Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 26 sty 2016, 19:34
Dzieciństwo miałam koszmarne (jestem DDA). Jako nastolatka jakoś wydobyłam się ze swojego piekła i zaczęłam układać sobie życie. Przez lata byłam silną, pewną siebie, wesołą indywidualistką. Nigdy nie dopasowywałam się do nikogo i miałam małe grono przyjaciół i znajomych, ale za to pewnych. Nigdy nie chciałam być od nikogo zależna i miałam własne zdanie. Tak było do czasu, kiedy zakochałam się i wyszłam za mąż. Po kilku latach małżeństwa (o którym może napiszę innym razem) zaczęłam odczuwać stany depresyjne (wtedy jeszcze nie umiałam tego nazwać). Z czasem stany te były coraz częstsze i głębsze. Próbowałam oczywiście z tym walczyć, ale było coraz gorzej. Coraz gorzej też działo się w moim małżeństwie. Wreszcie dotknęłam dna i bliska samobójstwa, roztrzęsiona i z płaczem przyczołgałam się do psychiatry. Zrobiłam to potajemnie, bo bardzo się wstydziłam - wszystkich. Lekarz rozpoznał głęboką depresję, zapisał leki, jakoś odbiłam się od dna. Przez dwa lata ukrywałam swoją chorobę przed wszystkimi. Jednak przy którymś kolejnym "dole" musiałam wyjaśnić mężowi, co się ze mną dzieje.
cdn.
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Marcin2013 26 sty 2016, 19:40
taka pioseka jest mam tak samo jak ty pasujecie czesc
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8678
Dołączył(a)
08 maja 2013, 18:42

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 26 sty 2016, 20:01
Byłam pewna, że mnie zostawi (sama mu to zaproponowałam), bo to człowiek silny, nie akceptujący słabości. Nie zrobił tego, ale wtedy niewiele z tego wszystkiego zrozumiał. Ale ja wreszcie mogłam troszkę odetchnąć, bo przestał oskarżać mnie o lenistwo i złą wolę. Jednak nie zauważyłam, aby zagłębił się w temat. Wie tyle, ile tłumaczę mu ja. Generalnie widzę, że wielokrotnie jest całkiem bezradny i nie wie jak mi pomóc, przeczekuje złe chwile.
Ponieważ odsunęłam się od reszty rodziny, znajomych i zamknęłam w domu wszyscy zaczęli pytać, dlaczego. W końcu nie miałam już siły udawać i zmyślać. Przyznałam się. To nie był dobry pomysł, nikt nie mógł uwierzyć, że właśnie JA, taka silna i zaradna choruję na depresję. Każdy wysnuwał swoje teorie i męczył mnie pomysłami na poprawę nastroju tak naprawdę nie próbując zapoznać się z problematyką depresji. Odsunęłam się jeszcze bardziej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 26 sty 2016, 20:01
Cześć Marcin :)
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 26 sty 2016, 20:08
A co do anhedonii? Dla mnie to stan najgorszy ze wszystkich, to tak jakbym była "żywym trupem". Działanie automatyczne - jem - spię - wydalam. To wszystko. Zero odczuć, zero potrzeb, nic.
Od kilku dni nieco mi przeszło i dlatego tu jestem, ale TO czai się jak dzika bestia i zapewne znowu mnie dopadnie.
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

przez niomik 26 sty 2016, 23:43

Ooo, widzę dużo podobieństw między nami. Mimo calego syfu, jaki mielimy - jest mi lżej w tej niedoli wiedząc, że jesteście Wy, którzy czują podobnie. I Ty (pewnie jedna z wielu tutaj zresztą), która masz podobną historię do mojej.

...Ja zaś nie wiem czy jestem DDA, a bardziej DDD, sama diagnozy nie stawiam - ktoś kiedyś zasygnalizował mi, że w tym tkwi problem, ale nikt "fachowy" nie zaprzeczył ani nie potwierdził. Jednak żaden psycholog, psychoterapeuta ani psychiatra nigdy nie powiedział mi wprost co to jest. Sama wiem, że depresja o podłożu bardzo złożonym.
...Noooo najlepsze są pomysły ludzi, że mam się wziąć w garść i nie pierdolić głupot :D Ręce mi wtedy opadają i kończę temat. A kiedy na przykład mówię moim najbliższym jak odczuwam wszystko, czym dla mnie jest ta depresja, jak postrzegam świat - czuję się zażenowana tym swoim do nich gadaniem, zawstydzona i totalnie niezrozumiana, TOTALNIE. Dlatego ostatnimi czasy zaczęłam przebąkiwać dwóm najbliższym przyjaciółkom, że miło byłoby, gdyby poczytały o tym fachową literaturę. A Narzeczonowi nakazałam - twierdzi, że kocha i chce to uratować, ale nie umie znieść moich stanów. Obiecał, że poczyta, ale jak na razie zwleka z tym. Twierdzi, że sam miał depresję przez kilka lat ale z tego wyszedł sam. Tylko jego depresja spowodowana była traumą a nie toksyczną rodziną, której to toksyczności konsekwencje ponoszę na każdym polu mojego życia.
...Też zamykam się w domu. Moja kariera mieszkaniowa jest dosyć zawiła - wyprowadziłam się z domu dość późno jak na to, czym dla mnie ten dom był, dopiero ze cztery - pięć lat temu. Był czas, że mieszkałam sama i to było najwygodniejsze. Jednak nie miałam rolet w oknach i czasem ciężko było ukryć światło z komputera przed gośćmi a i kanapkę po ciemku robić też niezbyt wygodnie :/ Potem pojawił się aktualny Narzeczon, zamieszkał ze mną na jakiś czas, ale musiał wyemigrować do innego miasta i bywał jedynie w weekendy. Wtedy zaczęły się moje problemy z pracą - jak była praca to dzwonili, tak może ze dwa razy w tygodniu. Narzeczon zarabiał na tyle, ze nie musiałam martwić się o rachunki. Nie szukałam więc pracy tylko gniłam. Gniłam w łóżku, gniłam od środka a czasem też na zewnątrz - nie miałam siły o siebie dbać. W tym mieszkaniu miałam już rolety więc mogłam ściemniać, że mnie nie ma. Inna rzecz: "wiesz, mam rozwalony telefon, głośnik się popsuł, więc nie ma sensu żebym odbierała, pisz jak coś" - to słyszeli znajomi... Teraz mieszkam z współlokatorką - Przyjaciółką i nie gniję dzięki temu. Narzeczon nadal na emigracji, teraz bywa częściej, utrzymuje mnie to trochę w pionie. Narzeczon i Przyjaciółka. Gdyby nie ich obecność, to stan, w którym aktualnie jestem wpędziłby mnie do łóżka na nieskończony czas.
Uciekam. Wciąż i permanentnie. Od świata, od ludzi, od pytań, tłumaczeń, kolorów.


Cześć Marcinie :)
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
26 sty 2016, 01:58

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 26 sty 2016, 23:55
To smutne, że historia tak lubi się powtarzać. Ja na szczęście synowi takiego "startu" nie zafundowałam. Jestem z tego dumna.
A jak teraz sobie radzisz, walczysz sama, czy jakieś leki bierzesz?
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

przez niomik 27 sty 2016, 00:01
Stracona100 napisał(a):A co do anhedonii? Dla mnie to stan najgorszy ze wszystkich, to tak jakbym była "żywym trupem". Działanie automatyczne - jem - spię - wydalam. To wszystko. Zero odczuć, zero potrzeb, nic.
Od kilku dni nieco mi przeszło i dlatego tu jestem, ale TO czai się jak dzika bestia i zapewne znowu mnie dopadnie.


Masz rację, to jest koszmar. Jednak dla mnie większym jest stan nieprawdopodobnej nienawiści do siebie, bólu istnienia, ciągłego płaczu i szantażu emocjonalnego, który w sumie nakładam na siebie sama - wiem, że muszę być w pionie a nie jestem w stanie. Nie jestem w stanie być tez w poziomie. Nie jestem w stanie BYĆ.
Nie sprzątam, nie gotuję, nie zmywam, nie piorę, nie mówię, nie istnieję. Tylko nienawiść i obrzydzenie.
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
26 sty 2016, 01:58

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 27 sty 2016, 00:10
Ten stan, który tak dobrze opisałaś też nie jest mi niestety obcy. Znam to i nienawidzę.
Wiesz, ja nie mogę i nie chcę tak żyć. Postanowiłam zmienić psychiatrę (wizyta 19,02) z nadzieją, że wymyśli coś nowego dla mnie. Jeśli i to nie pomoże, to nie będę już dalej walczyć.
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

przez niomik 27 sty 2016, 00:20
Stracona100 napisał(a):To smutne, że historia tak lubi się powtarzać. Ja na szczęście synowi takiego "startu" nie zafundowałam. Jestem z tego dumna.
A jak teraz sobie radzisz, walczysz sama, czy jakieś leki bierzesz?


Staram się walczyć, czyli mówić, szukać pomocy. Wołam o pomoc do najbliższych, ale nie słyszą zbyt wyraźnie. Zła jestem na Narzeczona, że myśli iż nie ma w sobie tyle siły, może miłości by podjąć walkę. Teraz mamy okres przejściowy, smutny i powściągliwy. Zobaczymy co przyniesie.

Jestem w terapii od półtora roku, ale cały czas mam wrażenie, że to nie przynosi żadnego pozytywu. Od czasu do czasu zaglądam po leki do psychiatry - ostatnio w Sylwestra miałam masakrę z moją matką, której to masakry Narzeczon bardzo się przestraszył, w sumie ja też - wrócił atak histerii podobny do tych, jakie miewałam gdy mieszkałam z rodzicami i siostrą - takie ataki nie następowały nigdy poza wpływami rodziny właśnie, tylko tam i z ich współudziałem. Histerię spotęgował fakt, ze dwa tygodnie wcześniej zmarła siostra mojej mamy, ważna dla mnie osoba. Nowy Rok był koszmarny, myślałam, że umrę od samej nienawiści do siebie. Poszłam więc po leki i postanowiłam brać je, a nie tak jak zawsze - jest lepiej to odstawiam. Niby trochę ochłonęłam, z rodzicami jest ok, ale ciągnie się ten Sylwester za mną i Narzeczonem, ponadto teściowa nie chce mnie znać bo jej odwala, a niby wiem, że nic nie zrobiłam, jednak to kolejna rzecz, przez którą nie mogę na siebie patrzeć - przecież wszyscy inni na tym świecie patrzą na mnie obiektywnie i ich ocena jest święta, nie mam prawa się z nią nie zgadzać, podważać jej, sprzeczać się z nią. Ja jestem nieobiektywna, więc jak ktoś mówi, że jestem gównem to ja wiem, że nim jestem. Oto ja :(
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
26 sty 2016, 01:58

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

przez niomik 27 sty 2016, 00:21
Stracona100 napisał(a):Ten stan, który tak dobrze opisałaś też nie jest mi niestety obcy. Znam to i nienawidzę.
Wiesz, ja nie mogę i nie chcę tak żyć. Postanowiłam zmienić psychiatrę (wizyta 19,02) z nadzieją, że wymyśli coś nowego dla mnie. Jeśli i to nie pomoże, to nie będę już dalej walczyć.


Nie będziesz walczyć? I co zrobisz...?
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
26 sty 2016, 01:58

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 27 sty 2016, 00:44
Wydaje mi się, że jeśli Twoi bliscy do tej pory nie zdołali Ci pomóc, to już nie ma co wołać. Ja uważam, że tak naprawdę nikt, kto nie przeżył koszmaru tej choroby, nie jest wstanie tego pojąć. Trudno jest ich o to oskarżać i zarzucać im złą wolę. To jak gadanie ze ślepym o kolorach. Mnie rozumie tylko jedna osoba - koleżanka, która jest psychologiem. Rzecz jasna, nie leczę się u niej i nie szukam porady, czasem tylko coś tam gadam i widzę, że jej reakcja jest całkiem inna niż wszystkich pozostałych ludzi. Nie liczę na pomoc bliskich, chcę tylko by mnie nie dobijali i to w części udało mi się osiągnąć.
Ja z psychoterapii nie korzystam, bo jestem przekonana, że nie dowiem się tam niczego, czego sama bym nie wiedziała. Natomiast leki biorę, ale też próbowałam parę razy odstawić, gdy poczułam się lepiej. Niestety ze skutkiem tragicznym. Nienawidzę tej chemii, ale teraz jak już biorę, to kilka m-cy przynajmniej. Te leki tak mają, że nie działają od razu i organizm musi się ustabilizować. Obecne mam zamiar odstawić, bo chyba one wpędziły mnie w tak silną anhedonię. Nie wiem tylko, jak przeżyję te 30 dni, bo leki mi się właśnie kończą.

Jeśli tym razem leki nie przywrócą mi radości życia, to rezygnuję z dalszego leczenia i zobaczę co się będzie działo. Przynajmniej nie będę musiała uważać na alko :) A jak mnie dopadnie dół, to pewnie zrobię coś nieodwracalnego.
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez tahela 27 sty 2016, 01:08
niomik,
czy ja wiem? mi forum bardziej sie kojarzy z pomoca wsparciem niz z marazmem,
mi swego czasu bardzo pomogło
a leki w sumie pamietam ile paro brałam i miansy, brałam je razem,
troche czytam o lekarstwach , ale nie do tego stopnia co niektórzy na forum, ogólna wiedza zupelnie mi wystarczy, szczególnie ,ze wiedza naukowa jest dosc mała i ciagle sie zmienia w temacie, jakies nowosci czytam bo lubie wiedzieć o tym jak działaja leki i ogolnie nauka mnie kreci, czytanie wiadomosci naukowych sprawia mi przyjemnośc,
ostatnio kolega mi powiedział, ze mnie podziwia za to ,ze ja tyle wiem, i ze mi sie chce tę wiedze zdobywac, ale dla mnie to nie jest problem, jak czegos nie lubie to tego nie robie a to mi po prostu sprawia przyjemnosc ,jedni lubia bardziej góry - tez lubie , ale najbardziej lubie rokzminiac jakis problem , który mnie interesuje typu jak to działa i bardzo mi wtedy fajnie, tak mam, jednych stymuluje jakas zabawa a mnie własnie takie dowiadywanie sie i później rozmowa dyskusja o tych rzeczach,
w depresji oczywiście nic sie poczyta bo nic nie dociera, trudno cokolwiek zrobic, o mysleniu nie wspominając,
ja po prostu z czystej ciekawosci chciałam wiedziec jak te leki działają to czytałam
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Mam inaczej niż Wy, większość znaczy, a jednak...

Avatar użytkownika
przez Stracona100 27 sty 2016, 01:14
niomik oczy mi się już zamykają, więc idę się legnąć. A Ty pisz jeśli mas ochotę, jutro cię poczytam i jeśli będziesz chciała, pogadamy dalej. Tymczasem dobrej nocki Ci życzę :papa:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do