Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez lilith88 29 paź 2007, 18:15
i Uda Ci sie zobaczysz:)
Jedna żyletka
jedna żyła
jedno życie
jedna chwila...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
29 paź 2007, 15:04

Avatar użytkownika
przez Jovita 29 paź 2007, 19:19
Postanowiłam że zawalczę. Ostatni raz.


brawo , pamietaj bez walki nie poddawaj sie i nie traktuj tego jak ostatni raz tylko za kazdym razem walcz bo zycie jest przykre..
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez NIEDOBRY78 30 paź 2007, 01:38
,,,
Ostatnio edytowano 04 gru 2007, 21:26 przez NIEDOBRY78, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
06 paź 2007, 22:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Jovita 30 paź 2007, 18:12
milenko pzrenosze twoje posty do tematu : depresja czyli co zrobic , aby byl porzadeczek ;)
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez milena 30 paź 2007, 18:29
...
Ostatnio edytowano 16 gru 2007, 14:13 przez milena, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
26 paź 2007, 15:16

przez NIEDOBRY78 30 paź 2007, 21:49
.,,,
Ostatnio edytowano 04 gru 2007, 21:24 przez NIEDOBRY78, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
06 paź 2007, 22:24

przez milena 31 paź 2007, 15:54
...
Ostatnio edytowano 16 gru 2007, 14:14 przez milena, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
26 paź 2007, 15:16

przez lilith88 31 paź 2007, 17:41
mam tak samo , każdego dnia , czasami przebłyski radosci .... ale zazwyczaj jestem smutna załamana i ciagle placze , :( i tez nie potrafie sobie z Tym poradzic
Jedna żyletka
jedna żyła
jedno życie
jedna chwila...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
29 paź 2007, 15:04

przez .Tomek 31 paź 2007, 20:57
Oleczta, widzę, że w rodzinie jakoś trudno znaleźć Ci wsparcie. Znasz powód tych nastojów? Może powinnaś się wybrać do psychologa żeby znaleźć powód i podjąć jakąś terapię żeby sobie pomóc. Najważniejsze to znaleźć źródło.
Pozdrawiam.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Śmieć

przez Jaker 02 lis 2007, 13:19
Mam 14 lat. Mieszkam w okolicy Warszawy. Od dłuższego czasu czuję się jak niechciany śmieć. Kiedy wracam ze szkoły po 8 godzinach lekcji matka każe mi sprzątać, a jeżeli tego nie zrobię, to od razu mam karę. Albo często się też zdarza, że krzyczy na mnie i wmawia mi, że jestem "cholernym gówniarzem który nigdy do niczego nie dojdzie". W takich chwilach człowiek chce się pociąć i zapomnieć, po prostu zapomnieć o wszystkim. No cóż, budzę się, robię lekcję, do szkoły, gdzie wszyscy zwracają uwagę (w złym tego słowa znaczeniu) na puszystość moich włosów, w klasie jestem jak wyrzutek, cały czas wpadają mi złe oceny, chociaż się staram, potem wracam do domu, muszę posprzątać, a jeżeli tego nie zrobię mama znowu na mnie krzyczy i wyzywa, potem idę spać, bo chcę o wszystkim zapomnieć, rano się budzę i znowu to samo.
Czuję się tak okropnie że nawet szkoda mi o tym mówić. Jestem zmęczona, a przed chwilą znowu pokłóciłam się z matką i to skłoniło mnie, żeby tutaj napisać. Długo do tego podchodziłam, zarejestrowałam się tutaj miesiąc temu. Matka w dodatku ciągle nakłada na mnie dodatkowe obowiązki: ćwiczenia, korepetycje no i do tego dojdzie noszenie aparatu wyjmowanego. A ja jestem tak wrażliwą osobą, że kiedy ktoś na mnie krzyczy, od razu się rozpłakuję. Nigdzie nie mam bratniej duszy, nie raz po kłótni z rodzicami zdarza mi się rozmawiać z poduszką. Nie wiem już jak sobie z tym radzić, co raz częściej myślę o samobójstwie.
Pomóżcie mi, powiedzcie w jaki sposób mogę znowu cieszyć się życiem?

Justyna.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 paź 2007, 18:24

Avatar użytkownika
przez Tornado 02 lis 2007, 13:46
Witaj Jaker!
Cieszę się, że udało Ci się zebrać w sobie i to opisać - zrobiłaś już pierwszy krok - otworzyłaś się ze swoim problemem :smile:
Też byłam wiecznie wyzywana, że jestem do niczego, i wiecznie karana - często boleśnie - za zwykłe bzdury... Jednak byłam na tyle uparta, żeby robić rodzicom na przekór, że udowodniłam im, że stać mnie na wiele - kosztowało mnie to jednak bardzo wiele - nasiliła mi się wtedy nerwica... Doszłam wtedy do wniosku, że muszę nabrać do tego dystansu - wiedząc że nie robię nic złego - uwierzyłam w to, że robię to, na co mnie stać - a jeśli rodzicom jeszcze coś się nie podoba - trudno (i przykro), ale dalej iść trzeba. Co prawda długo się w tym porałam i zostało mi jeszcze do dziś wiele starych reakcji na krzyk, na niedocenienie, na niepowodzenia - ale wszystko to już nie ma takiej mocy - powoli zaczynam wierzyć w siebie - Spróbuj proszę też w siebie uwierzyć ;)
Może niewiele pomogę, bo nie osiągnęłam jeszcze całkowitego zwycięstwa i sama się miotam z podobnymi problemami - ale wiem że jest u mnie coraz lepiej - i wierzę że tak będzie i u Ciebie.
Trzymaj się - i pisz o wszystkim - zawsze wysłuchamy, a jeśli będziemy potrafili - postaramy się pomóc :smile:
"Wolno dojrzewa człowiek. Wiele mu trzeba męstwa aby się nie dać wiatrowi i rosnąć w górę i w głąb, by triumfalną zielenią zaszumieć w końcu jak dąb zwycięstwa..."
[Konstanty Ildefons Gałczyński]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
394
Dołączył(a)
26 sie 2007, 21:44
Lokalizacja
Poznań

Re: Śmieć

Avatar użytkownika
przez luthien 02 lis 2007, 14:37
Witaj na forum.

Jaker napisał(a): Albo często się też zdarza, że krzyczy na mnie i wmawia mi, że jestem "cholernym gówniarzem który nigdy do niczego nie dojdzie".


Dobrze cię rozumiem, mnie ojciec całe życie wmawiał, że jestem do niczego i nic nie potrafię.

Jaker napisał(a): W takich chwilach człowiek chce się pociąć i zapomnieć, po prostu zapomnieć o wszystkim.


Nie warto, przez takich ludzi jak nasi rodzice nie warto tego robić, bo oni tu zostaną, a ciebie wartościowego człowieka już nie będzie.
Rozumiem, że są chwile, kiedy tak bardzo chciałoby się to zakończyć, ja też je mam... ale walczę i się nie poddaje... warto, bo po kilku wygranych bitwach stajesz się silniejsza i potrafisz dużo więcej zdziałać. Wiem, że pomyślisz, że łatwo jest mówić, ale trudniej zrobić, ale próbuj. Próbuj, bo zawsze lepiej próbować niż nic nie robić. Raz ci się uda raz nie, ale będziesz miała satysfakcję z tego, że spróbowałaś.

Jaker napisał(a): A ja jestem tak wrażliwą osobą, że kiedy ktoś na mnie krzyczy, od razu się rozpłakuję.


Tak, to prawda, ja też w twoim wieku nie potrafiłam się przeciwstawić, byłam tak stłamszona, że tak jak piszesz potrafiłam tylko płakać.

Jaker napisał(a): Nigdzie nie mam bratniej duszy, nie raz po kłótni z rodzicami zdarza mi się rozmawiać z poduszką.


Tu je znajdziesz, będziesz mogła nam napisać o wszystkim, bo w przeciwnieństwie do twojej matki my tu ciebie zrozumiemy i nie wyśmiejemy twoich problemów, bo są nam bardzo bliskie. Ja sama się o tym przekonałam, że najlepiej robi rozmowa z kimś, kto cię rozumie.

Jaker napisał(a): Nie wiem już jak sobie z tym radzić, co raz częściej myślę o samobójstwie.


Jeszcze raz powtarzam: nie warto, bo życie potrafi być piękne, po prostu trzeba w to uwierzyć.

Jaker napisał(a): Pomóżcie mi, powiedzcie w jaki sposób mogę znowu cieszyć się życiem?


Nie potrafię ci podać gotowej recepty na wyjście z takiej sytuacji. Ja w tym wieku nie potrafiłam przeciwstawić się rodzicom. Nastąpiło to dopiero jak skończyłam 20 lat, zaczęłam studia, zaczęłam się uczyć swojej wartości. W tej chwili umiem już rozmawiać tak z rodzicami, żeby nie kończyło się to płaczem i moim kryzysem (chociaż nie zawsze).
Tobie polecam to samo, spróbuj poczuć się wartościowym człowiekiem, znajdź jakąś pasję, coś w czym jesteś dobra, osiągaj sukcesy. Staraj się nie brać tak bardzo do siebie słów matki (wiem, że to trudne, bo w końcu matka to jedna z najbliższych nam osób). Znajdź kogoś z kim będziesz mogła o tym pogadać. Poradź się specjalisty (psychologa czy psychiatry). I przede wszystkim musisz wiedzieć że rozwiązanie nie przyjdzie samo i od razu, to trwa niestety... I pisz tutaj, to pomaga, wiem to z własnego doświadczenia.

Aha i pamiętaj NIE JESTEŚ ŚMIECIEM, jesteś wartościowym człowiekiem, który zasługuje na szczęście i szacunek innych, to matka wmówiła ci te bzdury. Ja w ciebie wierzę i inni tutaj też. Gorąco cię ściskam i pamiętaj jesteśmy z tobą!!!
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez Goplaneczka 02 lis 2007, 17:35
Jaker napisał(a):W takich chwilach człowiek chce się pociąć i zapomnieć, po prostu zapomnieć o wszystkim.

Zrobisz krzywdę samej sobie. Ty będziesz tylko cierpieć, a Twój krzyk (bo samookaleczenia to krzyk pt.:" Zauważcie mnie") może zostać olany, ewentualnie coś się poprawi na chwilę...
Rodzice krzywdzą swoje dzieci, cholera wiedząc czemu, chcąc dla nich dobrze. Pewnie robią to, bo sami byli ta wychowywani... Może pomoże Ci dostrzeżenie w rodzicach takich samych nastolatków jak Ty? Też słyszących od rodziców, że są do niczego, też mających kłopoty z nauką...
Pozdrawiam cieplutko, witaj wśród nas <przytul>
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Kamina 03 lis 2007, 01:51
A ja Ci powiem: miej w d**** teksty typu 'jesteś do niczego', bo ludzie, którzy tak się o innych wyrażają leczą w ten sposób własne frustracje, co zresztą dobrze o nich nie świadczy. Jeśli będziesz broczyć w tym szambie nic dobrego z tego nie wyjdzie. Negatywne komentarze ze strony otoczenia można brać pod uwagę - w końcu każdy rozsądny człowiek wie, że jeśli wszyscy zaczynają mu coś wytykać, to jest możliwe, że jest z nim coś nie tak - i odnosić się do nich krytycznie, ale nigdy nie bierz sobie tego do serca.

Rodziców się nie wybiera, środowiska też (do pewnego stopnia, zwłaszcza w tak młodym wieku). Dlatego olej ich i poszukaj ludzi, którzy Cię docenią, lub przynajmniej zrozumieją, gdzie indziej. To forum na dobry początek. Choć jestem pewien, że to nie wystarczy; netowe zwierzanie się i wzajemne pocieszanie nie zastąpi bliskiego kontaktu z drugą osobą. Wiem co mówię.



PS. Aparat to błogosławieństwo. Sam nosiłem wyjmowany i stały, co mnie kosztowało wiele wizyt w gabinecie. Ale nie żałuję, bo teraz mam uzębienie jak ta lala, z czego jestem dumny. Niby pierdółka, ale poprawia samopoczucie.

PPS. Pozdro dla forumowiczów.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 lis 2007, 01:01
Lokalizacja
Wawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do