Moje problemy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Po tych pseudo-świętach

przez ravefreak 27 gru 2006, 16:20
Czuję się trochę lepiej. Chodzę na spacery, znowu przemeblowalam pokoj, ogolnie rzecz biorac staram sie normalnie funkcjonowac. W srodky ciagle coś jest nie tak, ale staram się. Dzięki za wsparcie;]
Are we really free?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 gru 2006, 14:08

przez aronia 27 gru 2006, 18:24
To bardzo dobrze, oby tak dalej.
Jesteśmy z tobą :)
.Oh, and isn't this exactly where you'd like me?! .
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
26 gru 2006, 20:27

przez AFRODYTA 77 27 gru 2006, 19:15
Witam wszystkich. Chciałabym Ci jakoś pomóc . Sama jestem w podobnej sytacji choć mam 26 lat. Jestem tak jak ty DDA. W twojej walce z depresja zaczęlabym od znalezienia sobie dobrego psychologa ale naprawde dobrego. Bo uwierz nieleczona depresja jest jak śmierć na jawie wiem cos o tym bo przeżywalam to co ty. Zaczęło się zwkłym osłabieniem , ucieczką w sen , traciłam koncentracje poprostu dostawałam amnezji nie pamiętałam gdzie sie znajduje i co robię, traciłam na wadze choć jadłam regularne posiłki , zaczęlam sie izolowac od ludzi, zrywałam wszelakie znajomości. Przerwałam studia tzn. skreślili mnie z listy studentów bo nie miałam siły donieść indeksu do dziekanatu. To trwało 9 miesięcy. Po tym czasie byłam juz roślinka i wylądowalam w szpitalu na 5 miesięcy. Po tym okresie zostałam skierowana na terapie dla DDA na która uczęszczam od 1,5 roku i wszystko szło ku zdrowieniu gdy nagle pojawił sie nawrót teraz tego roku w lipcu wylądowałam na 2 miesiące. Nadal jestem w terapii i mam czasem wzloty i upadki ale nie poddaje się. Warto załatwić sobie dobra terapie wspierajacą. Próbuje skończyć studia, rozwijać sie choc czasem trace sens życia i wiare w ta terapie i farmakologie i żyję przeszłością- i to ona mnie naprawdę zabija nie ta depresja - bo z nią potrafię już walczyć polecam Ci książkę M. Sara Rosenthal " Depresja - przyczyny - objawy ... to jest taki mały przewodnik po tej chorobie, ale chociaż można objawy zaobserwowac i szybko zareagować aby nie być na samym dnie, ale oczywiście bez terapii i leków się nie obędzie. Pozdrawiam. i TRZYMAM KCIUKI ZA CIEBIE !!!!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 gru 2006, 22:57
Lokalizacja
POŁUDNIE POLSKI

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Piszę żeby jeszcze chwilę żyć...

przez Achaja 08 sty 2007, 01:13
Ach...Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego ludzie piszą? w jakich sytuacjach można pisać, albo przez co....Powodów jest na pewno dużo...Np. ja nie sądziłam że kiedyś będę pisać by się nie zabić...By się ratować...Tylko w całej swojej rozpaczy zastanawiam się po co? I czego jest mi żal tak bardzo że nie potrafię znowu zrobić z sobą porządek...
Kilka minut temu już się wieszałam...Próbowałam spać...Jakoś leżeć i nie myśleć o tym co się stało...Ale nie mogę, nie mogę w ogóle o niczym innym myśleć nawet że będzie wszystko dobrze...Że wszystko znowu się ułoży.../cenzura/ znowu...Znowu powstanę i będę sobie wmawiać że będę walczyć bo jest o co...Bo dostałam życie, a ja jestem niewdzięcznicą i tak się nie szanuję...
Ale nie mogę...Nie chce oddychać...Nie chce wstać rano i myśleć znów o przyszłości, o tym że trzeba wszystko robić by potem było dobrze...Ja już sił nie mam na to...Wyssał ze mnie PZC wszystko...
Kiedy na mojej szyi zacisnęłam pasek...Coraz mocniej i mocniej robiło mi się tak cudownie...ten ból zagłuszający...I ciągle o tym myślę...Kiedy nie będę pisać, położę się i będę myśleć o tym by się zabić...Jakie to jest żałosne...Piszę by utrzymać się przy życiu....Po co to robię...Może bardziej jest mi żal moich biednych rodziców i PZC...Nie chciałabym być w skórze człowieka przez którego tracisz sens wszystkiego i ostatecznie aż postanawiasz się wykończyć...Życie z tą myślą że komuś przez ciebie całkowicie odechciało się żyć nie może być piękne...Ale też wiem jak sobie on będzie tłumaczył ten że tak powiem(napiszę) incydent...Tym że byłam chora...I to nie jest jego wina...Nigdy nic nie jest jego winą, nie może...On jest niezniszczalny i bez skazy.
Jak też sobie o tym wszystkim myślę...O tej sytuacji, o tym co zrobił PZC...Potwierdzam się w swojej nieomylności, ale pierwszy raz w życiu próbowałam zagłuszyć swoje przeczucia....
Jeszcze wczoraj tak sobie myślałam o tym że pewnie jest inna...Ale wyrzucałam to z głowy zwalając na chorobę i na paranoje...Cały czas tłumaczyłam sobie że przesadzam, że jestem dla niego zła, męczę go chorobą...Ale też uważałam że przez to co nas łączy, co sobie mówiliśmy, planowaliśmy życie...Ta możliwość że może być z kimś innym była dla mnie nie realna bo przecież jak można takie uczucia i takie chwile wyrzucić w dwa dni do kosza...Hahaha chciałabym żeby to były dwa dni...Napiszę tak, oszukiwał mnie nie chcący długo...Ale tacy są mężczyźni, jak coś zrobią to nie chcący, nie świadomie, myśleli że było inaczej...Powinnam się do tego przyzwyczaić tyle że po wszystkich przeżyciach w życiu...Walki z życiem...Spotkało mnie szczęście z jego strony...Ale on jest człowiekiem który by chciał żeby wszystko było łatwo i pięknie...I dlatego uważam że z tą kobietą też mu się nie powiedzie bo życie takie nie jest ...Ja nie okazałam się księżniczką z bajki która wraz z machnięciem różdżki przemieniam wszystko w złoto...Ja w sobie noszę taką małą niespodziankę, depresje...Tylko że to nie jest do końca niespodzianką, bo ja uprzedzam o niej...To co on zrobił ze mną jest tylko kolejnym powodem na to bym się nienawidziła i tak jest...Kilka postów wcześniej pisałam jak ta choroba mi wszystko niszczy...Gdybym była normalna to by nie miało miejsca...Ale jestem nienormalna...I chociaż bardzo chce żyć nie mogę...Miłość do niego nie pozwala mi żyć...Nawet jak się za jakiś czas odkocham ślad po niej będzie nie do usunięcia, będę pamiętać...Bo jak by nie było drugi raz ktoś mi zrobił coś podobnego...Po pierwszym razie(na ironie losu miał tak samo na imię jak PZC, tyle że mówiłam na niego Rycerz) było podobnie, ale nie myślałam tak jak teraz że znowu...
Po nim krzywdziłam mężczyzn bo nie potrafiłam się związać...Krzywda przez Rycerza była tak wielka że nie potrafiłam dać tego co chcieli czyli uczucia spotykałam dobrych facetów( pewnie zrobiliby mi i tak to co PZC)...
Jak mam teraz przeżywać to samo to na prawdę nie chce żyć...Jak sobie pomyślę że mogłabym pokochać kogoś jeszcze raz i potem przeżywać to samo bo ktoś nie będzie nawet chciał spróbować wesprzeć mnie w depresji, a pierwsze będzie się zarzekał że nigdy mnie nie skrzywdzi jak poprzednicy to mi się niedobrze robi...Bo nie wierzę...Nie wierzę w człowieka który mógłby się zmierzyć ze mną i być przy mnie...
Żyć sama nie umiem...I jestem teraz w sytuacji bez wyjścia...gryzę się z tym co zrobił mi PZC...Nikomu tego nie życzę...A wiem niestety że takie historie się zdążają...

Pasek leży na stoliku...Spoglądam na niego co chwilę...I przychodzi mi na myśl jeszcze lepszy sposób na zabicie się...Kilka dni temu myślałam o nim...
Hm...Wiecie ostatni raz takie myśli miałam dwa lata temu jak wylądowałam w szpitalu w Kraku...Zamykasz oczy i widzisz różne sposoby popełnienia samobójstwa...Zamykasz oczy i widzisz jak się dusisz...W przeróżny sposób...Albo jak zadajesz sobie nożem śmiertelne rany...No i mamy też w zanadrzu tabletki(najlepiej nasenne) nie mam ich przy sobie w ogóle już ich nie mam bo skończyły mi się problemy ze snem...Ale dla chcącego nic trudnego zdobędę je nawet idąc do lekarza i kłamiąc że nie mogę spać...Dobrze mi będzie mając je przy sobie...Już kiedyś tak zrobiłam...Naprawdę dobrze mi było mieć je przy sobie...Były w półce, nie raz miałam na nie chęci...Ale mając je bardziej działały na mnie uspakajająco bo mogłam zabicie się zawsze przełożyć i wiedziałam że mogę to zrobić kiedy chce...Kiedy jednak człowiek jest w desperacji, a nie ma tego co chce by się zabić czasem jest bardziej skłonny do samobójstwa i do zrobienia czegoś pochopnie niż np. kiedy wiedziałby że może to zrobić w każdej chwili...Wtedy może pomyśleć zawsze bo wie że jak sobie coś zrobi to wtedy może nie być odwrotu...A tak to jest desperacja...Szok...Wszystkie negatywne uczucia skumulowane i potem ludzie się wieszają na paskach, tną, rzucają pod samochody czy pociągi...Desperacja jest straszna...
Wiecie dlaczego jestem dziwnym przypadkiem...I np. lekarze w Polsce nie umieją mi pomoc...Bo jestem w pełni świadoma...Umiem z dokładnością opisać co mi jest...Co powoduje to i nawet potrafię powiedzieć co może temu zapobiec...Albo jakie mogę być skutki itp. itd. ... Sami widzicie jak to wszystko opisuję... Jakbym pisała o samobójcach...O kimś, o innych nie osobie(o sobie piszę jak sobie przypomne że ja też taka jestem)...Dlatego nikt nie potrafi mi pomóc...Żaden lek, żaden lekarz...Żaden szpital i psychoterapie...Bo potrafię wszystko sobie sama wytłumaczyć, lekarze którzy mnie znają wiedzą że nic mi nie muszą tłumaczyć bo ja sama wiem jakie są skutki, jakie jest życie...no wszystko...niby myślę jak zdrowy człowiek zdający sobie ze wszystkiego sprawę a i tak nie umiem sobie radzić, i tak się załamuję...
A najbardziej załamuje mnie to że taka jestem...Wolałabym być zwykłą tępą laską, która nie wie co się dzieje...Dali by mnie do lekarza, nafaszerowali lekami, ja byłabym zamknięta w sobie, a specjaliści mogliby nade mną medytować...
Właśnie coś dochodzi do mnie z mojego odbiornika telewizyjnego że jakaś kobieta przepowiada koniec świata, albo raczej jakąś wielką katastrofę w 2012 roku która może oznaczać koniec naszej cywilizacji...Jak to się mówi wszystko ma swój koniec...Albo to jest kolejna bzdura...Tak szczerze chciałabym żeby tak było...Tylko znając moje nieszczęście ja przeżyję...Przeżyję kilka set ludzi na całej ziemi by mogli zacząć wszystko od nowa...I ja będę w śród tych ludzi...No cóż bieguny się przesuną ...I się porobi...Ale to pewnie będzie kolejna przepowiednia ludzi którzy chcą osiągnąć rozgłos

Przez całe życie rozmawiam ze sobą tak...Od 14 roku życia zaczęłam pisać...Kiedy miałam 12 lat zaczęłam dziwnie rysować...Kiedyś wszyscy się zachwycali że potrafiłam przenieść na papier rzeczywistość...Ludzi zwierzęta ale po 10 roku życia coś dziwnego zaczęło się dziać...A jak miałam 12 lat moje rysunki nie były piękne...Bo nie rysowałam tego co widzę tylko to czuję...Dwa lata później zaczęłam pisać...Zaczęło się od wiersza który napisałam na maszynie do pisania w dniu 4 rocznicy śmierci babci...Wtedy przelałam na papier moją tęsknotę za tą dobrą kobietą, która strzegła mnie przed rzeczywistością od urodzenia do 10 roku życia...Czasem się zastanawiam że po jej śmierci stało się ze mną coś dziwnego...Nagle wszystko było złe, moja rodzina stała się zła, fałszywa i zawistna...Ona wszystko trzymała...Kiedy żyła nie widziałam tego, strzegła mnie...

Piszę już ponad godzinę...Piszę, przerywam pisanie i myślę, potem piszę...I znów to samo...

Moim marzeniem na dziś jest nie zaufać nikomu...I być samotnym człowiekiem i nawet nie tyle samotnym a być szczęśliwym z tego powodu...

Każdy kto to czyta...A ma ukochaną osobę...Niech zda sobie sprawę jak ma wiele...Jak ma rodzinę, żonę czy męża...Dzieci...To niech zda sobie sprawę jaką ma bezcenną siłę...Życiodajną siłę która, jest czymś w rodzaju paliwa...To jest wszystko najlepsze co może człowiek osiągnąć...Jak może człowiek być szczęśliwy mając pieniądze, karierę a nie ma się z kim dzielić swoim osiągnięciem...To robi się po coś...Ale jak człowiek jest sam jest wrakiem...Nie wierzę w szczęśliwego samotnego człowieka...Jeśli samotny człowiek się uważa za zadowolonego z takiego obrotu sprawy to jest już zakłamany...Bo tylko jak by sobie pozwolił na bycie z kimś kto dawałby mu szczęście zmienił by zdanie...Napewno, ale nie pozwalamy sobie na to bo się boimy...Ja będę się bać...A przez to życie dla mnie nie ma sensu...

Chcę umrzeć...
Boje się tej nocy...Będą mnie nękać demony...Będę widzieć jak umieram...Będę się zastawiać jak to przeżyją rodzice, znajomi...Wszyscy...Przez długi czas będę myśleć o śmierci, a to jest katorga...Niszczy wszystko...A pamięć o tych chwilach w przyszłości będzie niszczyć jeszcze więcej tak jak mi wszystko teraz zniszczyła pamięć o ostatnich 8 latach...
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sty 2007, 13:51

przez Gringo 08 sty 2007, 03:22
Bardzo ci wspolczuje, bo potrafie wyobrazic sobie pieklo w jakim sie znajdujesz, jednak czytajac twoja wypowiedz mysle, ze twoje widzenie swiata jest bardzo zafalszowane, musisz zdac sobie sprawe, ze swiat nie jest taki jakim ty go widzisz, to co czujesz w stusunku do siebie, ludzi jest projekcja twojego umyslu (moglbym to rowniez napisac do siebie). Rzeczywistosc jest zupelnie inna. Rzeczywistosc jest cudowna. Wcale nie jestes beznadziejnym przypadkiem, trzeba ci tylko zroumienia pewnych spraw. Mysle, ze do niektorych kwestii masz bardzo naiwne podejscie. Tylko wydaje ci sie, ze kochasz tego chlopaka, to nie jest milosc, to iluzja, uzaleznienie, a nie na tym polega milosc.

Czy samobojstwo jest dobrym rozwiazaniem, tego nie bede ukrywal, nie wiem. Byl czas, kiedy nie chcialem juz zyc i pragnalem smierci, ale nigdy nie chcialem sam ze soba skonczyc. Teraz wiem, chociaz caly czas mam ze soba problemy, ze ZYCIE MOZE BYC PIEKNE.
Gringo
Offline

przez goshka 09 sty 2007, 00:15
Achaja, rozumiem..pewnie nie do końca..pewnie u mnie jest troszkę inaczej..ale efekt taki sam..taki sam brak wiary, takie samo zwątpienie.. myślisz, że są pewne chwile w życiu, kiedy jest się dzieckiem, które kształtują nas później..? tak się zastanawiam..ja też miałam styczność ze śmiercią kogoś bliskiego kiedy byłam mała..czasem mam wrażenie, że zostawiło to we mnie ogromne piętno..że więcej rozumiem, że wiem jak ulotne jest życie..ale ta myśl owija się wokół mnie jak lina..zaciska..wszystko się tak kończy..wszystko pęka..nie ma nic..każdy jest sam ze sobą..wszyscy odchodzą..jak nie fizycznie to emocjonalnie..zostawiają..
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
07 sty 2007, 00:54

przez Achaja 09 sty 2007, 00:48
goshka napisał(a):Achaja, rozumiem..pewnie nie do końca..pewnie u mnie jest troszkę inaczej..ale efekt taki sam..taki sam brak wiary, takie samo zwątpienie.. myślisz, że są pewne chwile w życiu, kiedy jest się dzieckiem, które kształtują nas później..? tak się zastanawiam..ja też miałam styczność ze śmiercią kogoś bliskiego kiedy byłam mała..czasem mam wrażenie, że zostawiło to we mnie ogromne piętno..że więcej rozumiem, że wiem jak ulotne jest życie..ale ta myśl owija się wokół mnie jak lina..zaciska..wszystko się tak kończy..wszystko pęka..nie ma nic..każdy jest sam ze sobą..wszyscy odchodzą..jak nie fizycznie to emocjonalnie..zostawiają..


Wiesz jeśli chodzi o mnie to naprawdę w przeszłości dużo się działo i dlatego też mam problemy naprawdę z wielu powodów...Bardzo młodo zaczęłam widzieć i przeżywać to co nie powinnam...Ale miałam nadzieje co rok...Teraz już na kolejną nadzieje nie ma miejsca...Bo znów będzie to samo...Znów wszystko stracę przez depresje
Teraz ja sobie żyję...Ale nie długo...Od wczoraj nie jem...Nie wiem w co się znowu wpakuję...Boję się że będzie gorzej, ale jak zjem łyżkę zupy to tak jak bym zjadła łyżkę życia, a nie chce nic robić co by mi pomogło w istnieniu...Już czuje się słabsza i nawet ta słabość mnie cieszy...Może zniknę.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sty 2007, 13:51

Avatar użytkownika
przez korres1 09 sty 2007, 01:19
Achaja, naprawdę nie wiem w jaki sposób Cię pocieszyć. Wiem, że w takich momentach nie działa chyba nic. Może się mylę, ale chyba jesteś na dnie kryzysu pogłębionego przez to, że chłopak Cię rzucił.
Spróbuj jednak jakiegoś lekarza. Skąd u Ciebie przekonanie, że żaden nie jest w stanie Ci pomóc?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez Achaja 09 sty 2007, 13:38
[ Dodano: Wto Sty 09, 2007 12:38 pm ]
korres1 napisał(a):Achaja, naprawdę nie wiem w jaki sposób Cię pocieszyć. Wiem, że w takich momentach nie działa chyba nic. Może się mylę, ale chyba jesteś na dnie kryzysu pogłębionego przez to, że chłopak Cię rzucił.
Spróbuj jednak jakiegoś lekarza. Skąd u Ciebie przekonanie, że żaden nie jest w stanie Ci pomóc?


Dlatego że leczyłam się u róznych lekarzy 6 lat...Dwa razy byłam w szpitalach psychiatrycznych i nic...
Zawsze była tak...Idę do lekarza on się pyta co mi jest...JA mu opowiadam wszystko, on przepisuje mi leki i do widzenia...Idę za 3 tygodnie...Znów się pyta co jest u mnie...Mówie mu że te leki nie działają to dodaje inne do tamtych albo zmienia leki...No i niekiedy było tak źle że kierowano mnie do szpitali...To tam było to samo plus straszne psychoterapie które pogrążały cię...Wysłuchując zwierzenia innych ludzi odechciewa ci się zupełnie żyć bo widzidz że świat ludzi w ogóle jest zły i okrutny...Ja wychodziłam ze szpitali bo udawałam że jest dobrze...Bo bardziej byłam skłonna sobie tam coś zrobić by nie patrzeć na te wszystkie ludzkie tragedie

No i masz racje rozstanie z tym chłopakiem jest dla mnie wbiciem ostatniego gwoździa do trumny
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sty 2007, 13:51

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 09 sty 2007, 14:08
Kochana może w to nie uwierzysz ale piszesz też o mnie!Ten sam ból rozdzierający i palący całe moje wnętrze.Świadomość,że wiem,posiadam wiedzę teoretyczną, która wcale nie sprawia że moje emocję są zdrowsze...Pobyty w szpitalach, terapie gdzie dostrzegam więcej co nie znaczy że potrafie wziąć więcej od innych psychicznych.Mam wrażenię że wiedza sprawia że namacalniej, intensywniej czuje,doświadczam i widzęMogę dotknąć swoje cierpienie, przestało się kryć...maskować.Pisząc te słowa leżą obok leki i wódka...ciekawe czy piszę by też się ratoawać?
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez korres1 09 sty 2007, 16:41
Achaja,
wiele osób przeszło przez wiele gabinetów i często długo szukało odpowiedniego terapeuty. O ile dobrze pamiętasm, większość forumowiczów chwali sobie terapię, a dopiero później leki - tylko jako wspomagacze i nie w każdym przypadku. Poszukaj - jest taki temat o psychoterapeutach w różnych miastach, są tam polecani i odradzani.
Jeśli chodzi o gwóźdź do trumny, to mogę Ci poradzić tylko tyle - pisz do nmie na pw jak Ci to pomoże. Może to marna pociecha, ale dwa podobne kryzysy mam za sobą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez IceMan 09 sty 2007, 18:32
Achaja,
Kiedy czytam to, co napisałaś, wydaje mi się, że całkowicie poddałaś się i zrezygnowałaś ze szczęścia i marzeń. Trudno mi dokładnie coś powiedzieć - wiem że bardzo źle wpłynęła na Ciebie śmierć babci, także to że niedawno rzucił cię chłopak pozostawiło ślad na twojej psychice. Jednak wydaje mi się że jednak z każdego dołka można się wygrzebać - jeżeli nie dasz radę sama, to z czyjąś pomocą. Jesteś niezwykłą osobą, na tym świecie jest za dużo... nie pamiętam, jak dokładnie określiłaś... głupich lasek (?)... nieważne - brakuje takich osób jak Ty. Masz duszę artystki, jesteś wrażliwa (a zazwyczaj takie osoby dopada depresja). Być może ktoś cię nie docenił, a być może ty nie pokazałaś przed kimś swojego dobrego oblicza. Czy masz zaufanie do ludzi i wierzysz w nich? (nie odpowiadaj mi tylko sobie) Jesteś inteligentna i powinnaś wyciągnąć odpowiednie wnioski, chyba że już je dawno wyciągnęłaś. Czujesz się bezwartościowa - chyba się nie mylę... Dlaczego? Świat wokół ciebie stał się mroczny i ponury, nawet jeśli słońce świeci - nie ma to znaczenia. Miałem coś takiego - ale zawsze jest światełko w tunelu. Jeżeli chodzi o mnie, to szybko dotarło do mnie co się ze mną dzieje i odnalazłem to światełko i to była nadzieja. Nadzieja na to, że coś się poprawi. Dałem sobie trochę czasu i powoli zaczyna się, małymi kroczkami - poprawiać to, co mogło mnie całkowicie zdołować. I idzie ku lepszemu. A co by było gdybym w tamtym momencie złapał np. za pasek? Ominęłoby mnie wiele wspaniałych przeżyć i pięknych chwil. Wydaje mi się, że na początek uwierz w siebie, potem uwierz w ludzi. Daj sobie szansę z tego wyjść i daj szansę innym, żeby wiedzieli kim naprawdę jesteś (a moim zdaniem depresja skrywa to twoje lepsze "ja"). Na pewno teraz przeszło ci w myśli że nie wiem co mówię i nie wiem jak się naprawdę czujesz i w jakiej sytuacji jesteś. Nie masz motywacji i siły. Jednak ja wiem, że człowiek jest zdolny do ogromnego wysiłku mimo pozornego braku siły. Powstań, nawet jeśli nie widzisz tego "światełka" - szukaj w ciemnościach aż je znajdziesz. Nie pomożesz sobie zamykając się przed innymi i nie dając sobie pomóc. Na dzisiaj życzę ci wyjścia z depresji, a na potem wszystkiego najlepszego :) Wierzę w Ciebie i mam nadzieję, że uda Ci się z tego wyjść i zobaczę jak piszesz o depresji jako o przeszłości. Serdeczne, cieplutkie pozdrowienia dla Ciebie!
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez Achaja 10 sty 2007, 00:43
Napewno mnie rozumiesz...JA też rozumiem co piszesz bo ja nparawdę byłam silna potrafiłam zawsze przeczekać i zobaczyć to światełko w tunelu...Wychodziłam z rónych sytuacji i ciągle dawałam sobie szanse...nawet kiedy to wracało i znów wszystko burzyło...Ja po jakimś czase powstawałam i naprawdę się cieszyłam z życia...Ale teraz już nie mogę...narawdę się poddałam...Nic nie zrobię co by mi pomogło żyć...Nie przedłużę sobie życia...Przestałam jeść i nie zjem, nawet nie czuję głodu...nie czuję głodu życia...Nie chce nawet mieć nadziei boje się że ją znów będę mieć...A potem znów będzie jak teraz...Nie chce...Dla niektórych depresja jest przejsciowa...W moim przypadku to moje życię...
Choć czasem jak czytam to co mi piszecie...Przyznaję wam racje...Macie racje to co mi piotrku napisałeś sama pisałam innym keidy udało mi się na chwilę z tego wyjść...Ale nie chce już wychodzić z tego bo to znów wróci i tak bardzo się boję zobaczyć światełko w tunelu...nie chce...
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sty 2007, 13:51

Avatar użytkownika
przez IceMan 10 sty 2007, 17:59
Dam ci porównanie (może błahe, ale takie mi akurat przyszło do głowy). Jak czasem bywa ze zdawaniem prawa jazdy? Tak bywa, że nie zawsze zdarza się za pierwszym razem (rekordowa osoba o jakiej słyszałem zdała za 28 razem). Ale potem już miała to prawo jazdy! Tak samo ty może kiedyś wyjdziesz z depresji i już w nią nie wpadniesz. Postaraj się walczyć o swoje szczęście! Jeśli się poddasz to ono raczej samo do Ciebie nie przyjdzie. Jeśli przegrasz walcząc do końca to tak naprawdę zwyciężysz. Jeżeli wygrasz walkę to będzie podwójne zwycięstwo. Ale jeśli przegrasz z depresją poddając się - to będzie twoja podwójna przegrana. Nie traktuj depresji jako części twojego życia lub w ogóle swojego życia (bo wydaje mi się że gdzieś tak napisałaś). To jest twój wróg, któremu musisz stanąć naprzeciw a nie iść w parze przez życie. Depresja to taki przyjaciel który w niespodziewanym momencie wbija ci nóż w plecy. I wtedy jest za późno. Także nie możesz ani tolerować ani ignorować depresji. Musisz z nią walczyć. Postaraj się przyjąć taką postawę - mi to zawsze pomagało, jak miałem dołka to walczyłem. Jejku... ale się rozpisałem.
Obrazek
I na koniec słoneczko dla Ciebie - promienie czyjejś nadziei na to że ktoś się nie podda.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do