Jak wygladaja Wasze kontakty ze znajomymi?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez matija 21 sty 2007, 22:43
331ania racja, juz sama nie wiem po co to ciągnąć dalej? Masz dzieci???

[ Dodano: Nie Sty 21, 2007 9:33 pm ]
a co do dzieci to najbardziej szkoda mi synka!

[ Dodano: Nie Sty 21, 2007 9:43 pm ]
achhhhhhh szkoda
Avatar użytkownika
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
21 sty 2007, 13:37

Avatar użytkownika
przez 331ania 21 sty 2007, 22:52
nie nie mam dzieci i naprawde mysle ze gdybym je miala to wiem ze chyba bym teraz sobie z nimi nie poradzila.Wspolczuje Ci naprawde bardzo mocno.Ale wiedz ze masz dla kogo zyc i staraj sie z calych sil pomoc sobie by dzieci znow zobaczyly usmiech na twojej twarzy.Pozdrawiam cie.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez Neśka 21 sty 2007, 23:36
a ja nie mam już znajomych.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Edhel 23 sty 2007, 15:41
Wiesz mnie ludzie juz powoli wrecz zaczynaja nudzic... Moje kontakty ze znajomami znacznie sie ograniczyly... moge powiedziec , ze wiode samotnicz zycie. Mysle ze jest tak dlatego ze hmm ludzie mnie zawodza? poza tym wkuzaja mnie puste panienki i gadki o ciuszkach itp czasami nie mam o czym gadac z takimi ludzmi po prostu potrzebuje glebszych rozmow. Obecnie mam 1 zaufana przyjaciolke i jakies tam znajomosci . Jakos zyje , a strasznie mnie irytuje moja rodzina ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
20 sty 2007, 14:39
Lokalizacja
okolice krakowa

przez Ina 24 sty 2007, 00:03
Edhel, mam podobnie. Jedna zaufana koleżanka (nawrzeszczała dziś na mnie, ze rozwalam swoje małżeństwo i miała rację). Gdy ktoś dzwoni (rzadko się to zdarza...)to po prostu nie odbieram telefonu ( wmówiłam znajomym że jest zepsuty, itp.). I te kontakty z rodziną... Wypada iść, odwiedzić,uśmiechać się, poudawać że jest świetnie i zycie jest piekne. Oni gadają a ja się wyłączam, jedny uchem słucham a drugim wypuszczam bo nie obchodzi mnie kto z kim i gdzie (plotkowanie to ulubione zajęcie ). I jeszcze przypominam sobie taką rozmowę" oczywiście obrabianie d... pani X typu fajne futro, zgrabna/ niezgrabna i fakt.... ze" jest chora, leczy się u psychiatry i wyraz twarzy taki jakby brała jakieś leki psychotropowe, no i widać po niej ,że jest psychiczna". myslałam,że spadnę z krzesła bo też leczę się u psychiatry (a rodzinka jeszcze się nie dowiedziała i jakoś sama na to nie wpadła) i zastanawiałam się czy po mnie też "widać"?
Ina
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 22:30

Avatar użytkownika
przez Agressia 24 sty 2007, 18:56
tez męczą mnie takie rozmowy
po kilku chwilach przebywania z kim, mam ochote wrócic do domu, zamkac sie w pokoju i puscic moje piosenki...
nie chce mi sie tych ludzi słuchac
smiac sie z nimi
bo czasem nie ma siły, ochoty na smiech...

nie umiem juz rozmawiac z ludzmi

gdy tylko widze ze cos sie wali....pozwalam aby dalej sie waliło
i tym sposobem juz nie mam nikogo

czy źle?
czuje sie normlanie, zwyczajnie...
"Tylko umysł czyni człowieka prawdziwie szczęsliwym"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
20 gru 2006, 17:44
Lokalizacja
Olkusz

Avatar użytkownika
przez korres1 28 sty 2007, 22:49
Do niedawna kontakty z ludźmi były jedynym lekarstwem na moją depresję. Teraz obawiam się znajomych i uciekam przed nimi. Jak dla mnie to zwrot o 180 stopni. Nie wiem czy to przypadek, ale stało się tak po kilku wizytach u terapeuty :shock:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez gusia 28 sty 2007, 23:17
Hmm,ja znajomych mam ...coprawda nie chce mi sie czase z Nimi spotykac(myslę żę jest to tylko spowodowane tym że nie jeżdżę (agorafobia) a znajomych mam kawałek od siebie.ale jesli dojdzie juz do spotkania to gadam ,gadam i gadam.....uwielbiam to...
:P
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez webster84 29 sty 2007, 17:43
Czytam, Wasze wypowiedzi i widze seibie jak w odbiciu.Jezeli chodzi o moich znajomych to sie odcialem od nich.Tez mam jedna znajoma,ktora wie o moej chorobie.Ciesze sie,ze chociaz ona potrafi wyrwac mnie czasami na kawe,iedziec ze mna i milczec i nie jest to krepujace milczenie.Czasami mam wyrzuty sumieni,ze ja bym tak nie potrafil zrozumiec drugiej osoby.Jezeli chodzi o kantakty z innymi ludzmi to ich uniakm.Nie mam sily rozmawiac o takich przyziemnych tematach.Chyba juz nie umiem.A tez tak macie ze zalamuje was to,ze nie potraficie juz tak rozmawiac.Ja tak mam.Tez probowalem wyjsc do ludzi,ale poddalem sie bo mam wrazenie,ze narazam sie na osmieszenie ptobujac na sile byc "normalnym" co przy niezrownowazeniu emocjonalnym daje smieszny efekt.Przynajmniej ja tak to widze.Qrcze ale jakibysmy patrzyli na to z drugiej strony.Fakt jest taki,ze ludzie ktorzy tej choroby nie przezyli nie rozumieja nas.Zarzucamy im brak zrozumienia,Odsuwamy sie przez to od nich a tym samym od ich problemow.Nie jest to trocfhe egoistyczne?chcemy byc zrozumiani a sami nie chcemy rozumiec.A przeciez kazdy,z tych ludzi ma swoje "male " "wielkie" problemy.Ja wiem,ze w tym momencie idealizuje bo depresja i tak weyfikuje to na swoj sposob,ale wiecie?Bez wzgledu na to jak skonczy sie moja "ptzygoda"z ta choroba mam nadzieje,ze nauczy mnie ona bardziej rozumiec ludzi i ich potrzeby i nie bagatelizowac ich problemow

[ Dodano: Pon Sty 29, 2007 4:43 pm ]
Czytam, Wasze wypowiedzi i widze seibie jak w odbiciu.Jezeli chodzi o moich znajomych to sie odcialem od nich.Tez mam jedna znajoma,ktora wie o moej chorobie.Ciesze sie,ze chociaz ona potrafi wyrwac mnie czasami na kawe,iedziec ze mna i milczec i nie jest to krepujace milczenie.Czasami mam wyrzuty sumieni,ze ja bym tak nie potrafil zrozumiec drugiej osoby.Jezeli chodzi o kantakty z innymi ludzmi to ich uniakm.Nie mam sily rozmawiac o takich przyziemnych tematach.Chyba juz nie umiem.A tez tak macie ze zalamuje was to,ze nie potraficie juz tak rozmawiac.Ja tak mam.Tez probowalem wyjsc do ludzi,ale poddalem sie bo mam wrazenie,ze narazam sie na osmieszenie ptobujac na sile byc "normalnym" co przy niezrownowazeniu emocjonalnym daje smieszny efekt.Przynajmniej ja tak to widze.Qrcze ale jakibysmy patrzyli na to z drugiej strony.Fakt jest taki,ze ludzie ktorzy tej choroby nie przezyli nie rozumieja nas.Zarzucamy im brak zrozumienia,Odsuwamy sie przez to od nich a tym samym od ich problemow.Nie jest to trocfhe egoistyczne?chcemy byc zrozumiani a sami nie chcemy rozumiec.A przeciez kazdy,z tych ludzi ma swoje "male " "wielkie" problemy.Ja wiem,ze w tym momencie idealizuje bo depresja i tak weyfikuje to na swoj sposob,ale wiecie?Bez wzgledu na to jak skonczy sie moja "ptzygoda"z ta choroba mam nadzieje,ze nauczy mnie ona bardziej rozumiec ludzi i ich potrzeby i nie bagatelizowac ich problemow
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
25 sty 2007, 22:35

przez iwka73 29 sty 2007, 18:00
Jak czytam wasze wypowiedzi to tak jakbym czytała o sobie.Mam dużo znajomych którzy często dzwonią , pisza żebyśmy się spotkali a ja ostatnio za każdym razem odmawiam.Wymyślam za każdym razem inne powody , po prostu nie chce mi się z nimi gadac , śmiać się , bawić.Drażni mnie to że oni się bawią, śmieją , może to jest egoistyczne ale jestem zła na nich , że się tak dobrze czują , że nie mają nerwicy.Mój mąż mówi że znajomi odsuwają się od nas, mam wrażenie że ma o to do mnie pretensje, bo lubi spotykac się ze znajomymi.Często jest tak że nawet nie wiem jak to się dzieje, że specjalnie prowokuję coś żeby ktoś dał mi spokój, żeby się do mnie nie odezwał, żeby nie dzwonił, robię to nieświadomie , dopiero po fakcie jak widzę że kogoś uraziłam uświadamiam sobie co zrobiłam, nie wiem dlaczego tak się dzieje.Często uświadamiam sobie, że chciałabym mieć kogoś komu się mogłabym się wypłakać, wygadać, kogoś kto nie powie że zmyślam, że przesadzam, kogoś kto zrozumie i chociaż jakoś postara się pomóc, w jakikolwiek sposób, bo myślę że dlatego nie mam ochoty na te kontakty ze znajomymi że tak naprawdę mam ich dużo a nikt nie stara się pomóc, mimo że niektórzy zauważyli że coś mi jest.
iwka73
Offline

przez Yantar 29 sty 2007, 18:12
iwka po czesci jest to spowodowane tym, ze jest zbyt mala swiadomosc spoleczna czym sa depresja i nerwica lekowa. Ludzie traktuja to jakoc cos przejsciowego (chwilowy zly nastroj etc, ba nie widza nic zlego nawet w tym, ze ktos jest zupelnie nie do zycia 2-3 miesiace :shock: ). Jesli u kogos utryzmuje sie cos takiego dluzej, zamiast pomyslec, ze cos z ta osoba jest zle latwiej uznaja, ze "o ta i ta osoba sie zmienila, jakas wyniosla i gburowata teraz jest, nie chce z nami gadac". Gdyby lepiej znali symptomy tych chorob, latwiej by sie to wszystko odbywalo i nie bylo by tyle zgrzytow.
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
15 sty 2007, 05:36

Avatar użytkownika
przez Infoe 29 sty 2007, 21:27
A ja mam na odwrót. Chętnie się umawiam i zapraszam, cieszę sie cholernie, wszystkiego dopilnowuję...a potem nagle gdy zbliża się spotkanie mam ochotę żeby to się szybko skończyło albo najlepiej w ogóle nie odbyło. A spotkań większych, wszelkich imprez, urodzin czy wyjazdów unikam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 gru 2006, 21:09
Lokalizacja
Z kuńca wsi.

Avatar użytkownika
przez anonim 29 sty 2007, 22:36
Nie mam znajomych, cały czas siedzę w domu :cry: No a gdy jest szkoła to w szkole, ale jakoś nie umiem z nikim nawiązać rozmowy. Nie chodzę na żadne imprezy w piątki do klubów kiedy moi rówieśnicy właśnie tam przebywają w wolnych chwilach. Mój dzień wygląda tak: wtaje, ide do szkoły, wracam, jem obiad, siadam do kompa i idę spać :? Często jest mi smutno, bo siedzę sam, ale to też po części moja wina. Gdy z kimś jade autobusem lub stoje na przystanku to nie potrafię nawiązać rozmowy. Po prostu stoje i patrze przed siebie i myślę kiedy to się skończy... Wogóle to nawet dobrych znajomych nie mam. Zazwyczaj tylko cześć i tyle... :/
"MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

przez specyficzna 01 lut 2007, 18:27
jak ja was rozumiem.. raz nawet w przyplywie chwili zadzwonilam do przyjaciółki z którą przesiedziałam w ławce całe liceum, tylko tak jakos rozmowa nie szła.. teraz już cisza i wcale nie chcę jej przerywać, a z drugiej strony chce żeby ktoś mi pomógł, bo już nie daje rady.. paradoks ?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 sty 2007, 23:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do