Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Jan Nowak 24 paź 2007, 21:07
Dokładnie.. Powinnaś znaleźć w życiu jakiś sens, pasję. Coś, co nie pozwoli Ci myśleć o chorobie a jednocześnie będzie sprawiało Ci radość:)

Silesiaster
Kiedyś był już taki temat, że jakaś pani psycholog powiedziała, że depresja to jest choroba urojona, i że trzeba sobie robotę znaleźć a nie w domu siedzieć i się nad sobą użalać..
Przecież jesteśmy tacy młodzi, tacy młodzi, ludzie nam tego nie wybaczą.. ą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
01 wrz 2007, 13:59
Lokalizacja
JWO

nerwica , depresja

przez mirek 27991703 25 paź 2007, 00:36
Witam Wszystkich! jestem na tym forum pierwszy raz i to co tu czytam,to dla mnie nic nowego.rozumiem kazdego kto pisze na temat nerwicy czy depresji.walcze z tym juz z 15 lat.gdybym miał opisywac wszystkie dolegliwosci jakich doznałem,to zajeło by to wiele czasu.ta choroba ,to emocje,przezycia,ktorych nie pamietamy, a jednak je kiedys przezylismy.wszystkie objawy o ktorych tu piszecie,to normalne dla takich stanów nerwicowych i depresyjnych.lecz nie mozna wszystkiego podciągać pod jedno.uwazam ze badania lekarskie to podstawa do wykluczenia wszelkich podejrzeń czy chorób.w moim przypadku badania wszelkiego rodzaju ,nic nie wykryły.wszystko jest w normie.natomiast w mojej psychice rodziły sie rózne choroby-rak,wrzody,zawał itd.cisnienie mierzyłem co pół godziny,napady lęku bez widocznej przyczyny.to było i jest na porządku dziennym.jednego dnia wstaje pogięty a za godzine energia mnie rozpiera.po jakims czasie-dół.innego dnia wstanę wypoczęty-3 godziny- i reszta dnia-tragedia.fakt jest taki ,ze bywają okresy kiedy objawy ustepują,ale nie na długo.kazdy z nas reaguje inaczej i nie mozna sie sługerowac ze jednego boli głowa a kogos innego serce.w ciągu dnia samopoczucie moze zmienic sie wiele razy.ja tez nie raz miałem wrazenie ze jestem zamulony,ze jak ktos do mnie mówi to odpowiadam po czasie,czułem sie obcy dla siebie i otoczenia.moi znajomi byli jakby inni.osobiscie nie lubie imprez,czy inych tam masówek,ale kontakt ze znajomymi mam,choc nie ukrywam ze wole byc sam.wtedy mogę pozostac jakby w swoim swiecie.czesto przychodza mi wtedy rozne mysli,ze tak naprawde to zycie jest szare i ze nic w nim nie osiagne.najgorsze jest to ze ja w to wierze.i wiem ze to jest zle ,ale to mnie przewyzsza.walcze z tym ,lecz bezskutecznie.teraz po prostu zyje z dnia na dzien.i to mnie dobija jeszcze bardziej.lecz gdzies tam licze w duchu ze moze kiedys to sie zmieni.pozdrawiam i zycze powodzenia wszystkim nerwusom :D
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 paź 2007, 23:30
Lokalizacja
gdynia

Avatar użytkownika
przez scrat 25 paź 2007, 04:45
zamulony, pewnie, że może być depresja, albo jakieś niedomaganie organizmu, zła dieta, ale może po prostu taki już jesteś. Kiedyś byłeś inny bo byłeś inny, ale dorosłeś, dojrzałeś. Może szybciej niż inni, może oni muszą się wyszumieć. W końcu mało jest dorosłych których jest tak "pełno" wszędzie jak dzieci, to też o czymś świadczy, po prostu z wiekiem poważniejemy i to jest normalne. A że jedni szybciej a inni wolniej... Tak to już jest.

Co do niechęci do klubów, to może po prostu nie wiesz na czym to polega, masz mylne wyobrażenia na ten temat? Ja ogólnie nie lubię tłumów i kiedyś też nie chodziłem do klubów (bo się naoglądałem na filmach jak tam jest i wydawało mi się że klimat nie pasuje), ale kiedyś poszedłem i... Nawet mi się spodobało. Spróbuj, najwyżej wyjdziesz i stwierdzisz że miałeś rację - a może przeciwnie, wkręcisz się w klimat i trochę wyluzujesz... To też jest czasami potrzebne.

tekla napisał(a):A potem pojawiła się depresja i załamanie, jeszcze większy stres który trwa do dziś. Tak się teraz zastanawiam i myślę że od tych kilku lat ona trwa- tylko z przerwami.


Myślisz że to z powodu Dziadka? Może to marne pocieszenie... Ale on by na pewno nie chciał, żebyś była taka smutna. Ja się tak pocieszałem po śmierci mojego Dziadka, mało pomagało, ale...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez mampytanie 25 paź 2007, 09:30
Jest przecież jesień, to jest i pogoda depresyjna, nie łam się.
Polecam serwis internetowy znaleziony w sieci mianowicie forum forum bezglutenowe i serwis dla bezglutenowców.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
27 wrz 2007, 08:05

Avatar użytkownika
przez luthien 25 paź 2007, 18:23
Ewawe napisał(a):nigdy nie przytulili


tak... jak teraz próbuję rozmawiać na ten temat z moją mamą, mówię jej że mnie nigdy nie przytulała i nie mówiła że mnie kocha, to ona odpowiada mi że ja powinnam to była czuć, że ona mnie kocha... ale jak??? skoro w żaden sposób mi tego nie okazywała??? często słucham wypowiedzi psychologów i psychiatrów w różnych programach i oni właśnie o tym mówią, że dziecku trzeba pokazywać tę miłość, bo ono tylko w taki sposób to rozumie i potrzebuje tego. a moja mama wychodziła z założenia, że ja powinnam wiedzieć, że ona mnie kocha i że nie musi mi tego okazywać...
tak jak się teraz nad tym zastanawiam, to teraz gdy ktoś mnie dotknie chce przytulić, to ja reaguję ze zdziwieniem, bo nie jest to dla mnie tak naturalne jak dla innych, że w ten sposób okazuje się uczucia...

Ewawe napisał(a):już im przebaczam, nie mam wyjścia, to są moi rodzice, dobrze,że mam ich, bo tak na prawdę pomimo wszystko bardzo ich kocham, choć mnie skrzywdzili.


z mamą mam dobry kontakt, mamy kryzysy, ale przeważnie jest ok. ojca unikam jak tylko mogę. są dni, że nie mogę ścierpieć jego obecności...
przebaczam im powolutku, ale nie potrafię zapomnieć...

teraz mam taki okres w życiu, że moje kryzysy się nasiliły. za niecałe pół roku będę miała obronę pracy licencjackiej. znów nachodzą mnie myśli że nie dam rady. budzę się na ranem i już nie mogę usnąć, bo zaczynam o tym myśleć. ojciec tak skutecznie mi wpoił przeświadczenie, że jestem do niczego, że nie potrafię odpędzićsię od tych myśli. nie chciałabym znowu popaść w stan sprzed 4-5 lat, gdy nie wierzyłam w siebie w ogóle i byłam przekonana że nie potrafię nic zrobić. powinnam chyba udać się do specjalisty...
za dwa tygodnie wyjeżdżam na trzy dni na takie "spotkanie z Biblią" ze znajomymi, mam nadzieję że tam się uspokoję i podładuję "kropka" :)
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez gdzie jest 26 paź 2007, 00:52
luthien napisał(a):za niecałe pół roku będę miała obronę pracy licencjackiej. znów nachodzą mnie myśli że nie dam rady. budzę się na ranem i już nie mogę usnąć, bo zaczynam o tym myśleć. ojciec tak skutecznie mi wpoił przeświadczenie, że jestem do niczego


Ja dwa lata temu miałam termin obrony pracy. Do tej pory tego nie zrobiłam i to wcale nie z mojej złej woli. Nie miałam wystarczająco dużo siły. Nie wierzyłam w siebie. Dziś Matka powiedziała mi, że przecież robię to dla siebie, a ja i tak wiem, że niczego nie robię dla siebie, nawet nie żyję dla siebie.
Mama moja jest nadopiekuńcza, a ojca nigdy nic nie obchodziło. Z tego co wyczytałam taki układ jest najgorszym jaki można trafić.
Z ojcem mam identyczne relacje jak Ty Luthien. Nigdy nie powiedział, że jest ze mnie dumny. Dziś powiedziałam mu, że zdałam egzamin na prawo jazdy za pierwszym podejściem, a on na to: A co mnie obchodzi twoje prawo jazdy? No i jak tu się cieszyć drobnymi rzeczami, jak najbliżsi sprowadzają momentalnie na ziemię? Nie mam nic do zarzucenia swojemu ojcu, wiem że inni mają gorzej. Mój mnie nie tłukł, nie pił, ale całe życie był ZIMNY. Nie wyrażał żadnych emocji... Nie wiem co gorsze. Łajdaka można zamknąć za znęcanie się nad rodziną, a znęcanie psychiczne i szantaż emocjonalny? Nikt tego nie bierze poważnie. Chciałabym się od nich odciąć jakoś i mimo tego, że nie mieszkam z nimi od ponad czterech lat i widujemy się średnio 4 razy do roku, to boję się odbierać telefony, żeby nie usłyszeć znów, że ich zawiodłam, że się mnie wstydzą (a dodam, że nie mają powodów). Myślę, że te relacje odbiją się nieodwracalnie na moim przyszłym życiu.

Przepraszam za ten wywód. Myślę, że to nic nowego dla Was. Ale skoro siedzimy na jednym forum, to warto byłoby troszkę bliżej się poznać. Pozdrawiam ciepło.
Nothing to be done...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
15 paź 2007, 12:06

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 26 paź 2007, 01:01
gdzie jest mam pytanie czy kiedykolwiek powiedziałeś o tym rodzicom? może oni żyją w błogiej nieświadomości jaką krzywdę swoim postępowaniem wyrządzają Tobie ??? Poza tym może gdybyś im to powiedział to sam poczuł byś pewnego rodzaju ulgę.
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez luthien 26 paź 2007, 08:25
gdzie jest napisał(a):
Mój mnie nie tłukł, nie pił, ale całe życie był ZIMNY. Nie wyrażał żadnych emocji... Nie wiem co gorsze.


Mój ojciec też nigdy mnie nie uderzył. Popychał mnie czasem i trzymał za kark. Tak jak się karci nieposłuszne zwierzę. W większości wyżywał się psychicznie i tak jak już pisałam, cały czas udowadniał mi, że jestem do niczego. Dopiero teraz zaczynam rozumieć jakie to wyrządziło szkody na mojej psychice...
Ja wiem, że on jest w dużej mierze taki dlatego, że stracił matkę jak miał 10 lat i nikt z nim wtedy nie był u specjalisty (w tamtych czasach na wsi nikt o tym nie pomyślał, że dziecku które straciło matkę przydałby się psycholog). W tym tkwi przyczyna jego traktowania. On swoją żonę (moją mamę) traktował zawsze jak matkę, nie jak żonę. A mnie jak rywalkę, która zabierała mu jej uczucia. Zawsze miał pretesje, że mama poświęca mi czas (chociaż było go tak niewiele, bo w dzieciństwie zawsze bawiłam się sama, ona nie miała przez niego nigdy dla mnie czasu). Miał też często pretensje o takie głupstwa jak np. że mama kupiła mi coś do jedzenia a jemu nie (typowe zachowanie zazdrosnego dziecka). Ja zauważałam że coś z jego zachowaniem jest nie tak, ale dopiero niedawno zorientowałam się skąd to się bierze. Nasze życie rodzinne wyglądało tak: rodzice przebywali w jednym pokoju razem, razem jedli obiad, a ja siedziałam sama w drugim pokoju. Mam żal do mamy, że nie była w stanie tego zmienić...

gdzie jest napisał(a): Przepraszam za ten wywód. Myślę, że to nic nowego dla Was. Ale skoro siedzimy na jednym forum, to warto byłoby troszkę bliżej się poznać. Pozdrawiam ciepło.


Jeżeli Ci to pomaga to pisz jak najwięcej. Ja wiem po sobie, że pisanie tutaj bardzo mi pomaga, ponieważ znalazłam tu wreszcie ludzi, którzy mnie rozumieją i nie mówią, że to co czuję to tylko moje widzi mi się...

Jaśkowa napisał(a):gdzie jest mam pytanie czy kiedykolwiek powiedziałeś o tym rodzicom? może oni żyją w błogiej nieświadomości jaką krzywdę swoim postępowaniem wyrządzają Tobie ??? Poza tym może gdybyś im to powiedział to sam poczuł byś pewnego rodzaju ulgę.


Wiele razy próbowałam rozmawiać na ten temat z mamą (z tatą nigdy), ale zawsze kończyło się to kłótnią i jak zawsze mówieniem, że wymyślam niestworzone rzeczy, bo przecież miałam wspaniałe dzieciństwo... Ona mi zawsze powtarza wtedy, że przecież ona mnie kochała zawsze i ja powinnam to czuć. Ale jak??? Jak dziecko ma to wiedzieć, skoro w nijaki sposób rodzice tego mu nie okazują???
Wczoraj chyba nastąpił przełom... Miałyśmy taką rozmowę. I to jest dowód na to że zdrowieję, ponieważ ani razu się nie rozpłakałam, dałam radę, powiedziałam jej wszystko... i ona to chyba w końcu zaczyna rozumieć. Było ciężko, bo ona ma takie podejście do siebie, że myśli że jest nieomylna. Ale chyba zaczęła wreszcie rozumieć, co ja czułam w dzieciństwie i jakie to ma skutki. Ciężko mi było przekonać ją, że to, że nie spotykam się często z ludźmi, że nie mam marzeń (te dwie rzeczy najczęściej mi zarzuca) to efekt mojej choroby. Przyznała mi też rację, że to częściowo jej wina, że nie potrafiła się przeciwstawić ojcu, że mogła się od niego ze mną wyprowadzić jak miałam rok (jednak już wtedy zauważała, że coś jest nie tak). Więc dziś jest trochę lepiej...
Dużo pomogło mi to forum, bo sama zrozumiałam, że to jest choroba, że nie jestem dziwologiem, nieudacznikiem, że to po prostu choroba i jakie jest jej podłoże. I może dlatego tym razem lepiej potrafiłam jej to wytłumaczyć. Jestem szczęśliwa, że ona to zaczyna rozumieć...
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 26 paź 2007, 15:59
luthien napisał(a):Jestem szczęśliwa, że ona to zaczyna rozumieć...


super, że mama zaczyna rozumieć to wszystko, najważniejsze jednak abyś była szczęśliwa ze względu na siebie a nie mamę, to Ty musisz wiedzieć, że Twojej winy w tym nie ma i pogodzić się z przeszłością zrozumienie bliski na pewno w dużym stopniu Ci w tym pomoże.
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Bliski koniec

przez milena 27 paź 2007, 09:08
...
Ostatnio edytowano 16 gru 2007, 14:15 przez milena, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
26 paź 2007, 15:16

Avatar użytkownika
przez luthien 27 paź 2007, 12:02
Jaśkowa napisał(a):super, że mama zaczyna rozumieć to wszystko, najważniejsze jednak abyś była szczęśliwa ze względu na siebie a nie mamę, to Ty musisz wiedzieć, że Twojej winy w tym nie ma i pogodzić się z przeszłością


Wiem o tym i staram się, aby tak było. To że ona powoli zaczyna rozumieć to co się stało w przeszłości jest tylko jednym z czynników mojego dążenia do normalnego życia. Jednak bardzo mnie to cieszy, ponieważ wiele razy próbowałam jej to wytłumaczyć, ale ona zawsze była przekonana o swojej nieomylności. Tym razem rozmowa była inna i wnioski także. Cieszy mnie to, że od jakiegoś czasu ona mówi, że to MY jesteśmy ofiarami ojca, a nie tylko ona. A od tej rozmowy uważa nawet, że to ja jestem dużo większą jego ofiarą, ponieważ opowiedziałam jej jak to czuje dziecko i ona zrozumiała, że jest ogromna różnica pomiędzy tym jak ona odczuwała jego traktowanie jako dorosła osoba, a jak ja jako dziecko.
Ciężko jest przekonać samą siebie do tego, że nie ma w tym mojej winy, ponieważ całe życie byłam o wszystko obwiniana. Ale teraz jako dorosła osoba rozumiem to o wiele lepiej. I teraz już prawie w ogóle nie obwiniam siebie. Jednak nauczenie się swojej wartości idzie mi znacznie gorzej...
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez niepokorny aniołek 27 paź 2007, 16:39
Kornel Lone napisał(a):Myślę że dobrze trafiłaś.

Czasem w życiu jest tak że wszystko jest wspaniale, a czujesz się jakby ciagle działo sie (lub zaraz zaczeło) coś strasznego.....- jakby czyjeś spojżenie miało siłę noża, a każde, nawet najmniejsze odstępstwo od tego co sobie zaplanujesz urastało do tragedii i powodowało ból , czesto fizyczny.

Mogę Ci tylko doradzić wytrwanie w leczeniu.

Może sie okazać że wszystko to po nim nie minie, ale na pewno bedzie lepiej niż teraz
Kornel jakbyś wyjął mi to z ust.Rzeczywiście cały czas się staram,ale czasami wątpię.Męcze się,denerwuję,nawet płaczę :cry: .Po prostu panikuję. :? Nie wiem co to jest.Lekarz prowadzący powiedział,że to obiawy nerwicowe.Sama nie wiem.Szok po depresji dwubiegunowej był ogromny a teraz jeszcze to,ale cały czas się kontroluję.Mam podporę w mamie,terapeutach i rówieśnikach z grupy terapeutycznej.Sama też wiele rzeczy sobie tłumaczę.Na moment pomaga,ale taka walka z samą sobą nie jest łatwa,ale wierzę,że wszystko będzie dobrze. ;)


fallen_warrior napisał(a):Ale wiem ze bez tego nie dam rady, predzej czy pozniej pojde na terapie. Mam ogromne oparcie w rodzinie. To oni mnie na uszy sciagneli z tamtego swiata. I chwala im za to :). I ze znosza mnie nawet wtedy, gdy nie podnosze sie z lozka. Z rowiesnikami gorzej, przyjaciele tylko wiedza, ale wiem ze tego nie rozumieja. Tzn. chcieliby, ale nie sa w stanie. Sama bym nie byla, gdybym tego nie doswiadczyla, wiec nie winie ich. Napisalas ze Ty sie nie kryjesz, ja wrecz przeciwnie, izoluje sie. nigdzie nie wychodze. wiem ze to nieodbrze, ale czasami nie jestem w stanie ruszyc sie z domu.Wiesz, ja też się kryłam :oops: ,leżałam tylko w łóżku dwa lata temu,rodzice mnie nie rozumieli :cry: ,ale teraz mi pomagają zwłaszcza mama :D .Z tatą gorzej.Mam do niego większy dystans. :? Nie to,że się go boję,ale stoi między nami jakiś niewidzialny mur.Pomagał mi za co jestem mu wdzięczna.



fallen_warrior napisał(a): Ale wiem ze bez tego nie dam rady, predzej czy pozniej pojde na terapie. Mam ogromne oparcie w rodzinie. To oni mnie na uszy sciagneli z tamtego swiata. I chwala im za to :). I ze znosza mnie nawet wtedy, gdy nie podnosze sie z lozka. Z rowiesnikami gorzej, przyjaciele tylko wiedza, ale wiem ze tego nie rozumieja. Tzn. chcieliby, ale nie sa w stanie. Sama bym nie byla, gdybym tego nie doswiadczyla, wiec nie winie ich. dziekuje za gratulacje:) powodzenia i usciski :* :)
Fallen muszę Ci powiedzieć,że tez się kryłam.Przez wiele dni nie wstawałam z łóżka.Rodzice mnie nie rozumieli.Jak bowiem ich córka,może mieć depresję,dlaczego nie chce chodzić do szkoły :?: A teraz mam małe wahania nastroju.Zmęczenie,ale i siłę.Ufam mojej mamie.Zwierzam się jej.Poznałam wiele osób,co nie przeczę do łatwych zadań nie należało.Dorosłych i rówieśników.Dorosłym mówię o sobie,gdy mi ciężko.Do rówieśników jak mam czas dzwonię i SMS-uję.Nie jest ze mną źle.Czasami tylko jest chwila słabości.
Dziękuję za gratulacje.Miło mi.
Gdy dobry los uśmiechnie się,
A ślepe szczęście znajdzie mnie.
Ja będę tu posłusznie stać,
To będzie mój prywatny cud…
Posty
13
Dołączył(a)
22 wrz 2007, 20:18

przez gdzie jest 27 paź 2007, 17:25
Jaśkowa napisał(a):gdzie jest mam pytanie czy kiedykolwiek powiedziałeś o tym rodzicom? może oni żyją w błogiej nieświadomości jaką krzywdę swoim postępowaniem wyrządzają Tobie ??? Poza tym może gdybyś im to powiedział to sam poczuł byś pewnego rodzaju ulgę.


Pół roku temu powiedzialam matce, ze zarzucam ojcu to, ze nigdy we mnie nie wierzyl i uwazal mnie za nieudacznika, co potem spowodowalo, ze sama w to uwierzylam i nawet nie wiem kiedy tym nieudacznikiem sie stalam. Moja Matka podobnie jak rodzice Luthien powiedziala, ze wymyslam, ze nie moge ich winic, bo przeciez robia wszystko, zeby mi bylo dobrze w zyciu. A ja nie narzekam na swoje dotychczasowe zycie. Poza tym, ze nie mialam nigdy sily sie postawic, a wlasciwie to nie myslalam o tym, zeby sie stawiac, bo przeciez to co powiedzieli rodzice bylo swietoscia, wiec jak ojciec mowil ze jestem do niczego to musialo tak byc. Teraz po latach dopiero dotarlo do mnie, ze przeciez ja tez mam swoje zdanie i moge, a wlasciwie powinnam je wypowiadac. Bo rodzice tak jak wszyscy ludzie bywaja czasem omylni...
Nothing to be done...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
15 paź 2007, 12:06

przez intruder 27 paź 2007, 18:52
Powiedz, masz kogokolwiek? Na pewno jest ktoś, komu Twój los nie jest obojętny. Powinnaś przejść solidną psychoterapię. Musisz jeść, nawet jeśli miałabyś się zmuszać do tego. Ciało potrzebuje budulca. Nie wiem na ile Twoj stan fizyczny jest poważny (bo co do psychicznego nie ma watpliwosci), ale musisz zrobić wszystko, żeby nie zniknąć. Pamiętaj, że nie ma sytuacji beznadziejnych, to wrażenie jest tylko iluzją wytworzoną przez depresję. Walcz, bo wyjscie JEST. I nie musisz być z tym całkiem sama.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
24 paź 2007, 16:51

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do