Szpital

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

nerwa złapałm

przez kamcia 20 sty 2007, 16:34
jak tu się nie zdenerwowac> Jestem zła dosałam skierowanie na leczenie w Warszawie w klinice. Jestem z Radomia więc do kliniki zadzwoniłam i się dowiedziałam że nie z rejonu jestem więc zezwolenie na leczenie muszę dosta od dyrektorki kliniki. Słyszał ktos o podobnych rzeczach??? Czy w naszej Polsce można się rozchorowac???
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
18 sty 2007, 04:26
Lokalizacja
radom

Avatar użytkownika
przez 331ania 20 sty 2007, 17:19
Nawet nie masz pojecia jak Cie doskonale rozumiem,mam to samo bo mam teraz skierowanie na pobyt dzienny ale musialabym dojezdzac 50km codziennie bo niestety rejonizacja-haha-wiec wiem co czujesz,naprawde nie mam pojecia jak my mamy sie leczyc?ja juz czasem opadam z sil i doprawdy nie moge pojac kto to wszystko wymysla dla chorych by pogorszyc jescze stan zdrowia a nie polepszyc,bo czasem to idzie zwariowac od tych glupich wymyslow zarzadzajacych-chyba nie maja chorych w rodzinie ze tak beznadziejnie to planuja.Szok!

[ Dodano: Sob Sty 20, 2007 4:19 pm ]
Grown-up...witaj.Bardzo fajnie opisales szpital,ja mam takie same odczucia,czulam sie tam bezpiecznie i naprawde super bo nie martilam sie ze ktos cos powie albo w jakis sposob mnie zrani,bylam wsrod takcih ludzi jak ja i kazdy mnie rozumial.Fakt ze na poczatku nie bardzo mnie to interesowalo gdzie ja jestem i kto lezy obok bo bylam w tak ciezkim stanie ze non stop spalam i to mi bardzo pomoglo,kiedy bylo juz lepiej-chyba po miesiacu-zaczelam nawet chodzic na psychoterapie,muzykoterapie i na jakies prace techniczne wiec leki i pobyt w szpitalu wyrwaly mnie z tego najgorszego okresu depresji-gdyby nie szpital-pewnie juz bym nie zyla.Sam wiesz ze to nic strasznego wiec jak znow masz te zle dni to lepiej wroc tam na troche...bo razem wiemy ze sam czlowiek sobie z tym nie poradzi.Pozdrawiam Cie!
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez Elzbieta 20 sty 2007, 17:33
Dwa lata temu mialam tak silna depresje, ze chcialam pojsc do lekarza i poprosic o skierowanie do szpitala. chcialam sie wydostac ze srodowiska, ktore moim zdaniem jest toksyczne. Nie zrobilam jednak tego.
Dzis niby jest troche lepiej, ale dalej mam depresje.
Dlugo sie zastanawialam skad ona przychodzi i ja rowniez doszlam do wniosku ze jestem ofiara chorych ludzi. Co ciekawe, nie chorzy ida do lekarza ale ich ofiary. :(
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 sty 2007, 01:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez kamcia 20 sty 2007, 17:57
a ja uparta jestem i do pani dyr. w pon zadzwonię. To chyba chore że o przyjęcie do szpitala prosic będę. Życie jednak ciężkie jest a już życie człowieka chorego psychicznie podwójnie ciężkie. Fajnie mam cel to podobno terapia dla kogoś kto ma depresje. Moim celem jest móc znaleś się w szpitalu ale śmiesznie to brzmi.Trudno dziewczynka z depresją i tak będzie walczyła o swoje lepsze życie o to żeby w szpitalu mi pomogli zrozumie o co w tym wszystkim chodzi i żebym przestała się bac...
Pozdrawiam gorąco
Kamila
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
18 sty 2007, 04:26
Lokalizacja
radom

Avatar użytkownika
przez grown-up19 20 sty 2007, 21:01
dla mnie to naturalne, że jeśli ktoś ma problemy z sercem czy nerkami oprócz brania leków czasami musi być hospitalizowany. depresja i jej podobne zaburzenia to takie jakby nowotwory duszy. pocieszające jest jednak to, że tego nowotworu można się pozbyć, przynajmniej na jakiś czas. i szpital to wcale nie ostateczność. pozostaje tylko jedna drażliwa kwestia: opinia polaków o szpitalach psychiatrycznych. gdy moi znajomi z roku dowiedzieli się, że jestem w szpitalu wielu z nich nie mogło sobie tego wyobrazić, że ja w takim miejscu jestem. bali się do mnie przyjść w odwiedziny, bo kierował nimi strach przed ludźmi, których pogardliwie nazywa się 'wariatami' lub 'czubkami'. pewnego dnia odwiedził mnie znajomy kumpel. byłem już po przeniesieniu z oddziału zamkniętego na otwarty. kumpel nie dowierzał oczom, że w takim miejscu może być tak normalnie. był w wielkim szoku, bo spodziewał się zapewne ludzi przywiązanych do pasów, pielęgniarzy znęcających się nad pacjentami, krzyków, jęków i bójek. swoje zdanie na temat takich miejsc zmienił diametralnie, podobnie jak reszta moich znajomych. owszem, na oddziałach zamkniętych może być ciężko, czasami nawet bardzo, ale nigdy nie jest tak źle, żeby nie można było wytrzymać. moja mama była przerażona wyglądem i ludźmi z oddziału zamkniętego, bała się mnie tam zostawić, a ja? Byłem w takim stanie, że bylo mi obojętne czy będę w jednej sali leżał z psychotykiem, psychopatą czy schizofrenikiem. i wiecie co? poznałem tam mnóstwo osób poważnie chorych i wiem jedno: czasami nawet z najgorszymi przypadkami da się nawiązać jakiś kontakt, a nawet jeśli ktoś próbowałby zrobić nam krzywdę to są tam sanitariusze, którzy nas obronią. dlatego jeśli tylko macie wybór oddzialu między zamkniętym czy choćby detoksykacyjnym, to polecam ten drugi. dla osoby wrażliwej oddział zamknięty będzie źrodłem nieustannego lęku, a nie o to tu chodzi. zresztą szpitalni psychiatrzy starają się nie mieszać wszystkich naraz: nerwicowców z psychotykami itp. gorzej gdy szpital jest mały i jest tylko jeden zamknięty oddział, wtedy trzeba jakoś to wszystko znieść. jeżeli ktoś świadomie rozważa opcję szpitala należy szukać do skutku takiego szpitala, w którym będą oddziały detoksykacyjne czy otwarte. jedno ostrzeżenie na koniec: od szpitala można się łatwo uzależnić, każdy wie dlaczego. trzeba uważać, żeby to miejsce nie było ucieczką od rzeczywistości, bo niestety spotkałem osoby, które czuły się dobrze, ale dla nich powrót do rzeczywistości byłby zbyt bolesny i mogliby go nie przeżyć (robiąc sobie krzywdę), dlatego też z własnej woli spędzają swoje życie w szpitalach. tak niestety jest. ufff, rozpisałem się, sorki hehe. pozdrawiam :mrgreen:
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
03 sty 2006, 23:03
Lokalizacja
Podkarpacie

przez Faunik 20 sty 2007, 21:29
Uważam że to potrzebny temat ,dobrze że są tu takie mądre i odważne osoby ja Ty Aniu ,gratuluję kreatywności i wyczucia no i oczywiście odwagi (ja bym stchórzył w takiej sytuacji i skończyłoby się na chęciach ,ciągle mam problem z podejmowaniem decyzji ).Wszystkie Anie ,które znam ( tzn. znałem :( ) ,są wyrozumiałe ,wrażliwe ,mądre i wogóle najfajniejsze -naprawdę .I Ty też napewno taka jesteś .Już żałuję ,że gdzieś ,kiedyś Ciebie nie poznałem bo napewno dużo bym się od Ciebie nauczył .Żeby napisać o swoich osobistych przeżyciach musiałaś zdobyć się na otwartość i odwagę ( jak wiele osób tutaj ) ,a to że jesteś tu anonimowa nie oznacza ,że Twoje uczucia są anonimowe i ktoś mógłby je zranić krytyczną uwagą ( niechby tylko spróbował ) ,a to przy naszej wrażliwości byłoby bolesnym ciosem ,a tu przecież oczekujemy zrozumienia i wsparcia ,które doda nam wiary i sił .Będę starał się jakoś Ci pomagać ,kiedy będziesz tego potrzebować ( mam nadzieję ,że będę potrafił ) .Może jutro napiszę o moim pobycie w szpitalu .
Trzymaj się .
Wszystko co jest we mnie ,co czuję w środku - nie chcę już tego ukrywać .
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
04 sty 2007, 21:05
Lokalizacja
wielkopolska

przez Aniesia 20 sty 2007, 21:50
W szpitalu byłm dwa tygodnie. Tzn byłam w prywatnej klinice. Uważam ze to była moja najlepsza decyzja życiowa. Pamiętam jak tam odzyskiwałąm równowagę i jak wspaniale czułąm sie z dnia na dzień. Później byłam pod stała kontrolą lekarska 2-3razy w tygodniu przez pół roku. Wszystko byłoby ok do pewnego incytdentu który niestety znów zawarzył na miom stanie zdrowia. Ogólnie rzecz biorac chciałąbym móc pomóc sobie sama ale jeśli nadal moje lęki bedą trwać to nie wiem jak sobie poradze i czy w ogole sobie poradze. 3majcie sie ciepło!!!
Każdej odpowiedzi szuka sie najpierw w sobie.
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
28 paź 2006, 11:29
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez 331ania 20 sty 2007, 23:36
Witajcie!Widze ze poruszane sa tu bardzo wazne i istotne nasze problemy-napisalam nasze-poniewaz mam na mysli nas jako osoby ktore ludzie traktuja z lekkim dystansem,strachem,czy chocby czasem nie rozmawia sie o "nas" wogole w towarzystwie a znajomi milkna kiedy wchodzimy do pomieszczenia choc wczesniej toczyla sie bardzo ozywiona rozmowa.Prawda jest taka ze niewiedza ludzi tak strasznie nas upokarza,dyskryminuje,oddala i nie bardzo jeszcze wiem jak to nazwac bo chyba najprosciej jest przytoczyc Wasze moi drodzy slowa by moc wykrzyczec to wszystko co w nas siedzi:Tak wiec;Vanili-nawet rodzina mowila znajomym ze jestes w sanatorium-wiec chyba nie musze juz wspominac jak mogl odebrac to znajomy,ktos obcy,sasiad,ktokolwiek-jak mogl to odebrac i zrozumiec kiedy nawet rodzina-ktos najblizszy nie pomagal tobie w tych trudnych chwilach,to straszne i cierpie razem z Toba.Wypowiedz Mala Mi-ze matka nie chciala bys poszla do szpitala to juz wogole nie wymaga komentarza...naprawde nie potrafie znalesc slow jak to strasznie brzmi i jak mi jest ciazko czytajac niezrozumienie najblizszej osoby-mam tylko nadzieje ze jest juz z Toba lepiej:)Samadhi-napisalas ze szpital Ci nie pomogl-ale jak tez napisalas uratowal Cie przed samobojstwem-wiec nie wiem czy to az tak malo?Zyjesz,piszesz i byc moze ratujesz teraz kogos kto wlasnie mial zrobic to przed czym Ciebie uchronil szpital...Kamcia!super ze jestes uparta-to sie ceni:)wiec walcz bo z tego co napisalas masz dla kogo zyca to jest najwazniejsze!masz dzieci a to cudowny skarb dla ktorego trzeba walczyc o zdrowie i w naszym przypadku-zycie.Grown up zauwazyles i opisales wazny i jakze nam wszystkim znany temat odwiedzin w szpitalu-tak...nie przychodza,nikt!boja sie,wstydza-tylko bliscy ale tez czasem lepiej by moze nie przychodzili bo zachowaniem wyprowadzaja nas z rownowagi i tak nie rownej ze tak powiem...i nareszcie najwazniejszy temat-ze sa rozni ludzie w szpitalu jesli lezysz na ogolnym-prawda-mozna sie czasem przerazic ale to tez wiele uczy-bo mozna sobie nas wyobrazic w takiej wlasnie sytuacji gdybysmy sie nie zglosili wczesniej-nie wiadomo do czego tak naprawde nas doprowadzi ta choroba.Faunik-super ze sie odezwales!czekam ze opiszesz tez swoja historie,bo mysle ze masz duzo do powiedzenia i dziakuje za bardzo mile slowa:)Aniesia-leki mamy wszyscy wiec Cie rozumiemy a to ze po wyjsciu ze szpitala cos znow Toba targnelo to tylko wspolczuc i naprawde 3mac kciuki bys sobie poradzila i by wszystko bylo jak najlepiej bo to najwazniejsze bysmy przestali sie bac i zaczeli radzoic sobie sami z nasza biedna wycencniala dusza...pozdrawiam Was wszystkich naprawde bardzo bardzo cieplutko.Alez namachalam,ale chcialam wszystkim odpisac.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez samadhi 23 sty 2007, 20:12
ania - masz rację.

Tylko, ze ja nie jestem jeszcze na tym etapie, zeby cieszyć się, ze żyje. I jest mi bardzo przykro, że mnie szpital nie pomógł, chociaż widziałam tam wielu wyleczonych. I jest mi też przykro, że juz mnie tam nie ma, bo pokochałam to miejsce. Tak, tak pokochałam je, pokochałam tych ludzi. Chociaż to też może byc niebezpieczne.

Pozdrawiam
trzymajcie się i pamiętajcie
grown-up19 ma racje w 100%
Gdy nadwrażliwość
jest jak bilet w
jedną stronę stąd
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
29 paź 2006, 12:53

Milość w szpitalu psychiatrycznym?

Avatar użytkownika
przez samadhi 23 sty 2007, 20:30
Chcialabym zapytac czy macie jakies doświadczenia w tym temacie i opowiedzieć jendocześnie moją historię. Może byc troche przydługa, ale jak ktos ma ochote to zapraszam:)

Do szpitala trafiłam po próbie samobójczej, ktora popelniłam pod wpływem informacji o tym, ze mężczyzna którego kocham ma inną. Dodam, że nie jesteśmy już razem od 2 lat. Od 2 lat również zmagam sie z depresją, więc moje samobójstwo bylo kulminacją wszystkich problemow. Poczułam, ze już nie dam rady, nie wytrzymam, dość.

W szpitalu poznałam chlopaka. Juz od pierwszego spotkania mialam ochote go pocalować. Pierwszy raz przydarzyło mi sie coś takiego.
Nasz pierwszy pocalunek w kiblu psyhciatrycznym i cała historia w ogole niesamowita.

2 dni wszysctko pięknie, aż wraca moja depresja. Mowie mu, że nie chce żyć. Mija 10 min - on dostaje ataku.
I już nie bylo tak pięknie, gdy ktoś mowi ci, ze nie wie czy ty istniejesz, albo, zebys sie do niego nie zbliżało, bo on nie wie co może zrobić. Kiedy ucieka ze szpitala, ma zatargi z policja, ciągly strach.

I nawet po wyjściu ze szpitala kiedy jade do niego, a ona ma 3 ataki po ktorych muze lezeć koło niego na podłodze i uspokajać.

Nadal kocham chlopaka przez ktorego chciałam sie zabic. Zawzse wydawalo mi ise głupie i klamliwe, gdy ktoś mówił, ze nie wie co czuje.
A teraz mnie to spotyka. Nie wiem.
Chciałabym przetrzymać jego ataki, jego powroty do szpitala, jego zatrzymania przez policje, jego agresje, jego egzorcyzmy, jego płacz i jego strach. Ale nie wiem czy będe miała siłę. nie wiem czy dam rade. Nie wiem co robić.

Przepraszam, ze tak nudze. Nie oczekuje żadnej rady, chyba musiałam się wygadać.
Jeśli ktoś ma jakies swoje doswiadczenia to bardzo proszę.

Dziekuję
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
29 paź 2006, 12:53

Avatar użytkownika
przez 331ania 23 sty 2007, 21:00
witaj Samadhi.Bardzo madrze napisalas i zgadzam sie tez z Groun-up bo opisal szczegolowo wszystkie nurtujace wiele osob zagadnienia i jestem bardzo wdzieczna ze opisal to wlasnie w moim poscie.To ze mamy odmienne lub takie same odczucia wzgledem szpitala to jest tylko i wylacznie uzalezonione od stanu naszego zdrowia.Ja trafilam do szpitala od razu,tzn przy pierwszych oznakach depresji,nie zwlekalam i moze dlatego tak bardzo mnie to pomoglo,a stan moj byl naprawde bardzo zly,ale pomoc najblizszych byla poprostu cudowna i strasznie jestem im wdzieczna za to i choc do dzis sie lecze to jednak szpital odegral bardzo wazna role w postepie leczenia mej choroby.Samadhi-wierz mi ja tez mam te zle mysli i mialam je tez w szpitalu jednakze ja chce za wszelka cene byc zdrowa bo nie chce tak dalej zyc,chyba mnie rozumiesz,bo to nie jest zycie.Mam teraz skierowanie na pobyt dzienny i za tydzien sie tam wlasnie wybieram bo wiem ze to juz naprawde rozwiaze moje problemy bo rozmowy z psychologiem i ludzmi takimi jak ja pomagaja mi i to bardzo.Wierze tez ze pokochalas to miejsce bo naprawde jest to cieple,spokojne i przytulne miejsce dla chorych ludzi-nie przypominajace w zaden sposob zwyklego szpitala gdzie czlowiek tylko cierpi.Wazna tez sprawa uzaleznienia-masz racje ze to niebezpieczne-obok mnie lezala kobieta ktora w szpitalu lezy juz 4 rok.Nawet nie wychodzila jesc,tylko jej wszystko przynosili,leki rozwinely sie do tego stopnia ze nawet nie wygladala przez okno,to bylo straszne,wogole nie jezdzila do domu na wyjscia,poprostu szok-dlatego tez uwazam ze nie jest dobre ciagle leczenie w szpitalu bo to poprostu nie popycha do walki,bo jest tam nam dobrze i niech tak zostanie.Ja uwazam ze sie podleczylam i wyszlam.Od tego momentu trafilam jeszcze raz do szpitala ale bylam tylko 2 tygodnie wiec po tamtych 3 miesiacach to byla pestka.Nie chcialam tam dluzej zostac-bo chce walczyc z ta choroba,tak mocno chce ja pokonac,choc to jest tak cholernie ciezki bo ciagle cos jak ni walnie z nienacka i znow zalamka...Samadhi-tak bardzo mocno chcialabym by Tobie sie polepszylo,by juz odeszly te zle dni,te zle mysli.I blagam-nie zaluj ze zyjesz bo dzieki temu piszesz dzis do mnie a ja do Ciebie:)wiem ze marne to zycie ale zyjmy,chocby byle jak ale zyjmy.Grown up-odzywaj sie czesto bo bardzo madrze piszesz i wiele pomagasz.Pozdrawiam Was.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez samadhi 23 sty 2007, 21:08
331ania
Czekam na moment kiedy będe mogła myslec tak jak ty. Przede mna długa droga, ale może w końcu, nie dziś, nie jutro, ale ekdiys uda mi się.

Dziekuje
Gdy nadwrażliwość
jest jak bilet w
jedną stronę stąd
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
29 paź 2006, 12:53

Avatar użytkownika
przez 331ania 23 sty 2007, 21:22
Witaj.To cudowne ze kochasz, doprawdy zycze Ci calym sercem bys przetrzymala to wszystko co opisalas lecz cos rozsadek podpowiada mi ze nie dasz rady do poty do poki sama nie bedziesz zdrowa.Dwie chore osoby to jeszcze gorzej bo zadna z nich nie bedzie na tyle silna by pomagac drugiej.Ale to tylko moje odczucie i cos co juz kiedy przezylam,bo wczesniej czy pozniej ktoras ze stron poprostu nie wytrzyma,choc wiem co to milosc i naprawde tak jak napisalam chcialabym by ci sie powiodlo!A moze tam mialo byc?moze to ma Cie wzmocnic?nie mam pojecia czemu tak sie czasem w zyciu uklada ze po jednym trudzie zaraz nadchodzi druga proba...Nie wiem czy jest w tej mojej wypowiedzi jakis sens ale pisze to co czuje.3maj sie cieplutko.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez samadhi 23 sty 2007, 23:08
Wiesz Aniu czasmi myslę, że tego mojego zycia to wystraczyłoby dla 3 osób. Cały czas coś sie dzieje, cały czas sytuacje jak z serialu. Nawet moje samobojstwo nie moglo byc normalne, tylko od razu z policjantami, którzy myslą, ze Edward Stachura to mój chłopak(ale to już temat na inną opowieść)

Czasami chciałabym po prostu spotkac chlopaka w tramwaju i zakochać się. A tu jak nie chłopak siostry(ten przez ktorego to wszysctko sie stalo) to schizofrenik, którego brat w dodatku zakochal się we mnie(też chory)

To wszystko jest porypane no.
Chyba napisze skiążkę, albo coś. Może przynajmneij coś skorzystam na tym bagnie.
Gdy nadwrażliwość
jest jak bilet w
jedną stronę stąd
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
29 paź 2006, 12:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do