Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

[Moja historia] Upadły Wojownik

przez fallen_warrior 14 paź 2007, 19:33
"Back. Back. Back. How fucking far back do you go?"

Zaczęłam cytatem z filmu "Prozac Nation". Warto wspomnieć na początek, że moja choroba może mieć podłoże genetyczne. Moja babcia zmarła w szpitalu psychiatrycznym, leczono Ją na depresję. Mój tata miał nerwicę.
Teraz ja. Brzmi to jak slogan w stylu "Teraz Polska!" :P :)
Może Was zadziwi to co tu znajdziecie, ale tak, ja mam poczucie humoru. Umiem śmiać się z mojej choroby. Ba! Ja postanowiłam śmiechem ją pokonać. No i prozakiem, chociaż ostatnio mi się po nim troszkę odbija...
:)
Mam 18 lat i bagaż doświadczeń na grzbiecie. Szukanie przyczyn depresji jest zadaniem bardzo trudnym, pozostawmy to specjalistom. Napewno miały na to wpływ różne trudne sytuacje w rodzinie.

Pamietam, mialam wtedy 15 lat, dokladnie 3 lata temu... moze 4. Nagle pojawila sie u mnie niesamowita niechec do szkoly. Niechec tak wielka, ze ciezko mi to opisac slowami. Robilam sobie krzywde, byleby tylko nie pojsc do szkoly. Kazda chorobe, grype, przeziebienie, traktowalam jak wybawienie "Nie bede musiala isc do szkoly! Czyz to nie brzmi cudownie?" :> Zawsze najlepsza. Zawsze w czolowce. Egzamin jak ja go nazywam 'po podstawowkowy' napisamy najlepiej w miescie. Gimnazjum tez na samych piatkach. Liczne konkursy matematyczne, jezykowe. Inteligentna, zdolna, ambitna, wysportowana, lubiana. Jednym slowem nieprzecietna nastolatka. Zyc nie umierac, prawda? :). Niestety, wtedy moje zycie rodzinne wywrocilo sie dogory nogami, a ja nie umialam sobie z tym poradzic. Bylo gorzej, czasami lepiej, by potem znowu bylo zle. Ale jakos ostatkami sil znowu "wyciagnelam" srednia 5.0 na koniec. Pamietam, nawet olimpiade na szczeblu powiatowym z jezyka polskiego pisalam... To byly moje ostatnie tchnienia, ktore wydalam silac sie na cokolwiek.
Moi rodzice nigdy nie wymagali ode mnie dobrych ocen. Cieszyli sie z tego, ze nauka tak latwo mi przychodzi. Ale nie bylo presji. Tzn. presja byla, ale ja sama ja sobie stworzylam.
Potem przyszedl czas na liceum. Jedna z pierwszych na liscie, jakzeby inaczej ;). Ale juz wtedy wiedzialam, ze nie bedzie lekko. Nie moglam znalezc motywacji. W niczym, w nikim. W sobie. Nadomiar zlego wybralam nieodpowiedni kierunek. Mecze sie w tam. I tak "ciagnelam" jakos 2 lata. Teraz, w maturalnej klasie przyszlo zalamanie.
Od dluzszego czasu zle sie czulam. Przygnebiona, zrezygnowana, o bardzo niskim poczuciu wlasnej wartosci. Az pewnego dnia...
po prostu nie wstalam z lozka. Lezalam tak przez tydzien. Jadlam, bo mama przynosila mi jedzenia. Wstawalam tylko do lazienki. Przez tydzien sie nie mylam. Z nikim nie widywalam.
Nie wspomnialam nic o relacjach z rodzina. Kiedys nie bylo najlepiej, ale ostatnio sie wszystko poprawilo. Dlugo rozmawialam z siostra, ktora tez miala kiedys depresje. W koncu poprosilam o pomoc.
"Mamo, prosze Cie, pomoz mi. BO BOJE SIE O SIEBIE".
Trzy dni potem bylam u psychiatry. Nie zapisalam sie na terapie, bo nie czuje sie na to gotowa. Zazywam Seronil i Lerivon.

Moja historia nie jest jeszcze przesadzona. Walcze. Co prawda moj nick oznacza upadlego wojownika... Jednak upadly nie oznacza zwyciezony :).

prosze wszystkich rodzicow, ktorzy natrafia na ten post. WSLUCHUJCIE sie w swoje dzieci. Gdyby moi rodzice, tamtego dnia zareagowali inaczej, dzis by mnie tu nie bylo. Nie zrozumie depresyjnego ten, kto depresji sie doswiadczyl. Nie probujcie sobie wyobrazac jakie mechanizmy zachodza czasami w naszych glowach, bp my sami tego nie rozumiemy. Nie zastanawiajcie sie co nami kieruje, bo tego sie wytlumaczyc nie da. To choroba. Pomagajcie dzieciom wychodzic z tego gowna. My naprawde chcemy zyc. Tylko czasami w naszych glowach pojawia sie ktos obcy. Ktos kto uwaza zupelnie na odwrot...

Dziękuję.

--------
część 2.
"Breathing space"
Tak, czuję się inaczej. Gdy całymi dniami leżałam w pokoju z pozasłanianymi oknami, wpratrywałam się ślepo w sufit lub zamykałam oczy by nie widzieć wcale... wtedy nie mogłam zrozumieć co Wy tu wszyscy wypisujecie. "Tabletki zaczynają działać 2-4 tygodni po rozpoczęciu kuracji". Nie umiałam sobie tego wyobrazić - jak to?! wstanę któregoś dnia i będę się czuć .. DOBRZE?

A jednak. Stało się po 11 dniach. Miało to potrwać ok 5 dni, ale teraz wydaje mi się, że gdyby lekarz powiedział inaczej, to bym się zniechęciła na samym początku.
Od wczoraj jest inaczej. Od wczoraj nie boli. Nie wiem ile to potrwa, ale ciesze się tym co mam. Mam spokój. Brakowało mi tego, jestem tym bardzo wyczerpana. Co prawda dzisiaj nie ma takiej rewelacji jak wczoraj, ale nie jest źle :).

Niestety wraz z poprawą nastroju, pojawiły się skutki uboczne. Coś za coś. Od poczatku nie narzekałam na moje tabletki. Tylko pierwszego dnia czułam się lekko otumaniona i leciało mi wszystko z rąk. Ale potem, gdyby nie lekko rozszerzone źrenice, nikt, absolutnie nikt by sie nie zorientował, że biorę leki. A że w oczy nikt nie patrzy...
Najsmutniejsze dla mnie jest wypadanie włosów. Boję się, że jeśli to nie ustanie, będę je musiała ściąć. Dla mnie moje włosy znaczą naprawde bardzo duzo. Już raz musiałam je ściąć z powodu choroby. Nie chcę nawet o tmy myślec :/. Pojawiła mi się suchość w ustach, ale tylko jednego dnia, wiec nie wiem nawet czym to bylo spowodowane. Gorzej z zawrotami głowy. Raz przy probuje podniesienia czegoś z podłogi mocno uderzyłam głową w klatkę z moim małym zwierzaczkiem :), która stała na meblach. Do dziś nie wiem jak mogło mnie "odrzucić" o pół metra, żeby to się stało, a jednak :P. Bez guza się nie obyło :). Coż, zdarza się najlepszym. Czasami zawoty głowy pojawiają się gdy siedzę. Zobaczymy jak to będzie dzisiaj.

Niestety nadal niewyobrazalnie sie stresuje. Bardzo zle znosze sytuajcje stresowe. Najbardziej rzucają się w oczy moje dłonie, które ciagle sa wtedy w ruchu.
Czuję się inaczej. Nie da się tego ukryć. Ale dziś już nie rozmyślam. Nie analizuje.

Zaakceptowałam tę rzeź umysłu :). Czuję, że dają mi -tabletki- przestrzeń. Pozwalają się zdystansować do samej siebie.

--------
part III.
"Powerless"
Jakby wykrakane... Ale musiałam się z tym liczyć. Takie są oznaki tej choroby.
Uciekam w sen, pod stary dobry kocyk.
:((((((

--------
dopisek nr 4.
Witam wszystkich. Po lekkim upadku pora znowu wypłynąć na powierzchnię. Dzisiaj mam naprawdę udany dzień. Byłam w szkole, nie miałam większych stresów, nawet udało mi się dobrze napisać sprawdzian z przedmiotu, z którego byłam jeszcze 2 lata temu zagrożona :P. Dziś znów wierzę. Znowu odzyskałam przestrzeń. I chociaż jeszcze 2 dni temu czułam cały ciężar tego świata na sobie - dziś oddycham swobodnie.
Cała ta depresja... chyba nie stało się to przez przypadek. Miałam coś zrozumieć. I nie zdziwie sie, jak ktoregos dnia stwierdze, ze to co jest moim przeklenstwem, okaze sie wybawieniem.
Było zle. Było bardzo zle. I nie wierzyłam ze bedzie lepiej. Dzis znowu jest. I pewnie wroci dzien, gdy znowu wyda mi sie "tym razem naprawde koniec". Ale w koncu wygram. Zobaczycie :)

ps. jak pewnie zauwazyliscie, pisze tu troche w formie pamietnika, ale to mi pomaga. Nie zmienia to jednak faktu, ze chetnie nawiaze kontakt z innymi smutaskami ;). jesli macie problem, chcecie po prostu pogadac to nie krepujcie sie. tu, albo bardziej prywatnie. pozdrawiam,
fallen_warrior
post edyt./zmiana temat, mod. Jaśkowa
Ostatnio edytowano 23 paź 2007, 15:48 przez fallen_warrior, łącznie edytowano 7 razy
I feel like a defective model.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
14 paź 2007, 12:19

Avatar użytkownika
przez pyzia1 15 paź 2007, 11:37
Cześć!
U mnie w domu też było podobnie, rodzice mieli do mnie tylko pretensje, gdy z nimi mieszkałam, mama głównie ze mnie drwiła, ojciec nieraz bił. Tez czułam się nic nie warta, a może wciąż się tak czuję. Od lat biorę leki antydepresyjne i one pozwalają mi myśleć o sobie dobrze. Miałam w życiu dużo szczęścia, udało mi się wyprowadzić od rodziców, znaleźć dobrego człowieka, który mnie pokochał. Ale nie udałoby mi się to, gdybym nie poszła do psychiatry. Wiem, że tabletki na poprawienie nastroju to tylko półśrodek ale wolę je brać niż żyć wiecznie wspominając całe zło, które mnie spotkało. Niektórym pomaga psychoterapia, mi nie pomogła, a może trafiłam na kiepskich terapeutów. Nie wiem, czy leczysz się w jakikolwiek sposób, ale jeśli nie to spróbuj - obojętnie, czy u psychiatry czy u psychologa. Gdy wyjdziesz z dołka na pewno łatwiej będzie Ci zmienić swoje życie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

przez gdzie jest 15 paź 2007, 14:22
Czytam to jak swoją własną historię. Jeszcze nie wiem jak sobie z tym radzić, od paru dni biorę leki "rozweselające" i może one pomogą mi trochę uwierzyć w siebie i unieść trochę wyżej głowę. Będę z Wami w kontakcie i na bierząco będę informować o postępach. A rada dla Ciebie Luthien: musisz zdać sobie sprawę z tego, że w Twoim życiu właśnie Ty jesteś najważniejsza, a dopiero potem inni ludzie, bo jeśli nie pomożesz sobie i nie zadbasz o siebie najpierw, to zawsze Twoje kontakty z innymi będą tak wyglądały, bo będziesz spychała siebie na margines. W miarę możliwości wychodź wszędzie pierwsza, pewnie i zajmuj się czym możesz, bo wtedy przestaniesz myśleć o zbędnych rzeczach.
Ale do przebywania w większej grupie ludzi też bym się nie zmuszała, bo pytania w stylu "co się dzieje?" wcale nie pomagają, a nawet działają z zupełnie odwrotnym skutkiem.
Też mam nadzieję, że tutaj znajdę zrozumienie i akceptację.

Depresja to nie wyrok, to choroba, którą się leczy. To mnie jeszcze przy życiu trzyma.
Nothing to be done...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
15 paź 2007, 12:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez morpheus 16 paź 2007, 00:22
rozumiem ze wstydzisz sie przyznac rodzicom ze masz problemy i ciezko jest sie przelamac ale to czasami pomaga (o ile mamy wyrozumialych rodzicow) i czesto wsparcie rodziny to kluczowy punkt zaczepienia w walce z nasza psychika bo przecierz rodzina powinna zapewnic nam bezpieczenstwo i poczucie iz jestemy im potrzebni ;) zastanow sie nad tym porozmawiaj o tym ze swoim terapeuta moze Ci doradzi co i jak...powodzenia ;)
"...Gdyby były same piękne chwile, nie wiedział bym że żyłem..."

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
261
Dołączył(a)
05 sie 2007, 03:21
Lokalizacja
Fantazja

Avatar użytkownika
przez eligojot 16 paź 2007, 08:06
Chciałem również spytać się czy moje spotkania z psychologiem i przyszłaterapię może finansować NFZ, a jeżeli tak to czy jako osoba niepełnoletnia sam mogę to załatwić i czy nie bedzie o tym wspominane na jakiś rozrachunkach, ubezpieczeniach itp.


Musisz zadzwonić do regionalnego oddziału NFZ i zapytać, ponieważ jesteś niepełnoletni, a do rejestracji zawsze wymagają dowodu osobistego.
Bóg zawsze odpowiada na prośby. Czasem jednak odpowiedź brzmi: "Nie".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
710
Dołączył(a)
09 paź 2007, 17:05

Avatar użytkownika
przez pyzia1 16 paź 2007, 10:23
Nie masz nawet pojęcia, jak dobrze Cię rozumiem - czuję się, jakbym miała "podwójną osobowość" już od lat, ciągle walczę, żeby ta "chora" nie wyszła na wierzch, bo sie jej wstydzę. Ale jakoś sobie radzę, raz lepiej, raz gorzej. Kiedyś przeczytałam książkę "Możesz uzdrowić swoje życie" i bardzo mi pomogła. Jeśli jeszcze je nie czytałaś to polecam, można się z niej nauczyć szacunku i miłości do samego siebie, a wydaje mi się, że nam, ludziom z depreską, tego najbardziej brakuje.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez luthien 16 paź 2007, 13:58
gdzie jest napisał(a):A rada dla Ciebie Luthien: musisz zdać sobie sprawę z tego, że w Twoim życiu właśnie Ty jesteś najważniejsza, a dopiero potem inni ludzie, bo jeśli nie pomożesz sobie i nie zadbasz o siebie najpierw, to zawsze Twoje kontakty z innymi będą tak wyglądały, bo będziesz spychała siebie na margines. W miarę możliwości wychodź wszędzie pierwsza, pewnie i zajmuj się czym możesz, bo wtedy przestaniesz myśleć o zbędnych rzeczach.


Próbuję. Czasem mi to wychodzi czasem nie. Coraz częściej myślę czy coś jest korzystne dla mnie czy tylko dla innych. Potrafię w niektórych sytuacjach postawić na swoim i moi znajomi też widzą te zmiany, bo nie daję się tak łatwo zmanipulować jak kiedyś. Mam nadzieję, że jak skończę studia, to w pracy dam sobie również tak dobrze radę jak na studiach, chociaż zdaję sobie sprawę, że praca dla kogoś z moim stanem psychicznym jest nieporównanie cięższa. Bo cały czas mi się wydaje, że robię źle i że nic mi nie wychodzi.
Niestety są sytuacje, które powodują załamanie. Właśnie w ostatni piątek takie przeżyłam. Wystarczyło, że poczułam się mało doceniona, a już wracając do domu wieczorem brakło mi powietrza i nie potrafiłam powstrzymać się od płaczu. Jednak dzięki Bogu takie kryzysy trwają coraz krócej. Lekarstwem na nie jest znalezienie jakiegoś pozytywu w swoim życiu.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Dziś znów jest okropnie...

przez Ewawe 16 paź 2007, 16:57
Boję sie, nie wiem czego, czuję ogromne rozdarcie, bardzo się starałam przez całe zycie a teraz nie mam nic z tego. To taki fizyczno-psychiczny ból. Czuę że przegrałam. Ogromne uczucie porażki towarzyszy mi codziennie. Coś przeoczyłam? Z czymś nie dałam sobie rady? Jestem jakby zawieszona w próżni, świat idzie do przodu, dzień za dniem, a ja wypadłam niczym z pędząccego pociągu... Czy jest tutaj ktoś kto czuje podobnie? Czy jest ktoś kto mnie słyszy?
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
08 paź 2007, 18:56
Lokalizacja
WARSZAWA

przez Pstryk 16 paź 2007, 17:38
Droga Ewawe, trochę się pogubiłaś, stąd to wrażenie przegrania. Ale Kochanie, nie poddawaj się tak prędko :!:
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez Tornado 16 paź 2007, 19:03
Wiesz Ewawe, dość długo borykałam się z takim właśnie problemem.... Jednak po wielu przemyśleniach, rozmowach z ludźmi, którym na mnie choć trochę zależało, stwierdziłam, że jednak jest chyba coś wartościowego w tym co robie i w tym jaka jestem. Dalej idąc tym tropem - że są jednak rzeczy (sytuacje, zdarzenia) w których jestem po tej raczej wygranej stronie. im więcej umacniam się w tym przekonaniu, tym odważniej do życia i do samej siebie podchodzę. Ten pędzący pociąg okazuje się ma jakieś stacje, na których można wsiąść do niego spowrotem. Wierzę, że i Tobie uda się dojść do podobnych wniosków.
Pozdrawiam serdecznie
"Wolno dojrzewa człowiek. Wiele mu trzeba męstwa aby się nie dać wiatrowi i rosnąć w górę i w głąb, by triumfalną zielenią zaszumieć w końcu jak dąb zwycięstwa..."
[Konstanty Ildefons Gałczyński]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
394
Dołączył(a)
26 sie 2007, 21:44
Lokalizacja
Poznań

przez Pstryk 16 paź 2007, 20:17
Ewawe, dobrze, że do Nas trafiłaś. Tutaj nikt nie zostawi Cię samą sobie. Nie możemy być z Tobą fizycznie, jednak siłą słowa możemy Cię wesprzeć i zmotywować, a tego tak często brakuje. Czasem trzeba upaść na samo dno, aby się odbić i wzlecieć jeszcze wyżej.
Pozdrawiam cieplutko.
Pstryk
Offline

przez hoyka 16 paź 2007, 20:33
ale pomyśl ile jeszcze przed Tobą walki, którą możesz wygrać.. nigdy nic do końca nie jest stracone.. tak jak nigdy nic do końca nie jest wygrane.. w życiu wszystko się zmienia.. i od Ciebie zależy jak będzie się zmieniać.. więc głowa do góry i dzialaj!
póki śmiech tłumi łzy, cieszą nas zwykle dni... warto żyć :)
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
28 wrz 2007, 22:55
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez morpheus 16 paź 2007, 22:10
na poczatek mysle ze uwierzenie w siebie i swoja sile to wielki krok moim zdaniem od ktorego trzeba wszystkozaczac bo co nam po tym ze chodzimy na terapie czy bierzemy leki jak nie wierzymy ze bedziemy zdrowi ;)
"...Gdyby były same piękne chwile, nie wiedział bym że żyłem..."

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
261
Dołączył(a)
05 sie 2007, 03:21
Lokalizacja
Fantazja

Avatar użytkownika
przez groskova 17 paź 2007, 02:40
bethi napisał(a):Tutaj nikt nie zostawi Cię samą sobie



i wlasnie dlatego tak kocham to forum...

Ewawe trzymaj sie mocno!!! nie mam rad, tylko jeden ogromny ciepluchny uscisk <tule>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
205
Dołączył(a)
13 sie 2007, 21:57
Lokalizacja
Wroclaw

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do