Jak reagują Wasi bliscy na depresję i nerwicę u Was?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Przeżyłam istny koszmar a moi rodzice tego nie rozumieją.

Avatar użytkownika
przez animka 24 wrz 2006, 00:54
Witam wszystkich !
Nie mam się do kogo zwrócic wiec pomyslalam, ze napisze … - to mój pierwszy post ... :smile:
wszystko zaczeło się gdy zaczełam chodzić do gimnazjum – ciągłe problemy, samotność, rany na rękach …do czego dążyłam ..? nie wiem… prawdopodobnie do samozniszczenia … rodzice uważali mnie za wzorową córkę… nie umiałam z nimi rozmawiać o sobie a oni nie potrafili rozmawiać ze mną o moich problemach … udawali, że nie zauważają .. obwiniali innych … nie siebie … nie mnie … byłam skazana na samotność i to z nią się zaprzyjaźniłam
liczyła się tylko ona i mój świat oraz niespełnione marzenia …
nie potrafiłam wyjśc z domu, przeraźliwie bałam się ludzi – przestałam im ufać … w moich oczach świat był przeogromny – bałam się … za każdym razem odnosiłam wrazenie, że ktoś za mną stoi, że ktoś mnie obserwuje, patrzy, wie oczym myslę … potrafiłam patrzeć się w jeden punkt godzinami … odrywałam się od rzeczywistości … rzeczywistość odpływała a ja zatapiałam się w swoim bezpiecznym świecie… nawet występowały urojenia i omamy, które ciągną się po dziś dzien … ale zdarza się to niezwykle rzadko :shock: :(
pierwsza proba samobójcza, po niej nadeszła kolejna … i mam nadzieje, że ostatnia ale nie mam całkowitej pewności … po niej trafiłam do lekarza – psychiatry … mialam wylądowac w psychiatryku ale rodzice nie wyrazili na to zgody … przedtem chodziłam do psychologa ale niestety to nic nie dało … przezyłam istny koszmar … moi rodzice tego nie rozumieją i zapewne nie zrozumieja … chodziłam do lekarza prywatnie żeby tylko nikt się o tym nie dowiedział … dla moich rodzicow to był wstyd … kłamałam, powiedziałam, ze zrobiłam to przez nauczycieli przez szkołe … a tak naprawde było mi ze sobą cieżko … już tego nie rozumiałam…zaczełam bać się siebie … nie byłam w stanie zrozumieć tego co się dookoła mnie działo…. byłam może z kilkanaście razy u tego lekarza a poźniej temat „problemy” był skonczony, całkowicie zamknięty …
brałam pernazinum przez jakiś czas … przepisano mi tez asentre – tego leku nie brałam. Uznałam, ze poradzę sobie ze wszystkim sama … pomogła mi moja przyjaciółka …
mam tylką ją … w jakimś stopniu wszystko wróciło do normy i ciesze się z tego, ze trafiłam właśnie do tekiego lekarza … pierwsza próbę samobojcza traktowałam całkiem powaznie druga zaś była wołaniem o pomo nie chciałam się zabić chciałam aby mnie ktoś zrozumiał… jednak to mi się nie udało …
Minał rok a ja udaje, że jest wszystko w porżadku … nie biore leków, probuje cieszyc się z kazdego dnia – ale czy jest sens?- zmuszam siedo tego… Nie mam już lęku przestrzeni… nie tne się … chociaż chwilami powrociłabym do tego… boję się zycia… nie potrafie skupić się na lekcjach, za każdym razem odpływam …raz śmieje się jak opetana raz potrafię przepłakać całą noc lub cały dzien, gdy coś mi się przypomni … musze non stop coś robić, rozmawiać żeby się nie zapatrzec w jeden punkt … jestem nerwowa… czuje pustke emocjonalną … mam kłopoty z koncentracją …mam myśli samobojcze, które bardzo szybko ulatniają się z mojej głowy … w tym roku zdaje mature i jestem załamana … przestalam czerpać radosc z zycia … wszystko i wszystkich trace … myślicie,że to moja wina? Że źle podchodze do życia? Mam po raz kolejny iśc do lekarza? Mam swoją drugą połowe … - powiedziała mi, ze gdy zacznie się to samo to mnie zostawi =( chciałam z nią porozmawiać ale to ignoruje …
Czy wszyscy na tym świecie uważają, że zmyślam, że kłamie …? Czy już nikogo to nie obchodzi? Chciałabym zamknąć ten rozdział w życiu chciałabym żeby to się już skonczyło …
Tylko nie wiem jak i od czego mam zacząć …
Mam nadzieje, że ktos to przeczyta, dotrwa do konca … jeśli tak to dziękuję
Nawet nie wiem co mi jest
:(
Ostatnio edytowano 24 wrz 2006, 12:34 przez animka, łącznie edytowano 1 raz
Trudno jest iść przez życie wieloma drogami jednocześnie ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
24 wrz 2006, 00:49

Avatar użytkownika
przez Śmierć 24 wrz 2006, 01:07
Skoncentruj się na skończeniu szkoły, to ważne, niech to będzie twój cel :!: ...nie oglądaj sięza siebie, nie patrz na innych, nie szukaj pomocy na siłe, bądź sobą i nie zaniedbuj nauki, bo to jest klucz do twoich marzeń! które kiedyś śię spełnią, na forum zawsze możesz się wygadać, tutaj ludzie cie zrozumieją...walcz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
08 mar 2006, 01:30

Avatar użytkownika
przez peace-b 24 wrz 2006, 04:13
Śmierć NAUKA to najmniej ważna sprawa w momencie gdy dziewczyna ma problem i nie może się z nim uporać, i tak na marginesie nie wiem w którym niby miejscy nauka miałaby być kluczem do spełnienia jej marzeń? Czy wspomniała że chce być naukowcem lub mieć tytuł profesora aby powiesić sobie bezwartościowy papierek na ścianie? NIE. Wyrzuciła tylko z siebie jak jej ciężko ze swoimi lękami i brakiem zrozumienia w najbliższym otoczeniu.

animka to wspaniale że powoli poradziłaś sobie samodzielnie z częścią swoich problemami z przeszłości. Nie jest to jednak dobry pomysł aby udawać że wszystko jest dobrze. Ja sama tak robiłam i teraz po czasie wiem że to był błąd ponieważ fakt że udajemy przed innymi że nie mamy problemów nie rozwiązuje ich ani nie sprawia że znikają. Te problemy i lęki kumulują się węwnątrz nas i jakoś szukają ujścia - stąd nerwowość, problemy z koncentracją i powrót samobójczych myśli. Proponuję abyś udała się do psychiatry i przynajmniej czasowo (na okres do zakończenia szkoły) powróciła do farmakoterapii. Nie ma się co oszukiwać ale Twoje depresyjno-nerwicowe problemy mają negatywny wpływ na Twoje życie, motywację i kontakt z otoczeniem. Napisałaś że powoli wszystko tracisz i zapytałaś czy to Twoja wina? Niestety nie można temu zaprzeczyć. Z jednej strony wołasz o pomoc i oczekujesz pomocy a z drugiej strony gdy już ktoś chce Ci ją dać Ty odwracasz się i wychodzisz z założenia że poradzisz sobie sama.

Jeżeli przeczytasz uważnie swój post zauważysz że sama odpowiedziałaś sobie w nim na zadane pytania - musisz wrócić do momentu w którym zrezygnowałaś z leków i zaczęłaś oszukiwać samą siebie. Tylko wtedy powoli odnajdziesz spokój którego szukasz a Twoje życie zacznie układać się tak jak sobie tego życzysz i będzie to prawdziwe życie a nie życie w kłamstwie i udawaniu.
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Wypalony 24 wrz 2006, 18:49
Coz, przede wszystkim jak juz wrocisz do leczenia, to nie tylko do brania lekow. To na pewno tez pomoze, ale psychoterapia jest na dluzsza mete takze bardzo efektywna, Ja jestem zwolennikiem laczenia obu metod. Mozna Ci pomoc, ale musisz pozwolic aby inni Ci pomogli. W wypadku leczenia oznacza to szczerosc w kontaktach z lekarzem. Pamietaj ze on jest po to aby pomagac ludziom, a nie ich oceniac. A jesli ma skutecznie pomoc, to musi znac objawy, musi znac Twoje zdanie na temat przyczyn, dopiero wtedy moze byc skuteczny.
A udawanie przed samym soba ze "jest dobrze" i ze "sam sobie poradze" mnie osobiscie doprowadzilo do drugiej proby samobojczej. Dlatego odradzam takie postepowanie. Jesli jest problem, to trzeba go rozwiazac, a nie "chowac pod dywan". Jesli nie jestesmy w stanie uporac sie z nim samodzielnie, to trzeba szukac fachowej pomocy. Moim zdaniem to proste. To ze ktos potrzebuje pomocy to nie powod do wstydu. Wstydzic jesli juz to powinni sie Ci ktorzy mogliby jakos tam pomoc, a po prostu nie chca...
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Jak reagują Wasi bliscy na depresję i nerwicę u Was?

Avatar użytkownika
przez Marla_30g 21 kwi 2007, 11:05
Witam

Chciałam się Was zapytać jak reagują Wasze dzieci na depresję i nerwicę u Was..Jak one są radzą z Waszą chorobą?
Mój siedmioletni synek podczas moich okropnych stanów depresyjnych,ataków szału zamyka się w sobie,nie odzywa się i widzę że się mnie boi..Najbardziej przykre jest dla mnie to że mały obwinia się za to że ja się zachowuję źle,jest pewny że to przez niego mama jest wsciekła i krzyczy,jeśli odważy się wtedy do mnie w ogóle cokolwiek powiedziec to pyta czy ja się na niego nie gniewam i przeprasza mnie za coś czego nie zrobił..,pyta czy ja go kocham..wiem że mały czuje się wtedy sam..odrzucony przeze mnie i odczuwa całkowity brak zainteresowania z mojej strony..Jeśli płaczę to przychodzi do mnie i przytula się do mnie mocno .Jezu,mnie jest tak bardzo żal tego dziecka bo wiem że go krzywdzę i zamiast być przy nim całą sobą to ja jestm daleko,nie umiem się nim zająć tak jak powinnam...Boję się tego co będzie dalej,jak mały zacznie dorastać..boję się że poprostu ode mnie odejdzie bo nie wytrzyma..I tak już za dużo w swoim krótkim życiu widział..Narazie w zerówce jest,ma dobre wyniki,zachowanie jest też dobre ale ja wiem że przeze mnie i tak nie funkcjonuje normalnie..Zaczełam już brać leki od wczoraj..i mam nadzieję, że po kilku tygodniach będę bardziej normalna i zacznę być lepszą mamą...Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
90
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 12:12
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez Sasanka 21 kwi 2007, 12:33
Hmm...ja nie mam dzieci, ale przez swoje problemy bardzo obawiam się czy będę potrafiła zająć się dzieckiem i dać mu wystarczająco dużo miłości i czułości. Boję się zwłaszcza dlatego, że dzieci bardzo łatwo wyczuwają nastroje, a ja często nie mam już ochoty udawać wesołka. Choć wiele osób twierdzi, że dziecko to swoista mobilizacja, daje siłę i zmusza do normalniejszego funkcjonowania...
"Gdy spoglądasz w otchłań, ona również spogląda w ciebie..." Nietzsche
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
20 kwi 2007, 18:40

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 21 kwi 2007, 16:48
a powiedziałaś mu, że jesteś chora? jak nie wie, to chyba powinnaś mu to wyjaśnić
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

Avatar użytkownika
przez 331ania 21 kwi 2007, 17:34
Marla_30g powinnaś unikać kontaktu z dzieckiem kiedy masz złe dni-o ile to jest możliwe-bo to jest tak że-czym skorupka za młodu nasiąknie itd..wiesz o czym mówie-ty masz depresje a dziecko będzie miało nerwicę-ono cie nie znienawidzi bo jesteś jego mamą ukochaną i najlepszą na świecie -tylko że małe dziecko nie rozumie dlaczego mamusia krzyczy kiedy ono jest grzeczne.Marla_30gkoniecznie idz z dzieckiem do psychologa i nieważne ile ma lat-bo tylko psycholog tu pomoże jesli juz dziecko zamyka się w sobie, w czasei wspólnej zabawy wytłumaczy dziecku na czym polega twoja choroba i powie dlaczego mamusia jest tak zdenerwowana,zrobi to lepiej niż ty bo tego się właśnie uczył.Psychika dziecka jest tak skonstuowana że bardzo głegoko pozostają te najcudniejsze przeżycia jak i też te ktorych nie rozumiały,te ktore sprawiały im ból jako dziecku.
Mam nadzieję że wszystko się ułoży i że choroba nie odbierze ci tej nawiększej miłości twojego życia i życia każdego człowieka-miłości do dziecka i dziecka do nas.....Sciskam cie bardzo mocno i twoja pociechę też ;)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:38 pm ]
Jeszcze raz to odczytałam co napisałaś i mam ochotę utulić i ciebie i twoje dziecko bo to jest naprawdę straszne kiedy człowiek cierpi i w to cierpienie wciągnieci są mimowolnie najbizsi.Pozdrawiam Cie cieplutko.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez Olimp Bathory 21 kwi 2007, 19:23
Powiem jak to wygląda od drugiej strony. Moja matka jest histeryczką, ma nerwice, nie leczy się, nawet pewnie nie wie, że jest chora. Ale każdy to może dostrzec. Kiedy ma atak potrafi krzywdzić, bardzo, bardzo mocno. Kiedyś fizycznie, teraz emocjonalnie. Nie będę wdawał się w szczegóły, zbytnio mnie bolą. Ale doradze Ci coś.
Twoje dziecko ma 7lat, pewnie nie zrozumie pojęć nerwicy ani podobnych. Ale MUSISZ poradzić się psychologa co powinnas robić, inaczje Twoje dziecko będzie miało spaczoną psychike. jestem szczery i brutalny, wiem, ale taka prawda. Nie wiem co Ci doradzi psycholog, ale nie możesz tego tak zostawić.
Rozpieszcanie dziecka kiedy nie masz ataków, nic nie da, tylko będzie przewrażliwione na zmiany nastrojów. Póki co jest dobrze, ale psychika się kształtuje jeszcze, naprawdę, powinnaś na ten temat porozmawiać z kimś kto ma odpowiednią wiedze.
Ja tylko mówię, że to może zaszkodzić. Obserwuję to na sobie.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
04 kwi 2007, 23:47
Lokalizacja
Ustroń

Avatar użytkownika
przez Mona75 21 kwi 2007, 23:06
Ja mam 2 dzieci. Kasandra ma 10 lat, Kaspian 7. Wiedzą że jestem chora, wiedzą o depresji i NL. Moje ataki depresji są łagodne prawie cały czas śpię. Muszą być samodzielne, bo ja nie jestem w stanie nawet jeść im zrobić. Przyjęły to normalnie, wytłumaczyłam im na czym polega ta choroba. Jeśli chodzi o nerwicę to starają się mi pomóc po swojemu (boję się mostów), dostaję od nich rysunki na których stoję na moście i napis :"Poradzisz sobie". Szczerze porozmawiaj z synkiem co Ci dolega, opowiedz mu co wtedy czujesz. Dzieci więcej rozumieją niż Ci się wydaje. Powodzenia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
601
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:19
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 22 kwi 2007, 23:40
ja swojemu 5letniemu brzdącowi zwyczajnie powiedziałem, że jestem chory (to nie boli)
mamy ze sobą całkiem spoko kontakt
choć mógłbym tyle nie spać i bardziej się nim zajmować, lepszym być ojcem, to on to jakoś czai i nie ma większych pretensji
nie drę się na niego i jak czasem mam gorszy nastrój to zwyczajnie mu mówię coś w stylu "młody, jestem dzisiaj lekko wkurzony, więc mnie dodatkowo nie denerwuj" :D

nie rozumiem rodziców, którzy każdy swój problem skrywają przed dziećmi, czy w ogóle przed innymi
dzieci nie są głupie choć oczywiście pewnych rzeczy nie czają, wystarczy im przekazać wiadomość "nie ty mnie denerwujesz, po prostu mnie denerwują różne rzeczy"
to bardzo prosta informacja dla dziecka - "to nie moja wina, że mama czy tata się wkurza"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

Avatar użytkownika
przez gusia 23 kwi 2007, 01:12
W skrócie..
Mój syn (9 lat) ,doskonale zdaje sobie sprawę z tego że jestem "chora".
Niewidzę potrzeby ukrywania tego przed Nim ,poza tym na przecież sam widział co działo się z mamą trzy lata temu.
Kiedyś sobie myślalam że to złe że wie o tym ,że wie ze matka czasem lata do psychiatry ,do psychologa ,dziś myślę inaczej.
Przecież on wie doskonale że niejestem jakąs tam dziwną osobą ,jestem normalną matką ,owszem mam gorsze dni ale niezanidbuję mojego dziecka w tym wszystkim.
Szkoda mi tylko tego że od trzech lat niewychodzimy sobie sami na spacery itp...ale ja wiem ze nie to jest najważniejsze.
Czasem..hmm,czasem ,nie ,nieczasem tak to jest poprostu,mój syn myślę zyje troszkę moją przypadłoscią ,wnioskuję to po tym jak czasem mówi "mamuś a jak już będziesz zdrowa to........................." ,wtedy jest mi przykro
Z drugiej jednak strony wiem że w pewien sposób on uczy się tolerancji.
To dla mnie bardzo ważne,bo widzę tego rezultaty.
Dużo by pisac na ten temat..
Oczywiście ,wściekam sie czasem sama na siebie ,depresja?...ee już chyba nie,ale ten piepszony perfekcjonizn:/ .walczę z tym a wiem ze czasem wymagam za dużo od syna,aczkolwiek w zeszłym roku było gorzej.

Rozmawiałam z psychologiem na ten temat,wiem jak postepowac,myslę że sobie poradzę ,wiem że niejestem mamą z prawdziwego zdażenia ale..ale Kocham go całym sercem i to okazuję a to myślę jest najważniejsze.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 23 kwi 2007, 02:52
no i dokładnie, o to chodzi przecież

ja nie używam słowa miłość zbyt często, bo sądzę, że nikt na tym forum ani ja, czy w ogóle 99% ludzi nie wie co to znaczy, ale lubię swojego chłopaka, lubię się z nim wygłupiać, lubię go wychowywać jakoś i nie chcę, żeby cierpiał, po prostu fajny kumpel :)
takiemu kumplowi można chyba powiedzieć coś szczerze? :D więc ja mu mówię szczerze na tyle na ile jest w stanie pojąć i on to akceptuje
oczywiście jest mi przykro, że nie jestem lepszy i staram się na tyle, na ile mogę być lepszy, ale on tego nie wymaga ode mnie i dlatego właśnie sie staram
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

Avatar użytkownika
przez Ampułek 23 kwi 2007, 04:16
Ja się chowam z moją deprechą przed moim synem (12 l.) Jeśli moja żona nie jest w stanie tego pojąć to cóż on - choć może go niedoceniam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
85
Dołączył(a)
06 sty 2007, 05:12
Lokalizacja
Kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do