Psycholog, psychiatra czy pedagog ? Kogo wybrać?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Okłamuję mojego lekarza

Avatar użytkownika
przez basia34 29 gru 2006, 10:42
3 stycznia ide do kolejnej kontroli.Troche mnie to przeraza, to że nie zawsze mówie mu prawde. Nie mówie dokładnie jak sie czuje z czym mi żle, z czym sobie nie radze.Ostatnio listopadzie zadał mi pytanie czy mam myśli samobójcze, powiedziałam że nie a jest to nie prawdą.On nie wie ze mając 15 lat dwa razy próbowałam odebrać sobie życie.Mama w święta zadała mi pytanie co dała mi ta terapia przez ten rok a ja nie umię odpowiedzieć. Największym dla mnie problemem jest mój mąż. Nie mam żadnego wsparcia z jego strony.Żadnej pomocy, nigdy ze mną nie rozmawia jak sie czuję, co myśle , z czym mi żle,Najczęściej słysze że żre te psychotropy jak jakas swirnięta a i tak nic mi to nie daje. Czuje się wtedy niepotrzebna, jakbym była nikim... :cry:
"...Przytul się do nadziei, a w ciszy będzie umierać to co jest twym bólem ...."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
14 paź 2006, 06:49
Lokalizacja
okolice Będzina

przez Magda18 29 gru 2006, 14:11
Powinnaś powiedzieć swojemu lekarzowi całą prawde, on Ci pomoze, a Tobie napewno ulży. Natomiast wpsarcie najblizszych też jest ważne. Niewiem czemu mąż Ci nie pomaga przezwycieżyc to, może powinniscie usiąść i pogadać.......a tak umawiaj sie ze swymi znajomymi i wychodźcie jak najczęściej, oni napewno Ci pomoga, bedziesz czuła sie dużo dużo lepiej.......Powodzenia
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
28 gru 2006, 19:46
Lokalizacja
Trójmiasto

przez Nel78 29 gru 2006, 16:58
Witaj Basiu, mam nadzieję, ze to przeczytasz. Wiesz ja mam bardzo podobne problemy, a z jednego udało mi się wyjść. Chodzi o lekarza. Chodzę do świetnego psychiatry- państwowo i przez długi czas nie umiałam z nim znaleźć takiego kontaktu zeby powiedzieć mu wszystko. Sądzę, ze w depresji jesteśmy tak bardzo poranieni przez nasze cierpienie, ze mimo wszystko trudno nam powiedzieć co tak bardzo nas boli, odsłonić się. Ja oprócz depresji mam zaburzenia osobowości typu borderline, jestem juz po czterech próbach s. Było mi ciągle głupio, ze chodzę do lekarza, chodzę, mam co chwila nowe leki, a tu nic się nie poprawia, pomimo, ze lekarz naprawdę sie stara, poświeca mi duzo czasu. W końcu postanowiłam, ze koniec- powiedziałam mu o moich lękach- które mi wydawały sie absurdalne, o moim silnym niepokoju, myslach samobójczych i on w końcu dzieki temu ustawił mi tak leki, ze czuję sie lepiej. CHyba wiec warto szczerze porozmawiać. Co do drugiej kwestii- rodzina...ja jestem osobą samotną, mój długoletni zwiazek rozpadł sie właśnie między innymi przez depresję. Mieszkam teraz znowu z mamą i braćmi. I oni nie znoszą kiedy jestem smutna, nie wychodzę z domu, bo mam leki, nie jem popadam w odrętwienie. Irytuje to ich po prostu...wiem zatem jak Ci ciezko z mężem i jakie to okropne nie mieć zrozumienia w najbliższych. Powiedział kiedyś ktoś mądry, ze kto tego - naszej choroby- nie przeszedł ten nie zrozumie..i chyba to jest tak właśnie. Pozdrawiam CIę ciepło
Nel
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
20 lis 2006, 16:52
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez reneSK 01 sty 2007, 14:01
Trzymaj się, to prawda kto nie przeszedł tej choroby , trudno będzie miał ją zrozumieć. Dla osób zdrowych nasze problemy wydają się śmieszne, ale co zrobić...
Uświadom mężowi, że nie jesteś jedyną osobą, która łyka psychotropy, osób chorych na depresję jest podobno ok 10 %, a może spróboj namówić go aby poszedł porozmawiać z twojm lekarzem. Pozdrawiam!
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
16 gru 2006, 21:46

Psycholog czy psychoterapeuta???

przez Maja666 18 sty 2007, 12:52
Pomóżcie mi czy mam szukać psychologa czy psychoterapeutę? Nie mam w tym doświadczenia. Moja córka (17latka) ma depresję i nerwicę. Wszystko opiera się na relacjach z rówieśnikami w szkole. Chcę jej jakoś pomóc ale nie wiem jak, więc pomyślałam o specjaliście. Poradźcie.
Maja
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 sty 2007, 12:34

Avatar użytkownika
przez 331ania 18 sty 2007, 21:26
Witaj!Oczywiscie ze psycholog.Jesli corka ma 17 lat to tylko psycholog.Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez Maja666 19 sty 2007, 10:20
Dzięki za podpowiedź.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 sty 2007, 12:34

przez snaefridur 19 sty 2007, 11:52
Terapia,oczywiście jest konieczna,a to czy sięgnąć po leki zależy od nasilenia objawów córki.
snaefridur
Offline

Avatar użytkownika
przez basia34 31 sty 2007, 19:18
Byłam u lekarza, powiedziałam wszystko co mi leży "na wątrobie" i usłyszałam że najlepszym wyjściem w mojej sytuacji byłby szpital... i teraz nie wiem...dużo czytałam waszych wypowiedzi na temat szpitala, trochę jestem w strachu. Nie wiem czego mogę się spodziewać. Może jest ktoś z was kto się leczy, leczył lub leżał w szpitalu w Bytomiu (szpital wojewódzki dawniej górniczy) :?
"...Przytul się do nadziei, a w ciszy będzie umierać to co jest twym bólem ...."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
14 paź 2006, 06:49
Lokalizacja
okolice Będzina

Avatar użytkownika
przez 331ania 31 sty 2007, 20:10
witaj Basiu.ja lezalam w szpitalu juz 2 razy ale niestety nie w tej miejscowosci o ktorej napisalas.Jesli lekarz namawia i uwaza ze szpital bylby dla ciebie najlepszy to powinnas go posluchac.szpital pomaga-wierz mi-ludzie pisza tu ze czlowiek sie uzaleznia od szpitala itp.moze to prawda dla jednych szpital jest ucieczka od problemu a dla innych droga do zdrowia i walki z choroba wiec jesli czujesz sie jeszcze na tyle silna to szpital ci pomoze bo bedziesz miala krag lekarzy,psychologa i duzo osob z takimi problemami jak ty.Jesli boisz sie szpitala zamknietego tzn takie gdzie sie lezy to zapytaj moze jest oddzial dzienny gdzie bedziesz mogla chodzic od 8 rano do 14,tam jest leczenie i jest tez psycholog i ten szpital nie jest taki straszny na ten 1 raz ale jest jedno ale-jesli masz mysli samobojcze na taki oddzial cie nie skieruja bo nie kieruje sie takich osob na taki oddzial,ale ja osobiscie na twoim miejscu zaczela bym od tego szpitala gdzie polezysz,wyciszysz sie,pospisz do woli,wyplaczesz sie lekarzowi pogadasz do woli z psychologiem i wtedy kiedy zbierzesz sily bedziesz myslala co dalej.mam nadzieje ze pomoze ci to w pelni.pozdrawiam cie cieplo.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez gusia 01 lut 2007, 23:12
Witaj Basiu....dokladnie to samo dzisiaj usłyszałam od lekarza---szpital---dla mnie jak wyrok.
Wykluczone,nie wyobrazam sobie ,tymbardziej że to az dwa miesiace :cry:
Mnie powiedziano o Szopienicach...ech....sama nie wiem.
Pozdrawiam.

Basiu a nie myslałas o tym oddziale dziennym na Sobieskiego w Sosnowcu???
Mam namiary ,jesli chcesz pisz na pw.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez basia34 02 lut 2007, 13:26
Muszę coś wytłumaczy... słowa :"Okłamuję mojego lekarza podczas terapi" nie nalezą do mnie... nie wiem kto tak zatytułował posta... a jeśli chodzi o ścisłoś lekarza nie okłamuję... nie zawsze potrafię od razu powiedzie co czuję, potrzebuję czasu na niektóre wyznania... uważam że nie okłamuję jedynie nie zawsze mówię mu co czuję, zatajam ale nie okłamuje
"...Przytul się do nadziei, a w ciszy będzie umierać to co jest twym bólem ...."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
14 paź 2006, 06:49
Lokalizacja
okolice Będzina

czy pojsc do psychiatry/psychologa?

przez Barbara89 18 mar 2007, 16:26
Od paru lat mam napady płaczu. Potrafię przy każdej małej okazji po prostu załamać ręcę, usiąść pod ścianą i zawyć z bólu. Moje dzieciństwo było wspaniałe, pełna rodzina, beztroska... Mając 7 lat umarła moja prababcia. Nie przejęłam się tym za bardzo. Przecież była stara, kazdy się z tym liczył. Gdy miałam 9 lat umarła moja babcia, którą bardzo kochałam i uwielbiałam. Stało się to natychmiast, wylew... 2 lata później mój wujek się powiesił, był dla mnie nikim ważnym, ale kolegowałam się z jego synem, który jest ode mnie młodszy o dwa lata i gdy myślałam, ze i ja mogłabym stracić ojca... Przeżyłam to na swój sposób. Rok później zginął w wypadku mój Tata. Był to dla mnie szok, opuściłam się w nauce. Tłumaczyłam sobie, ze tak musiało być. Człowiek rodzi się by umrzeć, czyż nie? 2 lata później mój dziadek miał wylew, był sparalizowany. Miałam wówczas 14 lat. Moja Mama razem ze swoim bratem jeździli do Dziadka, bo mieszkał 100 km od naszego miasta. Bardzo było mi żal mojej mamy... Nie wspomniałam również o tym, że po śmierci mojej Babci, moja mama miala depresję i musiała się leczyć. Po smierci ojca miałam napady płaczu, sens zycia był juz tak daleki, że nie mogłam go dosięgnąć. Sądziłam, że to ja byłam przyczyną wypadku ojca... Gdybym z nim pojechała... Od najmłodszych lat mam przyjaciółkę, ale z reguły nie jestem wylewna. Nie mówiłam wszystkiego, nie mówiłam nikomu o moich problemach czy uczuciach. Od roku mam chlopaka, przy którym się kiedyś rozpłakałam. Przytulił mnie i opowiadał o swojej rodzinie, nie słuchał o mnie. Jest trochę egoistą. Zerwałam z nim.
Nigdy z nikim nie rozmawiałam o moich uczuciach. Biorę czasami leki uspakające bez wiedzy mojej mamy. Mam napady płaczu i lęków. Mam wrażenie, że nikt we mnie nie wierzy. Jestem nikim. Moje życie to wyłącznie moja wina. Na drugich dziadków nie mam co liczyć, są rozwiedzeni i za bardzo się mna nie interesują.
Mam czasami ochotę położyć się spać i już nigdy się nie obudzic.
Zawsze wydawalo mi sie, ze jestem silna. Ze nic mnie nie zlamie. Czy nagle sie zalamalam? Moja wrazliwosc wziela gore?
Co sie ze mna dzieje? Nie moge spac, mysle o niczym, nie ucze sie, spadam na dno, upadnie mi cos, zaczynam plakac. Nie widze zadnego swiatelka w tym tunelu...
Czy naprawde mam cos w psychika, jak napisal mi jeden gosc na moim blogu?

Czy powinnam z tym iść do psychologa?
Ostatnio edytowano 18 mar 2007, 23:18 przez Barbara89, łącznie edytowano 1 raz
No hope, no love, no glory.
No happy ending.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 mar 2007, 15:55

przez pati3107 18 mar 2007, 21:30
bardzo chcialabym ci pomoc ale nie potrafie ... wiedz tylko ze nie tylko ty "masz cos z psychika". mam podobnie ... meczy mnie juz ciagly placz ...
basiu to co przezylas ... tyle smierci wokol ... to nic dziwnego ze sie zalamalas ... moze niewiele o tym wiem ale przechodze cos podobnego i jesli bedziesz chciala pogadac ... wal smialo
"... jest taki uśmiech co się nawet na cmentarzu kryje,
każdy świętej pamięci umiera więc żyje"
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
11 mar 2007, 21:03
Lokalizacja
piła

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 14 gości

Przeskocz do