Po co żyjecie, czy to ma jeszcze jakiś sens?/sens zycia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 23 sty 2008, 19:11
mam cos podobnego tylko ze ja sie nie boje umrzec a popelnic samobojstwo, troche to przykre bo nie mam odwagi zyc ani pozbawic siezycia

no to wlaśnie ja tez boje sie popelnic samobojstwo
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez julie 31 sty 2008, 23:46
człowiek nerwica napisał(a):
mam cos podobnego tylko ze ja sie nie boje umrzec a popelnic samobojstwo, troche to przykre bo nie mam odwagi zyc ani pozbawic siezycia

no to wlaśnie ja tez boje sie popelnic samobojstwo


:arrow: to może stworzymy klub suicydalny? -> w grupie zawsze raźniej ;)

:arrow: chyba każdy niezdecydowany samobójca ma ten problem-często się zastanawiałam jak ocenić samobójców-ludzie ich zazwyczaj potępiają jako tych słabych, którzy nie potrafili dać sobie rady z życiem...ale ja osobiście ich podziwiam, bo żeby popełnić samobójstwo to trzeba mieć nie lada odwagę (sama póki co jej nie mam)(nie żebym tu faworyzowała to wyjście jako panaceum na nasze bolączki); zwłąszcza jeśli ktoś robi to z zimną krwią, jest opanowany, zdecydowany i spokojny bo zwyczajnie stwierdził, że nie widzi sensu życia-i co w tym takiego dziwnego? Tak samo jak ktoś pragnie żyć, tak samo ktoś chce po prostu odejść...I nie znoszę tutaj wersji, iż Bóg potępia samobójców bo to takie straszenie małych dzieci Babą Jagą, Bóg ponoć kocha nas all, więc powinien wybaczyć jeśłi w ogóle jest co wybaczać; często ludzie nie mają odwagi zmienić swojego życia i tkwią w bagnie cały czas-myślę, że szybciej to jest godne potępienia, mieć świadomość, że jest źle i nie chcieć tego zmienić; a samobójca? Podjął decyzję o zmianie (fakt, drastycznej bo niepraktykowanej masowo) i choćby za to należy mu się szacunek;
Jeśli chodzi o moje zejście z tego świata to najchętniej I'd shoot a bullet through my head, ale nie mam gun;-/
w rachubę na pewno nie wchodzi utopienie, podcięcie żył, czy pas, to zbyt drastyczne :roll: Tak czy siak, gdybym lub jeśłi zdecyduję się na suicide to na pewno nie będę przeklinała świata w chwili odejścia, ale chcę odejść w pojednaniu (jeśli można to tak nazwać)
Spokojne, Szybko, Bezboleśnie;
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez xCarmen 01 lut 2008, 00:56
julie napisał(a):Jeśli chodzi o moje zejście z tego świata to najchętniej I'd shoot a bullet through my head, ale nie mam gun;-/
w rachubę na pewno nie wchodzi utopienie, podcięcie żył, czy pas, to zbyt drastyczne Tak czy siak, gdybym lub jeśłi zdecyduję się na suicide to na pewno nie będę przeklinała świata w chwili odejścia, ale chcę odejść w pojednaniu (jeśli można to tak nazwać)
Spokojne, Szybko, Bezboleśnie;


a moze smierc przez zamarzniecie? ale nie wiem czy da sie zamarznac swiadomie czyli nie pod wplywem... pewnie tez ciezko


hmm a czy moje zycie ma jakis sens? czasem mam wrazenie ze Bog stworzyl mnie i moje problemy i mial konkretny plan np. zeby pokazac innym ze moga miec gorzej.. albo zeby utrudnic moim rodzicom zycie lub zeby taki psycholog mial prace , bo jak narazie czuje sie jak taki element ukladanki niby jest ale gdyby go nie bylo to nic zlego by sie nie stalo jestem jak element puzzli w rogu .. moge sie zgubic a ukladanka i tak bedzie dobrze wygladac ( dzizys jakie brednie pisze)
sens? kiedys moim sensem zycia byla moja daleka przyszlosc teraz kazda nastepna minuta ma sens to ze ide zrobic herbate czy umyc zeby .. poprostu nie umiem sie odnalezc po tym co zrobilam i co przezywam.
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez julie 01 lut 2008, 14:32
xCarmen napisał(a):
a moze smierc przez zamarzniecie? ale nie wiem czy da sie zamarznac swiadomie czyli nie pod wplywem... pewnie tez ciezko


hmm a czy moje życie ma jakis sens? kiedys moim sensem zycia byla moja daleka przyszlosc teraz kazda nastepna minuta ma sens to ze ide zrobic herbate czy umyc zeby .. poprostu nie umiem sie odnalezc po tym co zrobilam i co przezywam.


:arrow: death przez zamarznięcie jest jeszcze drastyczniejsza; paradoxem jest fakt, że żyć jest trudno ale i umrzeć także, nie wiadomo czemu człowiek kurczowo trzyma się życia->to pewnie cwaństwo ewolucji, która tak nas zaprogrmowała, żeby walczyć o życie despite all shit that surrounds us->i gdzie tu jest miejsce na wolną wolę :roll:

:arrow: co do twojego sensu życia-choć jestek kilkla lat starsza od Ciebie, to borykam się z tym samym problemem; wierzący powiedzieliby nam, że aby odnaleźć sens trzeba odnaleźć wiarę, bo popatrz na taki schemat: sensesm życia człowieka niewierzącego (lub o powierzchownej wierze) jest nauka, sukces, rodzina->i gdy stanie już na szczycie, to co wtedy? Pewnie doświadczy pustki, której my doświadczamy już dzisiaj (tylko, że ów człowiek, zdobył już all co było do zdobycia) i wpadnie w deprechę (mur beton); zdaje się, że jedynym wyjśćiem na naszą chorobę jest wiara, bo ona napędzać będzie Nas zawsze, nieważne, co sie stanie...
pytanie tylko-czy chcemy wierzyć? Ja osobiście nigdy nie zastanawiałam się nad Bogiem tak głęboko jak w ostatnim m-cu; niestety mimo modlitwy, Nikt mnie nie oświecił i nie wskazał drogi...może jednak się uda...wtedy na pewno o tym napiszę ;)
Jeśli jednak uda się Nam naprawdę uwierzyć, to nic nigdy w życiu już nas nie złamie; ;) tylko terazm powiedzcie mi JAK UWIERZYĆ?!
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez xCarmen 01 lut 2008, 14:47
julie napisał(a):wierzący powiedzieliby nam, że aby odnaleźć sens trzeba odnaleźć wiarę, bo popatrz na taki schemat: sensesm życia człowieka niewierzącego (lub o powierzchownej wierze) jest nauka, sukces, rodzina->i gdy stanie już na szczycie, to co wtedy? Pewnie doświadczy pustki, której my doświadczamy już dzisiaj (tylko, że ów człowiek, zdobył już all co było do zdobycia) i wpadnie w deprechę (mur beton); zdaje się, że jedynym wyjśćiem na naszą chorobę jest wiara, bo ona napędzać będzie Nas zawsze, nieważne, co sie stanie...


weic jestem czlowiekiem powierzchownie wierzacym i to pewnie prawda.. kiedys pokladalam w Bogu wielka nadzieje wierzylam ze on mi przeznaczyl jakis cel na tej ziemi a teraz kiedy wszyscy o mnie zapominaja nawet On to trace te pewnosc. nie dosc ze zostalam sama to zupelnie brak mi pomyslu na zycie bo jaki sens ma miec moje zycie skoro siedze ciegle w domu i sie wszystkiego boje?

jaki plan mial Bog stawiajac na mojej drodze ksiedza ktory powiedzial ze jesli zrezygnuje z religi ( wiedzial o moich problemach ze skzola a religia jest nieobowiazkowa i czesc klasy juz zrezygnowala ) to wysle informacje do kurii ze sie wyparlam wiary? ( czesc klasy zrezygnowala i im tym nie grozil) no jaki plan mial w tym Bog?odwiedzenia mnie od wiary? przez te slowa poczulam sie zle bo tak jakbym juz nie miala oparcia w Bogu...
ludzie powierzchownie wierzacy daza do sukcesu do kariery do szczescia ja tego nie mam ... nie mam zdrowia, juz doswiadczylam pustki mimo iz nie mam nic procz choroby...

Po co ja zyje? Chyba po to zeby umrzec...
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Avatar użytkownika
przez julie 01 lut 2008, 15:31
xCarmen napisał(a):nie dosc ze zostalam sama to zupelnie brak mi pomyslu na zycie bo jaki sens ma miec moje zycie skoro siedze ciegle w domu i sie wszystkiego boje?


:arrow: Sens jest tylko jeden (nie chcę tu moralizować):
-przez to cierpienie musisz stać się silniejsza i dojrzalsza, być może bardziej wierząca (jeśli masz pytania odnośnie wiary, to warto zapisać się na jakieś forum katolickie); choć tak do końca to nie potrafię Ci odpowiedzieć, bo jaki sens mają cierpienia małych dzieci umierających w hospicjach, czy ludzi padających w Afryce (to wcale nie tak daleko od nas!) z głodu jak muchy, podczas gdy ludzie w Europe i USA i innych krajach, etc. marnują jedzenie, chorują na bulimię, anoreksję i inne zaburzenia odżywiania? No, chyba, że spojrzeć na to z tej strony: że all problemy zawdzięczamy sobie i nie ma co tu mieszać Boga...Ale doprawdy nie wiem co gorsze, mieszanie w to all Boga, czy pozostawienie "Go" na marginesie; czasem wolałabym nigdy o Nim nie usłyszeć, wtedy moje życie byłoby o nieba lepsze (o jeden kluczowy i problematyczny punkt odniesienia mniej);
ale cierpienie zawsze uczy, na pewno pokory, spokoju, etc. czyli tego, co młodzi, zdrowi ludzie w naszym wieku aż tak wiele nie mają;

:arrow: co do tego parszywego księdza-naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak paskudnie się zachował... :roll: btw, chyba nie uwierzyłaś, że napisałby do kurii>?< Kościół ma dziś problemy z wiernymi, a raczej ich malejącą liczbą (sekularyzacja społeczeństwa) i powinien z większym szacunkiem podchodzić do ludzi młodych, nadziei Kościoła; ale w każdym stadzie znajdzie się black sheep, naucz się "brać poprawkę" na takich ludzi i nie buduj na podstawie doświadzczenia z 1 ks opinii o nich wszystkich...

:arrow: co do "karierowiczów": wcale nie oznacza, że Ci, co chcą zrobić karierę są powierzchowni czy mało wierzący...często tak jest ale to nie reguła, jeśli ktoś lubi lub kocha to co robi to kariera przyjdzie sama, nie wiadomo nawet kiedy; jeśli ktoś przy tym jest wierzący, to jest napewno na względnie prostej drodze I guess;

:arrow: xCarmen:: powiedz, z czego właściwie wynika twoja choroba: strach przed oceną innych, brak wartości, wiary czy sensu?
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez xCarmen 01 lut 2008, 18:20
julie napisał(a):xCarmen:: powiedz, z czego właściwie wynika twoja choroba: strach przed oceną innych, brak wartości, wiary czy sensu?

mysle ze to pierwsze chyba najbardziej, ale boje sie tez przyszlosci ...
nawet juznie potrafie o tym myslec .. kiedys mialam plany ..teraz myslenie o tym co bedzie tylko przyprawia mnie o dreszcze i powracaja leki..

czasem mam wrazenie ze zanim cierpienie nauczy mnie pokory i sprawi ze bede silniejsza poprostu wykituje :roll:
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Avatar użytkownika
przez julie 01 lut 2008, 18:55
xCarmen:
Pewnie niewiele Ci to pomoże, ale ja też czasami mam takie wrażenie;
Myślę, że z tą oceną przez innych, to jest tutaj trochę winy rodzoców, że nie przygotowali dziecka do tego typu wyzwań (a niestety inni zawsze, mniej czy bardziej nas oceniają, należy tylko brać na nich poprawkę), bo tylko gdy zaczęłaś ujawniać taką cechę, to powinni zacząć z Tobą o tym rozmwiać...i ukręcić łba tej hydrze, póki była mała;
Ale o człowieku nie wolno wątpić, póki żyje,;
uszy do góry ;)
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez K. 01 lut 2008, 22:55
xCarmen, a jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość ?
A jak wyobrażałaś sobie kiedyś, kiedy było dobrze ?

Czy myślisz, że życie nabrałoby sensu, gdyby dawne plany i marzenia stały się prawdziwe i do zrealizowania ?
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez xCarmen 01 lut 2008, 23:03
K. napisał(a):xCarmen, a jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość ?


teraz obecnie sobie nie wyobrazam ze moge jakos dalej zyc wyjsc spoza wlasnego pokoju.

a dawniej chcialam skonczyc prawo w warszawie, lublinie albo krakowie zamieszkac w ktoryms z tych miast znalezc milosc - teraz to jakies nierealne jest , a gdybym to osiagnel achyba wreszcie bylabym spokojna
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Avatar użytkownika
przez K. 01 lut 2008, 23:09
W miarę jedzenia rośnie apetyt - ale wierzę, że potrafiłabyś to wszystko wypośrodkować.

A więc co jest pierwszym krokiem ?
Wydaje mi się, że ciągle wracamy do jednego punktu - matura [?]
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez xCarmen 01 lut 2008, 23:13
tak najpierw 3 klasa potem matura i wtedy droga wolna ! moge realizowac wszystkie cele i marzenia....

tylko co mam zrobic zeby te wolne 7 miesiecy nie bylo zmarnowane?
juz drugi dzien po podjeciu decyzji a ja czuje ze sie lenie obijam i nie mam zadnego celu nie mam pojecia czym wypelnic ten czas....
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Avatar użytkownika
przez K. 01 lut 2008, 23:28
xCarmen, to znaczy, że od września zaczynasz po raz drugi 3 klasę ? Czy dobrze rozumiem ?

Zrób plan działania. Ale taki który jest realny.
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez xCarmen 01 lut 2008, 23:49
K. napisał(a):xCarmen, to znaczy, że od września zaczynasz po raz drugi 3 klasę ? Czy dobrze rozumiem ?


tak dokladnie podjelam decyje czy zla czy dobra juz chyba nie ma sensu tego rozwazac teraz mam siedem miesiecy wolnego ... oczywiscie bede sie leczyc alew tym czasie co robic? znajomi zerwali ze mna kontakty jestem sama , jak tak bedzie przez 7 mies. to napewno oszaleje.
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości

Przeskocz do