Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez kasja 01 sty 2010, 17:13
mam depresję i nerwicę lekową, biorę leki ale chcę spróbować psychoterapi, czy ktos zna dobrego psychologa z okolic leszna lub kościana w wielkopolsce?
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
18 sty 2009, 11:17

jak sobie poradzić?

przez smutna86 06 mar 2010, 13:21
Historia długa i nudna, więc nie będę się zbytnio rozpisywać.

W skrócie: wszyscy mnie olali i czuję się taka niepotrzebna :(

Rozstałam się z chłopakiem i to z wielkim hukiem. Bylismy razem 3 lata, od prawie roku mieszkaliśmy sami, planowaliśmy wspólną przyszłość.
Wbrew pozorom, zniosłam to rozstanie bardzo dobrze. Dobrze, w sensie, że nie płaczę po nocach, moje życie nie straciło przez to sensu.
Problem tkwi w moich rodzicach. Mój ojciec winą za wszystko obarcza mnie. Ja stałam się ta złą, niedobrą, a niedoszły zięć jest biednym i poszkodowanym przeze mnie. Eks wycwanił się do tego stopnia, że chodzi do mojego ojca, gada mu głupoty, jak to np pozyczyłam od niego pieniądze, a mój ojciec nie weryfikując tego, daje mu każdą kasę. Jest generalnie na każde jego skinienie,a mną się w ogóle nie interesuje. Dochodzi do tego, że ja od 2 dni nic nie jadłam (nie mam kasy), podczas gdy eks w najlepsze rozbija się po lokalach za pieniądze mojego ojca. Krew mnie zalewa na tą sytuację.

Moja matka jest tak pomiędzy, ale ona w ogole nie widzi problemu. Zamiast mnie wspierać, być po mojej stronie, powtarza na okragło, że mam posprzątac i nie wymyslac sobie problemów. Jest w stosunku do mnie nielojalna, bo gdy eks był u nich ostatnim razem po kasę, nawet do mnie nie zadzwoniła, żeby zapytać, czy to co eks gada to prawda. Jednym słowem, traktują mnie jak powietrze.

Eks rozpowiedział wszystkim historie z mchu i paproci, w efekcie w oczach wszystkich znajomych, mojej i jego rodziny wyszłam na potwora, a on na świętego.

Nic mi się nie chce. W domu burdel, nie mam nawet jednego czystego kubka, chodze wymemlana i mam wszystko gdzieś.

Nie umiem przejśc nad tym do porządku dziennego. Sytuacja mnie męczy i wykańcza. Jestem smutna, zła i rozżalona. Brak kogokolwiek, z kim mogłabym pogadać i się wyżalić.

Do dupy to wszystko :( powinnam się już zacząć leczyć, czy jeszcze poczekać? :(

Pozdrawiam smutno.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 mar 2010, 13:03

Re: jak sobie poradzić?

przez VasqueS 06 mar 2010, 13:29
smutna86, Witaj ja bym na twoim miejscu rozmawiał z rodzicami a zdanie innych i tak zwerwyfikuje się poza tym ja jeśli moi znajomi wierzyli by w każdą bajkę to bym nie był za takimi znajomymi może z nimi też porozmawiasz, że się pokłóciliście z nim i on wciska bajki co od leczenia to musisz sama zdecydować jeśli od dłuższego czasu się źle czujesz to pójdź do lekarza psychiatry porozmawiaj z nim i on zadecyduje co zrobić.
Trzymaj się
Porozmawiaj szczerze z rodzicami bo ich zdanie trzeba zweryfikować powiedz tak jak jest i tato powinien za którymś razem zrozumieć.!
VasqueS
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: jak sobie poradzić?

przez ewaryst7 06 mar 2010, 13:33
Sytuacja rzeczywiście , conajmiej dziwna.Oj przydałaby się rozmowa z Twoim eksiem i z Twoimi rodzicami.Konfrontacja.Nie wiem czy masz na to ochote i siłę, ale radze zawalczyć o siebie.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: jak sobie poradzić?

przez smutna86 06 mar 2010, 13:42
Ojciec w ogóle nie chce ze mną rozmawiać. Od czasu rozstania udaje, że mnie nie zna.
Matce powiedziałam, jak wygląda sprawa, to kazała mi się nie przejmować, stwierdziłą, że to przeciez nie moje pieniądze, więc co mnie obchodzi, że ojciec mu je dał.
Ja wiem, że to nie moje pieniądze, ale on je od niego normalnie wyłudza, a ja chodze głodna!
Bożżż jakie to frustrujące :(
Jestem jedynaczką i w takich chwilach zazdroszczę każdemu, kto ma jakieś rodzeństwo. Może wtedy łatwiej by mi było przez to przejść :(
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 mar 2010, 13:03

Re: jak sobie poradzić?

przez VasqueS 06 mar 2010, 14:51
smutna86, Rozumiem co czujesz ale rozmawiaj z mamą o tym może ona za jakiś czas wpłynie na ojca a postaraj się nie przejmować albo powtarzać tak jak sprawa wygląda gdy ojciec będzie się odzywał
Jak się czujesz ?!
VasqueS
Offline

Re: jak sobie poradzić?

przez smutna86 10 mar 2010, 20:33
Dziękuję :) :*
Czuję się... chyba lepiej. Tzn. mam ambitny plan dbania o siebie. Póki co, to tylko plan, ale sam fakt, że go mam to chyba jakis krok. Albo sobie tak wmawiam.
Chciałabym duzo zmienić, ale nie moge sie zmusić.
Zawsze byłam uparta, ambitna, impulsywna i lekkomyślna. Mściwa i pamiętliwa. Żylam chwilą i robiłam to, na co w danej chwili miałam ochotę. Do celu po trupach. Stawiałam na swoim każdym kosztem.
Teraz się okazuje, że ja w zasadzie nie mam żadnych zalet i to też mnie dobija.
Zreszt powiem Ci, że ja już nie wiem, czy mnie dobija, czy nie dobija.
Z ojcem probowalam nawiązać porozumienie. Dzisiaj nawet zaproponował mi zupę! I po pozornie przełamanych lodach, wszystkoo wróciło do normy.
Kupię sobie chyba trzeciego psa! Wtedy już wszyscy uznają mnie za nienormalną, a ja zacznę się kreowac na V.Villas ;)
Próbuję robić cos pożytecznego. A jedyne, co mi wychodziło, kręciło się zawsze wkoło zwierząt.
Nie umiem gotować, malować, śpiewać. Cholera dla mnie nawet przyszycie guzika jest wyzwaniem :/
Jestem beznadziejna :/
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 mar 2010, 13:03

druga strona rozpaczy... smunta historia

przez one day... 10 mar 2010, 23:40
Witam wszystkich!
W moim życiu niestety nie potrafiłam dokonać właściwego wyboru... Tak łątwo podjąć błędną decyzję i ocknąć się gdy jest już za późno.

Moje życie w pewien sposób skończyło się dwa miesiące temu, gdy mój kolega/ przyjaciel... nie wiem jak nazwać nasze relacje...popełnił samobójstwo.

Nasze relacje na pół roku przed tym tragicznym wydarzeniem, mimo, że trwały raptem kilka miesięcy, były bardzo silne, bliskie i bardzo emocjonalne. JEDYNE. Niestety zdałam sobie sprawe jak bardzo mi na Nim zależało zbyt późno bo po Jego śmierci., bo byłam zajęta pracą, awansem , brakiem czasu nad głębszym wniknięciem w swoją duszę. Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że wychodze za mąż a dopiero teraz, (mimo tego, że się domyślałam) gdy Jego nie ma dowiedziałam się od Jego bliskich jak bardzo mnie kochał...

Wszystko jest tak skomlikowane... Mimo, że byliśmy dla siebie tak bliscy to nie potrafiliśmy nazywać rzeczy po imieniu. ON dlatego, że nie chciał mi się wpieprzać w życie i dał mi wybór...

JA bo sama mam ze sobą problemy i dopiero TERAZ w rozmowie z koleżanką, nieświadomie powiedziałam, że czegoś, zrozumienia, brakuje mi w moim przyszłym mężu. A tego mi nie brakowało gdy byłam z NIM. A czemu w wakacje tego nie widziałam??? Bo cieszyłam się zaręczynami??? Chyba nie bo On też słyszał, jak mówiłam, że w zasadzie się nie wyszalałam w swoim życiu, że nic tylko praca i obowiązki... Bo szukałam szczęścia dookoła a nie widziałam go pod nosem???

I to nie tak, że On popełnił samobójstwo z mojego powodu... To był niestety ten typ który nie potrafił sprostać własnym ambicjom. Starał się znaleźć schronienie w swoich celach, zmieniająć prace, miejsce zamieszkania itp. Ale jestem również świadoma, że szukał we mnie tego spokoju którego tak bardzo potrzebował. I mówił mi, choć nie wprost, że czuje się samotny, że jak wyjedzie to nikt nie będzie za nim tęsknił, prócz matki. A gdy wymieniałam mu po kolei bliskich i znajomych on mówił, że to nie taka tęsknota o którą mu chodzi...
Teraz wiem, że nie chodziło o jego wyjazd, ale śmierć...

I wiem, że tak bardzo chciał założyc rodzinę ale mówił mi, że tak trudno znaleźć normalną dziewczynę... A teraz dowiaduję się, że mówił, że mogłabym to być tylko ja i żadna inna. Wiem, że nie sądził że się o tym dowiem bo nie miałam kontaktu z jego rodziną. Dowiedziałam się o tym przypadkowo. A ja swoją lekkomyślnością szansę mu dawałam a za chwilę odbierałam...

A jak nam się kontakt urwał? pół roku temu gdy wyjechał. Spotkalam kogoś z przeszłości w pracy, kto nagle stał się dla mnie mega atrakcyjny i bezczelnie, egoistycznie mu o tym mówiłam... raniłam. I chyba to go przerosło, bo pierwszy raz przyparł mnie do muru pytając o co mi chodzi... Wtedy przestraszyłam się i powiedziałam, ze gdybym wiedziała to byłabym szczęśliwa. i On powiedział mi wtedy ZE TEŻ MAM PROBLEM. I to pawda...

I wtedy poczułam, że nie jestem mu obojętna... Podświadomie poczułam, że nie moge go obarczać moimi rozterkami i że ranie mojego nażeczonego i podczas naszej ostatniej rozmowy telefoniczej powiedziałam, że musze zająć się przygotowaniem do ślubu i wszystko muszę sobie odpuścić. A ON powtórzył za mną kilka razy, że trzeba sobie odpuścić... i odpuścił...
Ale wcale nie chciałam żebyśmy sobie, odpuszczali, ale wydawało mi się że nie ma innego rozwiązania...
Szkoda tylko że to wszystko zaczynam rozumieć w momencie gdy już nic nie moge zmienić... Gdy jego do życia już nie przywróce. Moje łzy już na nic się nie zdają... I jestem w takiej pustce.

I szkoda, że nigdy mu nie powiedziałam ile dla mnie znaczył…

ON NIE ŻYJE, A JA ŻYJĘ NIE ŻYJĄC.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 mar 2010, 22:26

Re: druga strona rozpaczy... smunta historia

przez ewaryst7 11 mar 2010, 07:31
bardzo Ci współczuje.Nic dziwnego , że czujesz się zagubiona.Ale to minie.Bo , choć to zabrzmi okrutnie , Twoje życie potoczy się dalej.Bez niego..
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: druga strona rozpaczy... smunta historia

przez Pain 11 mar 2010, 08:25
Popłakałam się, czytając Twoją historię. Tak bardzo Ci współczuję, nawet nie wiesz jak strasznie mi przykro, że spotkało Cię coś tak strasznego. Z przerażeniem widzę też podobieństwo do mojej obecnej relacji z chłopakiem. On też szuka we mnie spokoju. Choruje na depresję, więc często mówi o śmierci. Jestem wtedy przerażona, że zostanę w takiej właśnie pustce, w jakiej Ty teraz jesteś. Różnica jest taka, że my jesteśmy razem i świata poza sobą nie widzimy. To też jest moja JEDYNA silna, bardzo emocjonalna relacja. Dla mojego chłopaka istnieję tylko ja i nikt inny, tak samo dla mnie jest on i nikt poza nim. Gdybym go straciła, wiem, że już nigdy nie mogłabym być z kimkolwiek innym. Bo on jest miłością mojego życia, którą czuję w każdym zakamarku swojego ciała, całą sobą, tak jak nigdy. Mam 21 lat i w tym osiemnastolatku znalazłam sens swojego życia, swoje szczęście, spokój i ukojenie. Wiem, że muszę go chronić. Nie chcę potem żyć, nie żyjąc..
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: druga strona rozpaczy... smunta historia

przez one day... 11 mar 2010, 12:11
Dziękuję za słowa otuchy...
Pain, skoro wiesz, w przeciwieństwie do mnie, że go kochasz to rozmawiaj z nim i mów jak bardzo jest ci potrzebny... Nie wiem co jest przyczyną jego depresji bo nie łatwo jest powiedzieć, nazwać co nas boli. Ale musi trafić do tego źródła, bo inaczej przepadnie.

Teraz dużo czytam na temat depresji. W moim, JEGO przypadku wiem, że to było załamanie nerwowe... Mimo, że osiągnął WSZYSTKO co mógł w swoim życiu zawodowym, spełnił swoje ambicje, to niestety okazało się, że sukcesy te go de facto wcale nie zaspokoiły. Chciał więcej więcej i gdy trafił na sam szczyt to okazało się, że stanął na samym szczcie nad przepaścią. I nie było nikogo kto by go rozumiał. Przynajmniej tak myślał w chili samobójstwa...Tak cholernie się mylił...

DLATEGO PISZE W TYM MIEJSCU O TEJ HISTORII, MOJEJ HISTORII.
PROSZE WSZYSTKICH SAMOBÓJCÓW, ŻEBY NIE MYŚLELI ŻE SĄ SAMI NA TYM ŚWIECIE.

Bo na pewno jest jakaś osoba na tym świecie, albo będzie która będzie WAS rozumiała i kochała takimi JAKIMI JESTEŚCIE. A życie jest niestety okrutne splata ze sobą różne historie, tak jak jest to w moim przypadku i nawet nie JESTEŚCIE świadomii jak bardzo ktoś może WAS kochać, lubić!!!!!!!!!!!!!! WY NIE MOŻECIE TEGO WIEDZIEĆ BO TO BY BYŁO ZA PROSTE!!!

MOI DRODZY WY NIE WIECIE CO MYŚLĄ O WAS INNI, I NIGDY NIE BADZCIE PEWNI ŻE JEŻELI KTOŚ SIĘ OD WAS ODWRÓCIŁ, ZOSTAWIŁ TO JUŻ NIE MYŚLI, ŻE NIE ZALEŻY. mI BARDZO ZALEŻAŁO, CHOĆ NIE WIEDZIAŁAM...

Moja historia jest drugą stroną rozpaczy, rozpaczy jaka pozostała bo mogłam zadziałać, powiedzieć chociaż jak bardzo mi zależy...
WIEM ŻE BARDZO TEGO POTRZEBOWAŁ.

Nie zostawiajcie tego świata bez siebie. Jest dużo lepszy dlatego, że WY jesteście. Po prostu jesteście

PS tak bardzo za TOBĄ tesknię;-(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 mar 2010, 22:26

Re: druga strona rozpaczy... smunta historia

przez Pain 11 mar 2010, 12:48
Znowu płaczę.. To prawda, co mówisz. Ktoś, kto planuje odebrać sobie życie, myśli, że jest sam. Nie rozumie, że nie jest. To smutne..

Wiesz, niedawno po raz trzeci w swoim krótkim życiu próbowałam się zabić. Za każdym razem docierało do mnie, że przecież nie mogę. Bo jest on i on sobie beze mnie nie poradzi. Tak strasznie mi przykro, że Twój przyjaciel nie dostrzegł tego w porę..
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: druga strona rozpaczy... smunta historia

przez eufrozyna 11 mar 2010, 13:42
Czytam Wasze posty, które są bardzo smutne ale, które uświadomiły mi coś ważnego, coś co chyba do mnie nie docierało...

Jestem znowu w takim momencie w życiu, że nie wiem co się wydarzy jutro, za tydzień, nie wiem czy za miesiąc będzie mi się chciało żyć czy nie. Ale póki mogę jeszcze myśleć w miarę racjonalnie i póki jeszcze mogę coś zmienić to chce udać się do psychiatry po pomoc.
Wasze posty nie są artykułem w gazecie, to nie są jakieś teoretyczne rozważania, może to co napiszę jest banalne, ale tu są prawdziwi ludzie i prawdziwie emocje. A teraz właśnie dotarło do mnie to, że moi bliscy też są takimi prawdziwymi ludźmi i gdyby wiedzieli o tym co się ze mną dzieje to na pewno chcieliby żebym walczyła i była przy nich, chcieliby mi pomóc. A ja ich tylko ranię, nie mogę tego znieść...

Trzymajcie się i bądźcie silne – wiem, że to banał ale po prostu brak mi słów...
eufrozyna
Offline

Re: druga strona rozpaczy... smunta historia

przez one day... 11 mar 2010, 23:41
Walczcie. Ja też walcze, do głowy przychodzą mi dziwne pomysły;-(

W dniu JEGO śmierci śnił mi się. Przyszedł i próbował mnie pocałować. A ja go odepchnełam. Spojrzał na mnie i powiedział, że chciał ze mną porozmawiać, że tak bardzo chciał mnie zobaczyć. A ja mu powiedziałam, że nie chce ze mną rozmawiać, tylko zaczyna mnie całować. I wtedy powiedział, że musi już iść, że każdy ocenia go po pozorach. I wiedy powiedziałam, żebyśmy porozmawiali a on taki smutny po tym jak go odepchnełam powiedział, że musi już iść... A ja powiedziałam, żeby poczekał żeby się nie denerwował bo to tylko sen. A ON mi powiedział, że to nie jest sen... i że go już nigdy nie zobaczę...Po tym znikł. I znalazłam się w firmie, w której się poznaliśmy a ja nadal pracuję... Stałam tam i mówiłam, że ON nie żyje...
Tego samego dnia będąc w pracy dowiedziałam się o tym, że popełnił samobójstwo.

Pisząc to mam wrażenie, że to wszystko sen. Że zaraz się obudzę i wszysko będzie normalne. Bo czy takie historie jak Nasza się zdarzają?????????
Przecież to wszystko było jednym pasmem niedopowiedzenia... Skoro mi tak zależy to czemu go zostawiłam... przecież miałam wybor...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 mar 2010, 22:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do