Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez luthien 08 paź 2007, 16:57
Hoyka nie wiesz jak bardzo słowa potrafią ranić, a moi rodzice nie zdają sobie z tego sprawy, że osobę, która jest bardzo wrażliwa można zranić bardzo mocno i szybko. Moja mama miała taką metodę odwracania kota ogonem, że zawsze to ja byłam według niej winna. Najbardziej mnie bolało zawsze to, że za każdym razem gdy tata mnie wyzywał, to brała jego stronę, nigdy nie poparła mnie. Po latach sama zrozumiała, że to on jest toksycznym człowiekiem w naszym domu, ale ja na razie nie potrafię zapomnieć tego, że nigdy mnie nie broniła, jak się nade mną psychicznie znęcał. Bo on nigdy mnie nie uderzył, tylko popychał i trzymał za kark, tak jak bym była nieposłusznym zwierzęciem. Moja mama na to nigdy nie reagowała. Teraz to ją on wykańcza, bo wiecznie jest zazdrosny, choć nie ma o co. Ale tak bardzo potrzebuję miłości, że pomimo tego nadal bardzo ją kocham i teraz bardzo się wspieramy. Chociaż są też kryzysy…
Mnie wcale nie potrzeba dużo ciepła, bo osoby, które go nigdy nie zaznały zadowolą się nawet okruchem zainteresowania. Ja wiem że są osoby które mi dają ciepełko, ale ja w duchu wyobrażam sobie, że to tylko kwestia tego, że coś ode mnie potrzebują, a jak już to dostaną, to i tak mnie zostawią samą sobie. Nie umiem się powstrzymać od takiego myślenia.
To prawda, że wolę spotkanie z jedną, dwiema osobami, bo tłum mnie przeraża. No chyba, że są to osoby, które znam od lat (jak np. imprezy klasowe). Już jakiś czas temu zauważyłam że jeżeli jestem w gronie dwóch trzech osób, jestem rozmowna, potrafię żartować, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie że jestem towarzyska. Jednak gdy liczba osób przekracza pięć, w tym osób których nie znam za dobrze, to zamykam się w sobie i się nie odzywam.
Naprawdę, są ludzie którzy mnie doceniają, na studiach, znajomi… ale ja po prostu nie wierzę w siebie, mam wpojone takie przekonanie, że jestem do niczego, ja o tym wiem, ale mimowolnie i tak za każdym razem się skreślam. Nie umiem tego w sobie zwalczyć…

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:25 pm ]
Mam nadzieję że właśnie tu znajdę ludzi, z którymi będę mogła porozmawiać o swoich problemach. Bo bardzo tego potrzebuję.
Jowita dobrze cię rozumiem, bo moi rodzice też się nie kochają, tak jak to powinno być w rodzinie. Mama chciała się wyrwać z trudnej sytuacji w domu – ojciec alkoholik, rodzina wielodzietna. Ojciec stracił mamę w wieku 10 lat, a potem wychowywała go macocha. Ja kiedyś oglądałam program „Rozmowy w toku”, w którym swoją historię opowiadała córka ś.p. Jacka Kaczmarskiego. Mówiła o tym, że jej ojciec jako dziecko stracił matkę i później gdy się ożenił, to swoją żonę kochał, ale tak jak się kocha matkę. A ona, ta córka, odczuwała z jego strony rywalizację o matczyne uczucia. Gdy słuchałam jej historii, to tak jakby ktoś opowiadał moje życie.
Ojciec był zawsze zazdrosny o mnie i tę trochę uczucia jakie okazywała mi mama. Zawsze musiała tylko nim się zajmować, ja jako dziecko zawsze bawiłam się sama, jedynie dziadek mnie kochał, przytulał, bawił się ze mną. Ojciec był i jest bardzo zaborczy w stosunku do mojej mamy, a ja zawsze byłam z boku. Kiedyś macocha mojego ojca mówiła mi, że on chciał mieć syna, nie córkę, ale ja nie wiem czy jakby miał syna, to czy by potrafił go kochać…
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez Jovita 08 paź 2007, 17:04
na wszystko trzeba czasu .. musisz sie pogodzic ze soba , zaakceptowac siebie i uwierzyc ze to tylko twoja psychika jest chora i ze ty jej dasz rade. Mysle ze alkohol nasila stany lekowe , a jesli nie mozesz znalezc dziewczyny to moze przestan szukac , ona sama cie znajdzie!! a ty przy okazji pojdz do specjalisty , wez sie za swoje zycie i nie uzalaj sie nad soba , nie jest z toba tak zle i z pewnoscia nawet to nie bedzie depresja mozliwe ze tylko stany depresyjne!! a co do efektow po silowni to niestety ale trzeba byc cierpliwym bo na efekty potrzeba sporo czasu i zapalu!
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez vegge 08 paź 2007, 18:02
silwonia to swietny pomysl, tylko ze nie wystarczy tam pojsc kilka razy, to nie fryzjer:D
zapisz sie na silownie, cwicz tam regularnie 3 razy w tygodniu, skorzystaj z rady instruktora ktory ci ulozy diete i pokaze jak ciwczyc zeby przybrac na masie

na silowni poznasz dziewczyny, bedziesz mogl z nimi rozmawiac o cwiczeniach, natrzezwo nawiazesz kontakt i dzieki regularnym wizytom na silowni znajomosci sie w naturlany sposob przedluza

zacznij do realizacji tego, a wkrotce pojawia ci sie nowe pomysly ktorymi bedziesz sie mogl zajac w zyciu:)
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co mogę z TYM zrobić już dziś? Pomóżcie,proszę.

przez Ewawe 08 paź 2007, 19:43
Witam
Mam 26 lat i po skończonych studiach wydaje mi się, że zmarnowałam życie. Mój stan się pogarsza z dnia na dzień. Chodzę do psychologa. I tak się pogarsza. Choruję od około TRZECH lat. Ta choroba jest sprytniejsza ode mnie, ciężko to wytłumaczyć, na początku płakałam i nie zgadzałam się ze swoim losem. Teraz obserwuję coś w rodzju stagnacji, powolnego uśpienia. Mam w sobie jakby DWIE OSOBY jedną chorą i drugą, oszukującą tą pierwsza, że wszystko jest dobrze. Niczym w wielkim ciemnym LESIE, im dalej idę w głąb tym mniej się boję, tym bardziej godzę się z tym, że tam już zostanę ,że las to mój dom, że nie ma innego świata. Wiem jednak, że jest GDZIEŚ INNY ŚWIAT ale dziś nie potrafię go poczuć. Mam26 lat. Moi znajomi robią karierę. MAJĄ PRACĘ, szkolenia , wyjazdy integracyjne, mają Swoje Miejsce. Czuję jakbym nie miała swojego miejsca tutaj. Często siedzę w domu z zasłoniętymi zasłonami, jakby mnie nie było. Proszę was o pomoc....bo w głębi duszy wiem że może być lepiej. Co mogę zrobić już dziś, ŻEBY CHOĆ TROCHĘ SOBIE UŁATWIĆ?
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
08 paź 2007, 18:56
Lokalizacja
WARSZAWA

[Moja historia]-Depresja.

przez domi88 09 paź 2007, 20:03
Chciałabym się podzielić z innymi o tym przez co musiałam przejsc ja i moi bliscy. Mam 19 lat. Cztery lata temu zaczełam naukę w nowej szkole w Technikum Ekonomicznym. Chcialam zrobic jak najlepsze wrazenie na nauczycielach i nowych znajomych. Bardzo byłam przerazona nowym otoczeniem. Pierwsze objawy pojawily sie pod koniec wrzesnia. Zaczely sie omdlenia i straszne bole brzucha. Bralam leki, jeździlam po lekarzach, ale nic to nie pomagalo. Nie moglam chodzic do szkoly bo te dolegliwosci nie daly mi normalnie funkcjonowac. W koncu wyladowalam w szpitalu na badaniach. Okazalo sie ze to byla nerwica zoladka. Dostalam leki uspokajajace i wrocilam normalnie do szkoly dopiero w grudniu. I tu sie niestety zaczelo. Mialam straszne zaleglosci w szkole. Nauczyciele i dyrekcja doskonale wiedzieli że to nie przez lenistwo tylko chorobe. Ale ja bylam przerazona ze nie podolam. W końcu doszlo do tego, że probowalam sobie podciac zyly. Zadzwonilam wczesniej do mamy i pozegnalam sie z nia. Mama zadzwonila przerazona do dyrktorki. Uratowaly mnie w ostatniej chwili. Musialam podjac leczenie. Jeździlam po psychologach i psychiatrach. Przez 2 lata mialam zalecone od lekarza nauczanie indywidualne. Ale jak mialam ta depresje, cierpieli na tym wszytkim. Zachowywalam sie jak furiatka wobec osob ktorzy chcieli mi pomoc. Na szczescie z tego wyszlam. Ale w 3 klasie znowu mialam podobne objawy. Na szczescie moja klasa szybko zareagowala i moja mama po rozmowie z psychologiem zapisala mnie na terapie grupowa. Trwala ona 3 miesiace i odbywala sie 5 razy w tygodniu. Terapeuci i ludzie stamtad oraz moja rodzina bardzo mi pomogli. Gdyby nie oni to nie wiem jak by to sie skonczylo. Od roku jestem z wspanialym chlopakiem, ktory wspiera mnie na kazdym kroku i dzielnie znosi moje zalamania bo zdarzaja mi sie jeszcze. Dlatego zdecydowalam sie chodzic do terapeutki z terapii grupowej raz w tygodniu na indywidualne spotkania bo jestem juz w klasie maturalnej, inaczej nie dalabym rady. Czasami sie cofam 4 lata wstecz i jak sobie przypominam to co sie dzialo ze mna to az mi sie wierzyc nie chce, ze potrafilam ranic tyle bliskich mi osob. W szkole radze sobie nawet dobrze. Kolezanki i nauczyciele bardzo mi pomagaja i choc bywaja jeszcze dni w ktorych sie zalamuje probuje sobie mowic ze mam wiele wspierajacych i kochajacych mnie osob.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
09 paź 2007, 19:45

Avatar użytkownika
przez efekt6 09 paź 2007, 22:41
oj. Żebym to ja umiał pomóc. Jedyne co mogę zrobić to na zasadzie "prowadził ślepy kulawego" coś Ci doradzić :)

Wyznaczaj sobie drobne cele. Łatwe do zrealizowania. I ciesz się z ich osiągnięcia. To poprawia humor. Pomyśl sobie np. "zadzwonię dzisiaj do..." i zrób to. W depresji nawet realizacja tak drobnej rzeczy może być problematyczna ale przyniesie na pewno radość z sukcesu. Ucz się powoli czuć radość.

Mam 26 lat. I jestem trochę spóźniony z życiem.

Ale jakim sukcesem jest to, że zebrałem się na odwagę i poszedłem do lekarza. Ogromnym. I jestem z siebie dumny.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
07 sie 2007, 21:07

Avatar użytkownika
przez Jan Nowak 10 paź 2007, 00:09
Co mogę zrobić już dziś, ŻEBY CHOĆ TROCHĘ SOBIE UŁATWIĆ?


nie pij kawy i zacznij pić kakao.. kofeina wypłukuje magnez, który odpowiada za Twoje samopoczucie.. w kakao jest go dużo, tak jak w pestkach z dyni

Proszę spróbuj tak zrobić i po tygodniu napisz tu czy czujesz się choć trochę lepiej...
Przecież jesteśmy tacy młodzi, tacy młodzi, ludzie nam tego nie wybaczą.. ą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
01 wrz 2007, 13:59
Lokalizacja
JWO

Avatar użytkownika
przez Jan Nowak 10 paź 2007, 00:15
Czyli jak rozumiem, poradziłaś sobie z chorobą..

Czyli jednak można! Tylko trzeba o tym rozmawiać, nie wstydzić się tego..
Trzeba działać już, bo odkładanie ciągle na później może spowodować, że ockniemy się gdy będzie za późno..
Przecież jesteśmy tacy młodzi, tacy młodzi, ludzie nam tego nie wybaczą.. ą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
01 wrz 2007, 13:59
Lokalizacja
JWO

Chciałbym chcieć

przez camillo 10 paź 2007, 06:49
Witam wszytkich.
Piszę z prośbą o pomoc, wsparcie, nakierowanie. Moja przygoda z depresją (mam nadzieje ze to tylko przygoda) zaczela sie jakies 5-6 lat temu, dokladnie nie wiem, gdyż docieralo do mnie, że to może byc właśnie to. Powili mnie podgryzała. Stwierdzilem, że trzeba chyba iść do lekarza i poszedlem 2 rok temu jak zaczeło mi sie psuć w pracy i rodzinie. Naj[pierw do internisty, który stwierdził, że moża tarczyca, tarczyca jest OK, potem do psychiatry. Jednak po wyjsciu z gabinetu nie bylem pewien kto powinien sie leczyć i odpuścilem sobie. Rok temu poszedlem drugi raz, lekarz przepisal mi w kolejnosci: cital, aurex, lexapro. Ale może po kolei, czy co mi jest. Ogólnie to nic mi sie nie chce, ale to totalnie nic. Nic mnie nie interesuje, nie cieszy, wszystko odkladam na nastepny dzień. Jak sie nazbiera zaleglych spraw to sters, nerwy i tak na okrąglo. Prace zawaliłem, związek mi sie rozpadł, studia nie dokończone i wszystko przez to ze mi sie nie chce chcieć, wszystko mam gdzieś, na niczym mi nie zależy, nie chce spotykac sie ze znajomymi. Jak znajde sobie zajecie które mnie pochlanialo kiedys, to zaraz to zostawiam bo mnie nie cieszy. Pamietam chwile sprzed pary lat, kiedy rwalem sie do dzialnia, nie moglem w domu usiedzieć, a teraz tylko bym siedzial. Dodatkowo ciągle mysli, dlaczego mi sie nie chce, dlaczego tak jest, dlaczego ciagle pod gore. Bezustanne poczycie że plyne pod prąd. Po przepisanych lekach jedynie mniej sie przejmowalem a nawet wcale, ale checi zero. Obecnie jestem na etapie zmiany lekarza, gdyż "mój" zmarł i nie wiem jak z nim rozmawiać, żeby mi wreszcie pomogło.
Dzieki za pomoc.
Chcieć!!!
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
10 paź 2007, 05:37

przez domi88 10 paź 2007, 07:54
Z depresji wyszlam dzieki pomocy innych,ale jeszcze bywaja dni zalamania że przychodza mi do glowy glupie mysli.Boje sie tego.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
09 paź 2007, 19:45

przez Goplaneczka 10 paź 2007, 12:16
Domi, nie bój...
Prawda, jest taka, że przed depresją też miewałaś złe dni, prawda? Ale wtedy to były po proste złe dni. Teraz też się będą zdarzać, ale od razu nie oznaczają nawrotu.
Twój przykład jest inspirujący, buziaki za posta :*
Goplaneczka
Offline

przez Goplaneczka 10 paź 2007, 12:24
camillo-witaj na forum!
Generalnie, z tego co mówi moja lekarka, aktywność i chęć do działania jest krokiem którymś tak w poprawie stanu. Pierwsze jest uspokojenie i wysypianie się.
Nie obawiaj się zmiany lekarza, starsi psychiatrzy są według mnie już zbyt poddani rutynie. Moja dawna lekarka w ciągu 3 wizyt poświęciła mi może wszystkiego 20 minut :? Dopiero na ostatniej wizycie wydusiłam z siebie, że się podtruwam...
Zasugeruj lekarzowi przede wszystkim psychoterapię -generalnie, uważa się z nieznanych mi przyczyn, że do wyleczenia depry starczą leki. Chore, ona przecież skądś przyszła, jak się nie pozbędzie przyczyn-wróci...
Może dawki leków były za małe, może tylko znieczuliły, ale nie pomogły. Albo były źle dobrane.
Z nowym lekarzem rozmawiaj szczerze, powiedz o swoich obawach, o odczuciach po lekach itp.
Życzę powodzenia!
Pisz też na forum-to tez rodzaj psychoterapii, zawsze jest ktoś kto odpowie, przytuli i pocieszy ;)
3maj się cieplutko.
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez eligojot 10 paź 2007, 13:53
Powiem tak: leki nie są wyjściem, więc wcale nie żałuj, że jakoś szczególnie nie zadziałały. To tylko półśrodek. Najpierw musisz ustalić dokładnie kiedy depresja chapnęła Cię po raz pierwszy i wtedy pomyśleć nad okolicznościami, które mogły ją wywołać. Czasami nie da się jednak do tego dojść. Nazywa się to depresją endogenną.

Ważne w Twoim przypadku jest trzymanie się terminów. Dokładnie wiem, że są momenty, gdy się chce wszystko rzucić i czekać na Godota, ale tak nie można. Ustal sobie małe kroczki, że codziennie będziesz coś robić - regularnie zwiększaj sobie obowiązki. Musisz postawić na systematyczność i konsekwencję w działaniu.

Masz zapewne coś co Cię zawsze cieszyło. Odkop tą rzecz - aktywność, hobby lub marzenie. Zacznij pozytywnie myśleć, że sytuacja w której jesteś to tylko stan przejściowy, że musi być tylko lepiej, ale najpierw należy przetrwać tą "zimę" z zaciśniętymi zębami.
Bóg zawsze odpowiada na prośby. Czasem jednak odpowiedź brzmi: "Nie".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
710
Dołączył(a)
09 paź 2007, 17:05

przez .Tomek 10 paź 2007, 14:00
Jak już mądrze napisali poprzednicy, trzeba dojść do źródła żeby rozwiązać problem, a leki mogą być tylko katalizatorem tego procesu, natomiast same go nie zakończą.
Powodzenia w leczeniu, bądź dobrej myśli :) musi się udać :)
Pozdrawiam.
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 13 gości

Przeskocz do