Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 10 paź 2007, 21:12
no ja miałam na myśli psychiatrę abyś odwiedziła :?
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

przez domi88 10 paź 2007, 21:20
Moim psychiatrą jest juz moja terapeutka.Ona mi pomaga w roznych problemach.Tylko spotykam sie z nia zawsze w srody,a tak to musze sobie sama radzic z tym wszystkim.A ja czuje ze nie daje rady.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
09 paź 2007, 19:45

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 10 paź 2007, 21:24
to powiedz jej o tym, że nie radzisz sobie :?
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez domi88 10 paź 2007, 21:28
Ja juz jej mówilam wiele razy.Ona mnie probuje podtrzymywac na duchu tak jak moi bliscy.Ale nie zawsze chce mowic innym o moich problemach.Dlatego dobrze ze jestem na tym forum poniewaz tu moge bez zadnych skrupulow opowiedziec o moich problemach nie raniac innych.

[[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:54 pm ]
Pomimo tego ze moj chlopak sie do mnie odezwal,nadal mam strasznego dola.Zamiast cieszyc sie ze niedlugo sie z nim zobacze to ja sie bardziej doluje.Co sie ze mna dzieje??? :cry:
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
09 paź 2007, 19:45

przez devon 11 paź 2007, 09:24
Camillo, nie licz na to że same leki cię wyleczą! Koniczna jest terapia, wsparcie bo bez tego lek znieczuli twój smutek ale on nie zniknie!!! Terapia i jeszcze raz terapia!!! Ja chodzę na terapię już/dopiero drugi rok i naprawdę widzę już to słońce prześwitujące przez chmury :lol:
Camillo rozejrzyj się w koło, na pewno jest obok ciebie ktoś bliski, komu na tobie bardzo zależy i jeśli wyciągniesz rękę po pomoc, powiesz o swoich problemach uzyskasz wsparcie i motywację. Z depresją jest tak, że ona systematycznie buduje wokół nas mur i nie pozwala dostrzec że tak na prawdę nie jesteśmy sami.
Życzę powodzenia :lol:
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 paź 2007, 08:57
Lokalizacja
Warszawa

przez Ewawe 11 paź 2007, 11:36
Bardzo dziękuję. Wzruszyłam sie . Nie spodziewałam się że ktoś odpiszę. trzy lata zwlekałam, żeby pójść do specjalisty, już ruszyłam z machiną naprawczą mam taką nadzieję. Napiszę czy zadziałało kakao.
Efekt6- jesteś bardzo odważny i cieszę się, że poszedłeś do lekarza, trzeba sie przełamać, szkoda życia. Bardzo dziękuję:)

Hej, niektóre kolorki zostawmy funkcyjnym ;) (dop. Lith)
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
08 paź 2007, 18:56
Lokalizacja
WARSZAWA

przez camillo 11 paź 2007, 16:26
wzialem wczoraj pierwsza dawke leku-tragedia. Dobrze ze nie musialem rano isc do pracy. Czulem sie zdrowo nachlany. Na szczescie cos tam zjadlem i przeszlo. Mam nadzieje, że do poniadzialku sie unormuje, bo zaczynam w nowej pracy, a jest ona zwiazana z jazda samochodem.
Dzieki wszystki za slowa otuchy.
Chcieć!!!
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 paź 2007, 05:37

[Moja historia]

przez teykey 11 paź 2007, 19:58
JESLI KOMUś SIę NIE CHCE CZYTAć(MI BY SIE NIE CHCIALO) TO PROSZę
NICH CHOCIAż PRZECZYTA KOńCóWKę ALBO ODPOWIE NA OSTATNIE PYTANIA NA TEMAT EFFECTINU.
POZA TYM LEKTURA CIEKAWA, TAK JAK I MOJE żYCIE I MOJA PSYCHIKA.
PO PROSTU JESTEM NIESZCZESLIWY I CHCIALEM SIE WAM WYżALIć.
BARDZO WAS LUBIE I LICZE NA WASZE MąDRE RADy.


TEYKEY

CZĘŚĆ 1
każdy ma problemy na swoją miarę, więc nie chciałbym, żebyście patrzyli
na mnie, jak na kogoś z błahymi problemami, kto po prostu nie umie się
wziąść w garść. sprawa jest skomplikowana. zacznę od tego, że już jako
nastolatek byłem krnąbrny. Gdy miałem 12 lat rodzice wzięli mnie na wycieczkę po Stanach, wiecie Nowy Jork, Grand Canyon, Las Vegas.
Chcieli mi pokazać wszystkie te cudowności, a ja nic, tylko głowa w komiks i nawet nie byłem zainteresowany tym co jest za oknem. Jakbym chciał im robić na złość. Przez 9 lat swojego życia (od 3 podstawówki do 3 gim) trenowałem pływanie. Myślałem, że będę zawodowcem, ale jako jedyny z całej grupy sportowców miałem inne talenty(głównie plastyczne). Zdecydowałem więc, że pójdę do innego liceum niż cała moja paczka, która poszła do sportowego liceum kontynuować pływanie. I tu na dobre zaczęły się moje problemy. Jako, że w wakacji poprzedzających pierwszy rok liceum odkryliśmy z kolegami pływakami uroki palenia trawki na pewnym nadmorskim wyjeździe, stwierdziłem po powrocie, że będzie to świetny sposób na nawiązanie nowych znajomości w liceum. I tak się zaczęło.Znalazłem sobie nowych ziomków i jedynym naszym celem było olewanie wszystkiego i palenie trawki po lekcjach. Tak właśnie wyglądała ta moja nowa "edukacja". Potem było jeszcze gorzej. Kombinowałem coś z dziewczynami, ale coś mi nie wychodziło. Byłem przewrażliwonym typem. W kafejce zamiast gadać z dziewczyną porównywałem odstępy stolików od ścian, albo interesowały mnie inne duperele. W końcu znalazłem dziewczynę. Oderwała mnie ona od trawki i od kumpli, pomagała w nauce i w ogóle była sympatyczna. Ale coś było nie tak. Z moją psychiką znaczy. Wprawdzie mieliśmy ze sobą dobre relacje i byliśmy zakochani to mnie zaczynało dręczyć coś, co w końcu znisszczyło ten związek. pojawił się PROBLEM(który do dziś nie jest zrozumiany przez żadnego z moich psychiatrów ani psychologów, a według hipnotyzera u którego byłem jestem całkowicie zdrowy).próbowałem gadać
z dziewczyną o moim problemie, o tym, że coś mi dolega(mam masę pamiętników, w których głównie piszę o tym, że po pierwsze nie jestem sobą, po drugie, że cierpię na separację od ludzi, po trzecie, że mam problemy z myśleniem przez marihuanę), ale ona na to nic, tylko, że jestem artystą i bredzę.No więc dwa lata minęły jak ze sobą byliśmy. Dostałem się na studia i minął pierwszy rok studiów. Było ciężko, ale sobie radziłem, z dziewczyną dalej byłem. Ale problem nie ustępował. Chodzi w nim głównie o relacje z ludźmi. Coś w stylu, że w rozmowie nie jestem sobą, tylko kimś innym.(wiem, dużo osób tak ma). Teraz trochę przyspieszę : po roku studiów robiłem się coraz bardziej zły na swoją dziewczynę. po wielu wielu wielu rozmowach z nią stwierdziłem, że ona WCALE mnie nie rozumie i,że tam "w środeczku" jesteśmy zupełnie inni.
Postanowaiłem z nią zerwać Uff, jakie uczucie mocy! Zrobiłem to! Zrobiłem to z dnia na dzień po dwóch latach. Teraz spowrotem ze sobą rozmawiamy ( po roku milczenia) i mamy sie za brata i siostre(dziwne).
Co nastąpiło potem(coś się ze mną działo). Była kłótnia z mamą.(od dziecka się ciągle kłóciłem z mamą. zawsze. ale to ja zawsze przepraszałem( i tak wiem, że to ja mialem rację - moim zdaniem te kłótnie skrzywiły mi psychikę i sprawiły, że zacząłem się zamykać).
Ale ta kłótnia była wyjątkowa. Jak wam to wyjaśnić? To będzie trudne.
Wyobraźcie sobie człowieka z "nienarodzoną osobowością"(zamkniętą, skrytą, cierpiącą w środku), który nagle dobywa z siebie krzyk, któremu sam się dziwi(krzyk mocy, ale jednocześnie długo tłumionej rozpaczy).
No więc ten krzyk, który ze mnie wyszedł z tej kłótni sprawił, że moja osobowość wyszła na jaw. Czułem go głęboko w krtani, czułem, że to wreszcie MÓJ PRAWDZIWY KRZYK oddający PRAWDZIWE UCZUCIA.
I tak się narodziłem w wieku 20 lat.

CZĘŚĆ 2 - POCZĄTEK DEPRESJI[
Wiem, że wielu z was też pewnie umie pisać książki na swój temat. postanowiłem właśnie tak zrobić. to będzie druga część, która doprowadzi do momentu obecnego. Zaczynamy:
Po tym sławetnym krzyku coś się ze mną zmieniło. Byłem wolny silny. Zupełnie inaczej patrzyłem na ludzi. Znalazłem przyjaciół tam gdzie wcześniej widziałem wrogów(głównie wśród ludzi, którzy lubią się uczyć i w ogóle dobrze się mają). Zobaczyłem przed sobą nową drogę i zacząłem nią podążać. Zmienił mi się charakter pisma(czy raczej JA go zmieniłem)
Na odważny, lekko pochylony i mocny. Zacząłem się spowrotem śmiać. Stałem się dowcipny i przesiębiorczy. Zacząłem robić na komputerze rzeczy, o których nie śniłem : grafikę o której marzyłem. Ale coś się zaczynało psuć. Byłem "nowy" w tym życiu, zupełnie niedoświadczony i wkrótce zacząłem popełniać pierwsze błędy: mówić słowa, które "nie były mną", nie kończyłem rysunków (choć wiedziałem, że droga, która mnie prowadzi każe mi je dokończyć)(tak, ja wierzę w takie rzeczy - w drogę).
No i jeszcze matka, która robiła mi masę wyrzutów, że porzuciłem moją
dziewczynę. Cholera. Moje nowe życie zaczynało obfitować w wyrzuty sumienia. No i skończyło się. W końcu upadłem. Nie podołałem wyzwaniu,
jakim jest bycie sobą i życie na swoją miarę. Bo inni cię widzą inaczej, inni są ważniejsi, bo nie mogę w życiu postawić na swoim. Skończyło się. Znowu przez matkę, która nie akceptowała mojego nowego stylu życia,
nie wierzyła w moją siłę i słuszność. Ok przewinę trochę teraz.
Gdy się tak wyzwoliłem zrobilem jeszcze jedną rzecz: Napisałem do dziewczyny którą od dawna kochałem, ale bałem się do niej odezwać.
Napisałem coś śmiesznego i postanowiliśmy się spotkać z racji tego, że się tak długo nie widzieliśmy. Właśnie w tym okresie nastąpił mój upadek.
Był to październik zeszłego roku. Zacząłem chodzić do psychologa i wyjaśniać swój problem. Mówiłem o krzyku, o poprzedniej dziewczynie,
o matce i o innych rzeczach. Gdy trafiłem tam pierwszy raz byłem wyjątkowo zamknięty. Smutny. Przybity. Nie umiałem mówić o sobie.(Bo jak wyjaśnić komuś to, że nie jestem sobą, nie umiejąc dobrać odpowiednich słów?krzyk umarł. Byłem wewnętrznym trupem).
Dostałem pierwsze leki i wtedy właśnie przypadło pierwsze spotkanie z dziewczyną. Jaka cudowna, lśniąca, niższa ode mnie - taka akurat.
Rety, idealna. I ten uśmiech. I tylko ja - taki lekko dziwny, zamknięty, niepewny siebie, lekko na uboczu(w innym świecie). Spotkanie się skończyło.Decyzja:WOW, to jest ta dziewczyna, na którą czekałem. Bez porównania - w przeciwieństwie do tamtej TA może mnie zrozumieć, wyzwolić mnie z PROBLEMU.Coś niebywałego.Światełko w tunelu. Niestety.
Spotykaliśmy się przez pół roku i zarysowałem jej obraz zupełnie innego człowieka niż chciałem: chorego psychicznie, niepewnego, sztywnego, smutnego, przygnębionego, ogólnie
męczącego itd itp etc. Przekreśliłem swoje szanse. Dobra, koniec wyrzutów. W międzyczasie wziąłem urlop zdrowotny na uczelni ( zawaliłem głowny projekt, pokłóciłem się z prowadzącymi(których w okresie "dobrobytu" - kiedy "krzyk" we mnie żył ubóstwiałem) i robiłem plany żeby zmienić w ogóle uczelnię. Plany się nie powiodły, przez miesiąc wakacji paliłem trawkę dzień w dzień(bo studiów nie zmieniłem, dziewczyny nie poderwałem i z depresji się nie wyleczyłem). P. psycholog była na mnie bardzo zła. A ja na nią, bo terapia nic nie przyniosła .
Potem wyjechałem do Australii, gdzie chodziłem po różnych uzdrowiskach (ciocia mnie zmuszała - ciągnęła do różnych szamanów, na mdetację, na jogę, na leczenie energetyczne - ale nic to nie dało). W końcu wróciłem.
Trochę inny. I gotów żeby coś zmienić. Poszedłem na hipnozę i jeden dzień chodziłem jak nakręcony... ale jak znowu to wyjaśnić - nie byłem sobą, byłem jakimś krzyczącym debilem. Aha. Pewna szamanka w Australii powiedziała mi, że w wieku 5 lat coś mi się stało i przestałem okazywać emocje(pasuje?)(może przez mamę?)(przez kłótnie rodziców?).
KOńCóWKA
Teraz sytuacja jest taka: Jestem znowu na drugim roku studiów. Nie umiem się odnaleźć. Nic nie robię. Nie zacząłem jeszcze projektu. Często mam zawieszzki, że po prostu patrzę w sufit nie mogę kiwnąć palcem. Jestem rozkojarzony i jakby "niedostrojony do środowiska"(w moich kontaktach z ludźmi jest pełno niezręczności). Czuję się jak życiowa fajtłapa i gównojad i jak debil, kretyn, w ogóle jak jakiś antymózg. Dzielę się swoimi kłopotami ze starą dziewczyną(jako, że z nową nie wyszło) i kurcze mam taki problem co rano: gdy się budzę biorę komórkę, chcę napisać smsa do tamtej dziewczyny, ale gdy już mam wcisnąć "send" serce tak mi podchodzi do gardła, że jakbym to wysłał to bym chyba umarł na zawał, albo spalił się ze wstydu. Moja stara dziewczyna(mam nadzieje, że wam sie to nie myli) mówi mi, że wyglądam zupełnie inaczej niż kiedyś. Smutne oczy, ściśnięte brwi. I jeszcze mówić o sobie nie umiem. Wczoraj miałem w głowie kompletną sieczkę, przedwczoraj masę zawieszek ( siedziałem przez 20 minut w aucie i rozkminiałem zanim w ogóle ruszyłem). Spowrotem palę masę fajek, nic nie jem, nic nie robię, tylko czekam na
zbawienie, które nie przychodzi. Matka wyzywa mnie od ćpunów, mówi, że to marihuana wyżarła mi mózg i zrobiła ze mnie debila(miałem najlepszą maturę w klasie, mimo, że kumple śmiali się jak im powiedzialem co napisałem) i w ogóle ostatnio głupio sie czuje. Z resztą w ogóle zawsze głupio się czuje. i tyle. może wstydzę się swojej głupoty przed ludźmi.
Sam już nie wiem. To życie jest teraz takie bez sensu. Jakieś idiotyczne.
Z dziewczyną nie wyszło(WHY???), studia powtarzam, gadam z moją byłą.
Chciałbym się zmienić, zdobyć dziewczynę o której marzę, być dobry na studiach, mieć kilkoro dobrych znajomych(ktorzy nie palą szlugów ani trawki), mieć szczęśliwe życie i w ogóle być funny&ok. kończę już.
Co o mnie myślicie? Czy jestem debilem? Mam szanse z laską? Czy wiecie w czym tkwi mój problem?Trzeba mi pasem przyłożyć a nie się rozczulać?Czy wódka mi pomorze?Co zrobić żeby się nie bać?Co zrobić żeby być sobą?Co zrobić żeby wygrać to życie?Co zrobić żeby mieć spokój?Chcę to wszystko wiedzieć, a kiedyś tak w ogóle chciałbym pomagać innym z podobnymi problemami!!!

PS.Od dziś biorę EFFECTIN bo normalnie nie umiem nigdy wstać z łóżka(fale niepokoju, głównie myśli"fuck, znowu sie obudziłem")
Czy on pomoże na spadki nastroju?Czy w ogóle te cholerne leki rozwiązują jakieś problmy, czy są tylko "wspomagaczem"?(bo jak tak to u mnie nie mają czego wspomagać - nie przejawiam żadnej inicjatywy żeby sobie pomóc i niczyich rad nie słucham, nie ucze sie na swoich błędach i jestem uparty i głupi)[/b]

POZA TYM BARDZO SIE WSTYDZE, ZE TO WSZYSTKO NAPISALEM I OBAWIAM SIE DWOCH RZECZY:IGNORANCJI ALBO FALI KRYTYKI.
NIE OSZCZEDZAJCIE MNIE JEDNAK. POWIEDZCIE CO MYSLICIE.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 paź 2007, 20:29

przez Julia8 11 paź 2007, 20:49
devon napisał(a):Camillo rozejrzyj się w koło, na pewno jest obok ciebie ktoś bliski, komu na tobie bardzo zależy i jeśli wyciągniesz rękę po pomoc, powiesz o swoich problemach uzyskasz wsparcie i motywację.


dodawać nic nie muszę!

camillo napisał(a):związek mi sie rozpadł,

jestem i kocham tylko mi pozwól!!!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
11 paź 2007, 20:32

przez Goplaneczka 11 paź 2007, 20:54
camillo napisał(a):wzialem wczoraj pierwsza dawke leku-tragedia. Dobrze ze nie musialem rano isc do pracy. Czulem sie zdrowo nachlany.

Tak to już jest, zajrzyj do działu o lekach, jest poniżej depresji, tam możesz poczytać, jakie jeszcze efekty uboczne się pojawią i doradzić innych, którzy zażywają to samo, co Ty.

jestem i kocham tylko mi pozwól!!!

Pozwól ;)
Goplaneczka
Offline

przez camillo 11 paź 2007, 22:14
jestem i kocham tylko mi pozwól!!![/quote]

Wez mlot i przecinak, i rozwal ten mur który, ktos/cos postawil.
Chcieć!!!
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 paź 2007, 05:37

przez camillo 11 paź 2007, 22:50
hey,

z tym niechcemiem to mam to samo. Zostały mi trzy egzaminy i zawalilem w czerwcu i poprawki tez, kolejna praca, bo w poprzedniej sie ślizgalem aby jak najdluzej, i mase innych rzeczy. Wczesniej zdawalem 11 w sesji a teraz 3 zawalilem, nie mialem problemów z organizacją, a teraz z wymiana dowou ide już 2 m-ce. Poprosu mi sie nie chcialo i nie z lenistwa ale cos mnie blokowalo. To wynika z tej choroby, brak zainteresowania, spadek koncentracji, wszystko pod górę. Ma sie wrazenie ze kazdy jest przeciwko tobie, kazda sytuacja sprawia ze sie cofasz. Ale musisz o tym mówić, przynajmniej najblizszym. Nam sie wydaje że tylko my chorujemy, a jak powiesz o swojej chorobie to sie okazuje ze sam nie jesteś. No i oczywiscie wizyta u specjalisty. Niestety trzeba sie pogodzic z tym że lekarz nie postawi ciebie na nogi od jutra. Im szybciej tym lepiej. Ja zwlekałem, nie dopuszczalem mysli, że to mnie dopadło. Dopiero poszedłem jak swiat zaczal mi sie walic na glowe.
Trzymaj sie i wacz, choc to zajeb... trudne.
Chcieć!!!
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 paź 2007, 05:37

Avatar użytkownika
przez ashley 11 paź 2007, 23:25
teykey napisał(a):Wyobraźcie sobie człowieka z "nienarodzoną osobowością"(zamkniętą, skrytą, cierpiącą w środku), który nagle dobywa z siebie krzyk, któremu sam się dziwi(krzyk mocy, ale jednocześnie długo tłumionej rozpaczy).
No więc ten krzyk, który ze mnie wyszedł z tej kłótni sprawił, że moja osobowość wyszła na jaw. Czułem go głęboko w krtani, czułem, że to wreszcie MÓJ PRAWDZIWY KRZYK oddający PRAWDZIWE UCZUCIA.
I tak się narodziłem w wieku 20 lat.

Hym, jest dużo ludzi, którzy dopiero po jakimś dlugim czasie odważyli się być sobą, ze mna też tak po części bylo. Tzn bylam soba ale nie przed innymi. Bardzo dobrze, że się jednak przebileś przez tą maskę- to podstawa żeby nauczyć sie być sobą.
widze, że w Towim życiu panuje chaos i wiem jakie to męczące bo zmagalam się z nim latami. Ale da się temu zaradzic.

teykey napisał(a):Sam już nie wiem. To życie jest teraz takie bez sensu. Jakieś idiotyczne

teykey napisał(a):Chciałbym się zmienić, zdobyć dziewczynę o której marzę, być dobry na studiach, mieć kilkoro dobrych znajomych(ktorzy nie palą szlugów ani trawki), mieć szczęśliwe życie i w ogóle być funny&ok.

zobacz czyli jednak życie ma sens bo masz marzenia które chcesz spelnić ;)
teykey napisał(a):Co o mnie myślicie?

Że jesteś chlopakiem który się zagubil w swoim życiu i wlaśnie stara się zrobić coś bardzo wartościowego- odnaleźć się w nim ;)
teykey napisał(a):Czy jestem debilem?

Nie.
teykey napisał(a): Mam szanse z laską?

Moim zdaniem masz ale moze najpierw uporządkuj troche swoje życie?
teykey napisał(a):Czy wiecie w czym tkwi mój problem?

Zagubileś się. Musisz się odnaleźć. Wiesz juz czego chcesz więc zmierzaj w tym kierunku, idź do przodu i zbuduj na nowo swoje życie.
teykey napisał(a):Trzeba mi pasem przyłożyć a nie się rozczulać?

Trzeba Ci dać do zrozumienia, że nadszedl wlaściwy moment w którym możesz zacząć wszystko od nowa :)
teykey napisał(a):Czy wódka mi pomorze?

Nie pomoże tylko pogorszy sprawę.
teykey napisał(a):Co zrobić żeby się nie bać?

pokonaj strach, pamiętaj że lęk jest tylko w Twojej glowie- mozesz go pokonać- pokonuj go każdego dnia. W końcu stanie się maly a z czasem zniknie.
teykey napisał(a):Co zrobić żeby być sobą?

pozwól sobie być sobą, nie bój się tego. Zaakceptuj siebie takim jakim jesteś i takiego siebie doceń- przekonasz się że bycie sobą to najlepsze co moze byc.
teykey napisał(a):Co zrobić żeby wygrać to życie?

Masz wielkie szanse je wygrać, bo tego naprawdę chcesz. To już duży krok za Tobą. Musisz walczyć o to życie- każdego dnia. Wtedy wygrasz. Powinieneś zacząć je porządkować zapomnieć o tym co bylo i skupić się na tym czego chcesz teraz. I dzialać w tym kierunku.
teykey napisał(a):Co zrobić żeby mieć spokój?

Musisz troche popracowac nad soba i życiem, a nawet bardzo. Wtedy zacznie przychodzić spokój, bo poczujesz ze masz kontrolę.

teykey napisał(a):głównie myśli"fuck, znowu sie obudziłem")

zacznij mysleć tak: obudzilem się i mam cel na dzisiaj zrobic cos wartosciowego w moim zyciu, jakis kroczek w kierunku szczęscia. Jak Ci się uda polozysz sie spac z myślą: udalo mi się i poczujesz satysfakcję, co da Ci silę do dzialania nastepnego dnia.
Musisz wierzyć w siebie i w to, że dasz sobie z tym rade. Pamiętaj masa osób się zagubila i potem odnalazla . Powodzenia ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Kilka pytań....

przez serum 14 paź 2007, 17:04
Witam,

Kiedyś pod innym, nieaktywnym juz nickiem wspominałem o moich problemach. Uczuciu pustki, samotności, bezsensu życia itp. Zgodnie z Waszymi radami udalem się na wizyte do psychologa.
Po dwóch spotkaniach psycholog powiedziala mi ze jej zdaniem cierpię na zaburzeia nastrojowo-emocjonalne (?) spowodowane zmianą otoczenia oraz rozczarowania nim. :shock:

Zastanawiam się czy ktoś z Was chorowal na coś podobnego.
Chciałem również spytać się czy moje spotkania z psychologiem i przyszłaterapię może finansować NFZ, a jeżeli tak to czy jako osoba niepełnoletnia sam mogę to załatwić i czy nie bedzie o tym wspominane na jakiś rozrachunkach, ubezpieczeniach itp.
Zależy mi na nie informowaniu rodziców.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 paź 2007, 16:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do