moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez maiev 09 gru 2006, 13:18
Gusiu - strasznie przykro że Cię takie coś spotyka. Tyle Twoich postów przeczytałam i tyle razy Twoje słowa mi pomogły, że nie mozesz być debilem. Jesteś świetną kobitką - szkoda że Twój mąż Cię nie docenia.
Nie daj sobie wmowić, że jesteś nic nie warta.
Lusi napisał(a):Zawsze byłam ta najgorsza, nieudacznica, wredota, wszystko co złe zawsze było przeze mnie. Tak przez wiele lat wmawiali mi moi najbliźsi. No i uwierzyłam w to.

niestety to tak jak u mnie.
Ehh, znowu zapomniałam co mam napisać :(
To napisze tylko, że mam ogromną nadzieję, że będzie lepiej i że się nie poddasz i będziesz walczyć. TRZYMAJ SIĘ!
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez hyte 09 gru 2006, 15:52
maiev ma racje jak bys byla debilem to bys nie pisala tak swietnie i nie doradzala ludziom, nie mysl tak o sobie nigdy!ja tez mam problem z tym ze zawsze w zwiazkach to ja jestem tym kozlem ofiarnym, zawsze wszystko jest przezemnie, i tak sobie to wmowilem ze przez 2 lata nie dopuszczam mysli , ze moge byc z kims!! wiesz ale zauwazylem jedno jak bedziesz sie sama dowartosciowywac mowic sobie , ze wcale tak nie jest, nie jestem debilem jestem swietna kobita, i jestem z siebie dumna za to kim jestem -ludzie tez benda Cie tak odbierac!nie daj o sobie tak mowic swojemu mezowi- powiedz /cenzura/ mam juz dosc!Powiedziec ci szczeze bardzo cenie sobie twoje posty! :!:
THE ONLY WAY IS UP!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
14 lis 2006, 21:39
Lokalizacja
londyn

Avatar użytkownika
przez gusia 09 gru 2006, 16:10
Wiecie?Rano wstałam i naprawdę byłąm w szoku że ktoś odpowiedział na mój post.DZiękuję WAm z całego serca,jesteście kochani.
Malcolm,troszkę solidarnośc męską widac w tym co piszesz,ale to chyba normalne ;)
Malcolm napisał(a):Wiesz za tydzień będę w pobliżu to zajdę do Ciebie i Cię wyciągnę z chaty.

Dobrze wiesz że jest to niemożliwe....
Lusi,świetnie napisane-wielkie dzięki :P
Widzisz?Ja również potrafię mówic -NIE-ale kurcze....no w tej sytuacji niebardzo... :?

Lusi napisał(a):To jest przemoc, dręczenie psychiczne.

Wielokrotnie słyszałam:"I tak Cie psychicznie zniszczę"
Jesli chodzi o terapie..hmm,miałam zalecona przez psychologa(rodzinną),wynikająca ze złej komunikacji z małżonkiem właśnie.
Zostałam wyśmiana,poza tym usłyszałam że poszłam się pożalic do psychologa....co mnie smieszy ,bo naprawde na jego temat nie bylo prawie NIC.Tak jak pisałam ,zawsze winie za wszystko siebie,więc dlaczego miałabym mówic o Nim???
maiev
Tyle Twoich postów przeczytałam i tyle razy Twoje słowa mi pomogły
Zawsze sie starałam ,i zawsze pisze szczerze-od serca...
Teraz tak sobie myslę że możecie pomyslec żę to wszystko wielka ściema-NIE :!: DZiękuję maiev
hyte,tak ,wiem że jesli sama nie bedę siebie szanowac,ludzie również będą mnie tak postrzegac...musze coś z tym zrobic.
Dzieki za ciepłe słowa.(acha,a ku**a mac mówię codziennie ,a nawet krzyczę ;) )Ja to jestem dopiero choleryk...mozliwe że trudno ze mną życ??? :?
Nawet nie wiecie jak bardzo jestem Wam wdzieczna za to wszystko co usłyszałam.
Glupio mi tylko od rana,bo w sumie to takie żalenie się,a ja bardzo nie lubię jak ktoś nade mną sie lituje...
No i co jeszcze?Źle sie czuję bo........obrobiłam d**ę swojemu facetowi :cry:
Nigdy tego nie robię...
No nic-stało się...ale mi lżej.
Bardzo bym tez chciała aby ON to przeczytał,niestety to niemożliwe.. :cry:
Pozdrawiam Was gorąco i jeszcze raż WIELKIE PODZIEKOWANIA.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez maiev 09 gru 2006, 17:04
gusia napisał(a):Zawsze sie starałam ,i zawsze pisze szczerze-od serca...
Teraz tak sobie myslę że możecie pomyslec żę to wszystko wielka ściema-NIE

Gusiu Wiem, że piszesz szczerze. Nigdy nie miałam wątpliwości.
Nie litujemy się nad Tobą, tylko próbujemy dodać Ci otuchy, żebyś zobaczyła że nie jesteś sama. :) pozdrawiam
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez Plejady 09 gru 2006, 17:16
gusia napisał(a):Wielokrotnie słyszałam:"I tak Cie psychicznie zniszczę"

To juz przesada i to wielka. Jest potworny! ... Przepraszam ale inne, mniej drastyczne slowo nie przychodzi mi do glowy. Smutne jest to, ze gdy ma sie wielki wewnetrzny problem a sprawe pogarsza otoczenie nikt inny nie moze ustabilizowac/polepszyc nam otoczenia - tylko my. Jak to mowia "kazdy sobie rzepke skropie" ... czasem zdarza sie cud ale zazwyczaj jak my sami nic nie zmienimy to samo z siebie albo za sprawa czyjejs pomocy nic sie nie zmieni a w tym stanie mozna trwac i trwac ... smutne to jest Gusiu co piszesz :( Pamietaj, ze nadal Ty jestes panią swego losu i wbrew niektorym pozorom nadal mozesz bardzo ale to bardzo wiele!
Gusiu kazdy musi sie czasem wyzalic ... ludzka rzecz i niech Ci nie bedzie glupio nooo ;) No i wiesz mysle, ze kazdemu tu zalezy na Twoim szczesciu i kazdy ma nadzieje na jak najszybsza poprawe Twej sytuacji droga Gusiu.
Apropo debila - wszystko zalezy od punkt widzenia pojedynczego czlowieka. Mam kumpa na ktorego czasem mowia debil ale on to odbija "debil ale za to jaki fajny debil". Jest wielkim czlowiekiem z wielka dusza ale niktorzy poprosty tego nie dostrzegaja ... niestety tak czasem jest :( Tak wiec wszystko zalezy od pojedynczego punktu widzenia.
Pozdrawiam Cie goraco i zycze szybkiego wyprostowania sie drogi ktora kroczysz!
"Cóż piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko co piękne"
Mikołaj Kopernik
"Samotność - jakaś Ty przeludniona"
Stanisław Jerzy Lec
Avatar użytkownika
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
17 lis 2006, 23:41
Lokalizacja
Tychy

Avatar użytkownika
przez gusia 10 gru 2006, 01:10
Plejady,dziekuję za słowa otuchy...
Naprawdę bardzo Dziękuję.
Wiecie co?NAwet nie zdajecie sobie sprawy z tego (a może zdajecie) jak takie czytane słowa potrafią podnieśc na duchu.
Jakoś bardzo dziś czułam się pewna siebie,mało wychodzę z domu przez ten lęk przed lękiem , ale dzisiaj....kurcze generalnie jestem z siebie dumna,łaziłam sobie wszedzie ,jakaś dziwnie szczęśliwa.
Oczywiscie w domku jak zawsze,kurde mialam się nie odzywac,ale co poradze na to jak nie potrafię???
Powiedziałam tylko-"Jesli będziesz gotowy na to by porozmawiac ,pamiętaj że możemy to zrobic zawsze".ECho........
Zobaczymy........
Dziekuje Wam kochani za to że jestescie.Naprawde nie wiem jak wyrazic swoją wdziecznosc..........
Pozdrawiam gusia

Ps.Najgorsze jest to że patrzę na niego i tak bardzo mi go szkoda...... :cry: Nie chodzi o alcohol,chodzi mi o to że ja nie umiem nienawidziec ,a chyba powinnam....
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez ravefreak 11 gru 2006, 15:40
Nie powiem Ci, żebyś go zostawiła, nie powiem Ci, żebyś z nim była. Powiem Ci, żebyś przez 10 minut przez tydzień nie robiła nic innego jak patrzyła w lustro. Jak masz taką możliwość to zamknij się w pokoju, wyłącz radio i telewizor i patrz w lustro. Jeżeli nie możesz wytrzymać 10 minut, to patrz przez 5, 2, nawet minute. Z czasem zaczeniesz sie zastanawiać, przyjdą jeszcze gorsze myśli, wtedy spróbuj uśmiechnąć się do swojego odbicia. Mi to kiedyś pomagało, nie na długo, ale...
Are we really free?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 gru 2006, 14:08

Avatar użytkownika
przez Kubelek 11 gru 2006, 20:01
a ja to mysle, ze nasza kochana Gusia jest bardzo dzielna o.
świetlistymi istotami jesteśmy nie surową materią
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
22 wrz 2006, 15:30

przez Martusia 12 gru 2006, 14:18
A ja dodam tylko kawałek tego co czuję i uważam, czytając Wasze wypowiedzi.
Jest się z osobą, przy której czujemy się pewnie, bezpiecznie, czujemy się kochani i akceptowani tacy jakimi jesteśmy, atrakcyjni (bo wygląd ma znaczenie:).Żeby nie wiadomo co się działo, ukochany/ukaochana będzie przy nas i odwrotnie. Z odwzajemnieniem. Pobieramy się lub nie, wedle uznania, by być szczęsliwymi.

Wniosek sam mi się nasuwa.
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

kryzys wnętrza

przez dark 21 gru 2006, 22:01
Ostatnio przeżywam kryzys swojego wnętrza, jestem bez pracy ale nie jest to problem ponieważ o prace jest łatwiej niż w roku 2002 mam z bezrobociem doświadczenie i nie pierwszy raz doświadczam upokorzenia związanego z brakiem pracy jak i z pracą u złego pracodawcy.
Obecnie kończe kurs prawa jazdy kat.B egzamin mam w styczniu nowego roku, i w sumie nie przejmuje się oblaniem egzaminu a raczej swoją reakcją na egzamin, nazwałbym to obawami.
Z odpornością na stres nie jest u mnie tak żle, wytrzymuję ale przeszkadza mi to pragnę do życia podchodzić bezstresowo być dobrym w tym co robie i co lubie robić i jednocześnie wykonywać wszystko co do mnie należy jak najlepiej ale bez stresu.
Z własnego doświadczenia wiem że każdy stres jest zły, nie dajcie sobie wmówić że stres dzieli się na ten pozytywny i negatywny, stres jest tylko jeden - to emocje i strach.
Człowiek bez stresu lepiej funkcjonuje, myśli twórczo i swobodnie, jest przyjażny dla otoczenia, miałem do czynienia z ludżmi zestresowanymi z których większość była zła.
Sam obecnie świadom że poszukuję pracy która mnie nie doprowadzi do depresji (wyzysk i niemiła atmosfera) odczuwam lęk przed przyszłością, nie patrze w przyszłość nawet nie śmiem patrzeć i nie śmiałem nigdy ponieważ terażniejszość była/jest absurdalna- człowiek się nie liczy.
Irytuje mnie to że ludzi którzy pragną pracować w dobrej atmosferze i nie chcą być wykorzystywani są zwymyślani od leserów i nierobów, a czy znalazło się określenie dla ludzi którzy dają się poniżać i pracują za najniższe stawki mimo iż mają czasem do wyboru lepszą opcje?
Każde myślenie o pracy, przyszłości jest dla mnie bólem, uciekam od tego i bezskutecznie, budzę się w nocy i napadają mnie czarne myśli - to jest jak horror który nigdy się nie kończy...
Kiedyś oglądało się dreszczowce, w nocy wypociło się i rano budził ładny słoneczny dzień nie mający nic wspólnego z tym co się widziało...
Leczę się jeszcze z pracy w poprzedniej firmie ze snem w nocy lepiej ale niestety spię przeważnie po 5-6 godzin, bywało że 4h albo budziłem się o 3 w nocy i już do rana nie spałem i reszte dnia a nawet tygodnia chodziłem obolały psychicznie, wrażliwy na każdą uwagę.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 gru 2006, 09:22
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez Róża 22 gru 2006, 09:06
Dark,podpisuję się pod twoimi spostrzeżeniami obiema rękami.Dobrze wiem o czym mówisz :(
I super spostrzeżenie z tym,że nam się wmawia,że stres może być pozytywny-oczywiście,że totalna bzdura.Ale czlowieka,który musi pracowac traktuje sie jak maszynę,marionetkę,więc każda wmówiona głupota spełnia istotna rolę w rękach tego,kto pociąga za sznurki.Trzymaj się cieplutko,jeszcze się podniesiemy z tego dołka!
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez dark 22 gru 2006, 10:07
pracodawca jest jak swieta krowa, moze robic tyle ile pzwala mu prawo.
a prawo jest ustalane pod pracodawce, instytucje od rejestru bezrobotnych sa bezsilne ich dzialanośc ogranicza się tylko do szce rejestrowania bezrobotnych, szkolenia i staże to fikcja, pracodawca jest rad że ma stazyste/stke ze 400zł ne miesiąc, po co tworzyć etat jak taniej mnie wychodzi zatrudnienie stazysty/stki, to nic innego jAk UKŁAD MIĘDZY PRYWATNYMI pRZEDSIĘBIORCAmI A uRZĘDEM.
I jak tu myslec o przyszlosci skoro terażniejszość jest absurdem.
Człowiek się nie liczy, jest nie podmiotem a przedmiotem.
Więcej ofert pracy ale pracodawca nadal nie szanuje człowieka.
co jeszcze musi się stać, a stres jest jak kop w d.. nie mobilizuje w sensie pozytywnym.
Traktowanie dziś-kopem.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 gru 2006, 09:22
Lokalizacja
Gdańsk

Moja historia

przez aronia 27 gru 2006, 01:51
Strasznie boję się opowiedzieć o swoim życiu.
Moje problemy zaczęły się już chyba w podstawówce, dzieci się ze mnie śmiały, obrażały (mówiły, że jestem gruba, że jestem świnią).
Od tamtego czasu zrozumiałam też, że ludzie są bardzo interesowni.
Postrzegana byłam jako osoba silna, przywódcza, władcza i radosna.
Pomimo problemów z tuszą, z rówieśnikami byłam zawsze pogodna. Około 5 klasy (czyli wiek mniej więcej 13 lat) zaczęłam mieć stany lękowe, przed śmiercią, utratą bliskich. Bardzo mocno i gorliwie się modliłam pomogło, ale później odeszłam trochę od swojej mocnej wiary.
Miałam przyjaciółkę, najpierw to ja dominowałam, byłam dla niej tak jakby ochraniaczem. Później dziewczyna zmieniła do mnie podejście, zaczęła wykorzystywać moją naiwność, ośmieszała mnie, "używała" mnie jako przyjaciółki od czasu do czasu. To bardzi bolało, nie umiałam się jej przeciwstawić. W gimnazjum było podobnie, obrażano mnie, wyśmiewano. Nie umiałam zrozumieć czemu ludzie są okrutni dla innych. Później sama się przekonałam, że okrutność w stosunku do innych to dobry lek na moje złe samopoczucie.
Oddalałam się od przyjaciółki, w trakcie wyszło także kilka nieprzyjemnych spraw.
W ostatniej klasie gimnazjum poznałam nowych przyjaciół, było wspaniale, czułam się przy nich jak w innym świecie, do czasu.
W 1 klasie liceum ludzie zaczęli mnie szanować, liczyć się z moim zdaniem. A ja po raz kolejny popadłam w fanatyzm nad nowa przyjaźnią dałam się sterować, raniłam innych ludzi którym na mnie zależało.
Ten rok był dla mnie okropny, najpierw mój tato trafił do szpitala z zawałem, później wyjechałam na upragnione wakacje do kuzynki do USA, na jej ślub. Czas spędzony tam był odskocznią byl lekiem na wszystko, przyjechała ciocia chrzestna mojej kuzynki, która nie widziała od 13 lat, w dzień śluby ciocie zabrała karetka. Okazało się, że miała wylew do mózgu, leżała 4 dni w szpitalu w agonii aż zmarła.
Przychodziłam do niej z rodziną codziennie, byłam taka szczęśliwa, że się z nią spotkam, że też tu przyjechała, że pogodziła się z moim tatą, że teraz nasza rodziną będzie razem. Widziałam jak powoli umiera, jak wygląda okropnie w szpitalu, patrzyłam na nią i obwiniałam się za to, że umiera, za to, że kilka dni temu narzekałam, że ona narzeka, że powinna być szczęśliwa. Pojawiły się stany lękowe, nie chciałam spać w pokoju, w którym ona spała wcześniej, nie umiałam sobie poradzić z przeświadczeniem, że to moja wina, że tak mi wstyd. Czułam jej zapach, widziałam jej twarz. Patrzyłam jak moja kuzynka 2 dni po ślubie sie załamuje, widziałam jak jej matka a siostra tej cioci popada w ciężką depresje, przeżywałam to z nimi, czułam, że jestem komuś potrzebna. Nigdy nie zapomnę tego szpitala, lekarzy którzy patrzyli na nas, jak by wiedzieli, z politowaniem, nawet rozumiałam terminy, które wypowiadał ten lekarz po angielsku, nie zapomnę księdza który odprawiał ostatnie namaszczenie po litewsku. To tak bardzo boli, zetknięcie się tego szczęścia z tym bólem, tego poczucia spełnienia i miejsca w świecie z brutalna rzeczywistością. Wtedy tam na wakacjach poznałam chłopaka, był dla mnie idealny, musiałam wyjechać, w dzień kremacji cioci, musiałam patrzeć na tą tragedie z bliska, jej mąż przyleciał tam w dwa dni widziałam jak cierpiał, jej córka, która deportowali z US nie mogła przyjechać nie dali jej wizy, wiedziałam jak cierpi.
Ten ból jest we mnie do dziś. Wróciłam do kraju i wtedy od nowa się zaczęło, zobaczyłam jak jestem tu obca, że moi przyjaciele nie są dla mnie tak naprawdę przyjaciółmi, zamykam się w sobie, płacze w pokoju, mam wyimaginowany świat, często kłamie, żyje myślą, że tam wrócę, że będę tam komuś potrzebna. Moja mama mówi mi ciągle, że jestem gruba, że nie mam silnej woli, że jestem beznadziejna, ludzie tylko przybijaja kolejne gwoździe do mojej trumny. Patrzą na mnie, wiem co myślą, że jestem okropna, śmieją się ze mnie.
A ja mam maskę, maskę osoby radosnej, uśmiecham się, żartuje a w środku wszystko we mnie umiera. Weekendy spędzam samotnie, w szkole siadam często sama z boku i obserwuje. Mój przyjaciel mnie obraża, nie interesują się już mną, oskarżył mnie o rozbicie jego związku. Jestem dla nich potrzebna wtedy kiedy czegoś chcą, czuje, że dużo ludzi mnie kłamie, mówiąc, że jestem potrzebna a tak naprawdę nawet nie mają ochoty w szkole podejść do mnie i zagadać. To ja zawsze pierwsza łapie za telefon, odzywam się a później czuje ten ból, czuje, że jestem wyalienowana, że mają mnie dość, nie czuję się swobodnie w niczym towarzystwie, nie umiem się wysłowić. Uroiłam sobie choroby, wiem, że jestem beznadziejna, wszystko psuje.
Moja mama mnie nie zna, nie wie nic o mnie, nie chce wiedzieć, nie ma dla mnie czasu, zawsze mnie zbywa. Często mówi że jestem wredna i perfidna. Wiem, że mnie kocha, ale... Tato jest bardzo chory a jest dla mnie kimś bardzo ważnym, widzę jak cierpi. W rodzinie mamy przypadki alkoholizmu, rodzina się często kłuci, odeszłam od rodziny. Nie chadzam do babci nie rozmawiam z rodzicami, nie spotykam się ze znajomymi, a jak już to nie czuje się swobodnie. Umieram w środku, załamuje się, sylwestra spędzę samotnie bo nikt nie chciał się ze mną bawić. Jestem gruba i na dodatek zauważyłam, że inteligencja też nie jest moją mocną stroną. Miałam tak wielkie plany i ambicje, teraz boje się, że przez to wszystko nie osiągnę zaplanowanych celów. Jedyne co mam to wiara, coraz silniejsza.
Z bólem to wszystko napisałam a i tak jest to kropla w morzu zdarzeń.
Mam nadzieje, że ktoś choć to przeczyta.
Pozdrawiam.
.Oh, and isn't this exactly where you'd like me?! .
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
26 gru 2006, 20:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 15 gości

Przeskocz do