Szpital

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez laven 14 maja 2007, 18:19
Czemu zatem szukasz odpowiedzi u "wariatów"? Co za różnica czy psycholog z psychiatrą leczą cię w gabinecie czy w szpitalu. Nie wiem czego od nas oczekujesz, pisząc ten post.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez Estreva 14 maja 2007, 19:27
Boshh nie potrafie zrozumiec takiego podejscia do sprawy...Zenada..Ty bronisz sie przed szpitalem a inni calowali by lekarzy po du** zeby byc tam choc przez kilka dni..Do takich osob zaliczam sie ja...Jeszcze doplace jak mnie tam wsadza :?
Chodźcie do mnie chmury...
Wstańcie jako złowrogi sztorm by rozedrzeć ich na strzępy
Niech osłona nocy zrodzi świadków i zniszczy tych
którzy się oprą, by mnie nie skrzywdzili...
Pozwól krwi, we mnie wezbrać
zapewniając wieczne piękno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 18:37
Lokalizacja
z Farbryki Uszkodzonych Ludzi

Avatar użytkownika
przez eM 14 maja 2007, 20:11
pisze do Was moi Drodzy, bo jestescie ludzmi, ktorzy przezywaja podobne skrajnosci, czerpie z waszego doswiadczenia, a swoja postawa zyciowa pokazuje, ze walcze. rozmowy z Wami daja mi duzo do myslenia, ciagle w swoim zyciu daze do wlasciwego samookreslenia sie. chodzacy ze mnie paradoks- zyje jeszcze, dlatego ze wojuje z calym swiatem, z soba samym tez... bo jestem perfekcjonista. nie oczekuje od Was znaczacego wsparcia.
smieszne jestem zwierze- tygrys. okropnie dziki tygrys zamkniety w klatce zdechnie. nie pojde do szpitala, bo to mi nic dobrego nie da(bede ryczec calymi dniami ze wscieklosci i zezre ludzi tam pracujacych). innym tygrysom mowie, ze szpital nie jest dla nich szybka koniecznoscia (tak mi sie wydaje). nie ufam nikomu. ja tylko sprobowalam sie leczyc u psychiatry i psychologa. mam zamiar zrezygnowac z psychologa (poszlam do psychologa tylko dalego, ze chcialam uzyskac kontakt do dobrego psychiatry) i zaczac inna terapie. na razie sie orientuje. wspomnie o niej pozniej.
w tej dzungli, w ktorej obecnie mieszkam jest mi ciezko byc, wiec przenosze sie do drugiej, tam tez, mam nadzieje znajde fachowcow, ktorzy mi pomoga. potrzebuje wlasnego kata, spokoju i swobody. w domu z rodzina zeswiruje, a oni rowniez. bardzo ich kocham, zyje dla nich, ale swiat tez chce zdobywac, tak, jak postanowilam. nie udaje mi sie na razie, wiec sie wsciekam i do wszystkich groznie pomrukuje.
ja uwazam, ze nie potrzebuje hospitalizacji. nie pozwole na sobie esperymentowac do woli, przeciez ja ich nic nie obchodze!
moja rodzina wie, ze wyjade na troche. chyba ta decyzje akceptuja.
tygrys to byt absolutny, niezalezny. siedzenie w szpitalu mu tylko zaszkodzi.
Avatar użytkownika
eM
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
25 sie 2006, 18:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Estreva 15 maja 2007, 23:54
em pieknie to okreslilas...ale jak mozesz mysleec ze jestes tygrysem :shock: :?: jestes czlowiekiem...mala jednostka nierozniaca sie od innych jednostek czyli innych ludz..pamietaj ze czlowiek jest o wiele slabszy i bardziej glupszy zapewne od tygrysa... :roll:

331ania moze masz racje...wczoraj nie moglam zasnac...przez bite 2 godziny patrzylam sie na sufit...budzilam sie kilka razy w srodku nocy...zanim zasnelam slyszalam glosy...i jedyne co zapamietalam : "to kwestia czasu zanim sie poddasz...nienawisc i opetanie przeslonia ci oczy ciemnoscia i zaklamaniem...slabelusz i smiec..."
przysiegam myslalam ze zwariuje do konca,lzy ciekly mi po policzkach ,byly takie gorace jak by lawa splywala mi po twarzy...a ja nie chcialam tego sluchac,mowilam sama do siebie ze nic nie slysze ze to tylko zly sen ktory pokazuje mi co moze sie zdarzyc..ale to nie byl sen...
moze faktycznie aniu masz racje..niby mowie ze chcialabym isc do szpitala ale nic nie robie w tym kierunku zeby sie leczyc..bo moze swiadomie sie skreslilam..tak jak skreslilam sie ze szkola...zawalilam ja calkowicie i tak zawale swoj stan zdrowotny a pozniej cale swoje zycie..gdzies podswaidomie czuje ze juz dawno sie poddalam i uwazam ze juz za pozno na pomoc...a wszystko przez to ze nie potrafilam przeciwstawic sie depresji... nie potrafie sie zbuntowac przeciw niej..boje sie to znow rozkopywac od samego poczatku tak jak zgwalcona boi sie zmierzyc z traumatycznymi wspomnieniami sprzed lat :cry: :cry:
Chodźcie do mnie chmury...
Wstańcie jako złowrogi sztorm by rozedrzeć ich na strzępy
Niech osłona nocy zrodzi świadków i zniszczy tych
którzy się oprą, by mnie nie skrzywdzili...
Pozwól krwi, we mnie wezbrać
zapewniając wieczne piękno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 18:37
Lokalizacja
z Farbryki Uszkodzonych Ludzi

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 16 maja 2007, 09:36
eM podziwiam to że masz ambicję i wielki potencjał do ich realizacji.Sama piszesz że pragniesz swobody,wolności i możliwości rozwoju-myślę jednak że będąc w takim stanie,niezależnie czy pozostaniesz w domu czy wyjedziesz nie będziesz czuła się wolna.Wciąż będziesz ograniczana przez własny umysł,zamknięta w gąszczu chaotycznych,destrukcyjnych myśli.
Czy nie warto poddać się leczeniu w szpitalu aby po wyjściu móc wreszcie żyć-tak naprawdę?Tymbardziej że w szpitalu nikt cię nie będzie zamykał,ograniczał czy tymbardziej na tobie eksperymentował...Myślę że wręcz przeciwnie-taka terapia pozwoli ci odkryć w sobie wielką siłę,którą będziesz mogła wykorzystać do budowania a nie niszczenia.Pomyśl o tym co naprawdę jest dla ciebie ważne?
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez laven 16 maja 2007, 11:41
Ciągła walka nie dość, że pochłania wszystkie siły, to do niczego nie prowadzi. Trzeba zaakceptować, że jest się tylko i aż człowiekiem. Też kiedyś upierałam się, że jestem niezależna. Teraz wiem, że gdyby tak było nie dałabym się zdominować chorobie. My mamy tylko 50% wpływów na swoje życie, reszta to przypadek, choroba, ludzie, otoczenie, katastrofy i cała masa różnych wydarzeń. Bardzo ciężko było mi się z tym pogodzić. Ale teraz łatwiej jest mi przezwyciężać chorobę. Świadomość, że nie muszę być ideałem, że mogę mieć słabości, tak samo jak dobre strony ułatwia mi każdy dzień. Nie jesteśmy niezależni, ale mamy spory wpływ na wszystko. Złamanej nogi, czy chorego serca nie wyleczysz sama. Tak samo jest z depresją. W szpitalu nikt Ci niczego nie zrobi. Możesz czuć się wolna. To zależy od Twojego podejścia. Jeżeli wmówisz sobie, że coś ogranicza Twoją wolność, będziesz to odczuwać. Poza tym nie musisz akceptować wszystkiego co powiedzą Ci lekarze i psycholodzy. Ale należy ich wysłuchać. Jeśli chcesz się rozwijać to bardzo ważne jest słuchanie innych. Nawet jeśli nie mają racji. Żadna skrajność do niczego nie prowadzi. Mam nadzieję, że wszystko się Tobie jakoś ułoży. Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez eM 16 maja 2007, 14:28
tygrys to moja metafora- samotnik, indiwidualista z niegasnacym poczuciem wlasnej wartosci, walczy o swoj honor, nie zgadza sie z niesluszna dominacja, nieufny, wytrawaly, ambitny, chce udowodnic wlasna wartosc, gleboko emocjonalny, zawsze stara sie opanowac emocje (ale nie ukryc) moze byc okrutny i msciwy- wobec otoczenia, ktore go mocno stresuje, na szczescie, zazwyczaj tylko szczerzy zeby i glosno warczy.
a tygrys rowniez dlatego, ze czasami mam ochote kogos rozszarpac, z powodu nagromadzonej zlosci... jeszcze nikogo nie zzarlam.

wczoraj psychiatra sie na mnie popatrzyl, dal mi leki i krzyzyk na droge.
do psychologa, u ktorego bylam ostatnio, nie pojde, bo mnie nudzi dyrdylamami (tak!), na swoje 19 lat mam calkiem spore, wlasne wyobrazenie o zyciu (w koncu pasjonat filozofii). owszem, czasem slucham ludzi, obserwuje swiat i wyciagam wnioski.
krotko mowiac- zycie to matrix chemiczno- fizyczny.

zakladam, ze dam rade we wrocku, siostra zaoferuje mi czasem jesc, bede sie uczyc, rysowac, projektowac, pojde na biofeedback (juz troche wsponialam o tym na forum) to lepsze dla mnie niz siedzenie w szpitalu i czekanie na 'niewiadomoco'. pozniej pomoge rodzicom w pracy...
jesli zdecyduje sie na smierc kiedys, zaplanuje to skrupulatnie, nie trafie do szpitala. z drugiej strony wyrzadze krzywde odobom, ktore mnie kochaja, hmm...

trudno byc tygrysem, zawsze postawie na swoim, jezeli zyc to tak jak ja postanowie, jak sie nie da, odejde...

zycze Wam wszystkiego dobrego
Avatar użytkownika
eM
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
25 sie 2006, 18:07

Avatar użytkownika
przez laven 04 cze 2007, 16:35
Mam teraz mały problem. Leczę się z nawrotu depresji. Obecnie jestem 3? miesiące na lekach. Szczerze mówiąc efektów zbyt dużych nie ma. Kiedyś chodziłam na psychoterapię, jednak nie pomogło mi to zbyt wiele. Lekarka powiedziała, że jeśli nie będzie poprawy będzie musiała mnie skierować do szpitala. I tutaj zaczynają się moje wątpliwości. Czy przyznać się do próby samobójczej i marnego polepszenia, czy lepiej udawać, że jest ok i leczyć się dalej ambulatoryjnie? Zbliżają się wakacje, nigdzie nie wyjeżdżam, szkoła się kończy więc w żaden sposób by mi to nie przeszkodziło. Czy jest tam strasznie? Czy mam się czego bać. Piszecie tutaj, że to może być dobre rozwiązanie. Lecz ja nadal mam wątpliwości. Nie wiem jak to wszystko wygląda, nie wiem czego się spodziewać. Z drugiej strony jest to dla mnie jakaś nadzieja. Jednak nie mam przekonania. Byłabym niezmierniee wdzięczna gdyby ktoś odpowiedział.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez 331ania 04 cze 2007, 18:01
laven szpital nie jest straszny,w końcu po to jest by leczył więc uważam że jeśli lekarz nie widzi innego rozwiązania a Ty naprawdę chcesz wyzdrowieć to może warto pójść na jakiś czas do szpitala?myślę że chodzi tu o dobranie leku itp a w szpitalu jest to możliwe gdyż cały czas jest się pod obserwacją i to pomaga w doborze sposobu leczenia:)gdyż lekarz widzi co tak naprawdę wywołuje u Ciebie stany depresyjne ;)
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez natalia-czerwona 04 cze 2007, 22:39
Witaj laven ! przede wszystkim odradzałabym ściemnianie psychiatrze. to bardziej zaszkodzi, niż pomoże. Też ukrywałam wiele rzeczy przed lekarzem i nic dobrego z tego nie wyszło.
Sama musisz wiedzieć czy dasz radę w szpitalu, zdala od rodziny, bliskich. Jeśli tak, a lekarka nie będzie widziała innego wyjścia, to powinnaś pójść. Sama dostałam skierowanie cztery razy. Za pierwszym poszłam zobaczyć co to za miejsce. Nie spodobało się mojej mamie i pomysł został odrzucony. Drugim razem byłam przyjęta na oddział, ale stchórzyłam- odjechałam do domu tego samego dnia. Wtedy szpital nie był w ogóle straszny, wręcz przeciwnie. Wyglądał przyjaźnie. Jednak nie zdecydowałam się na leczenie- ze względu na matkę, chłopaka itd.
Ale jest jeszcze najważniejsza kwestia [ja o tym zapomniałam] - jeśli uważasz, ze mogłabym powtórzyć probę- nie wahaj się i idź.
Pozdrawiam
"Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze."
Posty
36
Dołączył(a)
16 gru 2006, 00:59

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 05 cze 2007, 08:15
Witaj laven rozumiem twoje wątpliwości co do pójścia do szpitala.Istnieje niestety błędny stereotyp że w szpitalu psychiatrycznym jest ograniczanie wolności i stosuje się przedwojenne metody-a to nie prawda.Mało tego wielu ludzi czuje się tam tak bezpiecznie i dobrze że później mają problem z powrotem do normalnego życia.Myślę że w tym momencie musisz zadać sobie pytanie czy chcesz być zdrowa?Taki pobyt w szpitalu może ci dać bardzo dużo-całodobowa opieka,intensywna praca nad sobą,swoimi emocjami,terapia,różne zajęcia i...niesamowici ludzie z podobnymi problemami jak twoje.Jeśli masz taką możliwość,myślę że warto spróbować...nic nie tracisz a możesz zyskać dodatkową wiedzę o sobie i metodach radzenia sobie z negatywnymi zachowaniami.Pozdrawiam cieplutko
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez laven 05 cze 2007, 18:07
Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Mój problem polega na tym, że boję się "prześwietlenia" mnie na wylot. Boję się, że jeśli lekarze i reszta będą mogli mnie cały czas obserwować, będą za dużo o mnie wiedzieć. Poza tym nie będę się pchać w miejsce, które w sumie nie jest mi potrzebne. Na razie nie wiem czy dam sobie radę sama, czy nie. Trudno mi powiedzieć. Poza tym ta moja dziwna fobia przed "pochłonięciem". Nie umiem o wszystkim mówić. Nawet moja psychiatra i psycholog miały problemy by coś ze mnie wycisnąć. Bez pomocy pytań nie umiem nic opowiedzieć. Poza tym czasem nie wiem co powiedzieć, trudno mi przypomnieć coś, przeanalizować, albo to co mówię brzmi zupełnie inaczej niż miałam zamiar. Boję się, że powiem coś nie tak. I oskarży się mnie o kłamstwa czy symulację. A nie chcę zostać potraktowana jak oszust.
Jeszcze raz dziękuję. Pozdrawiam serdecznie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez Nelka 06 cze 2007, 21:40
Kurcze....też się zastanawiam nad szpitalem...męczy mnie tylko myśl, że mogliby mnie nie zechcieć, bo nie jestem w tak zaawansowanym stanie...a tak patrząc perspektywicznie...ida wakacje, mogłabym ten czas poświęcić dla siebie...na leczenie - może nawet wyleczenie ;)...by z październikiem móc zacząć "nowe - lepsze" życie...nic to...za tydzien lekarz to popytam się :)
Żyć, nie-umierać!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
12 maja 2007, 16:53
Lokalizacja
Wrocław

przez MaRiAnEk 07 cze 2007, 11:55
...
Ostatnio edytowano 20 sie 2007, 22:53 przez MaRiAnEk, łącznie edytowano 1 raz
Offline
konto zablokowane
Posty
738
Dołączył(a)
04 kwi 2007, 22:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do