Życie ciągłym pasmem niepowodzeń?

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Życie ciągłym pasmem niepowodzeń?

przez lochness 17 sty 2008, 10:57
Jestem poirytowana. Już od dłuższego czasu. Mianowicie chodzi o to, że moje starania nie przynoszą zadowalających efektow. Boje się, że taka tendencja się utrzyma i że nie osiągnę w życiu sukcesu. Chodzi mi o to... Czy sądzicie, że życie jest na prawdę ciągłym pasmem niepowodzeń, zawodów? Planujemy coś, a później czyjaś decyzja, otwiera nam oczy, nie ma nic, plany legną w gruzach. Myślicie, że warto się starać, gdy naokoło tyle niesprawiedliwości, brak uczciwości i wszechobency egoizm? Sądzicie, że odniesienie sukcesu, zapewnienie sobie dobrego życia w dzisiejszych czasach, bez zatracania czlowieka w sobie, z zachowaniem własnego zdania, bez podlizywania się, jest możliwe?
Wybaczcie, jeśli napiszecie, że talent, zdolności wystarczą to jesteście w błędzie. Watpię, że wielu z nas jest Mickiewicze, Da Vinci, czy Einsteinem. Chodzi mi o zwykłego, zdolnego, chcącego człowieka.
pozdrawiam
Ostatnio edytowano 17 sty 2008, 12:34 przez lochness, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 17 sty 2008, 12:27
Jak dla mnie sukces, to robienie czegoś, co spełnia wielką frajdę, co pozwala się spalać (ale nie wypalać !) w tym, co się lubi 8)
Myślę, że sukces w tym sensie, jest osiągalny bez kompromisów typu "mniejsze zło". Choć czasem trzeba się naszukać, by znaleść ludzi, wśród których można odnieść taki sukces, ale to możliwe ;)
Przy okazji, nie wierzę, że życie to ciągłe pasmo niepowodzeń. Życie każdego człowieka składa się z porażek i sukcesów.
I takie poglądy mam ja - nie Mickiewicz, a zwykły, szary czlowiek :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez lochness 17 sty 2008, 12:39
rozumiem, że w zyciu trzeba znaleźć pasję. osobiscie uwazam, ze wiem co chcialabym z cyiu robic, co sprawialoby ze mam ochote do pracy. jestem jednak przed matura, przed rekrutacja na studia i obawiam sie ze moje plany moga lec w gruzach, taka tendencja, co zrobic. wiele razy juz sie staralam, dawalam cos z siebie, a tu nic, nie osiagnelam tego, o czym marzylam. dla mnie sukces to nie tylko pasja, rozwijanie swych umiejetnosci w ulubionej dziedzinie, lecz rowniez pieniadze.
"life is brutal and sometimes kopas w dupas" czy jakos tak :P infantylne i konwencjonalne, ale akurat pasuje do rzeczywistego stanu rzeczy. dlaczego tylko "kopas w dupas" tak czesto?
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 17 sty 2008, 13:04
lochness, nie stresuj się maturą. Wiem, że to łatwo się mówi (i to tym bardziej, że ja już "6 lat po" ;) ).
Teraz nastaw się na świetną zabawę studniówkową (o ile nie jesteś już po) :D

Nie nastawiajcie się na porażkę, bo wtedy Wasze obawy sprawdzą się.
Zacznijcie doceniać siebie za małe sukcesiki, wtedy przekonacie się, że "pasma porażek" są do zwalczenia. Wtedy uwierzycie w siebie.
Pozytywne nastawienie, to połowa sukcesu ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez luthien 17 sty 2008, 15:23
Moim zdaniem warto osiągać w życiu sukcesy, jednak nie kosztem najważniejszych rzeczy takich jak zdrowie czy życie. Należy też zauwżać i cieszyć się ze wszystkich osiągniętych sukcesów, nawet tych najmniejszych. Bo dużo ludzi w zagonieniu codzinnego życia o tym zapomina, żeby cieszyć się codziennością, a zwraca uwagę tylko na niepowodzenia i suma sumarum wychodzi na to, że nasze życie to pasmo niepowodzeń. Nauczmy się cieszyć małymi rzeczami, a życie wyda nam się piękniejsze.
Co do matury, to ja już dawno po, ale teraz też jestem na końcu ważnego etapu. Kończę studia, mam pracę do napisania i obronienia, a moja niska samoocena wcale nie ma ochoty mi w tym pomóc :D
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez lochness 17 sty 2008, 15:35
no ja po stuniowce :)

A jednak sie chyba nie zgodze. czasami zastanawiam sie, czy aby nie lepiej nie zakladac sukcesu, czy powodzenia, bo pozniej mniejszy jest zawod. ostatnio nastawiona bylam na to, ze sie powiedzie i nic, zycie nie przynioslo oczeiwanych efektow, dlatego jestem sceptycznie nastawiona do powodzenia. co do tych malych sukcesow to chyba wezme do serca:) przynajmniej sie postaram.
Ale i tak jestem poirytyowana zyciem. Czemu nie moze byc jak chcemy? Byloby po problemie, kazdy by byl szczesliwy. Zycie jest na prawde niemilosierne...
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Avatar użytkownika
przez luthien 17 sty 2008, 15:52
"Gdyby wszystko było tak jak chcemy" nie równa się "każdy byłby szczęśliwy". Jakby można było wszystko mieć na wyciągnięcie ręki, jakby było wszystko tak jak chcemy, bez włożenia w to większego wysiłku, to na pewno to nie dawałoby szczęścia. Ludzie jakby mieli wszystko, łatwo osiągali wszystko co chcieli, to zatraciliby wolę walki, nawet wielki sukces nie oznaczałby radości czy zadowolenia z osiągnięcia tego, no przecież każdy by wiedział, że w końcu i tak to dostanie. To zabrałoby całą radość z osiągnięcia tego o co walczymy czy staramy się. Życie składa się z porażek i sukcesów. I dobrze, bo przynajmniej umiemy cieszyć się sukcesami. A porażki... są nieodłączną częścią naszego życia. Tylko tak jak pisałam nie ma co ich wyolbrzymiać i spisywać się na dzień dobry na straty. A często ludzie którzy mają wszystko wcale nie są szczęśliwi.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez lochness 21 sty 2008, 17:59
luthien, zdaję sobie sprawe z tego, iż nagle spelnienie marzen kazdej osoby na swiecie nie koniecznie zagwarantowaloby szczescie kazdej jednostki. uwazam jednak, ze w zyciu coraz czesciej spotykam sie z sytuacjami, ktore sprawiaja mi zawod. czuje sie z tym zle, troche mnie to przygnebia, moze nawet demotywuje. najpiekniejsze byloby rowniez to, ze kazdy moze oddac sie swej pasji, a dodatkowo moze czerpac z tego zadowalajace korzysci finansowe. swiat jednak nie jest rozowy, ni piekny. oczywisty jst fakt, ze nic nie jest tylko czarne, lub tylko biale. jednak sadze ze tych czerni jest zbyt wiele. kwestia pieniedzy jest prosta. tylko bogaci mowia, ze one nie daja szczescia. otwieraja nam one droge do spelniania marzen. gorzej jesli stajemy sie przedmiotem pieniadza, ktory zastepuje miejsce podmiotu. lecz to inna kwestia. ogolnie rzecz biorac uwazam, ze zyloby sie lepiej, gdyby wiecej marzen sie spelnialo. owszem mozemy z cierpienia, biedy, krzywdy, nieodwzajemnionej milosci, czy jeszcze innej przykrej rzeczy, robic cos wielkiego. taka tendencje mial JPII. wyidealizowany swiatopoglad, czy tez dopatrywanie sie korzysci w niepowodzeniach... nie o to chyba w zyciu chodzi.
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Avatar użytkownika
przez luthien 21 sty 2008, 19:15
Tylko, że ludzie często widzą świat tylko w czarnych kolorach, pomimo że nie do końca tak jest. Nie wiem czy nie chcą, czy nie mogą zobaczyć, że życie ma też inne kolory. Rozumiem, że czasem, to może być wynik choroby. Znam taką osobę, której normalnie układa się życie, ma pracę, ma kochającą osobę, a ciągle słyszę narzekanie że coś jest nie tak, że wszystko jest źle, że zawsze pod górkę. Ja patrzę na życie tej osoby z boku i myślę sobie, że wcale nie jest takie czarne jak widzi to ta osoba. Ale może się mylę.
Ja cieszę się z tego co mam, oczywiście nie osiadam na laurach i dążę do spełnienia moich życiowych celów, a jeżeli coś po drodze się nie uda, trudno, nie można mieć wszystkiego, albo staram się to osiągnąć w inny sposób. Ale się nie skreślam od razu i nie widzę wszystkiego w czarnych kolorach. Niepowodzenie potrafi przynieść korzyść, można z niego wyciągnąć wnioski i następnym razem zrobić coś inaczej, można też znaleźć lepszy środek osiągnięcia celu. Nie można załamywać rąk po jednym niepowodzeniu czy dwóch i mówić, że nic mi się w życiu nie udaje. Należy się podnieść i iść dalej. Dla mnie pięknym przykładem są ludzie, którzy np. po wypadku są skazani na wózek, a nie załamują się, nie poddają, żyją dalej, osiągają sukcesy i po prostu cieszą się życiem. Podziwiam ich za siłę, którą w sobie znajdują. Jeżeli ludzie są w stanie przezwycieżyć takie rzeczy, to mogą osiągnąć wszystko. Tylko trzeba chcieć i dążyć do spełnienia marzeń.
Zamiast myśleć jakby było dobrze, gdybym miała wszystko, polecam myślenie co zrobić, żeby osiągnąć wszystko. Nie można czekać aż marzenie samo się spełni, na to niestety trzeba zapracować, albo stety, bo wtedy człowiek ma większą satysfakcję z osiągniętego celu.
Ja bogata nie jestem i mówię, że pieniądze nie dają szczęścia. Pieniądze są tylko środkiem, niestety w dzisiejszych czasach niezbędnym do życia.
JPII nie miał wyidealizowanego światopoglądu, dla niego życie tu na ziemi było tylko środkiem do osiągnięcia tego ważniejszego, wiecznego.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez lochness 22 sty 2008, 09:41
Po pierwsze, jeżeli chodzi o pieniądze, to tak jak wcześniej właśnie napisałam, powinny być przedmiotem, nie podmiotem. Oczywistym jest fakt, że sama papierkowa kupka nic nie daje.
Po drugie, racja, poddawanie sie na skutek niepowodzeń- głupota, mało wiary w siebie, brak determinacji. Mi chodzi jedynie o to, że łatwiej byloby, gdyby marzenia częsciej się spełniały, a obierane cele były łatwiej osiągalne. Chociaż z drugiej strony rada jestem z tego, ze niektóre rzeczy zarezerwowane są tylko dla pewnych grup osob. Równości na świecie nie ma, to jest fakt niezaprzeczalny. Jedyna, jako taka równość występuje na płaszczyźnie prawnej. Myślenie o świetlanej przyszłości? Dobra, ale żeby to jeszcze zrealizować, to jest sztuka. Problemem nie jest próba, nawet starania, poświęcanie się na rzecz danej sprawy. Problemem jest często właśnie ten głupi los, który nie pozwala nam dojść do celu. I nie mówie, że to za każdym razem jest bezsensowne. W końcu jakoś musimy zapełnić tę naszą 'tabulę rasę'. Dalej jednak przystaję przy tym, że o wiele lepiej i przyjemniej byłoby, gdyby nasze doświadczenia były pozytywne. Mówią: "co nas nie zabije, to nas wzmocni", prawda. I dlatego mam nadzieję, że w przyszłości osiągnę sukces, własnie po częscie przez to, że nie byłam nieustannie rozpieszczana przez los.
Przytaczając przykład o znanej ci osobie, której zycie uwazasz, jako obserwator, za dobre. Może faktycznie jest to przejaw chorej ambicji. W życiu czasem jednak występują jednostki ponadprzeciętne. Może brak jej jakiś wzniosłych wrażeń, maksymalnych doznań, których jest głodna? Poza tym, nie negujmy postaw innych, gdyz każdy ma inne, jedni wieksze, drudzy mniejsze, wygórowanie dotyczace standardu życia.
Co do JPII, to uważam, że potrzebni są tacy ludzie, bujający w obłokach, niepoprawni optymiści, altruiści. Niezaprzeczalnie mial on wyidealizowany światopogląd, zwłaszcza w sprawie dotyczącej człowieka. Niestety, choć może i stety, nie ma naszym globie wielu takich ludzi. Niestety, bo dzisiejsza wiara w bliźniego minimalizuje się, co nie jest rzeczą dziwną (życie wśród ludzi coraz bardziej zdehumanizowanych przynosi takie, a nie inne efekty), stety, bo Ziemia to nie raj, który jest pojęciem czysto fikcyjnym.
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Avatar użytkownika
przez luthien 22 sty 2008, 10:22
Dlatego pisząc o tej znajomej osobie napisałam, że mogę się mylić, bo jestem tylko dobrą znajomą, pobocznym obserwatorem, więc mogę wszystkiego nie wiedzieć. Jednak zauważyłam, że ta osoba nie potrafi się z niczego cieszyć. Nie zauważa pozytywów swojego życia, a na prawdę jest ich sporo. Widzi tylko, to co jest złe. Strasznie wyolbrzymia nawet najmniejsze niepowodzenia. Próbowałam z tą osobą rozmawiać o tym, że nie można cały czas wszystkiego negować, ale nie pomaga.
Ja mam w domu taką osobę. Mój ojciec zauważa tylko negatywne strony swojego życia. On nie tylko myśli negatywnie o swoim życiu, myśli tak także o innych ludziach. Ja nie pamiętam, żeby on w życiu powiedział coś pozytywnego o kimkolwiek.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez pyzia1 22 sty 2008, 12:37
Mój ojciec zauważa tylko negatywne strony swojego życia. On nie tylko myśli negatywnie o swoim życiu, myśli tak także o innych ludziach. Ja nie pamiętam, żeby on w życiu powiedział coś pozytywnego o kimkolwiek.

Moi rodzice zachowują się tak samo. Ciągła krytyka i skrajny pesymizm, przebywanie z nimi przez dłuższy okres czasu grozi popadnięciem w czarną rozpacz. Nie da się tego zmienić dopóki osoba taka sama nie będzie tego chciała. Trzeba tylko utrzymać odpowiedni dystans bo cholerstwo jest zaraźliwe :smile:
Kilka rzeczy mi się udało i od tego czasu nie mówię już, że mam pecha, przeciwnie, powtarzam sobie, że jestem wybrańcem losu :D
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez xCarmen 22 sty 2008, 13:03
doskonale rozumiem poprzednikow bo mam tak samo w domu. Czasem wydaje mi sie ze rodzice mnie tak nastawili do zycia i ludzi ze sie ich boje, mam nawet wrazenie co jest oczywiscie nieprawda ze mi zle zycza bo ciagle tylko slysze " zobaczysz jak pozniej bedzie ci ciezko, przekonasz sie o tym " itd... a takie negatywne afirmacje ppowtarzane przez nich caly czas naprawde wchodza w zycie. Nie pamietem zeby powiedzieli mi cos pozytywneo o mojej przyszlosci , porostu wykonczyli mnie nerwowo. Teraz boje sie wszystkiego a przyszlosc widze raczej w czarnych barwach. Co chwile powtarzaja ze jestem niewdzieczna ze oni sie poswiecaja i ze zyli w ciezkich czasach a ja teraz mam wszystko ( oprocz zdrowia i milosci ale tego nie racza zauwazyc) co jest nieprawda. wydaje mi sie ze chca zebym przezyla to co oni poprostu zycza mi ciezkiej pracy i ciezkiego zycia. a teraz mam jeszcze wrazenie ze to oni sa winni mojej choroby...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

przez lochness 25 sty 2008, 22:39
co zrobić, by być silnym? niby proste pytanie, lecz wprowadzenie kluczowych zasad w życie bywa trudne... :(
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do