Wskoczyłam w bagno. Nie mam sił, aby w nim dalej płynąć

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Wskoczyłam w bagno. Nie mam sił, aby w nim dalej płynąć

przez infinity19911 26 wrz 2016, 11:07
Witam, piszę do Was, ponieważ nie wiem, jak pokonać mój problem, który paraliżuje moje życie. Myślałam, że poradziłam sobie z nim, a tymczasem, po powrocie do domu wszystko wróciło z podwójną siłą.
Od dzieciństwa wmawiałam sobie swoją małą wartość, już jako 10 latka powtarzałam sobie niemal codziennie do swojego odbicia lustrzanego "jesteś głupia, nienawidzę Cię". Nie miałam z rodzicami za dużego kontaktu, nie mam do dzisiaj, są osobami zamkniętymi. Jako nastolatka nie dbałam o siebie, byłam małomówna i przekonana, ze nikt mnie nie pokocha, że nie jestem tego warta. Porównywałam się do ludzi, którzy w mojej ocenie są piękniejsi, mądrzejsi i lepsi. Bło toczęściowo uzasadnione, ponieważ jestem często bezmyślna, nieuważna niedbała i robię głupstwa, będąc dosłownie jak zombie, bez mózgu (np nie patrze czy jedzie samochód, gdy przechodziłam przez ulicę). Często żyłam w swoich myślach, zamknięta w świecie wewnętrznym.
Myślałam, ze gdy umrze ktoś z mojej rodziny, wtedy zyskam większą sympatię ludzi, zyskam przyjaciół i wytłumaczę tym moje otępienie i brak aktywności w rozmowie. Brnęłam daleko w kłamstwa, uśmiercałam swoich nierealnych kolegów. Gdy byłam z koleżankami, wymyślałam coraz to nowe historie, brnąc w skomplikowane kłamstwa, płakałam, rozpaczałam, a koleżanki mnie pocieszały. Potrafiłam np dostać telefon ( nastawiony budzik) z tragicznymi wieściami.
W wieku 18 lat miałam pierwszego chłopaka, pierwszy który się mną zainteresował, chociaż tez odwaliłam mu tragiczna historie na początek. Wyjechaliśmy do Niemiec i mieszkaliśmy razem 4 lata. Oboje byliśmy tylko pozornie szczęśliwi. Jak On mógł być szczęśliwy z osobą, która miała tyle twarzy, często grałam mu na uczuciach, obniżałam poczucie Jego wartości i nie motywowałam do niczego. W międzyczasie zginął w wypadku samochodowym mój ukochany brat, za którego śmierć bardzo się obwiniałam, izolując się nawet od mojego chłopaka. Po 5 latach związku znalazł inną kobietę, bardzo źle to przeżyłam, lecz zrozumiałam,ze w końcu jest teraz szczęśliwszy.
Chciałam zacząć nowe życie, z czystą kartką, wyjechałam do UK, pracowałam w opiece nad chorymi psychicznie i starszymi ludźmi. Tam dostałam w końcu kopniaka życiowego i chęć ratowania swojego życia. Postanowiłam spełnić swoje marzenie i odnaleźć się w podróży dookoła świata.
Po roku zarobiłam na niskobudżetową podroż bez planu, z biletem w jedna stronę. Podróż trwała aż rok i była to najwspanialsza decyzja w moim życiu, zobaczyłam piękno świata i uświadomiłam sobie, ze istnieje miłość międzyludzka. Pracowałam dużo nad sobą, starałam się odnaleźć własną drogę w życiu i zaakceptować siebie. Miałam wielu przyjaciół, byłam nieco zamknięta, ale zaczęłam to akceptować.
Bądź pozornie akceptować - miałam przypadkowe kontakty seksualne z facetami, po każdym razie chciałam jak najszybciej o wszystkim zapomnieć, byłam dla nich tylko seksualnym obiektem...
Przyszłość to kolejny problem z którym zmagam się od zawsze. Nigdy nie podjęłam decyzji, co czym chcę się zająć w życiu. Pracę fizyczną W Niemczech i brak wykształcenia zawsze traktowałam jako ujmę. Nie poszłam na studia, gdyż nie wiedziałam jaki kierunek wybrać (nie widzę siebie w żadnej roli, zadnym zawodzie, z powodu problemów interpersonalnych, słabego charakteru i braku zainteresowań). Zawsze chciałam odnaleźć zawód dla siebie, ale do niczego się nie nadaję.
Niedawno wróciłam do Polski, początkowo było pięknie, postanowiłam ułożyć sobie życie w Polsce, zacząć jakąś edukację, w końcu zapuścić jakieś korzenie, w międzyczasie kontynuować pasje podróżnika. Po jakimś czasie powróciło do mnie znów to okropne uczucie z rana. Zaraz po przebudzeniu, poczucie bezsensu, strach i myśl "O nie, znowu kolejny dzień! Nie chcę wstawać, po co?! Po co mam żyć?". Bardzo tęsknie tutaj, w rodzinnym domu za moim bratem, wszystko mi go przypomina. Ciągłe poczucie niższości, w porównaniu do koleżanek mających udane małżeństwa, dzieci i robiących karierę zawodową. Zazdrość o to, ze mają lepsze życie . A ja nie wiem, co dalej. Zaczęły ogarniać mnie jeszcze większe lęki, chociaż mam zainteresowanie (kiedyś tak pożądane przeze mnie) moja osoba, podczas opowieści o moich podróżach, mam napady paraliżującego uczucia. Gdy mam coś powiedzieć na forum, dostaje dreszczy, kreci mi się w głowie, zapominam najprostszych slow. Moje życie kompletnie wydarło się z mojej kontroli. Nie wiem jak mam sobie pomoc, jestem bezsilna, jak mała wystraszona dziewczynka...... Strach przed ocena ludzi i słaba samoocena sprawia, ze w kontaktach ludzi jestem naprawdę mało inteligentna, zamknięta, jest we mnie dużo złości w stosunku do ludzi.
Już nie mam siły, pomysłu na to, aby uzdrowić swoje życie, dzisiaj pierwszy raz znowu się poddałam.... Płaczę z bezsilności w poduszkę, nie mam nikogo, tak blisko by mu o tym powiedzieć, wiec płacze sama, serce wali mi jak szalone. Na to sobie zasłużyłam, hodując w sobie kłamczucha, bez wartości i osobę grającą na uczuciach innych, bezwzględną egoistkę. Nie mogę się poddać, ale nie wiem jak walczyć, ucieczka do innego kraju i zarabianie pieniędzy na obczyźnie to kolejna ucieczka. Boję się, że sobie dalej nie poradzę.Zamykam się znowu w sobie, zachowuję jak zbity pies, chociaż nie mam do tego powodów. Wszystko jest poza kontrolą.

Nie wiem jaki jest cel mojej wypowiedzi na forum, nigdy tego nie robiłam,może po prostu muszę to z siebie wyrzucić, może piszę to dla siebie samej. A może szukam pomocy, porady... jak zacząć znowu pracować nad sobą, może polecicie mi jakąś książkę. Na sesje u psychologa bądź psychiatry mnie nie stać.
Jeśli chcecie, możecie mnie kopać, i tak leżę już na ziemi.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 wrz 2016, 10:35

Wskoczyłam w bagno. Nie mam sił, aby w nim dalej płynąć

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 26 wrz 2016, 17:02
Witam serdecznie!

Stać Cię na realizowanie pasji podróżnika, a nie stać Cię na wizytę u psychiatry czy psychologa? Masz zaniżone poczucie własnej wartości i to na nim zasadzają się Twoje pozostałe problemy. Napisałaś, że masz obniżony nastrój, jesteś płaczliwa, nie widzisz sensu życia, unikasz kontaktów z ludźmi. To wszystko może świadczyć o rozwijającym się nastroju depresyjnym. Nie powinnaś tego bagatelizować, tym bardziej, że smutek jest uzasadniony żałobą po stracie brata. Rozważ konsultację u specjalisty i pozwól sobie pomóc. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7564
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Wskoczyłam w bagno. Nie mam sił, aby w nim dalej płynąć

przez maeroad 01 lis 2016, 19:11
Cześć infinity19911,

przeczytałem Twój post z wielką uwagą i na wstępie chciałbym Ci powiedzieć, że wiele z tych wątków, które poruszyłaś dotyczy także mojego życia i walki z różnymi przeciwnościami. Nie miałem może tak aktywnego życia (w radzeniu sobie z problemami) jak Ty, ale podobnie zmagam się z poczuciem niedowartościowania i codziennie z zazdrością (ale taką pozytywną) patrzę na znajomych, którzy wchodzą w kolejne etapy życia (ślub, dzieci itp.). Przez całe życie byłem i jestem osobą wycofaną, introwertyczną, lubiącą samotność (od czasu do czasu), która od samego dzieciństwa stara się zmienić na lepsze - tj. być osobą bardziej ekstrawertyczną, otaczać się wspaniałymi przyjaciółmi i dobrymi znajomymi, być osobą zabawną i wesołą, potrafiącą odnaleźć się w każdej sytuacji, wykazywać altruizm w połączeniu z rozsądkiem, być osobą inteligentną po stokroć itd. I nieustannie, cały czas, zmierzam w tym kierunku. I cały czas się potykam. Przez moje wycofanie wykształciłem w sobie na tyle mocne mechanizmy obronne, w postaci manipulacji i chłodnego obycia, że trudno mi jest wyjść do ludzi, otworzyć się i jeszcze raz spróbować. Bywały okresy, że byłem osobą towarzyską, ale teraz, po studiach i w pracy, znów przyjmuję rolę cichego, w ogóle nie włączającego się w życie towarzyskie odludka. Nie dbam o zdrowie, dietę, relacji towarzyskich nie mam prawie w ogóle, nikt do mnie nie piszę na Facebook'u aby zapytać, co u mnie słychać (jedynie jeśli ktoś coś chce), a najchętniej to bym się zamknął gdzieś do końca dni i przeczekał całe życie. Najgorsze i najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie jestem osobą pesymistyczną, widzącą świat na szaro, narzekającą na swój los lub jakkolwiek wyrażającą się źle o innych. Na codzień, wewnątrz siebie jestem pogodną osobą. Moje życie to pasmo dążenia do czegoś, co ostatecznie, jak już osiągnę, raczej nie zaakceptuje i wrócę do stanu początkowego.

Po co o tym wszystkim piszę? Można pomyśleć, że nie ma to związku z tematem, ale w tych trzech punktach, chciałbym opisać, co robię teraz aby wyjść z tego błędnego koła. Może część z tych rzeczy przyda się i Tobie. Niedawno pewna osoba napisała mi, że być może moje problemy wiążą się z tym, że w dzieciństwie nie potrafiłem odpowiednio wyrazić swoich uczuć. I prawdopodobnie tak było, bo odkąd pamiętam, zawsze chciałem bawić się z najlepszymi dzieciakami i zawsze była ta wyższa liga osób, która mnie inspirowała. Teraz myślę jak do tego podejść, i takim moim pierwszym krokiem było zaakceptowanie na głos tego, że część moich problemów bierze się dzieciństwa, a nie tych codziennych porażek. To, że mi się teraz nie udaje wynika z tego, że kiedyś coś mi nie wyszło. Ważne, żeby sobie to uświadomić, bo nie mam sensu obwiniać się, że nie wychodzi nam coś teraz. Taki krok pomógł mi trochę odetchnąć. Druga rzecz, którą zrobiłem to zaakceptowanie obecnej sytuacji. Jestem w mało ciekawym miejscu, przy jakieś ciemnej alejce. Dotarłem tutaj podejmując szereg lepszych i gorszych decyzji. Mogę dalej tutaj stać, w tym ponurym miejscu i czekać aż coś wyskoczy z pobocznej drogi (w tym czasie nabawić się nerwicy natręctw i temu podobnych), albo mogę ruszyć się dalej, przejść przez jezdnię i udać się w bezpieczniejszym kierunku. W chwili obecnej jestem na etapie "przechodzenia". W tym celu postanowiłem napisać do kilku starych znajomych z którymi już dawno nie rozmawiałem, umówić się przynajmniej na jedno spotkanie w tygodniu ze znajomym, odwiedzić muzea (wyjść do ludzi), zacząć ćwiczyć w domu, a przede wszystkim z uśmiechem podchodzić do każdej interakcji z ludźmi i starać się jak najwięcej rozmawiać - a najlepszy sposób to zadawanie pytań i pogłębianie tematu. Nie jestem także aktywny za bardzo w social media, ale także i tutaj zamierzam wrzucić od czasu do czasu jakąś informację. Nie wiem, co z tego wyjdzie, jeszcze zamierzam pilnować się z kłamanie, koloryzowaniem faktów co mi weszło w nawyki itp., ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. Jest to moja niezliczona próba do zmiany, ale coś czuję, że może coś z tego wyjść. Obaw jest kilka, ale z drugiej strony już tyle moje życie psychiczne legło w gruzach, po licznych próbach niepowodzeń, że teraz nie pozostało nic innego niż odgruzować.

Taki jest mój plan. Co wyjdzie, to wyjdzie. Mam nadzieję, że coś z tego o czym pisałem, przyda się i Tobie. Wspomniałaś, że podróżowałaś i uwielbiasz podróże, proponuje w takim razie poszukać pokazów podróżniczych w okolicy, a jeśli ich nie ma to czytanie i komentowanie blogów o tej tematyce. Może wydawać się głupie, ale w końcu to lubisz i to jest najprostsza droga (pewnie jedna z wielu), która może dodać trochę radości. Wspomniałaś o tej bezsilności. Ja od dzieciństwa każą emocję tłumię w sobie, rzadko kiedy pozwala dobre i te gorsze emocje wyrzucić poza moją głowę. Czasem bywa bardzo ciężko, bo tłumienie i gromadzenie wielu emocji, często z różnych bajek, nie wychodzi na dobre. Staram się jednak przez aktywność fizyczną lub swoistą dyskusją z własnym "ja" trochę wyzbyć się nagromadzonych gratów. Czasem wypisuje wszystko co mi leży na sercu na kartce, i zastanawiam się, jakby to ugryźć i rozwiązać. W części spraw pomogło.

W każdym bądź razie, życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Na pewno warto abyś doceniła ten bagaż emocji i doświadczeń, który teraz masz. Nawet jeśli składa się z wielu negatywnych zdarzeń. To jest naprawdę coś, co można wykorzystać w budowaniu lepszego jutra. Wiele osób na tym forum szuka jakiegoś sposobu rozwiązania swoich problemów i wiele osób, słusznie, odsyła do specjalistów którzy mogą pomóc. Ja jedynie mogę doradzić abyś raz jeszcze spojrzała na to wszystko co masz za sobą, uporządkowała to nawet chronologicznie, wyciągnęła wnioski i wyrysowała na mapie ścieżkę, którą chcesz dalej dążyć.

Łączę pozdrowienia,
25L
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
01 lis 2016, 18:21
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do