Skocz do zawartości
Nerwica.com

Lęk przed nieskończonością po śmierci, zapętleniem


NoMoreDepression

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Ostatnio wyszły na wierzch moje lęki z dzieciństwa, lęk przed tym, że nie potrafię ogarnąć jak to wszystko ma działać. Nawet jeśli jest Bóg, to skąd się ten Bóg wziął i w ogóle od kiedy jest, a skoro go kiedyś nie było, to co było przedtem niby. Wiecie, o co mi chodzi.

 

I teraz mam pytanie - czy takie myślenie może być PRZYCZYNĄ mojej depresji, czy może jej EFEKTEM, SKUTKIEM?

 

Nie wiem, czy mam się wyciszać i hamować te myśli (co raczej chyba tak naprawdę na dłuższą metę do niczego nie prowadzi), czy może poddać się tym myślom i emocjom (tak mi się wydaje, że jest prawidłowo) - i po prostu przelać je na kogoś, zwierzyć się z nich. Tylko, że tak się delikatnie spytam, niby ku**a komu?

 

Bardzo proszę odpowiedzcie mi co o tym sądzicie, mile widziana każda odpowiedź... Bardzo mi to jest potrzebne... Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nawet jeśli jest Bóg, to skąd się ten Bóg wziął i w ogóle od kiedy jest, a skoro go kiedyś nie było, to co było przedtem niby.

Wiesz, że ja też się nad tym zastanawiałam i do niczego dobrego to nie prowadziło. Doszłam więc do wniosku, że jeśli nie jest napisane nic na ten temat w Biblii to widocznie nie jest to ważne i przestałam o tym myśleć. Myślę, że to może wynikać z depresji bardziej niż do niej prowadzić. Ale to moje zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też tak miałem, coś podobnego, tylko zastanawiałem się nad sensem istnienia ludzi, do niczego dobrego to nie prowadziło, bo wiadomo nie od dziś, że człowiek jest potrzebny samemu sobie i świat się bez niego nie zawali, kochamy dobra doczesne, to nas tu trzyma :) Bo już dawno przestaliśmy uprawiać seks, żeby gatunek przetrwał i zabijać, żeby zjeść :)

Teraz o tym nie myślę, mało mnie obchodzi po co tu jestem, ważne, żeby było mi dobrze :D

 

 

Jeśli jest bóg, w co ja nie wierzę, to jest to najbardziej złośliwa istota jaka kiedykolwiek istniała :)

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tez tak mi sie wydaje, ze to nie jest prawdziwa przyczyna depresji. Musza to byc chyba jakies stłumione emocje, z czym innym zwiazane. Takie egzystencjonalno - filozoficzne rozwazania to chyba wynik małęgo poziomu serotoniny w mozgu, a nie na odwrot. Ehhhh, ale to wszystki jest trudne ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja kiedyś próbowałam sobie wyobrazić NIC - w rozumieniu wszechświata. NIC, które nie jest ani czarne, ani białe, ani przezroczyste, które jest NICZYM w najczystszej formie. zawsze powodowało to u mnie dziwne uczucie, że to poza zasięgiem mojego umysłu, przerażało mnie to... nikt tego nie rozumie, kogokolwiek spytam, czy potrafią sobie wyobrazić NIC - nigdy nie mają z tym problemu. i nie przeszkadza im to, że ich NIC jest być może białe albo czarne. a NIC powinno być niczym, czymś, w czym nie ma mocy sprawczej, której nigdy nie było, NIC przede wszystkim nie może być CZYMŚ... i już się gubię. jeśli ktokolwiek rozumie ten bełkot, to z góry serdecznie dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NoMoreDepression, chociaż ktoś ;)

choroba chorobą - ja nie wiem co mi jest, bo pani psychiatra nie potrafiła określić. ni to depresja, ni to borderline...

ale jakby nie patrzeć - jednym z moich głównych problemów są myśli, całe miliony myśli, za którymi nie nadążam, również te absurdalne, egzystencjalne rozważania i pytania bez odpowiedzi, które robią nieład w głowie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie mysle, ze moze tego typu zaburzenia to po prostu niewyrazone emocje z wczesnego dziecinstwa - w sensie ze małe dzieci płacza, prawda? Płacza gdy przychodza na swiat, pozniej tez placza "bez powodu"... Moze my tłumiliśmy te emocje w sobie, które inni wyrażali, i dlatego pozostało to "niewyrażone" i wprowadza mętlik w naszych umysłach...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NoMoreDepression, ja zawsze miałam bardzo wysoko postawioną poprzeczkę, starałam się za wszelką cenę spełnić oczekiwania rodziców. Chyba próbowali mnie wychować na twardego, ambitnego człowieka (bo sami twierdza że mieli trudne życie, w które wchodzili nie mając nic). Niestety, wyszedł im kłębek niepoukładanych emocji, który nazywa się ich córką.

 

chyba to tak trochę offtop :roll: Przepraszam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NoMoreDepression, ja zawsze miałam bardzo wysoko postawioną poprzeczkę, starałam się za wszelką cenę spełnić oczekiwania rodziców. Chyba próbowali mnie wychować na twardego, ambitnego człowieka (bo sami twierdza że mieli trudne życie, w które wchodzili nie mając nic). Niestety, wyszedł im kłębek niepoukładanych emocji, który nazywa się ich córką.

 

chyba to tak trochę offtop :roll: Przepraszam ;)

 

Kurcze, jakbym czytał o sobie, ja się jeszcze swoich uczuć wstydziłem, nikt mi nigdy nie mówił, że mnie kocha poza babcią, nikt mnie nie przytulał jak mi się coś stało choćby w wieku 4 lat, miałem być twardy, rodzice dorabiali się od stołka, a ja mam tak dobrze jak nie ma nikt, więc powinienem się cieszyć, miałem wg ojca nie być "baba" i co, i wyrosło to to na potwora z wynaturzonymi myślami i czynami, do tego do granic możliwości tłumiącego uczucia i skrywającego sumienie, ehh wyżaliłem się trochę :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hans, dla mnie największa słabością od zawsze jest płakanie przy ludziach. Jako, że teraz zdarza mi się płakać dużo częściej niż kiedyś, muszę się ukrywać w pokoju, w łazience, a potem wychodzić z przyklejonym uśmiechem na twarzy. Mimo wszystko myślę, że rodzice nie chcieli nam zrobić krzywdy, tylko okazaliśmy się za mało odporni.

Jak byłam mała to zawsze płakałam w swoim pokoju przed snem, bo miałam koszmarne lęki, że wybuchnie pożar, albo ktoś nas w nocy zamorduje albo okradnie... Pamiętam, jak w dziecinny sposób sobie tłumaczyłam śmierć jako przejście do lepszego życia... wtedy byłam jeszcze pełna naiwnej wiary w Boga i jego moc... później spróbowałam sobie wyobrazić NIC. - bałagan w głowie został do dziś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×