Codzienność/Nicość

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez korres1 08 sie 2007, 21:16
Ja tez doskonale to rozumiem, doskonale pamiętam allkoholowe imprezy i pijanych gości, którzy w amoku zamiast do kuchni wpadali do mojego pokoju, nieprzespane noce, strach, obrzydzenie.
Dobrze radzą Ci przedmówcy: wyprowadż się, zamiszkaj z jakimś kolegą, znajdź jakąś robotę, wyjedź do akademika, innego miasta. Tak się nie da żyć.
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez morpheus 12 sie 2007, 16:42
No to super dzis zrobilem cos okropneko i wszystko zaprzepascilem stracilem przyjaciela nie mam juz ochoty zyc mam tylko jedno wyjscie i chyba z nigo skorzystam myslalem ze bedzie dobrze wcale tak nie jest zaczalem palic wszystkie mosty udalo sie jestem na wyspie sam bez drogi wyjscia czy wejscia tak bedzie najlepiej bo jedyne co potrafie robic to krzywdzic siebie i innych przepraszam was ze wogole pojawilem sie na tym forum zobaczymy czy strach ma wielkie oczy....
"...Gdyby były same piękne chwile, nie wiedział bym że żyłem..."

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
261
Dołączył(a)
05 sie 2007, 03:21
Lokalizacja
Fantazja

Avatar użytkownika
przez Twilight 13 sie 2007, 02:07
Następny, cholera jasna, gorzej Wam młody ''forumowy narybku''??!! Tyle pięknych słów, decyzji etc, przygotowań, po czym przy pierwszym dole wszyscy lecą się zabić? Coś się dewaluuje to samobójstwo. Spiorę kiedyś za to straszenie i przepraszanie za pojawienie się.

Z tym spalaniem mostów to ja wiem? Spójrz na to z tej strony, że jak nauczysz się żyć sam, to i z ludźmi będziesz miał szczersze relacje, bo traktując ich jako ICH, ze względu na to, jacy są, a nie jak składnik niezbędny do życia,w pewnym sensie, uprzedmiotawiając. Na jednej relacji się świat nie kończy, ani na tuzinie.

A ileż to uników robiłeś, ze względu na chorobę, ''cudownych zagłuszaczy'' cierpienia? Ci się wydaje, że jak się zabijesz, to się coś urwie? Mit. Możesz ruszyć dupsko do pomocy sobie, albo tkwić w tym przez wieczność (tym razem, dosłownie) i zastanawiać się, czy warto. Po żadnej stronie nikt tego nie zrobi za nas.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Mr.nobody 13 sie 2007, 16:57
Jeśli chodzi o rodzinę to znam to dokładnie... Nieraz było tak, że ojciec po pijaku rzucał *urwami na wszystkie stony bo np. nie pasowało mu, że ręcznik suszy się na grzejniku, albo ktoś zapomniał zgasić światła w łazience... Niektóre awantury pamiętam jeszcze z dzieciństwa, on pewnie już nie... Nieraz mam ochote mu przyłożyć, ale pewnie zaraz po tym mógłbym zacząć szukać sobie nowego domu. Zawsze lubił podkreślać, że "to wszystko" jest jego a my... Szczerze mówiąc jedyne co mu zawdzięczam to wstręt do jakiegokolwiek alkocholu, ale to tylko sprawia, że jestem mniej towarzyski niż inni... Z czasem to nieco złagodiało i ograniczyło się do samych wyzwisk no i chyba poprostu przestało mnie, aż tak obchodzić, przyzwyczaiłem się... To chyba normalne skoro przez tyle lat miałem to na porządku dziennym... Podziwiam jedynie moją mamę, że wytrzymuje, aż tyle (znacznie więcej odemnie)... Siostra pewnego dnia się wyprowadziła do obecnego męża, ale nie jestem do końa pewien czy żyje jej się lepiej...

Moje pojęcie przyjaźni jest chyba troche wyidealizowane, ale gdyby to był przyjaciel z prawdziwego zdarzenia to takiego ciężko się pozbyć, a skoro nie to nie zawracałbym sobie tym głowy... Wszystko poburzone czyli plac jest wolny i można zaczynać z nowym być może lepszym projektem na życie... A w obecnych czasach można obejść się bez mostów...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
11 sie 2007, 17:11

Avatar użytkownika
przez korres1 13 sie 2007, 20:53
MOrfeusz, nie przekreslaj wszystkiego. Jesli zrobiles cos zlego, przyjacielowi, sprobuj to naprawic. Prawdziwego przyjaciela da sie odzyskac. TRzymaj się.
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Nicość

przez DaGa73 20 sie 2007, 00:28
Witam Was wszystkich.Jestem tutaj po raz pierwszy, w ogóle nie bardzo znam się na forum.Czytając Was, zainteresowało mnie to.Mam problemy ze sobą, do tego stopnia, że zaczynam bać się swoich myśli.Moja historia jest bardzo długa.Nie wiem czy jest sens pisania.Z tego co tu przeczytałam na tym forum to okazuje się, że ile ludzi tyle różnych problemów.Może na razie będę tylko czytała, bo nie mam odwagi pisać o sobie.Są większe problemy.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
19 sie 2007, 23:48
Lokalizacja
wawa

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 20 sie 2007, 00:36
DaGa pisz każdy problem jest wart zastanowienia jeśli niszczy życie ..
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez Twilight 20 sie 2007, 00:37
Witaj :smile:

Pisz, gdy tylko zechcesz i nie zasłaniaj się problemami innych ;) Na pewno chętnie przeczytam, a coś czuję, że nie tylko ja... :smile:

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Dziękuję

przez DaGa73 20 sie 2007, 14:22
Dziękuję za miłe powitanie. W tej chwili właśnie nie mogę bardzo pisać tym bardziej , że to baaaardzo długa historia.A może zacznę......... od tego, że mam męża i dwoje dzieci. Wyszłam za mąż bardzo wcześnie, z miłości. Nadal kocham swojego męża, on mnie też,chyba, przynajmniej tak mówi. Nigdy nie pracowałam, bo mąż stwierdził, że da radę nas utrzymać. Teraz odczuwam skutki,brak kontaktu z ludźmi. Wszystkie moje koleżanki pracują, po pewnym czasie okazało się, że nie mamy o czym rozmawiać na naszych spotkaniach. Odcięłam się całkowicie od nich. W tej chwili moje życie polega na wysłaniu dzieci do szkoły, sprzątaniu, na planowaniu obiadów i tak wkółko. Teraz są wakacje, nie chce mi się nawet wstać, umycie zębów sprawia mi wielką trudność. Starszy syn ma swoje życie {16 lat}, młodszy, swoich kolegów na podwórku {9 lat}, a mój mąż ma pracę, znajomych, odczuwam, że nie żyję z nim tylko obok niego. Jestem "sama". Mieszkam z rodzicami, ale od nich też nie spodziewam się niczego dobrego. Mieszkamy na wsi, jak to na wsi, ważniejsze są obowiązki związane z gospodarstwem, najpierw są krowy, świnie itp. Mój ojciec wyzywa mnie od darmozjadów, matka wchodzi ojcu po palcu w tyłek, za przeproszeniem, koniecznie chce żebyśmy tańczyli jak ojciec chce. Jesteśmy niezależną rodziną, nigdy nie potrzebowałam od nich na chleb. Wiedzie nam się nieźle, ale dla mnie nie są najważniejsze pieniądze. Kiedyś miałam marzenia, teraz już nie. Lubiłam się bawić, śmiać, a teraz nawet nie chodzę na wesela do rodziny, bo nie mam ochoty. Kiedyś mąż nazywał mnie kaczuchą dyskotekową. Rozpisałam się, może starczy tego biadolenia. Wspomnę jeszcze, że trafiała mi się praca ostatnio, na początku dostałam skrzydeł, że wreszcie coś dla siebie zrobię, ale w ostatniej chwili zdrefiłam. Zaczęłam bać się ludzi. Szkoda "gadać".

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:47 pm ]
Znowu ja, nudziara. Ktoś tu napisał, że na życie patrzy jak przez szybę i to jest prawda, że człowiek cofa się i to też jest prawda. Dzisiaj naszła mnie chęć na płacz...... z niczego. Doszłam do wniosku, że całe życie robiłam wszystko dla innych, często wychodziło źle dla mnie, ale mimo wszytko cieszyłam się że ktoś jet szczęśliwy. Czuję się bezwartościowym człowiekiem, który żyje nie wiem po co. Po co wstawać, po co rozmawiać, po co żyć. Bezsensu. Myślałam o wizycie u psychologa, ale boję się, że on też mnie nie zrozumie. Przepraszam Was za te nudy, ale jest mi lepiej jak mogę o tym pisać. Przepraszam, ale chyba nie jestem w stanie nikomu pomóc na tym forum.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
19 sie 2007, 23:48
Lokalizacja
wawa

Avatar użytkownika
przez Twilight 21 sie 2007, 17:10
DaGa73 napisał(a):Doszłam do wniosku, że całe życie robiłam wszystko dla innych, często wychodziło źle dla mnie, ale mimo wszytko cieszyłam się że ktoś jet szczęśliwy. Czuję się bezwartościowym człowiekiem, który żyje nie wiem po co.


Wszystko super, ale jedna drobna sprawa, Słońce - Ty nie stoisz nad wiekiem trumny :smile: Doskonale, że zdałaś sobie sprawę z wielu rzeczy, ale nic, naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, byś coś ze swoim życiem zrobiła - jeśli tylko nie dasz sie zablokować sama sobie.

Do wizyty u psychologa zachęcam - nie martw sie, że Cię nie zrozumie, a jeśli faktycznie nie - pójdziesz do innego. Możesz zrobić coś ze swoim życiem, pierwszy, bardzo trudny krok - uświadomienie - już zrobiłaś!

A opinia innych sie nie przejmuj. Możesz natrafić na wszelkie objawy niezrozumienia, (także ze strony męża) ale robisz to dla siebie - tym razem - nie dla innych. A świat ma wiele wspaniałych, czasem strasznych, czasem pięknych, a czasem tajemniczych rzeczy do odkrycia. Ktoś powiedział, że ''prowincja'' to nie położenie geograficzne, tylko sposób myślenia. Ty możesz sie z tego wyrwać i doszłaś do tego sama!

Trzymam kciuki i mam nadzieję, że z wejścia na drogę nie zrezygnujesz... Jest wszak tyle rzeczy i uczuć do poznania :D

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez MichałPe 22 sie 2007, 16:38
Twilight napisał(a):A opinia innych sie nie przejmuj. Możesz natrafić na wszelkie objawy niezrozumienia, (także ze strony męża) ale robisz to dla siebie - tym razem - nie dla innych.


Popieram, zacznij żyć dla siebie, i nie patrz na opinie innych. W życiu spotkać nas może tyle wspaniałych rzeczy, że aż strach myśleć ;) , czasem wystarczy tylko sobie z tego zdać sprawę.

Masz rodzinę, męża, niemałe już dzieci, zacznij teraz żyć dla siebie!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
09 sie 2007, 22:43
Lokalizacja
Garwo

Avatar użytkownika
przez Rzaba 22 sie 2007, 17:25
Ja tez mam męza, dwójkę dzieci ( 16 i 14 lat), nowy dom, pracę...Ktos by pomyślał, ze szczęściara z niej..
a ja wpadłam w depresję....bez powodu...
Powód pewnie jest, ale ja go ni erozszyfrowałam. Przez 2 lata byłam w ciągłym stresie, bo pilonwałam budowlańców i szukałam ich. Pracowałam też zawodowo, dbałam o dzieci i meza i nawet nie czułam że sie zapadam. Dopiero po przeprowadzce, jak wszytsko ucichło poczułam że ja nie potrafię cieszyć sie tym wszytskim. Płakałam po katach, całymi dniami lezałam w łóżku, zamiast szaleć ze szczęścia ( mam piekny dom i kochaną rodzinę). trasznie sie bałam powiedziec rodzinie, ze mam depresję. Na szczęście mnie zrozumieli i pomogli podkląć decyzje w sprawioe leczenia. od 3 miesiący zazywam zntydepresany i wracam nareszcie do życia, śmieję sie i jestem szczęśliwa. :D :D :D
Zrobiłam sobie tez rok przerwy o dpracy zawodowej i mam zamiar zająć sie sobą, swoim rozwojem, znaleźć swoje potzeby.

Zobacz jak moja historia podobna jest do Twojej :D :D

Tobi etez sie uda wyjśc z tego stanu, pod warunkiem że będziesz miała wsparcie u najbliższych i dobrego lekarza.
trzymam kciuki i pozdrwaiam
"Okrutniejsze od smierci jest wciąż bać się umrzeć..."
Seneka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
14 cze 2007, 20:06

przez qwazar 22 sie 2007, 22:22
DaGa

Przestań się obwiniać.Weź się w garść i zacznij robić to na co masz ochotę.
Co masz do stracenia ? nic ale możesz odzyskać siebie.

Pozdrawiam Cię bardzo gorąco. :D
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:32

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 22 sie 2007, 23:24
Rzaba Ty masz dwójka takich starych ;) dzieci :shock: :shock: :shock: przecież Ty wyglądasz na 17 lat :shock: :shock: :shock:
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do