Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Alliness 30 sie 2007, 16:49
nie wiem czy po zdradzie potrafiłabym zaufać :( z resztą mój były nawet mi nie dał szansy..moze tak lepiej..
ale obawiam się podobnej sytuacji :( nie chcę sobie wymyślać problemów, martwić sie na zapas, ale to wszystko mnie przerasta
nie wiem co zrobic, ostatnio wydarzyło sie tyle nieprzyjemnych rzeczy :(
nie potrafię tak do konca zaufać, tu jest wszystko super, a za chwilę mam "doła"-po prostu jeszcze nigdy nie popadałam z jednej skrajności w drugą :( i to tak szybko!
może powinnam odstawić tabletki antykoncepcyjne-od 2 lat biorę bo pomagają w leczeniu trądziku, sama nie wiem :( moze to też ma wpływ na mój stan psychiczny i moze przez to tak bardzo się wszystkim przejmuję?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
28 sie 2007, 16:50

Avatar użytkownika
przez Twilight 30 sie 2007, 16:56
http://www.forum.nerwica.com/viewtopic.php?t=5445&start=195 <- Tu była spora dyskusja o zdradzie i dobrze by ją było tam komentować.

Ten temat zostanie wkrótce przeniesiony do ''Wasze pytania - depresja - co zrobić?"

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez vegge 30 sie 2007, 18:13
leczenie u psychologa trwa rok, wiec sie nie spodziewaj cudu po 1 wizycie

pewnie skonczy sie na tym ze dostaniesz leki uspokajajace po ktorych bedziesz przesypiala polowe doby i utyjesz 20kg

jaka jest alternatywa dla leczenia psychiatrycznego?


zacznij w koncu zyc dla siebie, a nie tylko dla twojego dziecka i rodziny
zadbaj o odpowiednia ilosc relaksu po pracy, codziennie sie odstresowuj zeby nerwy sie nie kumulowaly
przypomnij sobie co sprawia ci przyjemnosc, jaki sport lubilas w szkole, moze rysowalas, gralas na czyms, pisalas...itd odkurz zapomniane hobby i pasje, a takze znajdz cos nowego
jak sie dobrze rozjrzysz w swoim miescie to znajdziesz duzo kursow zainteresowan na ktore mozna chodzic za darmo, zwykle sa organizowane w lokalnych spoldzielniach np nauka tanca, a moze samoobrona dla kobiet

polecam ci wlasnie jakis sport walki, bo dzieki niemu zyskasz pewnosc siebie i przestaniesz sie tak bac zycia
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Twilight 31 sie 2007, 02:50
Uprzejmie proszę o niestraszenie bezpodstawne - leki miewają efekty uboczne, ale dobrze dobrane - żadne, lub zminimalizowane, a bardzo pomagają w leczeniu.

Sławetne ''psychotropy'' po prostu wyrównują poziom neuroprzekaźników, który traci sie w wyniku choroby - cała filozofia. Bardzo często najlepsze efekty daje połączenie terapii i leków leki wspomagają, ale nigdy nie są bazą leczenia, chyba, że to zaburzenie endogenne, czyli wynikające TYLKO z braku danych substancji i przez nie wywołane, (a nie brak substancji jako efekt choroby) ale to zdarza się niezwykle rzadko.

Bzdur o tyciu 20 kilo i przesypianiu połowy doby w ogóle nie słuchaj...

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Rozumiem Cię

Avatar użytkownika
przez ksenia 31 sie 2007, 10:46
Przeszłaś ostatnio tak wiele, że trudno się dziwić temu, że tak trudno Ci dość do równowagii. Myslę, że najleprzym rozwiązaniem byłoby staranie się rozwiązania swoich problemów jakimś pożądku. Mam tu na myśli to aby zastanowić się co jest problemem nr 1 i który z problemów sprawia, że inne mimo, że o lżejszym kalibrze stają się nie do zniesienia. Ja to widzę tak podstawowy problem to ten z postrzeganiem samej siebie tzn brak wiary w siebie, co za tym idzie trudniej jest Ci uwierzyć w innych; zła samoocena ... zapewne myslisz o sobie bardzo negatywnie co również może się przekładać na innych .... dochodzi do tego ogromne opciążenie psychiczne spowodowane traumatycznymi wydażeniami w życiu. Uważam, że pierwsze czym powinnas się zająć to zmianą myślenia. Może gdybys nauczyła się inaczej postrzegać siebie inaczej też postrzegałabyś innych a co za tym idzie nauczyłabyś się widzieć rozwiązania których w tej chwili nawet nie bierzesz pod uwagę. Każdy problem można rozwiązać ale trzeba mieć na to pomysł jak? Czasami trzeba się bardzo skupić i mocno wyciszyć by dostrzec, że tuż za oknem siedzi piekny śpiewający ptak. W natłoku myśli i emocji nie sposób dostrzec samego siebie a cuż dopiero jakieś dobre rozwiązanie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
01 sie 2007, 13:29
Lokalizacja
Katowice

zgadzam się z vegge

Avatar użytkownika
przez ksenia 31 sie 2007, 10:57
mam na mysli to aby poszukać jakieś zajęcie, które dostarcza max pozytywnych wrażeń .... coś co pozwoli Ci zająć się tylko sobą i tylko pozytywnymi doznaniami. Ten kurs samoobrony też brzmi obiecujaco. Co do leków to różne leki mają różne skutki uboczne czasami bardzo silne czasami właściwie się ich nie odczuwa. Napewno nie są doskonałe i każde leki mają negatywny wpływ na dwunasnicę oraz wątrobę ... zwłaszcza gdy trzeba je przyjmować przez lata ale co zrobić jeśli inaczej nie da się .... smutne
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
01 sie 2007, 13:29
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez Alliness 31 sie 2007, 20:31
masz rację! sposób myślenia to mój główny problem! i to przejmowanie sie wszystkim, nawet drobiazgami :(
moja sammocena na pewno wpływa na mój nastrój- ostatnio mam problem z facetem-zauważyłam, ze po tym co mi sie przytrafiło z poprzednim, teraz nie tylko nie potrafię zaufać, zauwazyłam u siebie taką skłonność do wycofywania się: jak widzę że coś nie tak (chociaż jak tak się nad tym zastanowię to się okazuje ze jest ok) to ja od razu odwrót, od razu zakładam najgorsze, od razu chcę zerwać...jakbym się bała kolejnej porażki, ze znów mnie ktoś zrani; juz kilka razy powiedziałam obecnemu wprost ze może lepiej to zakończyć..:( w poprzednim zwiazku bałam sie tego powiedzieć a w tym na początku pytałam za często, mimo ze mi zależało :( Boję się, ze w koncu będąc wzłym humorze zrobię coś głupiego czego potem będę załować :(
gdybym lepiej myślała o sobie to bym nie miała takich problemów:( nie widziała w każdej dziewczynie konkurentki, bardziej wierzyła własnemu chłopakowi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
28 sie 2007, 16:50

przez akvile 31 sie 2007, 21:38
Mój pierwszy post. Witam wszystkich
potrzebuje waszej rady
Właściwie, to chyba bez obaw coś ze mną jest nie w porządku. Od niepamiętnych czasów, czyli od dzieciństwa pamiętam siebie w łóżku ze łzami w objęciu niebieskiego zająca, któremu się wyżalałam i chciałam by był włożony ze mną do grobu. Takie myśli w wieku około 6 lat. Później wiek szkolny. Ukrywałam się w 4 ścianach, mając zawsze wymówkę, że mam dużo nauki. Rodzice normalnie wyganiali mnie z domu, żebym tylko gdzieś poszła, na dyskotekę, na spacer... Chowali przede mną książki, zabraniali mi się uczyc. Tak minęły szkolne lata, najlepsza uczennica, słynąca wielkim poczuciem humoru, talentem aktorskim i wiecznym smutkiem, nieskończonymi łzami, strachem, zniechęceniem do życia. Wszystko źle. Oczywiście wiedziałam o tym tylko ja. Wieczna samotnośc. Na zewnątrz potrafiłam na pozór byc usmiechnieta i śmieszna.
W wieku 15-16 było najgorzej. Myśli samobójcze, krojenie rąk w towarzystwie mojej najlepszej przyjaciółki – Płaczu. Myślałam, że to tylko przejściowy okres. Ze to normalne, minie.
Minęło juz trochę lat od wspomnień z dzieciństwa i myśli samobójczych w wieku nastolatki. Teraz mam 19 lat. Zmieniło się jedno. Zaczęłam inaczej myslec. Samobójczych myśli nie ma. Zaczęłam kochac zycie, chcę brac kazdy dzień dla siebie. Chcę robic to i tamto. Poznawac nowych ludzi. Ale... Jest to ale. Chyba się przyzwyczaiłam do samotności, smutku i płaczu. Kazdy dzień płaczę, to pozostało jeszcze z dzieciństwa, nie pamiętam nocy podczas, której bym nie płakała. Zawsze. Ogromny smutek. Ciągle się martwię o kogoś. Szybko się denerwuję, bywam agresywna. Lubię towarzystwo, mile sobie spędzam czas, ale po kilku godzinach tak mi tęskno za samotnością, że muszę przeprosic wszytskich i wyjśc, pójśc do siebie, do 4 scian. Po za tym często występują takie objawy już cielesne aniżeli te duchowu – niewidzialne.
- Kołocze mi się serce
- Czasami tak kłuje w sercu, aż zwala mnie z nóg
- Okropne bóle głowy
- Napad jakichś drgawek (drżą mi dłonie, i czuję mdłości, duszę się)
- Pomimo iz jest upalnie, nie czuję stóp, bardzo mi marzną, muszę spac w skarpetach, grzac w gorącej wodzie
- Ostatnio wypadają strasznie mi włosy
- Spada waga
- Brak sił (nie mogę nawet utrzymac kubka z herbatą)
- Rozmawiam sama do siebie (czy też z widelcem lub łyżką)
- Siedzę często i tylko myślę, myślę, wspominam, zadręczam się
- Albo ogromna obojętnośc (dla mnie najgorsza) nic nie czuję
- No i ten wieczny płacz. Ktoś mi tylko zrobi mała uwagę, a ja już mam oczy pełne łez

I to uczucie, że potrzebuje teraz tego płaczu i zmartwien. Na tyle się do tego przyzwyczailam, że juz się tym nakręcam. Rodzinę mam normalną. Oni widzą moje zachowanie, czasami beznastrojowe, nieposłuszne, agresywne, zdenerwowanie, częsty płacz wg nich bez powodu, ale chyba nie zdają sprawy, że to coś poważnego i trwa od bardzo dawna. A i ja, w myśl, że nie chcę nikomu sprawiac przykrości, poprostu nie wiem jak mam powiedziec, że potrzebuję pomocy lekarza. Po rozpoczęciu studiów mało czasu spędzam w domu, tylko w letnie wakacje. I się z tego powodu cieszę, bo w domu tylko co robię, to płaczę i się denerwuję.
Czy to bardzo poważne? I wogóle jak mam to nazwac? Napewno nerwica? I co z tymi objawami cielesnymi? Może choruję na coś więcej?
dziekuje
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
31 sie 2007, 21:26

Avatar użytkownika
przez Twilight 01 wrz 2007, 01:58
Hm, fobia społeczna? (rodzaj nerwicy lękowej...)

Jeżeli jeszcze nie jesteś gotowa/nie chcesz mówić rodzinie, może zasięgnąć porady lekarza ''dyskretnie'' - nikt nie ma prawa informować kogokolwiek, jeśli sobie tego nie życzysz.

Moim zdaniem powinnaś pójść do psychiatry, (nie potrzeba skierowania) aby wykluczyć zaburzenia endogenne (czyli takie, które WYNIKAJĄ z nieprawidłowego poziom pewnych substancji w mózgu/organizmie) jeżeli faktycznie jesteś pewna, że nie było żadnych czynników zewnętrznych, które mogłyby Cię w taki stan wpędzić.

Jeżeli lekarz nie potwierdzi endogennej genezy choroby, to stanowczo odradzam JEDYNIE branie leków - wtedy polecam terapię łączoną z nimi. Może ktoś z zewnątrz będzie w stanie dojść razem z Tobą do przyczyn? Może złe priorytety? Może nie pozwalasz/ nie pozwalałaś sobie na jakieś uczucia, miałaś szkodliwe, błędne reakcje na emocje? Kto wie.

Fajnie, że napisałaś.

Pozdrawiam

Ps.

akvile napisał(a):- Rozmawiam sama do siebie (czy też z widelcem lub łyżką)


Hej, też gadam do sprzętów :D IMO to całkiem normalne :lol:
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

[Moja historia] zyciowynieudacznik

przez zyciowynieudacznik 07 wrz 2007, 02:48
Chciałem wam opowiedzieć moją historie która niestety coraz bardziej wpędza mnie w depresję ,ogarniają mnie od dłuższego czasu tak negatywne myśli że chyba potrzebuje pomocy . Przepraszam że aż tak się rozpisałem mam nadzieje ze zrozumiecie .
Chciałem się też spytać czy ktoś ma podobne życie?






Szczęście czy może jednak pech? Wiele razy się nad tym zastanawiałem czy moje życie i to co mnie spotkało to jedno wielkie szczęście czy też może jeden wielki niefart życiowi…a to moja historia . Mam na imię Paweł obecnie mam 18 lat i zacząłem zastanawiać się nad własnym życiem czy było szczęśliwe czy może jednak pechowe. Trzy może cztery miesiące po urodzeniu lekarze stwierdzili u mnie mpd ( mózgowe porażenie dziecięce) jednak nie całkowite tylko kurczowe połowiczne czyli nadawałem się do normalnego przedszkola, szkoły itp. Lecz oprócz mpd byłem i jestem strasznie otyłym dzieckiem . Rodzice postanowili zapisać mnie do normalnego przedszkola jednak moje szczęście nie trwało zbyt długo ponieważ panie przedszkolanki stwierdziły po kilku tygodniach że jednak nie nadaje się do przedszkola ponieważ i tu właśnie nie podały konkretnego powody niby że byłem bardzo niegrzecznym dzieckiem …Wiec moja mama postanowiła zapisać mnie do przedszkola rehabilitacyjnego ponieważ kolejne normalne przedszkola odmawiały przyjęcia. Spędziłem tam czas do zerówki i to czego doświadczyłem a raczej nie doświadczyłem by było bardzo smutne dla dzieci w wieku przedszkolnym (przynajmniej mi się tak wydaje) z tego co wiem to małe dziecko potrzebuje się pobawić wyjść na powietrze pobiegać czyli po prostu normalne dzieciństwo jednak w tym przedszkolu takiego czegoś nie było . Do tego przedszkola były zapisane dzieci z mpd ale nie tak jak ja z kurczowym połowicznym tylko z innymi typami mpd i dzieci które też cierpiały na innego cieszcie choroby które atakowały mózg . Dzień w tym przedszkolu wyglądał tak że rodzice przyprowadzali swoje pociechy które po prostu nie wykazywały żadnego zaingerowania taka takie ciało bez dusza lub dusza uwieziona w ciele która nie może nic powiedzieć no i ja dziecko które chciał się bawić lecz nie miało z kim i czym się bawić i tak w wyglądały moje dni w przedszkolu siedzenie na dywanie czy na jakimś materacu i patrzenie się w ścianę i tak to trwało o zerówki . Mojej mamie udało się znaleźć dla mnie zerówkę doktora by mnie przyjęła. Jednak i tu pojawił się „zonk” tylko nie tego typu co w przedszkolu tu było coś innego a mianowicie przedszkolanka która się opiekowała zerówka miała też dziecko chore na mpd tylko tą gorszą wersje i po prostu mnie znienawidziła za to że ja się mogę ruszać mówić a jej dziecko nie , jednak udało mi się jakoś przez tą zerówkę przejść i pójść do szkoły . tu też się pojawiły pewne komplikacje a mianowicie moja mama musiała dostarczyć różne dokumenty i zaświadczenia jednak udało się dostać. Pierwsze trzy klasy zleciały normalnie bez większych problemów schody psychiczne zaczęły się od klasy czwartej a mianowicie nauczyciele zaczęli się zemną obchodzić jak z porcelaną typu gdy prosili kogoś o pomoc czy nawet o odpowiedz przy tablicy jakoś zawsze mnie omijali nawet gdy mnie już wyczytywali to zawsze stwierdzali że ja jednak nie . Natomiast moja klasa zaczęła mi się dziwnie przyglądać tzn że cokolwiek zrobiłem nie obyło się bez śmiechu i bez komentarzy uwagi i docinek . Po kilku latach naprawdę byłem już tak bardzo zaszczuty że opuściłem się w nauce ponieważ wolałem nierobie nić niż być głównym tematem jednak ta taktyka i tak nie działała . W podstawówce też wyjechałem na jedyną w moim życiu zieloną szkolę na której to co robili nauczycielu było niczym w porównaniu z tymi paniami a mianowicie ciągłe pytania jak się czuje czy mi czegoś nie trzeba i inne różne rzeczy których strasznie nie lubię pamiętam też że odbył się tam turniej pig-poga który wygrałem nie dlatego że byłem dobry tylko dla tego że te panie przed turniejem zawołały wszystkie dzieci i powiedziały ze mają dać mi wygrać . Później nastało gimnazjum w którym w gruncie rzeczy było tak samo jak w podstawówce poza jednym przedmiotem a mianowicie W-F gdzie nauczyciel był całkiem inny niż w gimnazjum i wymagał odemnie max i w kilku dyscyplinach sportu byłem nawet całkiem niezły do tego stopnia że widział mnie w szkolnej drużynie niestety nie on był za ta drużynie odpowiedzialny tylko inny nauczyciel który po prostu Niechciał mnie wręcz powiedział mi wprost że to nie para olimpiada . P tym przykrym lamnie incydencie postanowiłem zrezygnować z W-Fu. Nastała szkoła średnia dostałem się do swojej wymarzonej szkoły . Jednak i tu szczęście nie trwało długo nauczyciele inni niż w podstawówce czy gimnazjum ale natomiast moja klasa widziała wemnie całkowitego odmieńca , później stało się coś co jeszcze pogorszyło moją sytuacje a mianowicie zwykłe połkniecie na korytarzu sprawiło że dyrekcja wezwała moich rodziców do szkoły gdzie dali takie jak by ultimatum że musze przejść na nauczenia indywidualne czyli w domu, musiałem się niestety zgodzić i lekcje w domu mam do dnia dzisiejszego . Jest jeszcze sytuacja z moim starszym bratem który gdy byłem mały strasznie mnie nienawidził teraz ta sytuacja jakoś się unormowało z powodu naszego wieku ale przypuszczam że on mnie nie nawiedził właśnie przez to że jestem niepełnosprawny . Są jeszcze sytuację gdy idę ulica i gdy koło mnie przechodzi normalna osoba czy tez osoba niepełnosprawna to wygląda to tak że osoba sprawna zaczyna się dziwnie namnie patrzyć gdy jest młoda to padają jakieś docinki lub śmiech a gdy przechodzi osoba niepełno sprawna z kulami czy na wózku to sytuacje jest ta sama tylko że oni myślą że jestem osobą która ich przedrzeźnia (bo niestety ja kuleje) kilka krotnie zostałem przez nie zmieszany z błotem i jest w sumie ostatnia sprawa , sprawa przyszłości w której niestety nie widzę siebie w roli ojca a to dlatego co powiem swojemu synowi gdy mnie spyta „tato czemu taki jesteś” lub gdy niestety nie będę mógł go nauczyć kilku rzeczy ze względu na moje ograniczone ruchy . Wiec tak się zastanawiam czym ja mam szczęście z jednej strony z jednej strony mogło być gorzej mogłem być przykuty do wózka i być opóźniony w rozwoju z drugiej strony jak patrzę na statystyki to mam cholernego pecha bo z mpd rodzi się 2/1000 dzieci . No i w końcu wychodzi na to że nie pasuje ani do pełnosprawnego świata ani do niepełnosprawnego.





pozdrawiam
Posty
1
Dołączył(a)
07 wrz 2007, 02:39

przez Goplaneczka 07 wrz 2007, 17:39
Pawle-faktycznie Twoje problemy są nieciekawe.
Powinieneś poszukać pomocy terapeuty-masz do niej wszelkie prawa. Zaszczucie przez otoczenie pozbawiło Cię wiary w siebie i swoje możliwości.
Zrób wszystko, by ją odzyskać.
I uwierz, że masz szczęście. Po prostu przerosłeś swoje otoczenie :mrgreen:
3maj się cieplutko i pisz dalej-to dobra terapia.
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Daria Sz. 09 wrz 2007, 22:38
Hej, myślę że jesteś normalnym, pełnowartościowym człowiekiem! Jedynym problemem jaki u Ciebie zauważam to brak pewności siebie,brak wiary we własną siłę. Sama mam z tym problem, uważam że jestem poprostu beznadziejna (chociaż nie mam pnd). Myslę, że nad tym, można popracować! tak jak pisze Goplaneczka - pomyśl nad terapią. Trzymam za Ciebie kciuki i pamiętaj nie jesteś sam :D
memento mori...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
04 sie 2007, 19:09

[Moja historia] kasiaju1

przez kasiaju1 22 wrz 2007, 14:46
witam.jestem mężatką,mam wspaniła 2 -letnią córe,ktora kocham nad zycie,a w styczniu 2008 r. urodzi mi sie drugie maleństwo...wydawałoby sie ze w zyciu mi nic nie brakuje....z męzem układa sie roznie.od pewnego czasu jestem w totalnym dolku,płacze po kryjomu,mowie do siebie,mam bardzo czesto mysli samobójcze...wiem ,ze pomyslicie co za idiotka nosi w sobie dziecko achce sie zabic...ale tak jest.ciezko mi strasznie,mam lęki związane z podwojnym macierzynstwem, ztym ze mąż mnie w koncu zostawi (ostatnio przynajmniej raz w tyg.znika gdzies na noc...)!strasznie boje sie życia,kontaktru z ludzmi i nawet teraz pisze to i mysle zeby trzasnac dzrzwiami i uciec....gdzies gdzie mnie nikt nie znajdzie!pomozcie prosze!naprawde jest ze mną coraz gorzej!juz mnie nawet nie cieszy usmiech i uscisk wlasnego dziecka....
kasiaju1
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
22 wrz 2007, 14:35

przez Pstryk 22 wrz 2007, 17:06
Cześć kasiaju1. Miło Cię poznać.
Nie jestem matką, nie mam dzieci więc nie mogę powiedzieć, że wiem, co czujesz. Potrafię sobie jednak wyobrazić. Sytuacja z mężem wygląda nieciekawie. Myślę, że powinnaś od tego zacząć. Nie czujesz się bezpiecznie w tym związku. Nie wiem jak Wasze życie wygląda na co dzień, jednak poczucie niestabilności na pewno nie służy ani Tobie ani dziecku. Przede wszystkim zadbaj o siebie. Polecam wizytę u specjalisty, aby fachowo określił Twój stan. Terapia dobrze by Ci zrobiła.
Ostatnio edytowano 22 wrz 2007, 17:07 przez Pstryk, łącznie edytowano 1 raz
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do