Moje problemy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Neśka 19 wrz 2006, 20:09
Dokładnie.Zgadzam się.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez peace-b 19 wrz 2006, 20:23
Neśka napisał(a):Zastanawiam się więc, czy lepiej mieć mało wartościowych znajomych - tylko po to, by jacyś byli, czy nie miec nikogo, skoro wokół nie ma odpowiednich...

Lepiej nawet być samamu niż pozwalać się manipulować albo dostosowywać się do innych za wszelką cenę, bo dostosowywanie się i i tak nie da nam szczęścia i damy radę grać i zmuszać się tylko do czasu lub staniemy się tak płytcy i bezwartościowi jak Ci ludzie...
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez jevii 19 wrz 2006, 20:31
....dal tego tak lubię piosenkę Anny Mari Jopek
...niech ktoś zatrzyma wreszcie świat - ja wysiadam.

nie sądzicie, że wogóle "babska przyjaźń jest dosyć specyficzna"?

lublinianka:

Był też moment kiedy również koleżanki z mojej klasy krzywo się
na mnie gapiły i pewnie ploty szły długości taśmy VHS...powodów było
pewnie mnóstwo. Ale wiesz co zrobiłam? Olałam to. Szczerze - robiłam
to co uważam za słuszne a jeśli komuś sie coś nie podobało, padało
krótkie: " to twój problem".I koniec.

I fakt - na początku było mi cięzko - sama, bez pomocy czy wsparcia,
ale po czasie zaczeło się to zmieniać.
Bo pamiętaj: siła leży w argumentach a nie w "podniesionym głosie",
czy grożbach i "zbieraniu" swojego kółka znajomych. Wiesz, to taka
reakcja społeczna - jeden się drze a reszta leci zobaczyć co się stało
[jak kury do ziarna;-)] - tak odnosząc do sytuacji, która Cie niepokoi
- pamiętaj, że ta cała szopka będzie "na chwilę" - jeśli nie dasz się
wyprowadzic z równowagi [zakładając najgorsze rzecz jasna], wyjdziesz z twarzą.


nie to, że się mądruję - wyciągnięte z autopsji.

Pozdrawiam :-)
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez lublinianka 19 wrz 2006, 21:15
jevii napisał(a):I fakt - na początku było mi cięzko - sama, bez pomocy czy wsparcia,
ale po czasie zaczeło się to zmieniać.
Bo pamiętaj: siła leży w argumentach a nie w "podniesionym głosie",
czy grożbach i "zbieraniu" swojego kółka znajomych. Wiesz, to taka
reakcja społeczna - jeden się drze a reszta leci zobaczyć co się stało
[jak kury do ziarna;-)] - tak odnosząc do sytuacji, która Cie niepokoi
- pamiętaj, że ta cała szopka będzie "na chwilę" - jeśli nie dasz się
wyprowadzic z równowagi [zakładając najgorsze rzecz jasna], wyjdziesz z twarzą.


wiem tylko dla mnie najgorszy jest właśnie ten początek...nie wiem, jak się zachować wobec niej, gdy ją spotkam przypadkiem, jak zachowac się wobec tych znajomych...
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

Avatar użytkownika
przez Neśka 19 wrz 2006, 21:46
Tak jak napisała koleżanka - z dumą, choć ja przyznam, że czasami tylko ona pozostaje... a może aż?
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez jevii 20 wrz 2006, 12:11
lublinianka napisał(a):wiem tylko dla mnie najgorszy jest właśnie ten początek...nie wiem, jak się zachować
wobec niej, gdy ją spotkam przypadkiem, jak zachowac się wobec tych
znajomych...


Przedwszystkim spokój.
I głowa do góry, ale tak na rozsądnej wysokości - bo za wysoko to też nie dobrze.
Przede wszystkim zastanwów się - z czego się oni śmieją?
No własnie - z kłamstw się smieją. Bawi ich nieprawda i być może-wbrew pozorom-
zdają sobie z tego sprawę.

Ty nie masz niczego złego na sumieniu więc czemu miałabyś mieć ewentualne poczucie
wstydu? Nie musisz się też przyznawać co jest/może być a co nie prawdą w tych
ściemach - to nieistotne. [winny się tłumaczy].

Poza tym koleżanka, która tak podbudowywuje swoje 'Ego" twoim kosztem właśnie daje
dowód jak nie jest godna zaufania, [ale uświadamianie koleżanek z klasy na ten temat
zostawiłabym na później ].

Być może, skoro Tobie wykręciła taki numer, wykręciła coś podobnego lub coś równie
chamskiego komuś innemu z Twojej klasy... - masz okazję poobserwować.
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

przez lublinianka 20 wrz 2006, 16:15
Dzięki za rady...

jevii napisał(a):ale uświadamianie koleżanek z klasy na ten temat
zostawiłabym na później ].

Być może, skoro Tobie wykręciła taki numer, wykręciła coś podobnego lub coś równie
chamskiego komuś innemu z Twojej klasy... - masz okazję poobserwować.

gdyby to były takie "klasowe", młodzieńcze kłamstewka byłoby łatwiej, ale niestety nie...obie jesteśmy dorosłe (ona 3 lata starsza, po studiach), więc i ciężar kłamstw poważniejszy....mówiąc wprost - zarzuca mi np. rozpowiadanie pewnych tajemnic firmowych (faktycznie ktoś z firmy, w której ja pracuje, a ona już nie jakiś czas temu zaczęły "wypływać" pewne informacje...)na pewno nie ja je ujawniłam, ale ona wszystkim znajomym z pracy i nie tylko mówi, że to ja....opinię osoby niegodnej zaufania próbuje mi robić nie tylko tu na miejscu, ale i wśród osób pracujących w tej firmie w innych miastach.W sobotę jedzie na wyjazd integracyjny do Łodzi (ja nie mogę tam jechać z przyczyn osobistych)i tam pewnie będzie to samo (już w mailu do mojej dobrej znajomej z Łodzi próbowała zepsuć mi opinię). W dodatku opowiada o mnie różne niestworzone rzeczy, że miałam romans z szefem (chyba oszalała!!!!) itp.
Opowiada to wszystko też moim znajomym ze studiów (ja teraz będę na ostatnim roku, ona ten kierunek skończyła 3 lata temu).
Nic z tego nie jest prawdą. Nie wiem, czemu ona to robi.

jevii napisał(a):Ty nie masz niczego złego na sumieniu więc czemu miałabyś mieć ewentualne poczucie
wstydu? Nie musisz się też przyznawać co jest/może być a co nie prawdą w tych
ściemach - to nieistotne. [winny się tłumaczy].

problem w tym, że ona jest świetna w tym, co robi...wiem, co mówię, bo przecież kiedyś mnie samą "urabiała" w ten sposób....
jest tak przekonująca, że doszło do tego, iż usłyszałam że to JA mam udowodnić, że to nie prawda!!!! ale po 1 - jak napisałaś : winni się tłumaczą, a po 2 jej kłamstwa są sprytne - nie da się udowodnić, że coś takiego jest kłamstwem....
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

Avatar użytkownika
przez jevii 20 wrz 2006, 17:44
lublinianka napisał(a): jej kłamstwa są sprytne - nie da się udowodnić, że coś takiego jest kłamstwem....


delikatna sprawa....u siebie w firmie mam pewnego, starszego pana.
Problem z nim polega na tym, że jest niezwykle miły jak coś potrzebuje
i niezywkle uczynny....W tym, że jeśli mu czegoś odmówisz wówczas
donosi na ciebie do szefostwa...jeśli coś czegoś potrzebuję od niego
lub ktoś innny to podoopie źle - by przypadkiem ktoś nie wiedział
czegoś lepiej od niego - chore. Wiem.

Problem tu jest o tyle poważny,że jeden pracownik już raz wyleciał bo
ten potrafi tak obsmarować swoich kolegów nie tylko przed szefem,ale
tez i przed prezesem firmy...jest niebezpieczny - taka woda drążąca
skałę....

...wydaje mi się ,że na takich ludzi - bo Twoja znajoma w pracy wydaje
się nie mniej świńska - nie ma innego sposobu jak dystans.

Jeśli zachowasz spokój - będziesz wyglądać wiarygodnie, tym bardziej,
że sytuacja jest faktycznie groźna.

Poza tym, jeśli ktoś osobiście Cię spyta prosto w oczy,że słyszał to a to
i co to znaczy, wówczas, jeśli nie masz ochoty się tłumaczyć, bo jesteś
np. jakoś poruszona - z uśmiechem spytaj się dlaczego chce to wiedzieć.

A jeśli chodzi o jakieś wyjaśnienia [chcesz, czy nie masz już wyjścia
i musisz wyjaśnić] - wówczas masz pole do popisu by
spokojnie, w sposób stanowczy przedstawic to jak wygląda sytuacja
z TWOJEGO punktu widzenia.


Ważna jest postawa - czyli główka do góry, plecy proste i patrz rozmówcy
w oczy - nawet możesz się usmiechnąć ;-)

I pamiętaj,że kłamstwo ma krótkie nogi - a Ty, nie możesz dać się
przestraszyć
- w chwili wysokiego stresu - głęboki oddech
[mi jeszcze pomaga cos na słodko;-)]
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

przez lublinianka 22 wrz 2006, 08:50
dzięki jevii za rady.
jevii napisał(a):Problem tu jest o tyle poważny,że jeden pracownik już raz wyleciał bo
ten potrafi tak obsmarować swoich kolegów nie tylko przed szefem,ale
tez i przed prezesem firmy...jest niebezpieczny - taka woda drążąca
skałę

tu dokładnie to samo...tylko ona w dodatku ma jeszcze jeden cel- nie tylko zniszczyć komuś karierę, sprawić, by wyleciał z pracy, ale też zniszczyć psychicznie....wczoraj przypadkiem na mieście spotkałam znajomą, która pracowała u nas w firmie a potem nagle ją przeniesiono (niby)...rozmawiałam z nią dobre 4 godziny i to, czego się dowiedziałam dosłownie mnie powaliło...otóż dlaczego już u nas nie pracuje??? oczywiście "przysłużyła" jej się "przyjaciółka"....ona widać ma taki sposób- udaje przyjaźń, dobrze poznaje czyjeś lęki, sekrety i wtedy robi z tego użytek...otóż w przypadku tej znajomej (bradzo sympatyczna dziewczyna, a teraz dosłownie strzępek nerwów) też doniosła, że niby działa na niekorzyść firmy, że wynosi informacje (jak u mnie), ale i że giną pieniądze...Asię najpierw zdergadowano, potem zwolniono....ale tamtej to nie wystarczało, doprowadziła do tego, że mąż ją opuścił (dzwoniła do męża Asi niby jako zatroskana przyjaciółka rodziny i mówiła, że jego żona puszcza się z szefem i kolegami z pracy)...w dodatku pomogła mu w sądzie starać się o przyznanie praw do dziecka....to tylko niektóre rzeczy....

teraz chyba dobrze widać, do czego jest zdolna....może moja sytuacja nie jest tak poważna jak Asi, ale mnie bardzo dołuje....nie wiem, dlaczego ona taka jest, czemu robi takie rzeczy...jak bardzo trzeba kogoś nienawidzić, żeby próbować mu odebrać wzsystko, co dla niego ważne, żeby robić takie rzeczy?!?!
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

przez Kama1234 22 wrz 2006, 09:20
Wyspiański napisał kiedyś taki wiersz przepiękny, którego fragment zacytuję z pamięci, więc może być niedokładny, za co przepraszam z góry:

"O, kocham Kraków,
bo nie od kamieni
przykrościm doznał, lecz odżywych ludzi...
(...)
Im więcej we mnie kamieni rzucicie
złożycie stos:
stanę na szczycie!"

Ten artysta był wielkim człowiekiem, a również (a może właśnie dlatego) cierpiał przez swój wrażliwy ogląd świata. Był nierozumiany i czasem szykanowany przez innych, tak naprawdę - pomimo wielu znajomych i "przyjaciół" był samotny.

Nie wiem, czy to może stanowić jakieś pocieszenie, ale warto się nad tym zastanowić. Ludzie często bywają okrutni i żli. Nie znaczy to, że mamy do każdego człowieka podchodzić jak pies do jeża. Nie wszyscy są źli, tylko tak trudno odróżnić i wyselekcjonować tych dobrych!
Ale co do posiadania małowartościowych znajomych, "byle tylko ktoś był" - to nie jest dobry pomysł. Rzeczywiście, lepiej chodzić samotnie, ale z podniesioną głową. A tak poza tym:przecież nie jestes sama, patrz, ilu ludzi zainteresowało sie Twoją osobą, ile masz odpowiedzi! Ten fakt chyba jest wielce podnoszący na duchu, prawda?

Pozdrawiam Cię serdecznie

Kama
Na pustym niebie piękny jest lot sokoła...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
17 sie 2006, 15:20
Lokalizacja
Katowice

przez Smutna... 22 wrz 2006, 15:51
Lublinianka: ja niestety nie potrafię tego zmienić, zawsze bylam nadwrażliwa i tak już pewnie zostanie. Wszystko przeżywałam dwa razy mocniej niż inni, to wpędziło mnie w nerwicę i depresję. Wiem jak trudno jest tak po prostu się nie przejmować, gdy tymczasem ja przeżywam gdy ktoś powie coś do mnie wrednym tonem, to już był dla mnie powód do smutku...:(

[ Dodano: Pią Wrz 22, 2006 3:55 pm ]
Z czasem zaczęlam obracać się tylko w towarzystwie tych osób ktore potrafią mnie zrozumieć...od reszty się odcięlam, odizolowałam, nie chciałam co chwilę plakać i popadać w depresję bo koleżanka zaczyna wywyższać się, i dawać mi do zrozumienia to jaka jestem gorsza, inna....wolę być sam niż w towarzystwie tych ktorzy mnie nie rozumieją... :(
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

Avatar użytkownika
przez Mizer 22 wrz 2006, 16:58
może ktoś to już napisał, nie wiem, całego nieczytałam.

To jest standart.
Ludzie zdrowi myślą zupełnie w inny sposób.

Sama się zwierzałam i dostałam kopa w tyłek. Trudne to, ale przyjaciele potrafią może nam pomóc z problemami egzystencjalnymi, ludzkimi, "normalnymi" codziennymi, ale tych nie rozumieją. Im się nie mieści w głowie, jak to można być cały czas zdołowanym, nie wiedzą (i to ich usprawiedliwia), myślą, że się użalamy, odpycha ich to, sami pomóc nie umieją, czsami wolą umyć ręce. Kiedy mówimy im, że jesteśmy wiecznie nieszczęśliwi, to niektórzy empatują i sami się z tym źle czują, nie chcą już tego, chcą iść dalej
(miałam raz taki przypadek, byłam tą "złą". powiedziała mi to osoba prosto w twarz. Sama rczałam, nie nawidziłam przez to siebie, że ja potrzebowałam pomocy, nikt mi nie udzielił, to sprawy się odwróciły. To jest takie dziwne uczucie, że ja jestem krok dalej, boję się przeszłości, w której nie nawidziłam siebie za to, a jakaś osoba mi się wiecznie zwierza, po czym mówi- ale to nie tak, ale Ty nie rozumiesz, błaga mnie o litość wręcz, przywiązuje mnie emocjonalnie łańcuchem, chce mnie ściskać przy sobie... a jak chcę złapać delikatnie oddech, to dowiaduję się, że jestem nieludzkim stworzeniem, z sercem z kamienia... i mniej mnie na sumieniu potworze) Nie wiem czy to to, ale skoro nie nawidzi się w sobie pewnych rzeczy, to w ludziach owych rzeczy też się nie nawidzi i boi.

Ja w depresji mówiłam o sobie: na ich miejscu też bym siebie nie nawidziła

nie wiem, czy zrozumieliście.


może to zabrzmiało brutalnie, ale taka jest moja ocena sytuacji. Może kiedyś sami zrozumiecie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez lublinianka 22 wrz 2006, 19:44
Mizer napisał(a):Sama się zwierzałam i dostałam kopa w tyłek. Trudne to, ale przyjaciele potrafią może nam pomóc z problemami egzystencjalnymi, ludzkimi, "normalnymi" codziennymi, ale tych nie rozumieją. Im się nie mieści w głowie, jak to można być cały czas zdołowanym, nie wiedzą (i to ich usprawiedliwia), myślą, że się użalamy, odpycha ich to, sami pomóc nie umieją, czsami wolą umyć ręce. Kiedy mówimy im, że jesteśmy wiecznie nieszczęśliwi, to niektórzy empatują i sami się z tym źle czują, nie chcą już tego, chcą iść dalej


ja to rozumiem...wiem, jak to jest w takich przypadkach...ale myślę, że ten przypadek jest inny, według mnie to akurat nie tłumaczy zachowania mojej "koleżanki"....powiem to jeszcze raz: nie wiem, jak bartdzo trzeba nienawidzić kogoś, żeby robić takie rzeczy (powodować, by ktoś stracił pracę, przyjaciół, rozbijać małżeństwo, pozbawiać dziecko matki)? A podejrzewam, że Asia i ja nie byłyśmy jedynymi ofiarami jej postępowania.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

Avatar użytkownika
przez Mizer 22 wrz 2006, 22:59
Nie znam, jej, nie wiemo co jej chodzi.

Ale to widocznie świnia po prostu.
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do