytykę. Ja się bałam po pierwsze niezrozumienia, tego że sobie pomyśli że chcę właśnie jakiegoś specjalnego traktowania. Nawet nie wiedziałam jak to powiedzieć i kiedy ale sytuacja sama się nadarzyła. Bałam się, ale teraz czuję się dużo swobodniej na seminariach, tym bardziej że ludzie z grupy też mniej więcej mnie znają i nie muszę chociaż tam udawać że wszystko jest super i że jestem silna.
"Bo tak naprawdę jedyna droga do tajemnicy prowadzi przez rozpacz. Można by wręcz powiedzieć, szczęśliwi, których stać na rozpacz"
W. Myśliwski - Widnokrąg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
27 lis 2008, 00:16
Lokalizacja
CK

Re: Powiedzieliście?

przez Abradab 27 maja 2009, 00:06
U mnie najbliżsi znajomi coś podejrzewają, że coś jest nie tak. Wiedzą, że łażę po lekarzach, ale nie wiedzą jakich, widzą, że schudłem dość mocno, że nie piję piwa, bo biorę leki, że nie prowadzę samochodu, bo mi się we łbie kręci, że już nie szaleję jak dawniej, przestałem uprawiać sport, który kocham. Waham się czy im nie powiedzieć prawdy. Niektórzy wiedzą ile zdążyłem już przejść w życiu i zazdroszczą mi silnej psychiki, nie wiedząc, że tak naprawdę psychika mi już wysiadła, nie wiedząc jaki dramat jeszcze niedawno przeżywałem zanim zacząłem brać leki. Myślę, że domyślają się coraz bardziej i nie wiem czy im nie powiedzieć prawdy.
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
09 maja 2009, 22:29

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez Donkey 28 maja 2009, 16:10
Ja dziś widziałam sie z kolezanka i chcialam jej powiedziec ale jakos nie moge sie przelamac. Nie chce wspolczucia,litosci, jakiegos ulgowego traktowania.

Juz zaczynaja sie pomalu problemy bo ponad 2 miesiace nie bylam na uczeln i i znajomi dopytuja sie ;/
Ja mam na to odpowiedz ze mam oslabiony organizm, takie przesilnie wiosenne :)


Głupia odpowiedz ale na razie wystarcza :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez Lena88 17 cze 2009, 23:43
W moim przypadku jest tak, że raczej tego nie ukrywam, ale staram się udawać przed osobami, które wiedzą, że jest ze mną lepiej niż jest w rzeczywistości. A jak reagują? Mama potwornie się martwi i to siebie wini o wszystko, co ze mną się dzieje(a ja czuję się winna, że ona ma taką córkę jak ja, bo przecież zasługuje na lepszą), ojciec("co? znowu idziesz na lewe?" czyt.mam poj*** dziecko, chyba to nie moje-tu się myli, bo jego, ojj nie wyprze się mnie na pewno), jedyna przyjaciółka wie o każdej najgłupszej myśli i ciągle powtarza, że kocha mnie właśnie taką i zawsze będzie kochać(co nie znaczy, że nie wyzwie mnie czasem od głupich wariatek-ale to tak chyba, żeby mną potrząsnąć-wybaczam jej to;) Kiedy jeszcze studiowałam wiedziała o tym jedna p.dr z którą miałam zajęcia-b.mi współczuła i z całego serca starała się wspierać, dwie dobre koleżanki, które też starały się jakoś mnie zrozumieć. Mam niewielu znajomych, ale chyba dobrze ich wybrałam, bo jak narazie nie spotkałam się z odrzuceniem z powodu choroby. Uważam, że warto mówić zaufanym osobom. Rozmowa z psychologiem to jedno, a świadomość, że jednak ktoś stara się Ciebie zrozumieć, mimo że nie musi jest chyba cenna. Poza tym, mieszkam w małym mieście i staram się, żeby nikt niepowołany jednak o moich problemach się nie dowiedział. Oficjalnie mam szeroko pojęte kłopoty z brzuchem i tyle :)
Just listen to the music of the traffic in the city
Linger on the sidewalk where the neon signs are pretty
How can you lose?

http://www.youtube.com/watch?v=JyW1smKgJF8
Avatar użytkownika
Offline
Posty
300
Dołączył(a)
16 cze 2009, 18:37

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez StahuPL 21 cze 2009, 21:35
ja sowim rodzicom nie mówiłem, prosiłem też psychologów o dyskrecje i żeby to o czym rozmawiamy nie wychodziło po za ściany gabinetu, ale h*j i wszystko im psycholozka mówiła. I teraz słyszę w domu że jestem psychikiem i takie tam.
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
21 cze 2009, 21:18

Re: Powiedzieliście?

przez Pstryk 25 cze 2009, 11:07
Też nie rozmawiałam z rodzicami n/t. Ale oni widzą i rozumieją tyle, że wcale takiej rozmowy nie potrzebuję. Bardzo ich i nasze relacje zmieniła moja choroba w jej 'najniższym' stadium - gdy trafiłam do psychiatryka, widziałam przerażenie w ich oczach. Czuli się winni niewiedzy tego jak mi pomóc. Bezradni. Choć moje stosunki z nimi były tragiczne - gdy wróciłam ze szpitala ogrom ich zmiany przerósł moje oczekiwania. Teraz mam ich przyjaźń i wsparcie 24h na dobę. I to mi wystarcza - po co roztrząsać stare rany. Co do reszty świata - nie unikam tematu jednak staram się nie mówić, że wiem to i tamto z autopsji. Jeśli znajomość robi się głębsza - to dla mnie test wyrozumiałości drugiej osoby i jej prawdziwego ja. Jeśli się okaże, że ktoś mnie wyśmieje - to świadczy tylko o nim - a dla mnie to oszczędność czasu bo nie marnuję go na znajomość, która nie jest tego warta. Nie ma się czego wstydzić - nikt z Nas nie wybierał sobie losu, który nas doświadczył. Przez to, co przeżyliśmy lub przeżywamy jesteśmy bogatsi choć często nie zdajemy sobie z tego sprawę. To kwestia przede wszystkim budowy własnej wartości. Słabość to żadna ujma na honorze. Jeśli ktoś tego nie rozumie - naprawdę, zastanówcie się, jakim jest człowiekiem, skoro uważa tego typu problemy za błahe i czy warto kimś takim się sugerować.
Pstryk
Offline

Re: Powiedzieliście?

przez Abradab 25 cze 2009, 23:05
U mnie, najbliżsi znajomi zaczynają się domyślać. Ciągle wciskam jakiś kit, że dodatkowe badania, że u neurologa, a nie psychiatra, psycholog. Mimo wszystko zaczynają się domyślać, że coś jest nie tak -.-
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
09 maja 2009, 22:29

Re: Powiedzieliście?

przez Pstryk 30 cze 2009, 11:00
Trudności w mówieniu o tym wynikają nie tylko ze strachu. Również ciężko wyjaśniać co się dzieje tym bardziej, że sami często nie rozumiemy tych mechanizmów. Mi bardzo pomogło ich zrozumienie. I trzeba się pozbyć poczucia winy, bo niczemu winni nie jesteśmy (nikt Nas nie pytał jaki los sobie życzymy - to moja manta - powtarzam ją co rano, prowadzi mnie do światła... ble ble jeszcze w to nie wierzę ale chce uwierzyć), często też żalu, że to Nas właśnie dotknęło (najpierw jest skierowany ogólnie gdzieś w kosmos ;) z nawet czasem niestety może przerodzić się w nienawiść do konkretnej osoby - osób). Warto nad tym pracować bo przełamanie tematu - dla Nas - tabu - to krok do przodu w walce z chorobą. Za bardzo sugerujemy się opinią z zewnątrz :!: W ten sposób nie pomożemy odbudować swojej wartości. Najczęściej osoby, których opinia jest dla Nas tak sugestywna wcale nie są warte brania ich słów do serca. Bo co świadczy o kimś obojętność, brak wyrozumiałości i zwykłego ludzkiego podejścia do drugiego człowieka?... Gorzej z nie przejmowaniem się rodzicami - wiem. Ale w ich przypadku trzeba najpierw im okazać wyrozumiałość - w ich przypadku to zwykłe chowanie głowy w piasek. Nie rozumieją i nie chcą rozumieć ale przychodzi taki czas, że będą musieli. Szukamy wsparcia u innych, oczekujemy, że Nam pomogą - ale może lepiej zacząć od siebie samego - pooczekiwać od siebie, stać się samym w sobie wsparciem...
Pstryk
Offline

Re: Powiedzieliście?

Avatar użytkownika
przez citi 30 cze 2009, 16:47
ja taką sprzecznością jestem
niby nie chce żeby ktoś wiedział (ja wiem że psychiatra to nie ujma ale wielu ludzi jest jednak ograniczonych i dla nich psychiatra=wariat)

a z drugiej strony przez swoje "cechy" jestem gadatliwa i moglabym powiedziec wszem i wobec... jakbym sie chciala "chwalic".... ze wkońcu coś "ciekawego" sie dzieje w moim życiu...
narazie wie 3 znajomych (o psychiatrze i o moich domysłach o depresji nerwicy adhd itp) 1 podeszla do tego raczej obojętnie, bez oceniania ale też bez większego "entuzjazmu" czy zainteresowania. Druga kolezanka wie chyba od dawna, od kiedy jako młode mamy rozmawialysmy o monotonii dnia codziennego, a ona po porodzie wpadła w okropną depresje poporodową i wypchnęłam ją do lekarza. więc z nią mogę o tym normalnie pogadac. Druga też przeszła chwilowe załamanie (1.5roku) ale nie było okazji zeby pogadac "szczegółowo"

moja matka wie... bo siłą rzeczy zostaje z dziecmi jak chodze po lekarzach... ja od dziecka bylam nerwowa, nadpobudliwa, buntownicza, płaczliwa itp itd.... a ona jest okropną wiedźmą, która uprzykrza mi życie odkąd pamiętam (wraz ze smiercią taty straciłam sojusznika)
(ps. bardzo podobało mi sie w jednej z książek takie stwierdzenie że to z reguły najsłabsza jednostka idzie do lekarza bo nie wytrzymuje presji, a najbardziej nerwicorodna osoba nigdy nie idzie sie leczyc..... czyt. moja mama)

mój mąż.... tyle razy to powtarzałam że te pojęcia chyba przestały dla niego miec znaczenie, no i chyba myśli że zasłaniam się i usprawiedliwiam swoim stanem... wg jego teorii wystarczyloby gdybym "sie wzięła i ogarneła".... (uwielbiam tą teorię u ludzi.... "e tam, nie gadaj głupot, tylko weź się w garśc)
narazie cieszy sie że wkońcu przestałam o tym gadac i poszłam do psychologa i chcę coś z tym zrobic a nie tylko siedziec i użalac się nad sobą...

jedyne czego się boję to że jakoś się może dowiedziec mój EX (któy jest ojcem mojego starszego syna), mamy calkiem dobry kontakt, ale boję się, że gdyby się dowiedział mógłby to wykorzystac przeciwko mnie i spróbowac zabrac mi syna.... to juz podchodzi pod natrętne myśli i lęki (bo ta myśl często wraca i nie chce się odczepic)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
18 cze 2009, 17:55

Re: Powiedzieliście?

przez Ja;) 30 cze 2009, 23:18
Pierwszy dowiedział się mój chłopiec (w zasadzie teraz już raczej nie jest mój...), który mnie tak bodźcował, by "brać się w garść" - tak, standardowe, rzucone, łatwo powiedzieć, choć w tym przypadku on miał z tym jakąś styczność i nie było to totalne pustosłowie. Jego mobilizacja dotarła do mnie i zaczęłam próbować coś z tym robić. Dowiedział się przyjaciel i jego dziewczyna, z którą również jestem bardzo blisko. Chociaż oni mają inne teorie odnośnie mojej choroby, co trudno mi jest zrozumieć, jednakowoż zawsze mam w nich wsparcie.
A poza tym nie wie nikt. Rodzinie nie chciałabym mówić i mam nadzieję, że się nie wyda.
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
18 maja 2009, 03:35

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do