Depresja - długi wątek nt. ostatnich 10 lat mojego życia...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Depresja - długi wątek nt. ostatnich 10 lat mojego życia...

przez chrisbp 18 wrz 2016, 16:02
Ponad rok chciałem to napisać, ale nigdy nie było ani czasu, ani motywacji.

Mam depresję i fobię społeczną, to wiem. Nie potrafię odnaleźć się wśród ludzi, a od jakiegoś czasu wolę również pracować sam. Mam 30 lat, kobietę, z którą nie chcę być (jesteśmy razem prawie 5 lat) i przeżywam moje życie nie tak jak chcę. Dlaczego? Bo nie mam innego wyjścia...
Boję się kobiet, boję się ludzi. Mieszkam za granicą, bo musiałem się wynieść ze względu na długi, które spłaciłem, wróciłem do PL, narobiłem nowych (tym razem gorszych) i wróciłem znowu spłacać. Byłem nałogowym hazardzistą, wyleczyła mnie zagranica, nie gram 3 lata i nie zamierzam, ale przegrałem całe złoto z domu rodziców i powiedzieli, że będą mi to wypominać do końca życia. Właśnie opisałem wierzchołek góry lodowej...

Tak więc:
RODZICE - nie pasują do siebie totalnie, są ze sobą tylko dlatego, że "ojciec popełnił w młodości kilka błędów", z których "narobiła" się trójka dzieci i tak zostali razem bo "co by ludzie powiedzieli". Trwa to już 30 lat, a w młodości szczycił się mianem niezłego podrywacza, był niesamowitym "psem na baby". Szkoda mi matuli, bo odnosi sukcesy (jest na publicznym stanowisku kierowniczym), chociaż z drugiej strony przez tą "sławę i ważność stanowiska" szajba jej odbiła i uważa się za nie wiadomo kogo, ale trudno jej winić, skoro ojciec miesza ją z błotem od ponad 20 lat. Czemu od niego nie odejdzie? Bo by się zapił (jest alkoholikiem i awanturnikiem, poza tym wygląda jakby był w podwójnej ciąży), poza tym powiedziała, że w jej wieku i statusie ona nie będzie już nigdzie po hotelach i znajomych tułać, bo ma zbyt duże poważanie w społeczeństwie. Mówi, żebyśmy zajęli się sobą, bo im już tylko do śmierci bliżej (mają po 57 lat). Rzecz jasna matula w domu musi pić z nim (średnio 5-6 dni w tygodniu w każdy wieczór), bo inaczej prawdopodobne jest, że straciłaby dach nad głową. Kiedyś się ich spytałem czemu piją - jako, że matula "musi" to nic nie odpowiedziała, a ojciec powiedział "wiesz, synek, jakbyś wiedział, jak trudno jest wychować trójkę dzieci w czasach, kiedy wszystko tyle kosztuje, pracy nie ma (ojciec ma własny zakład od 25 lat, ale robi swoją robotę z przymusu, bo jest z tego kasa), a każdy ci stawia kłody pod nogi i byle tylko ograbić i oszukać, to też byś pił. Moją matulę ciągle posądza o zdrady, mimo, że nigdy go nie zdradziła. Szuka pretekstu do kłótni cały czas, ale matula mówi, żeby nic na jego temat nie mówić, bo on robi co może i nie jest zły. A już broń Boże nigdzie się nie wypowiadać pod groźbą wywalenia z domu...

KOBIETA - nigdy nie miałem szczęścia do kobiet, a z obecną jestem prawie 5 lat. Nie kocham jej, przyzwyczailiśmy się do siebie, wtedy po prostu szukałem pocieszenia po poprzedniej i tak już zostaliśmy. Czy jej to kiedyś powiem? Nie, nie jestem facetem z krwi i kości. Boję się. Mieszkamy razem za granicą od 3 lat, na pokoju, ja topię smutki w piwie, winie i czasem w whiskey. Wiem, że to droga do alkoholizmu, ale na szczęście JESZCZE nie mam tego stanu. Nie potrafię być sam, po prostu sobie tego nie wyobrażam, dlatego, że potrzeby seksualne mam średnio co 2-3 dni, ale z drugiej strony ze swoją kobietą nie chcę tego robić, bo mi się po prostu nie podoba - okropnie przytyła, a każda delikatna próba zasugerowania jej, żeby coś ze sobą zrobiła kończy się kwestią "to znajdź sobie inną". Nawet już kilka razy mówiła mi, żebym się wyprowadził, bo mnie nie chce, ale ja po prostu nie jestem w stanie, bo wiem, że sam bym sobie z tym wszystkim nie poradził i ktoś prędzej czy później znalazłby mnie na ulicy, żywego lub martwego. Jej ojciec był alkoholikiem do końca życia i powiedziała, że nigdy w życiu nie pozwoli, żeby facet nią pomiatał, rozkazywał jej czy na nią krzyczał. Krótko mówiąc, ma nade mną władzę... W tym stanie, w którym jestem, nie odejdę od niej na pewno, chociaż nie ukrywam, że bym chciał...

JA - strach ma nade mną władzę absolutną. Boję się ludzi, boję się życia. Moja codzienność to dobry uśmiech do złej gry, ale nikt nie zna skali tego problemu. Byłem u psychologa kilka razy, pogadał 10 minut, że "trzeba rozmawiać i nad sobą pracować", przepisał tabletki, wziął 100zł i "następny proszę". Fakt faktem tabletki lekko pomogły, zyskałem lekką pewność siebie, ale nie w tą stronę co trzeba. Krótko mówiąc odreagowuję swoje minusy "wymuszając" na innych swoje racje, których wiem, że często nie mam, ale nie potrafię przyznać się do błędu (kiedyś potrafiłem). O ślubie i dzieciach nie myślę, bo wszystkie piękne kobiety, które poznaję, są poza moim zasięgiem. Nie chcą mnie nawet 19-latki, a ja nie potrafię zmienić podejścia do życia i do kobiet. Poza tym nie wyobrażam sobie swojego ślubu jako najpiękniejszego dnia w życiu, wręcz przeciwnie - bardziej jako dzień pełen stresu i nerwów, i lepiej by było, żeby skończył się tak szybko jak się zaczął... Tak ja wspominałem, mieszkamy za granicą, ale jest mi tu strasznie źle, bardzo chciałbym wrócić, tyle że nie ma do czego, a ojciec nie chce mnie widzieć w domu, a matula w sumie mu przytakuje, bo "co ja tu będę robił? pracował za 1500zł?". Po 3 latach za granicą nie wyobrażam sobie powrotu do PL za wynagrodzenie niższe niż 4-6k/msc, bo zwykle uwłacza to ludzkiej egzystencji. Przez depresję i nerwicę nie jestem w stanie nawet normalnie pracować, 8 godzin pracy dłuży się niesamowicie (doszło do tego, że muszę brać codziennie Ranigast na zgagę jak jestem w pracy, jak jestem w domu to tego nie mam), nie mówiąc już o 12-stkach czy nockach. Przez 1,5 roku zmieniałem pracę około 18 razy, chętnie bym się wyprowadził gdzieś indziej, ale nie zrobię tego, bo wiem, że oboje bez siebie giniemy - ja nie umiem prać ani gotować, a ona nie ma prawka, a wszędzie daleko. Mam 170cm wzrostu i zrobiła mi się niezła oponka na brzuchu, ale nie jestem w stanie zebrać czterech liter i pójść na siłownię. Poza pracą normalną pracuję też w domu, także dość często nie śpię po nocach byle tylko coś odłożyć.

Tak właśnie wygląda mój obecny żywot. Jakieś pytania? Zdaję sobie sprawę, że przegapiłem bardzo dużo istotnych spraw...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 mar 2014, 14:38

Depresja - długi wątek nt. ostatnich 10 lat mojego życia...

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 19 wrz 2016, 15:11
Witaj chrisbp!

Przeczytałam Twój dość długi wpis, ale nie wiem, czego oczekujesz. Zależy Ci na radach? Poklepaniu po ramieniu? Użalaniu się nad Tobą? Masz świadomość swoich problemów, ale jak sam zauważyłeś - trudno Ci się zebrać w sobie, by cokolwiek zmienić. Oczekujesz, że życie samo za Ciebie załatwi wszystko, a tak nie ma. Jeśli chcesz coś zmienić, musisz zacząć działać!
Psycholog
Posty
7574
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Depresja - długi wątek nt. ostatnich 10 lat mojego życia...

przez fsck 20 wrz 2016, 11:07
kobieta, praca... całkiem nieźle jak na fobika z depresją :)
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
27 gru 2014, 21:01
Lokalizacja
om

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do