Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: wszystko do bani

Avatar użytkownika
przez danuta2543 16 lis 2008, 18:04
zalamanygda Bóg dał każdemu życie wiec nie odbieraj sobie bo to trochę nie mądre ,spójrz na ludzi którzy naprawdę cierpią i ocen sam , a jednak chcą żyć jak najdłużej, mimo ze cierpią tak mocno dla nich liczy sie każda godzina życia ,spójrz na nich i na siebie. Ty tylko masz załamanie nerwowe a z tego idzie sie wyleczyć wiec nie podawaj się,będzie wszystko dobrze .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
24 wrz 2008, 18:36

Re: wszystko do bani

przez cadarxx 16 lis 2008, 22:32
danuta2543 napisał(a):spójrz na ludzi którzy naprawdę cierpią i ocen sam , a jednak chcą żyć jak najdłużej, mimo ze cierpią tak mocno dla nich liczy sie każda godzina życia ,spójrz na nich i na siebie.


Zbytnio w to nie wierzę. Oni raczej boją się śmierci, udają przed bliskimi, że są szczęśliwi, żeby im przykrości nie robić, choć oczywiście jak wszędzie wyjątki się zdarzają.

zalamanygda napisał(a): dajcie mi jakis sposob na skonczenie ze soba dzieki


Sposobów jest mnóstwo, ale pewności co do udanej próby niestety nie ma. Zapewne jesteś młody, powalcz jeszcze, nie takie cuda się w życiu zdarzają.
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
23 maja 2008, 01:36

Re: wszystko do bani

Avatar użytkownika
przez gabriel 17 lis 2008, 09:58
Pomyśl tylko, że do bani jest tylko w twojej 'bani' :smile: Świat nie jest ani szary, ani zły to my jesteśmy szarzy i źli. Warto żyć choćby dla tych kilku chwil euforycznych, szkoda że jak to z chwilami bywa, trwają tak krótko :idea:
Posłuchaj sobie dark ambient, trochę się odstresujesz :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
481
Dołączył(a)
25 maja 2008, 19:47
Lokalizacja
Wrocław nadal aktualny:)

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez mokosza 19 lis 2008, 15:00
A ja sie nie mogę pozbierać do kupy. Od prawie roku biorę leki, ale nie bardzo widzę działanie. To znaczy owszem, minęły stany totalnego załamania, cięcia się, wycia po nocach i szukania sposobu jak by tu ze sobą skończyć. To minęło, ale wcale nie jest dobrze. Nie lubię poranków, każdy zaczynający się dzień mnie przeraża. najszczęśliwsza jestem w nocy kiedy mogę po prostu spać. Bardzo chciałam znaleźć pracę, bo bez tego czułam się jak pijawka na utrzymaniu rodziców, teraz kiedy ją mam jest źle ponieważ ciągle jestem zestresowana. cały czas się boję, że nie jestem wystarczająco dobra. Siłą rzeczy więc praca mnie nie cieszy. Kółko się zamyka, tak źle i tak niedobrze. nie wiem co robić.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
07 lut 2008, 13:53

Good wishes

przez cynedine 19 lis 2008, 20:28
Być może nasze problemy są tylko sprawami naszymi i naszego otoczenia, jednak czasami człowiek nie może już sam ze sobą wytrzymać i bardziej lub mniej świadomie krzywdzi swoje otoczenie... matka chce mnie na siłę zaciągnąć do psychologa, a ja nie chcę się dać, gdyż kiedyś zraziłam się strasznie, poza tym jest we mnie taka Zosia Samosia i wszystko chcę zrobić sama, bez niczyjej pomocy, być może dlatego, iż nie chcę niepotrzebnie tyłka nikomu zawracać. Być może w tym leży mój problem. Być może pomoc mi jest potrzebna, ba - nawet jestem o tym pewna, gdyż sama sobie ze sobą nie poradzę, nawet nie mam na to szans, przynajmniej tak myślę. Otóż bez lania wody, jaki mam problem:

Mam osiemnaście lat i moje problemy zaczęły się gdzieś w połowie gimnazjum, od zawsze miałam niesamowitą chęć do nauki, wyrosłam z zainteresowaniem sztuką, geografią, podróżami, muzyką... wiem w głębi serca, że jestem dość zdolna i chyba niegłupia, jednak już te kilka lat dręczą mnie niespokojne myśli, ogólne poczucie beznadziejności i niespełnienia w tym marnym życiu... oczywiście chodzi o szkołę. Na dwa miesiące przed rozpoczęciem roku szkolnego w gimnazjum w pierwszej klasie trafiłam na niezłego lekarza pediatrę, który mało co nie wpędził mnie na te dwa metry pod ziemię. Nie mam siły opisywać samej choroby, bo nie o to już chodzi - w każdym razie nieźle otarłam się o tą cieniutką granicę pomiędzy tymi światami i trafiłam na praktycznie dwa miesiące do szpitala z poważnymi podejrzeniami nowotworu i tak dalej... być może to nic, tak teraz zdaje się, błahostka, ale z moją psychiką - już wtedy bardzo słabą - nie było najlepiej.

Być może brakowało mi czegoś w dziecięctwie - nie wiem, jednak wiecznie denerwuję się byle czym, wiecznie myślę o tym, jaka jestem beznadziejna i głupia - choć wiem, że tak nie jest. Zawsze porównywałam się z moją kuzynką z mojego rocznika, zawsze miałam wrażenie, że babcia, o której miłość wtedy tak jakby rywalizowałyśmy, że babcia bardziej kocha ją, dla takiego małego dzieciaka takie przeświadczenie budujące nie jest - a było tak od dzieciaczka. Obie uczyłyśmy się tak samo dobrze, nawet celująco. Do czasu moich problemów.

Nie wiem, czy są spowodowane jeszcze kilkoma wydarzeniami z wczesnego dzieciństwa - gdzie podobno miałam jakieś jazdy psychiczne opierające się na lęku, ale ich nie pamiętam - czy też chorobą i napatrzeniem się jako dzieciak na ludzkie nieszczęście na oddziale onkologiczno-hematologicznym z czekaniem na wyniki badań. Te wszystkie nowotwory kości, białaczka, na oddziale przy nas zmarł kiedyś mały chłopiec. Chyba trochę mnie to podłamało, gdyż człowiek myśli o tym, że z nim będzie tak samo... na szczęście nie było. Jednak z roku na rok uczyłam się coraz gorzej, zawsze miałam problemy z matematyką i przedmiotami ścisłymi - nie dlatego, że ich nie rozumiem, jednak lenistwo i lęk przez pytaniem przed tablicą zrobiły swoje, boję się tych przedmiotów. Wyszłam ze szpitala zaraz przed rozpoczęciem roku i chyba nie zdążyłam się podbudować. Myślałam o tym i owym. Stałam się jeszcze bardziej nieśmiała i lękliwa. Gimnazjum przeszło, jak zwykle super na humanie, marnie na ścisłym... przyszło liceum i było jeszcze gorzej. Nie zaliczyłam roku z matematyki, ze strachu, i załamałam się totalnie, zaczęłam interesować się chorobami psychicznymi i być może wmawiałam sobie nieco... gdzie mam zdolność do wmawiania sobie chorób - coś sobie wmówię, to mogę zachorować naprawdę i chyba też to wszystko na tym się opiera, czuję tak w środku, że mam totalnie zwichrowaną psychikę, a przy tym jestem panicznie nieśmiała. Nawet zwyczajne pójście do sklepu po bułki czy gazetę staje się dla mnie barierą, a co dopiero proszenie o pomoc. Po tym incydencie z matmą byłam u psycholożki, która mnie totalnie olała, wypłakiwałam jej się przez ponad dwie godziny i po wyjściu z gabinetu czułam się sto razy gorzej niż przed.

Otóż zbliża się półrocze, a ja dostaję już nerwówki. Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę normalnie funkcjonować. Nie wiem, czemu się tak denerwuję. Zawaliłam połowę półrocza, "chorowałam" w domu przez praktycznie cały październik wmawiając sobie te cuda-wianki i tak wyszło, że mam do napisania kilka sprawdzianów. Oczywiście jak zwykle - w językami, biologią, geografią problemów nie ma, ale panicznie boję się chemii czy matematyki. Wiem, że gdybym się nie denerwowała wszystkim, to zaliczyłabym to z palcem w nosie, czy gdzieś tam. Wiem, że mam możliwości, ale boję się je wykorzystać. Boję się odezwać na lekcji, boję się, że zawalę rok przez głupią chemię, gdy inne przedmioty idą okej - więc po co dalej się ich uczyć? Skoro i tak zawalę, bo będę się denerwować i wszystko wyleci mi z tego głupiego łba?

Nie chcę prosić o pomoc, kocham moich rodziców, ale nie ufam im - nie mam do tego powodów, jednak nigdy nie było tak, że mogłam pójść i wyżalić się im na kolanach. Poza tym wszystko było cudownie, zaszczepili mi zainteresowania, szacunek dla życia i natury, dla człowieka i tak dalej. Jednak nie czułam się bezpiecznie ani komfortowo, nigdy. Widocznie mam taki charakter, że aż za bardzo mi tego brakuje - niby wszystko okej, ale czuję niedosyt i brak psychicznego wsparcia - załamuję się, bo coś mi nie wychodzi, olewam siebie i swoje naturalne potrzeby, zadręczam się strasznymi myślami i już widzę przyszłe, wielkie katastrofy. Tak naprawdę wiem, że one mnie nie dotyczą, jednak cały czas je sobie wyobrażam.

Chcę się uczyć, ale nie potrafię, mimo że odczuwam naturalne zaciekawienie tematem, jednak wszystko opornie wchodzi mi do głowy, ponieważ się zadręczam i myślę o czymś innym. Myślę o tym, jak byłoby lepiej na tym padole beze mnie, jednak przed zrobieniem czegoś sobie trzyma mnie myśl, że nie mogę skrzywdzić rodziców, nie wytrzymaliby tego. Nie mogę skrzywdzić ich, siebie, nie mogę skrzywdzić psa. Być może to głupie, ale ten łaps jest moim jedynym kompanem, moim największym marzeniem.

Poradźcie mi proszę co mam już robić, bo wytrzymać ze sobą nie mogę, jak poradzić siebie z tym wszystkim, jak uwierzyć w siebie i w swoje możliwości, jak załapać się na to lepsze życie, jakim ono było przed tym moim punktem krytycznym? Nawet nie wiem, kiedy on dokładnie był. Boję się w tej chwili nawet własnego cienia, boję się, że przez jeden nieudany sprawdzian zawalę wszystko i wykańczam się, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Przepraszam za długość postu, jednak wyciszyłam się przy pisaniu tego momentalnie. Gdyby popatrzeć z innej perspektywy, to moje problemy są banalne, jednak zawsze muszę być tą najlepszą, muszę sobie poradzić, gdzieś takie przeświadczenie siedzi mi w umyśle i to mnie dręczy. Kochana babcia, której potrzebowałam we wczesnym dzieciństwie odeszła i nie mogę sobie darować, że nie poświęciłam jej tych kilku szczerych rozmów, nie radzę sobie ze szkołą, a konkretnie z moim oślim uporem, nie mogę się uczyć, funkcjonować i chyba niedługo wmówię sobie schizofrenię czy coś w tym stylu...

Widocznie mam za słabą psychikę do tego wszystkiego i musiałam mieć jakiś uraz, jednak nie pamiętam nic... pamiętam tylko kolorowe i psychodeliczne sny, którymi można było sterować, kolorowe konie, muzykę bitelsów i samoloty, statki, którymi matka raczyła mnie co którąś noc, dając mi hydro. Podobno byłam nerwowym dzieciakiem.

Najwyżej nałykam się tabletek i będzie spokój ze wszystkim, z moimi problemami, z problemami moich rodziców, gdyż nie będą się denerwować z mojego powodu... nie wiem, co mam robić, psychologów boję się panicznie, nie umiem otworzyć się przed kimś, kogo nie znam na tyle, by móc mu wyjawić to, co mnie najbardziej dręczy. Czuję się głupia i niepotrzebna.

Co mam robić, by się podbudować psychicznie? Wiem, że problem siedzi gdzieś we mnie, ale nie wiem, jak go wydobyć. Nawet dokładnie nie umiem określić, co jest moim problemem głównym, bo mam ich już za dużo. Mam ich za dużo, gdyż się wszystkiego obawiam, uciekam, zamiast walczyć.

: (((
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
19 lis 2008, 18:59

Re: Good wishes

przez cadarxx 20 lis 2008, 00:19
cynedine napisał(a): Wiem, że gdybym się nie denerwowała wszystkim, to zaliczyłabym to z palcem w nosie, czy gdzieś tam.


Otóż to.
Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie tak bardzo się tą szkołą przejmujesz. Zawsze chciałaś mieć idealne oceny tylko po co to wszystko? Nie wiem jak jest teraz, ale jak ja chodziłem do LO, to oceny z trzech pierwszych klas nie miały ŻADNEGO znaczenia(co niektórzy nauczyciele zerkali tylko z ciekawości na oceny z lat ubiegłych, ale to nie miało żadnego wpływu). Dopiero w maturalnej klasie warto było troszkę przycisnąć, bo oceny na świadectwie maturalnym jakiś wpływ miały jeśli ktoś wybierał uczelnie, gdzie była spora konkurencja, jednak i tak zdecydowanie najważniejsze były wyniki egzaminów wstępnych. Na studiach w sumie było podobnie, cały semestr laby, dopiero jak się sesja zbliżała, to warto się było choć trochę pouczyć(ja się zwykle za naukę brałem dopiero w sesji poprawkowej :roll: ).


Ty masz wogóle jakieś życie prywatne? Ciągle piszesz o szkole, ocenach, a nie wspomniałaś ani słowem, czy spotykasz się z koleżankami, czy imprezujesz, czy masz jakieś hobby?
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
23 maja 2008, 01:36

pomoc dla mojej dziewczyny

przez maciej19812609 23 lis 2008, 11:41
Dzien dobry.Mam taki problem.Moja dziewczyna przechodzi zalamanie nerwowe.Niewiem jak z tym walczyc.Prosze mi powiedziec co mam zrobic by jej pomoc.prosze o pomoc
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
23 lis 2008, 11:27

Re: Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez Dodzia82 25 lis 2008, 22:47
Witam,pierwszy raz jestem na tego typu forum,choć z depresją walczę już 2 lata;
Wszystko zaczęło się po porodzie,czułam się z dnia na dzień zle psychicznie,wszyscy w koło powtarzali mi że to normalne,że to minie...ale mi nie mijało czułam się co raz gorzej,wiedziałam że jest ze mną zle.Nie potrafiłam się cieszyć swoim narodzonym i tak długo wyczekanym maleństwem.Bałam się każdego dnia,płacz,leki napady paniki i ta niechęc do życia,obojętne mi było czy doczekam kolejnego dnia.Nie potrafiłam zająć się własnym dzieckiem,denerwowało mnie, bałam się że dojdzie do tego że zrobie coś sobie,a najbardziej bałam się że zrobię coś małej...Więc poszłam do psychiatry dostałam leki-nie pomagały a moja depresja się pogłębiała,znowu zmiana leków -skierowanie do psychologa,znow inne leki-było ich troche,aż pewnego dnia dostałam mirzaten,najpierw po pół a potem po całej,łykałam łykałam,czekałam...i stało się jestem na tym leku już osiem miesięcy i czuje sie dobrze,ciesze sie z macierzyństwa,z życia,nie moge odstawic na razie leku,próbowałam ale wszystko zaczęło powracać,więc łykam dalej,nie chce budzić się rano i walczyć...walczyć z każdym dniem,z każdą myślą.Chce się cieszyć życiem zdrową śliczniutką córką i jej każdym uśmiechem

---- EDIT ----

Droga Cynedine...
Wiem mniej więcej jak się czujesz,ja też miałam tak że przejmowałam się wszystkim,nawet rzeczami błachymi i takimi co nie dotyczyły mnie.Było mi żal pijaka ktorego gdzieś tam mijałam,Przejmowałam się i myślałam,w głowie miałam chaos,nie umiałam normalnie myśleć ani funkcjonowac-ale jezeli nie zaczniesz tego leczyc to pamietaj samo to nie przejdzie.A co do psychologów-jeżeli trafisz na dobrego to nie musisz się przed nim otwierać,on już znajdzie sposób żeby do ciebie dotrzeć.A po wizycie u takiego specyjalisty poczujesz się lepiej,wiec nie przejmuj się jedną nie udaną sesją z psychologiem,pójdz do innego,takiego który będzie ci odpowiadał i przede wszystkim takiego który ci pomoże...

---- EDIT ----

Droga Martusiu-głowa do góry,ja z deprechą walcze dwa lata,bralam rożne leki i było raz dobrze a raz zle,ty też trafisz w końcu na odpowiedni dla siebie psychotropek,albo odnajdziesz sens w tym naszym szarym życiu.Ja też myślałam że ze mną już konic,że już wszystkie możliwe leki wypróbowała,ale jak widzisz myliłam się w końcu mam tablety na których jade 8 miesiąc i czuje się dobrze...więc i ty znajdziesz to coś co ci posłuży :P

---- EDIT ----

[quote="Dodzia82"]Witam,pierwszy raz jestem na tego typu forum,choć z depresją walczę już 2 lata;
Wszystko zaczęło się po porodzie,czułam się z dnia na dzień zle psychicznie,wszyscy w koło powtarzali mi że to normalne,że to minie...ale mi nie mijało czułam się co raz gorzej,wiedziałam że jest ze mną zle.Nie potrafiłam się cieszyć swoim narodzonym i tak długo wyczekanym maleństwem.Bałam się każdego dnia,płacz,leki napady paniki i ta niechęc do życia,obojętne mi było czy doczekam kolejnego dnia.Nie potrafiłam zająć się własnym dzieckiem,denerwowało mnie, bałam się że dojdzie do tego że zrobie coś sobie,a najbardziej bałam się że zrobię coś małej...Więc poszłam do psychiatry dostałam leki-nie pomagały a moja depresja się pogłębiała,znowu zmiana leków -skierowanie do psychologa,znow inne leki-było ich troche,aż pewnego dnia dostałam mirzaten,najpierw po pół a potem po całej,łykałam łykałam,czekałam...i stało się jestem na tym leku już osiem miesięcy i czuje sie dobrze,ciesze sie z macierzyństwa,z życia,nie moge odstawic na razie leku,próbowałam ale wszystko zaczęło powracać,więc łykam dalej,nie chce budzić się rano i walczyć...walczyć z każdym dniem,z każdą myślą.Chce się cieszyć życiem zdrową śliczniutką córką i jej każdym uśmiechem

---- EDIT ----

Droga Cynedine...
Wiem mniej więcej jak się czujesz,ja też miałam tak że przejmowałam się wszystkim,nawet rzeczami błachymi i takimi co nie dotyczyły mnie.Było mi żal pijaka ktorego gdzieś tam mijałam,Przejmowałam się i myślałam,w głowie miałam chaos,nie umiałam normalnie myśleć ani funkcjonowac-ale jezeli nie zaczniesz tego leczyc to pamietaj samo to nie przejdzie.A co do psychologów-jeżeli trafisz na dobrego to nie musisz się przed nim otwierać,on już znajdzie sposób żeby do ciebie dotrzeć.A po wizycie u takiego specyjalisty poczujesz się lepiej,wiec nie przejmuj się jedną nie udaną sesją z psychologiem,pójdz do innego,takiego który będzie ci odpowiadał i przede wszystkim takiego który ci pomoże
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 lis 2008, 12:43

Z Nerwicy W depresje..

przez zagubiona_em 26 lis 2008, 03:13
Witam. Mam 16 lat i chciałabym przedstawić moją historię.. Zacznę od tego co czuje teraz, Jak bardzo mi źle, jak bardzo wszystko mnie dołuje i przeraża.. Więc od 10 dni mam okropnego doła, Nie radze sobie, pod każdym względem.. 15 listopada b.r. zaczęłam czuć się okropnie psychicznie.. Czuje się samotna, niekochana, głupia, zła, niedobra.. Cały czas jestem rozdrażniona, smutna, nerwowa i płaczliwa.. Dodam że mam ( lub miałam ) cudownego wrażliwego opiekuńczego kochanego chłopaka z którym podczas ostatnich dni postanowiłam się rozstać ( ok. 17.11..) Powiedziałam mu że nie będzie z wariatką, żeby znalazł sobie normalną dziewczynę itp.. Nie wiem dlaczego ale przez pierwsze dni tej zapaści mój gniew i złość kumulowałam tylko na niego.. Później już wszyscy mogli zaznać w małym stopniu tego co ja czuje. Nie będę ukrywać mam ochotę się zabić.. ZNIKNĄĆ i tak wydaje mi się że jestem duchem i nie mam tak naprawdę nikogo.. Jakiś miesiąc temu widziałam już różnice że coś jest inaczej i źle. Ale jakoś to bagatelizowałam.. Teraz jest koszmar mam burzę w sobie nawet jak płacze, mam w sobie dużo nienawiści i nie widzę tego że ktoś mi chce pomoc nie widzę tego że facet jako przyjaciel mi chce pomoc że pisze ze mną do 3 jak płacze. Dodam że ostatnio sypiam po 2/3 godziny dziennie, ponieważ kładę się spać ok. 4/5 do której płacze. To nie jest naturalny suptelny płacz jaki kiedyś tylko znałam.. To jest „ryk” rozpaczy wręcz napady płaczu.. Lament i dużo innych słów mogłabym tu przypisać.. Najgorsze jest przy tych wszystkich lękach że wciąż wydaje mi się że śmierdzę.. Chociaż używam antyperspirantów i mama mów że to absurd ale..
Wrócę teraz do wydarzeń sprzed 8 i pół roku które miały wpływ na moją… NERWICĘ…
Wiek 8 lat: Coś niespodziewanego się stało.. Mój „tata” okazał się katem.. Do dziś mam wyrzuty sumienia że nic nie zrobiłam.. Mój ojciec bił, katował, ciągnął za włosy, kopał, gnoił, wyzywał, podpalał papierosami moją Mamę.. Trwało to 2 lata, przez które mama nie mogła wychodzić z domu, telefony w mieszkaniu były poodcinane.. W wieku 8 lat mała dziewczynka trafiła dwukrotnie do szpitala po próbach samobójczych.. do dziś się zastanawiam skąd wtedy wiedziałam co to jest..
Dodam że Mama po wydarzeniach z pamiętnego dla mnie roku 2000.. Leczy się od 8 lat na depresję.. Nie jest łatwo, wierzcie mi.. Ale trzeba żyć i radzić sobie jakoś prawda ??..
Był jeden dzień którego nie zapomnę do końca życia.. Pewien dzień kiedy próbowałyśmy z mamą uciec.. To był błąd.. „tata” nie zamknął drzwi wejściowych na klucz jak zawsze widocznie zapomniał…
Uciekłyśmy.. Niestety tylko 3 piętra.. ojciec wybiegł za nami chwycił mamę za włosy i ciągnął 3 piętra za włosy do góry.. Zawsze się dziwie że nie pamiętam w tym wszystkim mnie.. Moich zachowań..
Wiek 10 lat: Wszystko zaczyna wracać do normy.. Rodzice się godzą.. Ze względu na mnie..
Okres podstawówki: Dziewczynka zagubiona, z zaburzeniami koncentracji, trudnościami w nauce, dysleksją i dysortografią, zagubiona nie umiejąca nigdy znaleźć swojego konta.. Wybuchowa, stanowcza i agresywna… Taka byłam ..
Okres gimnazjum: Trudności w nauce się powiększają, zaburzenia koncentracji nasilają się. I gimnazjum 7 zagrożeni oceną niedostateczną wyszłam z jedną „jedynką” która musiałam poprawiać w sierpniu przyswajając sobie całą wiedzę z przedmiotu którego nie mogę pojąć do dziś dnia- Matematyka.. Chciałabym dodać że „przyswajanie wiedzy przeze mnie” to była jedna z trudniejszych dla mnie rzeczy która możliwa była dla mnie na świecie.. Tak zostało do dziś, ale nie na to kolej..
II klasa gimnazjum: Zostałam karetką przywieziona do szpitala z Objawami : HYPERWENTYLACJI a z Rozpoznaniem: NERWICA.. Na tamten moment nie dostałam żadnych leków do stosowania ani nazwiska lekarza do którego mogłabym się zgłosić z mamą.. I jakoś to zaniedbałam.. W klasie drugiej z nauką szło mi lepiej niż w klasie pierwszej, ale za to znalazł się nowy problem – 2 „koleżanki” które mnie „tępiły” ale jakoś nie chce tego rozwijać..
III klasa gimnazjum: Tym razem trafiam do szpitala po omdleniach i z bólem serca.. Zrobiono mi szereg badań, które wyszły przeciętne.. Ponownie stwierdzono że wskazane objawy są objawami nerwicy.. po 3 miesiącach spędzonych w szpitalu, gdy wróciłam do szkoły miałam nauczanie indywidualne co nieco ułatwiło mi nadrobienie zaległości.. oczywiście koleżanki nie schodziły z toru ale mniej się tym przejmowałam.. Chwile po wyjściu ze szpitala poznałam mojego pierwszego chłopaka z którym byłam do .. 17.11.2008 roku to już prawie 9 miesięcy.. Bardzo go kocham, ale chce oszczędzić mu tych wszystkich przykrości.. Nie raz widziałam przeróżne rzeczy jakie robiła moja mama… Nie chce tak mu zniszczyć życia..
Szkoła Średnia: Zmiana szkoły, otoczenia.. wiadomo jest dużo nerwów.. Ale wszystko oprócz nowej pani wychowawczyni jest OK., poza tym że w tym roku znów trafiłam do szpitala tym razem rozpoznanie : MONONUKLEOZA ZAKAŹNA, choroba którą przechodziłam ciężko miałam skąp likowane powikłania, ale to już ponad półtora miesiąca trwa.. No i po 3 tygodniowym powrocie ze szpitala po jakiś 4 dniach zaczęły się rzeczy o jakich pisałam wyżej..
PROSZĘ O RADE I O POMOC.. SAMA SOBIE NIE DAM RADY..
Z GÓRY DZIĘKUJĘ I CZEKAM NA RADY..
Czy to dalej nerwica czy już depresja..
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 lis 2008, 01:36

Re: Z Nerwicy W depresje..

przez normalnychlopak 26 lis 2008, 03:34
Czesc kolezanko... wiem duzo na ten temat mam tylko 18 lat... jesli chcesz pogadac to moj numer gg to 7588869 odezwij sie chetnie porozmawiam z Toba !! mi tez strasznie ciezko...;/

---- EDIT ----

moze jakos razem wybrniemy z tego
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 lis 2008, 03:30

Re: Ratunku, Dopada mnie !

Avatar użytkownika
przez Radek 27 lis 2008, 15:48
Witajcie. Kiedyś czytałem to forum i troszkę w nim pisałem.

Chorowałem na depresję z różnymi sensacjami jak lęki, bezsenność, depersonalizacja... Leczyłem się w PZP ok. roku i kiedy było już ze mną jakiś czas dobrze przestałem brać leki. Wiele osób mi to odradzało ale ja myślałem, że już mi nic nie grozi. Odstawiłem leki ponad rok temu i czuję, że znów je muszę brać :(
Przez jakiś czas żyłem w stresie i niestety nie wytrzymałem tego. Od jakiegoś czasu odczuwam dziwny niepokój i nie znam jego źródła. To ciągłe napięcie strasznie mnie męczy i spowodowało nawrót depresji. Nic mnie nie cieszy i nie mam na nic siły. Na szczęście mogę spać ale nawet po 9 h snu wstaję zmęczony.Nie chce mi się nawet wychodzić z domu. Odczuwam lęk przed kontaktami z ludźmi. Jak siedzę w pierwszej ławce w szkole mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą i się ze mnie śmieją. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje lęki są irracjonalne ale to mi nie pomaga. Najgorsze jest to, że mam ciężki okres na studiach a nie jestem w stanie się skupić i zmobilizować do nauki. Do lekarza idę dopiero w środę.

Przepraszam, że piszę takie mało optymistyczne rzeczy ale nie mam komu o tym opowiedzieć. Sami wiecie jak to jest. Nie chcę zamartwiać mojej mamy a poza tym nikt kto się tak nie czuł nie zrozumie.
Piszę to również ku przestrodze. Z depresji można wyjść i to jest tylko kwestia czasu ale nie można odstawiać leków na własną rękę! Myślę też, że jakbym poszedł wtedy na psychoterapię nie miałbym tego nawrotu. Pozdrawiam.
per aspera ad astra
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
13 gru 2006, 16:50
Lokalizacja
Dolny Śląsk

Re: Z Nerwicy W depresje..

Avatar użytkownika
przez CzarnaZebra 27 lis 2008, 17:58
zagubiona_em, nikt cię tu diagnozował nie będzie, nie dowiesz się co Ci jest w ten sposób. Dziwię się ogromnie Twojej mamie. Ona nie widzi tego wszystkiego zajęta swoimi problemami czy nie interesuje się tym? No i co to są "przeróżne rzeczy..." :shock:

(Jakoś mi to wszystko pasuje do borderline...)
Pewnie pójście do lekarza jest w twoim wypadku utrudnione (jaki mama ma stosunek do Twoich problemów?), ale czarno to widzę jeśli chcesz z tego wychodzić na własną rękę. Za dużo, za wcześnie się zaczęło, trafiło na wiek kiedy najzdrowsi ludzie ledwo sobie radzą ze swoimi emocjami. Nie masz niczego na czym możesz się oprzeć, nie dasz rady sama.

"II klasa gimnazjum: Zostałam karetką przywieziona do szpitala z Objawami : HYPERWENTYLACJI a z Rozpoznaniem: NERWICA.. Na tamten moment nie dostałam żadnych leków do stosowania ani nazwiska lekarza do którego mogłabym się zgłosić z mamą.. I jakoś to zaniedbałam.." to zdanie mi się nie podoba... TY coś zaniedbałaś?? Wiele słów mi się tu ciśnie ale przez delikatność się powstrzymam.
"Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły"
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
21 lut 2008, 02:15
Lokalizacja
Warszawa

Re: pomoc dla mojej dziewczyny

Avatar użytkownika
przez CzarnaZebra 27 lis 2008, 18:02
OMG... ale dużo napisałeś...
co się stało? jak to się objawia? depresją, agresją, bezsennością, drażliwością??
To jest ważne bo nawet grypę każdy przechodzi inaczej.
"Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły"
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
21 lut 2008, 02:15
Lokalizacja
Warszawa

Re: Z Nerwicy W depresje..

przez zagubiona_em 27 lis 2008, 23:22
z dnia na dzień jest ze mna coraz gorzej.. Powiedź co ci się ciśnie i tak nic juz nie jest w stanie mnie zranić ! ;(( chciałabym się zabić ale jakoś nie potrafie.. nie mam w sobie natyle siły ;(.. A pragne tego..
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 lis 2008, 01:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 16 gości

Przeskocz do