moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez gusia 02 sty 2007, 18:21
człowiek nerwica napisał(a):.Nie wiem czemu według "ludzi" jestem debilem

Wiesz?Ja ludź mi chyba zabardzo nie przejmowałabym się...tak myslę.
Tak jak piszesz,niesmiałosc nie jest cechą ,która jest jakas dziwna,każdy z Nas jest inny,i ludzie nie powinni obrażac Nas za to jacy jestesmy,nieśmiali ,czy tez wręcz odwrotnie.Ze mną widzisz chyba jest troszkę inna sytuacja ,bo generalnie uchodzę za osobę bardzo otwartą(czasem chyba aż za bardzo),nie ma we mnie chyba raczej niesmiałosci ,no może przy pierwszym kontakcie ale to jest chwilowe..Znajomi mnie szanują...ale widzisz własnie...
Dziwne prawda?Pisze że nie przejmowałbym się ludźmi...hmm,przecież on też jest czlowiekiem...ale to troszkę inaczej....zyc z kims 11 lat.....ech....to wszystko jest tak bardzo trudne :cry:
Cieszę się że postanowiłeś nie zwracac uwagi na ludzi....nie warto..
Lusi,dziekuję....ja to wiem kochana....ale ja ..,ja nie znam rozwiązania,a to o czym pewnie obydwie myslimy niestety nie wchodzi w grę...
Pozdrawiam Was cieplo.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez Agnieszka75 02 sty 2007, 19:34
Dziwnie przy Tobie wyglądam. 7 dni w tygodniu średnio po 8 godzin (plus przygotowanie w domu - nauczyciel gimnazjum, liceum i wykładowca na kursach dla nauczycieli) i to wszystko na własne żądanie. Piszę to jednak z ironią, bo nawet nie mam czasu wydać pieniędzy, które zarobię i to nie jest fajne. Ale odkryłam też rzecz jeszcze gorszą. W wolne dni (święta, ferie - częściowo, wakacje - częściowo, bo też pracuję) mam takiego doła, że pogrzebałabym samą siebie w tempie błyskawicy. Plus rozłąka z ukochanym, dają efekt piorunujący. I nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać, czy iść do przodu, już nic nie wiem!!! CO w życiu ważne, co ważniejsze, chyba wszystko mi się pomieszało.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
01 sty 2007, 14:00

przez dark 02 sty 2007, 19:56
Przyczyn może być wiele, konieczność utrzymania licznej rodziny - kto to wiedział pare lat temu że wszystko tak pójdzie w góre i życie będzie takie drogie, negatywna przyczyna - pazerność pracoholizm z własnej winy pogoń za pieniędzmi i awansem w jak najkrótszym czasie nie zważając na swoje zdrowie i sytuacje, wyzysk przez pracodawce który robi to świadomie lub nieświadomie albo jest pazerny i chciwy, zle zorganizowany i roztrzepany lub naprawde ma trudną sytuacje w firmie nic jednak nie usprawiedliwia nieludzkiego traktowania człowieka.
Człowiek nie jest maszyną, czuje i ma aspiracje tylko żeby w tym pędzie się nie zatracić...
Przyczyny pracoholizmu dwie:
- wewnętrzna (z własnej winy, pogoń za pieniądzem, prestiż itd.)
- zewnętrzna (przymus odgórny i uległość)
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 gru 2006, 09:22
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Agnieszka75 02 sty 2007, 20:54
Wstyd się przyznać moja przyczyna wewnętrzna, wszystko chciałam mieć szybko i mam. Studia poszły mi jak z płatka potem podyplomowe (2) - jeszcze szybciej, praca - bez problemów ją dostałam, fajni ludzie, ekstra szefowa. W czasie o wiele krótszym niż inni zrobiłam awans (zawodowy nauczyciela, w wieku 31 lat mam najwyższy stopień awansu) i w wakacje stanęłam przed problemem braku motywacji i celu swojej pracy. Postanowiłam sobie coś urozmaicić - trzecia praca. I mam co chciałam, 3 prace, zero czasu dla siebie (prawie 0) i miłość gdzieś daleko. Teraz robię wszystko, żeby się nie zatracić właśnie, bo nie chciałabym zgubić tej fajnej dziewczyny, którą w sobie wyhodowałam :smile:
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
01 sty 2007, 14:00

przez dark 03 sty 2007, 11:00
Już minęło pół roku od czasu gdy odszedłem/zaszczuli mnie z pracy i jeszcze się z tego muszę leczyć przed zaśnięciem czasem myśli negatywne i w nocy przy przebudzaniu się.
Ale jest znaczna poprawa lepiej niż wcześniej sypiam i odzyskuje wiare w siebie, muszę walczyć ze wspomnieniami bo nie są miłe...
Też miałem możliwość awansu, angażu itd.
Trzeba sobie czasem odpuścić chorej ambicji, olać wiele spraw, zdrowie i życie ważniejsze, nie żyjemy dla pracy, ona jest tylko dodatkiem do życia bo nią na życie się zarabia, pracą nie można żyć, bo nie funkcjonuje się wtedy prawidłowo.
Wszystko musi mieć swoje miejsce jeżeli pierwsze miejsce będzie zajmował BÓG (wolna niedziela, rodzina, niedzielna msza) wszystko inne będzie miało swoje miejsce, bez właściwego wypoczynku nie ma dobrej pracy.
Trudno dzisiaj być łagodnym wobec istniejącego stanu rzeczy, ja znosiłem do czasu aż "uderzyłem pięścią w stół".
Kiedyś mówili najgorzej to "kraść i z d...y spaść" a dzisiaj pewnie "założyć rodzine i być tylko gościem w domu".
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 gru 2006, 09:22
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 04 sty 2007, 23:54
I jak tam gusiu zmiana nastawienia?Bo po mojej wczorajszej klęsce <nie zaliczyłem kolokwium,bardzo łatwego......głupiej książki zapamiętać nie umiałem!!!>znowu nachodzą mnie myśli,że jestem debilem<ale i tak sie nie poddam!!>W ogóle czuje się odmieńcem....ale to tak już poza tematem..
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez gusia 05 sty 2007, 00:18
Czesc czlowieku :P
Kurcze no sama nie wiem co pisac...ja cholerka nigdy nie studiowałam,no widzisz ....generalnie"debil",nie bede sie rozpisywac na swój temat jesli pozwolisz..
Nie przejmuj się jednak myslę..przeciez kazdemu sie zdaża oblac jakis egzamin,a Nam(nie mnie) chyba tymbardziej.
ciesze się że mówisz:nie poddam się!!!Pewnie że nie,zaliczysz,zobzczysz ,juz trzymam mocno kciuki.Problemy z koncentracja to norma chyba ,ja czasem ksiązke czytam trzy razy aby móc wiedziec o co chodzi,powaznie..
Ale to nie znaczy chyba ze jestesmy odmieńcami prawda???bo nie jestesmy :!: :!: :!:
nie mozemy na to pozwolic,nie...
A jak u mnie?Hmm,podtrzymuję...NIE JESTEM DEBILEM,kurcze tylko bardzo sie zrobiłam buntownicza,i cholera znowu doly małe przez to że sie stawiam...heh ,tak źle i tak niedobrze ;) Slysze nadal ..ale powiem Ci....boli .owszem ,ale juz wiem ,dotarlo do mnie ze to nie ja mam problemy...
Trzymaj sie i pamietaj....ok?
wiesz o czym......nie jesteś.......!!!no.
Pozdrawiam.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:57 am ]
no i chyba jestem :/
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

moja depresja

przez nikt 08 sty 2007, 00:53
Mam depresję od okolo dwoch lat. mam dopiero 18 lat. moj sposb postrzegania rzeczywistosci jest dziwny. czasem mnie przytlacza, czasem sprawia ze czuje sie lepsza od innych ludzi. moja depresja nie trwa 24/7. mam tak ze dwa dni gorsze i kilka lespzych albo same zle. mam typowe objawy depresji, ktorych wymieniac raczej nie musze...
Ten stan doprowadzil do rozpadu mojego zwiazku. teraz jestem w drugim zwiazku i bardzo mi na tym zalezy. moj chlopak jest wyrozumialy, stara sie byc ze mna. czuję ze go ranie, kazdym zlym slowem, kazdym zlym zachowaniem. pozniej przepraszam, ale to przeciez nie zrekompensuje starconych dni.
nie wierze w psychologow i to sprawia, ze zaden mi nie pomoze.
czasem nie wierze w nic i mialabym ochote nie zyc, chociaz kocham zycie.
nie wierze w siebie i jestem zbyt lekliwa. czasem mam wrazenien ze mam poczatkujaca ksenofobie. boje sie kontaktow z innymi.
czuje sie grosza, niedowartosciowana, czuje sie nikim. z drugiej strony mam wrazenie ze dostrzegam rzeczy ktorych inni nie dostrzegaja, jestem ponad nimi. doglebnie analizuje wszelkie zachowania ludzkie, wszystko co mnie otacza.
moj chlopak zrobilby wszystko zeby mi pomoc ale ja tego niby nie doceniam. im bardziej jest dla mnie mily tym gorzej go traktuje. bardzo mi przykro z tego powodu, bo wiem ze to nie moje zachowanie. wiem jak bardzo ranie go i sama siebie.
neguje wszystko i mam na wszystko swoja odpoweidz, wytlumaczniee, jestem nieugieta w rozmowie, co sprawia ze kazda najwlasciwsza racje potrafie obrocic w brednie... rady typu "bedzie dobrze", "spojrz na to inaczej", "uwierz w siebie" dobijaja mnie jeszcze bardziej.
poprzez swoje doswiadczenia sluze zawsze dobra rada, ktorej nie umiem zastowac do wlasnego zycia (normalne)
nie wiem po co to pisze, moze czuje po prostu potrzebe, skoro w nic nie wierze to tez zadna odpowiedz mi nie pomoze.... wiem ze takich ludzi jak ja jest mnostwo i kazda przezywa to podobnie lub na swoj wlasny, wyjatkowy sposob. laczmy sie, bo tylko my siebie zrozumiemy... juz zaczynam glupio gadac? no coz.... czekam na lepsze dni, mam nadzieje ze nie zdolam niczego zniszczyc bardziej niz juz zniszczylam....
... chetnie przeczyam jakas dobra rade, ktora w lepszym dniu popre a w gorszym wysmieje.... tak wiec zycze wszytskim duzo sily i wiary,, bo wiara czyni cuda (wsyztsko w naszej podswiadomosci)!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 sty 2007, 00:33

przez goshka 08 sty 2007, 10:33
Uważaj! ja zepsułam wszystko!mój mężczyzna wytrzymał ze mną 3 lata..tak jak u Ciebie raz było lepiej raz gorzej..przeszedł moje leczenie farmakologiczne..dbał, ,kochał..aż stwierdził, że jestem zgorzkniała..że nic mnie nie cieszy, że nic nie chcę ze sobą zrobić, że to moja wina jakie mam podejście do życia!tak jak Ty, odbijam wszystkie słowa od siebie..każde "będzie dobrze" jeszcze bardziej rozdrażnia, śmieszy!zazdroszczę tym którzy nie przechodzili takiego stanu..takiej pustki i bezsensu! Bardzo pomogły mi leki.na tamtą chwilę.teraz znowu wszystko wróciło.Czytając Ciebie mam wrażenie, że słyszę to co sama mam w głowie! Wbrew temu co myślisz powinnaś udać się do kogoś po pomoc. to normalna choroba, która wymaga leczenia! i daj szansę swojemu mężczyźnie! ;)
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
07 sty 2007, 00:54

przez nikt 08 sty 2007, 16:33
ja sie staram z calych sil odpedzac od siebie zle mysli, robie to czasem bardzo na przymus i niekiedy udaje mi sie zwalczyc swe zle samopoczucie, ale to jest jedynie kontrolowanie siebie, a tak zyc nie mozna, ciagle analizujac siebie.
coraz czesciej zstanawiam sie nad lekarzem.... nad jakimis lekami. chyba tego potrzebuje, a jesli nie ja, to zrobie to tylko i wylacznie dla swojego chlopaka! mysl o drugim czlowieku jest bardziej mobilizujaca....
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 sty 2007, 00:33

przez goshka 08 sty 2007, 18:57
Dobre jest to, że jeszcze to widzisz!że potrafisz coś skontrolować! Idź koniecznie do lekarza, póki ciągle nad tym panujesz!!!koniecznie!zrób to dla mężczyzny i siebie! zaniom ten stan na tyle Cię ograniczy, że wszyscy i wszystko będzie Ci obojętne! Naprawdę to pomoże! odetchniesz może wreszcie!
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
07 sty 2007, 00:54

Moja historia!!!

przez Kajko 09 sty 2007, 05:26
Czesc, wlasnie zarejestrowalem sie na tym forum. Odwiedzilem juz kilka podobnych, a raczej tylko probujacych poruszac podobny temat i jakos to wydalo mi sie najsensowniejsze.

Nie wiem za bardzo co pisac, jak zaczac. Troche juz dostalem w tylek od ludzi "za moja chorobe" wiec jest mi trudno sie otworzyc ale sprobuje...

Lecze sie z depresji niewiele ponad rok. Niestety z przerwami, bo borykam sie rowniez z problemem alkoholowym i czesto wybieram ten wlasnie "lek" i tak sobie na nim jade przez kilka tygodni :/

Mysle, ze bylem chory juz od jakiegos czasu, ze gdzies ten diabel we mnie siedzial i czekal tylko na odpowiedni moment. Bomba wybuchla rok temu okolo pazdziernika/listopada. Wiele spraw w moim zyciu sie po prostu na raz skomplikowalo i rozsypalo. Nie wiem czy nie moglem nad nimi zapanowac bo juz bylem chory czy to wlasnie te wydarzenia doprowadzily do wybuchu choroby. Prowadzilem wlasna bardzo dochodowa dzialalnosc gospodarcza, bylem zonaty, mialem sile i potrafilem ja wykorzystywac do osiagania celow. Moze to wlasnie slepe dazenie do osiagniecia tych celow finansowych i zawodowych tak mnie zgubilo... nie wiem. Mniej wiecej rok "potrzebowalem" na stracenie wszystkiego. Zona (juz byla) znalazla "przyjaciela", firma zbankrutowala. Bliskie osoby "zniknely", a ja sam zaczalem sie zapadac i to w zastraszajacym tempie. Zaczal sie alkohol, nigdy nie stronilem od piwa ale wtedy dalem sie wciagnac w ewidentny alkoholizm :/ Sam juz dzisiaj nie potrafie zrozumiec tego co sie dzialo w mojej glowie wiec tez nie wymagam tego od innych, juz nie. Nagle przestalem wogole wychodzic z domu, odbierac telefon, jesc, czasem nawet wstawac z lozka. Potem gdy juz alkohol zaczal mna kierowac na dobre moja pierwsza mysla po przebudzeniu bylo czy zostalo mi jakies piwo z poprzedniego dnia. Jak bylo to wstawalem i je wypijalem i wracalem spac. Jak nie bylo to lezalem, zasypialem i budzilem sie znowu po kilku godzinach, znowu bez checi by wstac z lozka. Dochodzilo juz do takich absurdow, ze chcialo mi sie bardzo do ubikacji ale nie wstawalem z lozka zeby isc za potrzeba, staralem sie usnac i przetrzymac potrzebe zeby tylko nie musiec wstawac. O myslach samobojczych nawet nie chce tu pisac bo az dzisiaj sie ich boje :(
Zaczal sie grudzien 2005. Bylo juz ze mna tak zle, ze zastanawialem sie tylko jak bardzo beda cierpiec rodzice gdy sie dowiedza, ze ich 30 letni syn strzelil sobie w leb, rzucil sie pod pociag czy wyskoczyl z okna. Wokol tych mysli krecil sie kazdy dzien. Czasem siadalem do kompa i klikalem z jakimis niby znajomymi na gg czy na ircu. To byly takie male ucieczki, bo gralem "siebie", tego z przed choroby... -Jak tam firma? -Super! ... i jeszcze bardziej sie zapadalem bo wszystko juz bylo rozwalone w drobny pyl. Pewnego dnia zrobilem sobie jakis durny, pesymistyczny opis na gg i odezwala sie do mnie byla zona. Nic dziwnego w tym nie bylo bo rozstalismy sie w zgodzie i czesto gadalismy na gg. Cos tam pomarudzilem, stracilem sile by udawac i powiedzialem jej co sie dzieje. Zadzwonila do jakiegos towarzystwa psychologicznego, zdobyla numer do psychiatry w Katowicacach i dala mi ten numer. Ja juz jednak nie mialem zamiaru sie z tego pozbierac wiec po kilku minutach odpisalem jej, ze ok ze sie umowilem ale wizyta bedzie dopiero w styczniu (to oczywiscie byl kit bo nawet tam nie zadzwonilem). Po kolejnej chwili napisala do mnie, ze wizyte mam jutro i ze spotkamy sie pod poradnia. Caly dzien myslalem co tylko zrobic, zeby tam nie isc ale w koncu poszedlem bo juz nie wiedzialem jak sie wykrecic. I tak zaczal sie moj powrot do zycia. Tutaj chcialbym podziekowac bylej zonie (choc pewnie nigdy tego nie przeczyta). Justyna! Nasza wspolna droga sie skonczyla ale przez cala reszte swojej wlasnej drogi bede pamietal, ze jeszcze ciagle nia ide dzieki Tobie!

To poki co wszystko co potrafie napisac, droga (leczenie) jest cholernie trudna ale staram sie nia isc, czasem czolgac. Wierze, ze gdzies tam dojde, ze nie bedzie juz lekow, nie bedzie smierci, bedzie zycie! Tego zycze tez Wam wszystkim!

Jak kogos zanudzilem to przepraszam, a wszystkich pozdrawiam, trzymajcie sie!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 sty 2007, 04:17
Lokalizacja
Katowice

przez goshka 09 sty 2007, 11:29
Kajko! Masz niesamowite szczęście, że masz taką osobę przy sobie(nawet jeśli nie blisko, i nie często..ale jest)! z tego co wyczytałam Justyna jest Kimś bardzo ważnym, nie zważając na to jak potoczyło się wasze wspólne życie jest Twoim prawdziwym przyjacielem! Martwi się o Ciebie, tak jak tylko najbliżsi potrafią!
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
07 sty 2007, 00:54

przez Kajko 10 sty 2007, 18:25
Goshka, dziekuje Ci za odpowiedz :)

Juz niedlugo napisze Wam co dzialo sie pozniej i co dzieje sie nadal :)...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 sty 2007, 04:17
Lokalizacja
Katowice

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do