Codzienność/Nicość

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Codzienność/Nicość

przez Ajsza 28 sie 2006, 12:36
Zrobiłam już chyba wszystko...
Choruję na depresję od 9 lat, leczę się ponad rok...
3 razy byłam w szpitalu psychiatrycnym, łącznie przez pół roku...
Ładowali we mnie tony leków i zastrzyków, miałam elektrowstrząsy...
Myślałam, że jestem chora bo żyję w niesprzyjających warunkach, nie miałam dobrych kontaktów z rodzicami, musiałam studiować medycyne, choć chciałam psychologie, itd...
Teraz w domu jest lepiej, tzn nie ma kłótni i awantur, mogę studiować to co chcę, chodzę na terapie...
A ja mimo to nie mam już siły żeby żyć...
Walczyłam przez 22 lata i teraz, kiedy powinno zaświecić dla mnie słońce, w mojej duszy zgasły wszystkie światła...
Bo ja nie potrafię się już cieszyć...
Nigdy nie widziałam słońca i kolorów i teraz okazuje się, że kiedy wszystko może być dobrze, ja jestem niewidoma...
Przez te wszystkie lata w ciemności straciłam wzrok...
Nie dla mnie barwy tęczy i kwiatów...
Nie wiem co robić...
Mam za sobą kilka prób samobójczych, ale teraz nie mam na to siły...
A może jednak mam...
Nie wiem...
Nie wiem co robić...
Zgasły wszystkie światła i nie mam już żadnej nadziei...
Zrobiłam już chyba wszystko...
Co teraz?...
"Drzewo nie smagane wichrem rzadko wyrasta silne i zdrowe" Seneka Młodszy
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
24 sie 2006, 18:44
Lokalizacja
Lublin

Avatar użytkownika
przez p0rk 28 sie 2006, 14:58
Pięknie piszesz, więc pisz. O wszystkim... o niczym... Mnie czasem pomaga...
vanitas vanitatum, et omnia vanitas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
19 sie 2006, 20:49

Uczucie beznadziejności, bezcelowości......

przez Pinki 04 gru 2006, 14:53
witam! postanowiłam napisć tu na forum, gdyż nie wiem jak mam sobie radzić z dokuczającymi niezmiernie uczuciami beznadziejności, bezcelowości. Nie potrafie poradzic sobie z wieloma obawami, nie nwidze w swojej osobie niczego dobrego natomiast czuje do siebie zniechecenie. Byłam kilka razy u lekarza ale nie porafiłam sie przed nimi otworzyć, bagatelizowałam problem. Jestem z dnia na dzień bardziej nerwowa. łatwo wpadam w zdenerwowanie.Nie bardzo wiem w jaki sposób moge sobie z tym wszystkim poradzić. Prosiłabym o jakieś sugestie. Z góry dziekuje.

(dop*Dark)Pinki nadawaj tematom bardziej wymowne tytuły a bedzie ok.....Pozdrawiam!!!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 gru 2006, 14:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez basiK011 04 gru 2006, 16:23
Mój teraputa mi poradził żebym nauczyła się stopować negatywne myśli, narazie idzie mi jak po grudzie:) to trudniejsze niz myslałam, no dalej myśli spadać z mojej głowy :lol:
BASIK011
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 gru 2006, 16:11
Lokalizacja
POZNAŃ

przez marmarc 04 gru 2006, 16:37
nie ma na to wszystko jednej, uniwersalnej rady.
Nie wiem też, czy taki stan jest u Ciebie wywołany czymś konkretnym, czy raczej ogólnie życiem, istnieniem.
Ale może spróbuj być przez trochę sama dla siebie takim "miłosiernym Samarytaniniem" - poświęć sobie trochę czasu i pieniędzy. Pokochaj siebie - jesteś sama dla siebie w końcu najbliższym człowiekiem.

Człowiek myślący, wrażliwy, świadomy zawsze będzie miał wątpliwości co do sensu czy celowości istnienia. Dzięki takim myślom żyjemy głębiej, bardziej "duchowo", ale w tym życiu zawsze pozostaniemy osamotnieni w naszych odczuciach. A uzyskanie w tych kwestiach "pełnej jasności" wiązać by się musiało z czymś, co określa się zwykle jako "cud" czy "doświadczenie mistyczne".
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez Pinki 04 gru 2006, 17:11
marmarc napisał(a):nie ma na to wszystko jednej, uniwersalnej rady.
Nie wiem też, czy taki stan jest u Ciebie wywołany czymś konkretnym, czy raczej ogólnie życiem, istnieniem.
Ale może spróbuj być przez trochę sama dla siebie takim "miłosiernym Samarytaniniem" - poświęć sobie trochę czasu i pieniędzy. Pokochaj siebie - jesteś sama dla siebie w końcu najbliższym człowiekiem.

Człowiek myślący, wrażliwy, świadomy zawsze będzie miał wątpliwości co do sensu czy celowości istnienia. Dzięki takim myślom żyjemy głębiej, bardziej "duchowo", ale w tym życiu zawsze pozostaniemy osamotnieni w naszych odczuciach. A uzyskanie w tych kwestiach "pełnej jasności" wiązać by się musiało z czymś, co określa się zwykle jako "cud" czy "doświadczenie mistyczne".


W pewnym sensie masz racje, nigdy nie uda sie odkryć tego wszystkiego tak ważnego, sam ten fakt nie jest przyczyną wszelkich rozterek. Problem w tym,iż ja nie widze nawet tych mniejszych celów, które mogłyby mnie w jakiś sposób napędzać do życia.Wszystko jest dla mnie takie niewyraźne. Niby codziennie wykonuję jakieś czynności ale robie to bez motywacji, brak mojego zaangażowania w tym wszystkim.Pomijam fakt krytycznego podejscia do siebie. Mam wrażenie,że wszyscy mnie otaczający negatywnie mnie oceniają, rozmawiając z kimś bardzo sie denerwuję by nie popełnić błędu, gafy; Po rozmowie z kimkolwiek analizuje jej przebieg pod kątem popełnionych przeze mnie błędów.
wolałabym być kimś innym.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 gru 2006, 14:40

przez marmarc 04 gru 2006, 20:54
Pomijam fakt krytycznego podejscia do siebie.

no więc nie pomijaj tego faktu i przestań być taka krytyczna.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez Pinki 07 gru 2006, 14:06
marmarc napisał(a):
Pomijam fakt krytycznego podejscia do siebie.

no więc nie pomijaj tego faktu i przestań być taka krytyczna.


Niestety nie potrafie tego zmienić. Wiem,że to może byc w dużej mierze przyczyna moich niepokoi ale nie bardzo wiem jak zmienić postawę wobec samej siebie.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 gru 2006, 14:40

przez michal33 07 gru 2006, 14:21
Latwo sie mowi, ale trzeba zaakceptowac siebie ze wszystkimi wadami i zaletami. Nie musisz byc idealna, bo nic i nikt nie jest idealny. Pamietaj, ze my sami jestesmy dla siebie najbardziej krytycznymi recenzentami. Inni oceniaja nas (bo oceniaja) bardziej ulgowo.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Ból życia, szarość codzienności

przez beznadziejna 14 sty 2007, 18:20
chcialabym aby choc jeden dzien nie byl tak podobny do poprzedniego. jak zawsze wszystko zaczyna sie od tego ze trzeba sie zmuscic zeby wstac z lozka (chociaz i tak nikt by nie zauwazyl jakbym tego nie zrobila) pozniej uczelnia i udawanie ze mam swietny humor wieczorem powrot do domu i przekonanie rodzinki ze to tylko zmeczenie, ze musze sie wyspac. wiec zamykam sie w pokoju i ... nie jestem w stanie nic robic leze na lozku i wegetuje...
przez caly dzien mysli przelatuja mi przez glowe jak odrzutowce a ciagle powtarza sie jedna "po co to wszystko udajesz w koncu i tak jestes glupia lepiej bys sobie to darowala" a ja dalej uparcie to ciagne. bo po co ktos ma wiedziec ze w weekend znow siegnelam po zyletke albo ze nie bylam wstanie wstac z lozka albo ze nie przespalam kolejnej nocy bo cigle myslalam o tym jak w koncu zniknac z tego padolu lez ... tak wyglada kazda minuta, godzina, kazdy dzien, tydzien, miesiac, rok. tak od pieciu lat. jak dlugo jeszcze wytrzymam?!?
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 sty 2007, 18:07
Lokalizacja
katowice

Avatar użytkownika
przez maiev 14 sty 2007, 18:35
Wiem że to niełatwe ale musisz spróbować sobie pomóc. Wiele osób było w takim stanie jak Ty, ale zaczęli jakoś powoli sie wygrzebywać. Np. ja. Jeśli sama sobie nie radzisz to może przestań choć przed jedną osobą udawać że wszystko jest ok i wyciągnij rękę po pomoc. ludzie rzadko zauważają że komuś jest ciężko. Uwierz - nie jesteś beznadziejna i głupia - nikt taki nie jest. Jeśli to możliwe to spróbuj odwiedzić jakiegos specjalistę. Wygadasz się - a to już dużo daje. pozdrawiam Cie i mam nadzieje że będzie lepiej.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez beznadziejna 14 sty 2007, 18:43
wiesz co ale jak tylko mowie ze sobie nie radze slysze ze przesadzam "no przeciez jestes bardzo zdolna osoba pracujesz studiujesz i ze wszystkim sobie radzisz" to uslyszalam ostatnio a rzeczywistosc wyglada tak mam jutro kolokwium i musze oddac dwie prace wszystko lezy na biurku a mi przybedzie kolejna blizna na nadgarstku bo nie moglam wczoraj sie powstrzymac nie moglam zniesc tego bolu i pustki...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 sty 2007, 18:07
Lokalizacja
katowice

Avatar użytkownika
przez maiev 14 sty 2007, 18:54
no i włąśnie tak jest z ludźmi że wolą nie widzieć i wierzyć że wszystko jest pięknie. wkurzało mnie to niesamowicie. Jeśli nie masz kogoś kto Ci uwierzy, to pozostaje Ci chyba tylko : albo walczyć samemu i wyjść z tego doła albo iść do specjalisty i spytać go jak możesz sobie pomóc i jak on może Ci pomóc. Ale może jednak porozmawiaj z kimś z rodziny szczerze. Nie mów do wszystkich naraz tylko tak w cztery oczy. Może to coś da. Zawsze to będzie jakiś sprzymierzeniec. Nie znam Twojej rodziny więc nie wiem czy to możliwe. Nie wstydź się mówić o tym co ci jest. W końcu każdy może sobie nie poradzić w jakimś momencie.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez beznadziejna 14 sty 2007, 19:07
no i tu mamy problem w mojej "wspanialej" rodzince sie nie rozmawia bo przeciez to o czym sie nie mowi nie istnieje mialam tego przyklad jak chcialam popelnic samobojstwo najwazneijsze bylo to zeby nikt sie nie dowiedzial no ale rodziny sie nie wybiera prawda

[ Dodano: Nie Sty 14, 2007 6:07 pm ]
a co do walki to juz brak mi na nia sil poprostu mam dosc tego ze wszyscy dookola rzucaja mi klody pod nogi a ja stale jestem z tym wszystkim sama ilez mozna????
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 sty 2007, 18:07
Lokalizacja
katowice

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do