moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez pan zolpidem 11 mar 2008, 22:22
edyta wójcik napisał(a):nawet oddanie pitu może być super , jeszcze jak się go samemu wypisze i to jeszcze dobrze


I tak trzymać, ważne, żeby z najmniejszych rzeczy mieć satysfakcję!
Pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
09 gru 2007, 01:33
Lokalizacja
Wrocław

przez szatz 12 mar 2008, 09:41
pietrucha i tak trzymać. :D
Napisałam tak o lekach,bo zmeczonamamachciała zacząć brać jakieś leki na własną rękę,bez kontroli lekarza,coś od przyjaciółki.A tego nie wolno nam robić pod żadnym pozorem!Myślę zresztą,że wszyscy o tym wiemy.Każdy lek może na każdego inaczej oddziaływać.
Pozdrawiam i miłego dnia!
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

przez pietrucha 12 mar 2008, 11:51
Dzien dobry wszystkim,
przypomnialo mi sie jak sie nazywa autorka tej ksiazki- Andrea Hesse- naprawde polecam, czyta sie ja jednym tchem, na koncu tej ksiazki umieszczono wywiad ze slawnym niemieckim doktorem, ktory przybliza temat lekow i depresji. Jego zdaniem to nie choroba duszy tylko ciala. I wszystko to ma zwiazek z chemia, neuroprzekaznikami i brakiem rownowagi. Nie bede sie wymadrzac, przeczytajcie sami. Nie mam ochoty tak ja ta kobieta 4!!! lata walczyc z choroba i to bezskutecznie.Ona wyprobowala wszystkiego od psychoterapii, po raiki, joge, przeczytala dziesiatki ksiazek, nawet terapia w renomowanej klinice nie pomogla.Nie mowie ze nie mozna samemu z tego wyjsc, ale naprawde dobrze dobrane leki pomagaja!!!
Dzieki za poparcie Szatz, widze ze Ty tez masz ,,zdrowe'' podejscie do tej choroby. :D
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
03 mar 2008, 15:17
Lokalizacja
dolnyslask

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sama nie wiem co TO jest!

przez alaaa 13 mar 2008, 18:31
Witam. Mój problem polega na tym, że mam objawy różnych chorób (chociaż już miałam robione setki badań, "niestety" z pozytywnymi wynikami). Może ktoś mi pomoże, bo ja juz sama nie wiem co ze soba robić. Oto objawy:
-drżenie rąk
-zaburzenia mowy (brak spójności słów, przekręcanie wyrazów, szybka mowa, błędna gramatyka itp.)
-zaburzenia równowagi (dość obsesyjne, myślę, że dziwnie chodzę, dlatego ludzie ciągle się na mnie patrzą)
-nałogi w postaci rozdrapywania krost i czegokolwiek na ciele, a kiedys obcinanie pojedynczych rozdwojonych włosów.
-ciągłe bóle głowy, słabość
-problemy z nawiązywaniem kontaktów (zaczynam się jakać, nie wiem, co mówić, szczególne przy płci przeciwnej)
-brak koncentracji, słaba pamięc (często nie pamiętam gdzie położyłam rzecz, chociaż wiem, w którym miejscu ją zawsze kładę)
-gniew, irytacja, zmiany nastroju
-zlewne poty, uczucia gorąca lub zimna
-bóle stawów (szczególnie doswierał mi kolanowy i pięty)
-problemy pokarmowe (w jeden dzień zaparcia, w drugi biegunka, poza tym wzdęcia, ciągle ssanie w żołądku)
-czuję się ciagle obserwowana i skrępowana gdy zostanę samotna w tłumie (kiedy ktoś z kim przebywam odchodzi).
-przypisywanie sobie różnych chorób
-gdy ktos ze mną rozmawia mam odczucie, że widzi mój trądzik, niedoskonałości... Bardzo to mnie krępuję i staram się przebywać jak najdalej z rozmawiającą osobą.

Nie wiem co się ze mną dzieje, strasznie się zmieniłam, zauważają to moi najbliżsi znajomi, z którymi juz nawet nie potrfię rozmawiać. Boję się, że wszystko zawale. Nie potrafie 10 min. wysiedzieć nad książką (wtedy nachodzą mnie mysli, żeby cos koniecznie zjeść, lub pozdrapywać strupki, a ostatnio nawet obsesyjnie wyrywam włoski pęsetą), mam w maju maturę, jestem świadoma tego, że nie zdołam się nauczyć. Pomocy!
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
12 mar 2008, 18:53

przez silly angel 13 mar 2008, 18:43
wg mnie to (w związku z matura) opóżniony okres dojrzewania
wiersze jedynym moim słowem
nie mówie o swych uczuciach jeżeli nie chce ratunku
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
19 maja 2007, 21:46
Lokalizacja
szczecin

przez szatz 13 mar 2008, 19:24
alaaa napisał(a):miałam robione setki badań, "niestety" z pozytywnymi wynikami).
no i co mówią te wyniki i lekarze?
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

nie radzę sobie

Avatar użytkownika
przez pepper 13 mar 2008, 23:22
właściwie nie wiem od czego zacząć...
W pewnym momencie problemy zaczęły mnie przerastać i z naprawdę niewielkich urosły do rangi gigantycznych. Zaczęło się to bardzo wcześnie, miałam 12 lat i cięłam się, łykałam garściami tabletki (na uspokojenie, na sen, przeciwbólowe). Trwało to około 2 lata. Potem był krótki okres spokoju aż do 3. klasy gimnazjum. Czułam się nieakceptowana, wyalienowana, historia się powtórzyła i w pewnym momencie ścięłam się na łyso. Wtedy zaczęłam być naprawdę napiętnowana, przekłuwałam ciało, robiłam sobie mnóstwo kolczyków, i co dla wielu wydaje się obrzydliwe - hodowałam szczury. Nie wiem, może specjalnie to robiłam, by nikt mnie nie chciał, by nikt się nie zbliżał, by nie mógł mnie ponownie zranić. Potem poszłam do szkoły średniej w innym mieście. Zaczęłam późno wracać do domu, dziennie miałam przeważnie 9 lekcji, często od 7 rano, i żeby zdążyć musiałam wstawać po 4 (codziennie 2 godziny spędzam w autobusie). Nowa szkoła, nowe znajomości. Jestem zżyta z ludźmi z klasy, bo niektórzy z nich mają podobne problemy do moich. Zaczęło być lepiej. W spokoju minął 1. i 2. rok.

Od maja tamtego roku świat mi się zawalił. Przez 9 miesięcy byłam z chłopakiem, który był moją ostoją, nie było nic poza nim, był dla mnie całym światem. Na bok odeszli znajomi, rodzina. I nagle wszystko się posypało. Zaczął nie mieć dla mnie czasu, ważniejsi byli koledzy, alkohol, imprezy. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zerwałam z nim. Przez ten cały czas mówił, że mnie bardzo kocha, że jestem dla niego wszystkim. Gdy zapytałam się czy chciałby, żebyśmy byli razem odpowiedział, że chciałby, ale w sumie sam nie wie czy jego serce to wytrzyma, potem ucichło. Pojechałam do niego z prośbą o wrócenie. Stwierdził, że już nie chce. Spytałam czy coś by na tym stracił, odpowiedział że nie, ale dokładnie nie chciał powiedzieć dlaczego. W końcu powiedział, że tak naprawdę on mnie nigdy nie kochał. Poczułam się jak zabaweczka, która służyła tylko do seksu. Potem, w lipcu, o 6 rano obudził mnie telefon. Zadzwonił, pytał się czy ciągle go kocham, czy chcę znowu z nim być. Odpowiedziałam mu, że bardzo go kocham i chcę z nim być. Rozmowa się urwała, próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie odbierał. Potem, w smsie, spytałam się go czy mówił na poważnie, czy kocha mnie, czy też chce, byśmy znowu byli razem. Nie odpowiadał, wieczorem znowu napisałam do niego z pytaniem, czy nie robił sobie ze mnie żartów. Natychmiast odpowiedział, że przeprasza, ale był pijany, nie wiedział co robi i że to nie było na poważnie. Załamałam się. Po jakimś czasie znowu się odezwał z zapytaniem jak tam moje sprawy sercowe, odpowiedziałam że bez zmian, na co on że chyba się zakochał, że ona taka wspaniała, ale ma chłopaka i co ma zrobić, żeby z nią być. W tym momencie zerwałam z nim wszystkie kontakty. Niestety złożyło się tak, że w grudniu pracowałam jako hostessa w supermarkecie. Pojawił się tam na zakupach. Gdy go tylko zobaczyłam zrobiło mi się słabo, zaczęłam się pocić i oczywiście zauważył mnie. Podszedł, porozmawialiśmy (wymiana "cześć" i "co tam słychać" a po odpowiedziach poszedł dalej). Od tego czasu nie widzieliśmy się ani nie rozmawialiśmy ani razu. Nie umiem o nim zapomnieć. W efekcie czego, gdy jakiś chłopak próbuje mnie poznać, odsuwam się od niego, staję się cyniczna, ironia ode mnie bije, okłamuję go na swój temat, żeby się zniechęcił. Jednak z dwoma trochę się zbliżyłam. Nadawaliśmy na tych samych falach, to pomyślałam sobie dlaczego by nie pogadać, ale po jakimś czasie wyznali mi miłość. Tłumaczyłam im, jaka jest ze mną sytuacja, że nie chcę się wiązać, itd. Obydwoje oświadczyli mi się i musiałam z nimi zerwać kontakty. I chociaż później przez ponad dwa miesiące próbowali się dodzwonić, skontaktować, zobaczyć się ze mną - to mnie ciągle nie było dla nich, ciągle byłam zajęta i nie miałam dla nich czasu. Potem zrozumieli, że nic z tego nie będzie. Bardzo boję się teraz z kimkolwiek związać, żeby nie zostać ponownie skrzywdzona w ten czy inny sposób (poprzedni faceci mnie zdradzali), ale chciałabym mieć kogoś... chciałabym, a boję się.

Do tego dochodzą problemy w szkole i w domu. Porażka na całej linii. Nie jestem złą uczennicą, wręcz przeciwnie - radzę sobie całkiem nieźle. Ale w tym roku poczułam, że nauczycielka od malarstwa uwzięła się na mnie. Stawia mi niższe oceny, przechodzi obok mojej pracy nie komentując jej, a do każdego innego podchodzi i mówi, co poprawić/zmienić. W rezultacie pojawił się paniczny strach przed jej lekcjami, unikanie w szkole, niemożność zrobienia czegokolwiek. Poczułam się nikim, przestałam chodzić na jej lekcje, malować i nie zaliczyłam półrocza z tego przedmiotu. Chcę zdać do następnej klasy, staram się do niej chodzić na każdą lekcję, ale strach ten powraca. Mam kołatanie serca, duszności, nerwobóle. Próbuję z tym walczyć.

W domu, jak wiadomo - bywają kłótnie. Przez większość tygodnia mieszkam tylko z mamą, bo ojciec jest na wyjazdach (pracuje w firmie międzynarodowej i wyjeżdża ciągle, wraca na weekendy). Z mamą nie mam problemów, za to z ojcem ciągle się żrę. W dzieciństwie często mnie bił z byle powodu skórzaną psią smyczą lub z ręki w twarz. Gdy raz zgłosiłam to na policję (moi rodzice znają się z policjantami, sami pracują w medycynie, moja mama w szpitalu i często się z nimi widzi, poza tym to małe miasto, a nasza rodzina uchodzi za taką na poziomie), ojciec obrócił to w taki sposób, że to ja się na niego rzuciłam (facet rosły, prawie dwumetrowy, a ja niska i raczej drobna byłam). Policjant uznał, że to moja wina, że sobie wymyślam, że jestem straszną córką, itp., itd. Poza tym cały czas jestem porównywana ze starszą siostrą. Że ona to, ona tamto, a ja nic nie potrafię zrobić, że czego się nie dotknę to wszystko zepsuję. Zawsze dostaje bardziej wartościowe prezenty od rodziców. Nie tak dawno rozmawiałam z mamą na ten temat, dlaczego tak robią, to stwierdziła, że przecież traktują nas tak samo, że zawsze dostajemy równe prezenty. Kilka dni później były Mikołajki, mama zadzwoniła do mnie, że siostrze i mi z tej okazji wysłała na konto po 100zł (mieszkałam wtedy poza domem, w miejscowości, gdzie chodzę do szkoły). Krótko potem wydało się, że siostra dostała 200zł. Mam tak, że nienawidzę niesprawiedliwości, i gdy gdzieś ją widzę strasznie się wściekam, mam ochotę krzyczeć, przeklinam na głos nawet w miejscach publicznych, jakbym miała zespół Touretta. Poza tym, gdy kończyłam gimnazjum z siostrą odkryłyśmy, że ojciec zdradza mamę. Nie mogłam sobie z tym poradzić przez bardzo długi czas. Kilka miesięcy temu historia się powtórzyła. Nie wytrzymałam tego psychicznie. Ojciec się wściekł, że wiem, zaczął mi grozić, szantażować. Nie mogę i nie chcę powiedzieć o tym mamie, bo zdaję sobie sprawę z tego, jakby cierpiała. Boję się też, że mnie obwini za to. W rezultacie zaczęłam mieć coraz większe problemy ze sobą. Gdy zasypiam śnią mi się koszmary, że uprawiam z nim seks i ukrywam to przed matką i czuję się winna, albo że moja siostra z nim to robi i zachodzi w ciążę i oboje, choć się cieszą to nic nie mówią mamie.

Z tychże sytuacji wynika wiele moich problemów.
W ostatnim czasie bardzo przytyłam (ponad 10kg). Gdy chcę się odchudzić, nie umiem tego racjonalnie, powoli zrobić, tylko nic nie jem przez około 2 tygodnie, piję tylko wodę. A potem coś we mnie pęka i obżeram się jak świnia, wchłaniając wszystkie niezdrowe rzeczy, aż zwymiotuję.
Mam kłopoty ze snem. Albo w ogóle nie mogę zasnąć przez kilka dni albo śpię całymi dniami i wtedy pojawiają się ww koszmary.
Często mam nerwobóle i kołatania serca. Kilka razy zdarzyło mi się na przejściu dla pieszych, że coś jakby nagle zaczęło mi wbijać tysiące szpil w serce, zatrzymywałam się, nie mogłam wziąć oddechu, bo gdy próbowałam to zrobić zdawało mi się, że zaraz umrę z bólu.

Do tego dochodzą różne natręctwa.
Np. muszę ciągle myć ręce (bo czuję się brudna), aż skóra się wysuszy, popęka i popłynie krew. Non stop czuję, że mam brud pod paznokciami (choć w rzeczywistości tak nie jest) i muszę to czyścić, aż do bólu. Albo będąc w toalecie muszę się podetrzeć kilkadziesiąt razy zanim uznam, że jest ok. Poza tym co chwilę chodzę siusiu (przynajmniej 10 razy w ciągu godziny), nawet jeśli mi się nie chce. W szkole się z trudem powstrzymuję. A papier toaletowy musi być równo urwany. Do tego brzydzę się ojca i gdy on był przede mną w toalecie muszę ją dokładnie kilka razy umyć. Tak samo z wanną.
Nie umiem normalnie iść po chodniku, omijam łączenia. Omijam ludzi, tak by mnie przez przypadek nie dotknęli. Najgorzej jest w autobusie, wszędzie widzę i czuję brud.
Wyrywam sobie włosy z głowy, bo czuję że jak nie wyrwę to coś się stanie. Ciągle też sprawdzam czy nie mam jakiegoś guza na głowie. Praktycznie cały czas wydaje mi się, że swędzi mnie głowa, nos czy dolna powieka (trochę rzadziej inne części ciała).
Non stop poprawiam rzeczy, muszą być w określonym porządku, bo inaczej coś się stanie (mam to w domu i w szkole). Powierzchnie dla mnie muszą być gładziusieńkie, inaczej coś mną telepie. Z ubrań nie mogą wystawać żadne nitki.
Gdy piszę na klawiaturze, musi być obrócona w prawą stronę o 40 stopni, a jak piszę na kartce czy w zeszycie to musi być obrócony/a o 90 stopni - inaczej nie umiem nic napisać.
Do tego często trzęsę nogą albo stukam palcami.
Gdy próbuję zasnąć, muszę być szczelnie owinięta z każdej strony i śpię głową obróconą do kanapy, a nie do ściany w pozycji embrionalnej, bo wydaje mi się, że coś czyha pod łóżkiem albo obok i wpatruje się we mnie. Często też na zewnątrz mam tak, że wydaje mi się, że jestem przez kogoś obserwowana, że robię coś złego.
Mam bzika na punkcie poprawiania osób, jeśli źle coś powiedzą czy napiszą, ale staram się tego nie robić.
Często też mam tak, że gdy ktoś mnie w autobusie wkurzy, np. bo dotknął mnie rąbkiem kurtki to wyżywam się na nim w myślach, myślę o tym jaki jest popie*******. I mam wrażenie, że mówię to na głos i że każdy się na mnie krzywo patrzy, przez co często zaciskam usta, żeby mieć pewność, że niczego nie mówię.
Nie chce mi się tego wszystkiego opisywać, a jeszcze wiele zostało.

Co do depresji.
Ciągle odczuwam lęk, że zrobię coś nie tak. Ciągle się za coś obwiniam. Czuję się nikim, nic nie potrafię dobrze zrobić. W efekcie czego, jak mam się wziąć za jakąś pracę to odkładam na potem, wiedząc że później i tak do tego nie wrócę. I tak narasta coraz więcej i więcej, co mnie coraz bardziej stresuje. Nie chcę z nikim rozmawiać o moich problemach, gdy się pytają co mi jest. Nie czuję w ogóle sensu mojego istnienia. Nikomu nie jestem potrzebna. Nikt mnie nie kocha. Czuję się wrzodem na tyłku. Mam myśli samobójcze, często płaczę. Ostatnio znowu zaczęłam się ciąć i coraz częściej sięgam po alkohol, żeby zapomnieć o wszystkim. Nie oglądam się przechodząc przez ulicę w nadziei, że jakiś samochód nie zdąży się zatrzymać na czas. Takie stany trwają po kilka/kilkanaście dni, po czym czuję, że odżywam - mam chęć, mam siłę, by zrobić wszystko. Moja samoocena wzrasta, staję się towarzyska, śmieję się, po czym, po kilku dniach, znowu chcę umrzeć i odsuwam się od społeczeństwa. Zamykam się w sobie, nie chcę z nikim rozmawiać.

Czuję się chora.
Byłam wczoraj u psychologa i opowiedziałam po krótce, jakie sytuacje mnie przytłaczają (nie mówiłam jej o myślach samobójczych i natręctwach) od razu stwierdziła, że potrzebny mi psychiatra i jakieś środki na depresję. Poradziła mi też zmianę szkoły.. jestem rok przed maturą i obroną dyplomu. Gdyby nie malarstwo, to byłoby świetnie w szkole. Uwielbiam moich nauczycieli, bo są naprawdę wspaniałymi ludźmi. Niektóre przedmioty, jak np. fotografia, projektowanie czy ceramika sprawiają mi ogromną radość. I nie chcę stracić moich znajomych z klasy. Ciężko nawiązuje mi się kontakty z nowymi ludźmi, jestem introwertyczką i czuję, że nie poradziłabym sobie w nowej szkole.
Nie chcę tak żyć.. co chwilę mam ochotę się ciąć.
Nie wytrzymuję już sama ze sobą. I chociaż chcę umrzeć, to ciągle wymyślam sobie rzeczy, które mają w przyszłości termin wykonania, by wytrzymać do końca dnia lub tygodnia.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czuję się beznadziejna i bezużyteczna.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:51 am ]
czuję się prawdziwym świrem, szczególnie że nikt nie odpisuje...
naprawdę potrzebuję pomocy, sama sobie nie dam rady
nie chcę skończyć w psychiatryku :(

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:14 am ]
czy nikt nie umie mi pomóc? :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
13 mar 2008, 19:04

przez zorka64 14 mar 2008, 15:18
Przeczytałam o Twoich problemach, doskonale wiem jak się czujesz. Jak chcesz możemy się spotkać w realu.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
02 mar 2008, 13:06

przez szatz 14 mar 2008, 15:56
Witajpepper! Pomoże Ci przede wszystkim psychiatra.Jesteś bardzo inteligentna i sama na pewno dobrze o tym wiesz.Twoje problemy są zbyt złożone,żebys dała radę sama.Tu na forum też Ci każdy to powie.Idż do lekarza i SZCZERZE opowiedz wszystko.Powodzenia :smile:
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

Avatar użytkownika
przez julie 14 mar 2008, 17:00
Tak to jest z ludźmi inteligentyni i wrażliwymi-wszystko odczuwają za dwóch i obwiniają się też za dwóch :roll:
Satz dobrze zauważyła->jesteś bardzo inteligentna ;) Warto, byś pogadała o problemach z lekarzem, on/ona dobrze Ci doradzi i da wskazówki jak poradzić sobie z tą tykającą bombą, jaką jest uczucie bezradności i beznadzieji; nie zwlekaj, zapisz się na wizytę czym prędzej;

greets & hug
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

przez alaaa 14 mar 2008, 17:42
Lekarze mówią, że wyniki są prawidłowe... Niby powinnam się uspokoic, ale jest coraz gorzej hmm
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
12 mar 2008, 18:53

Avatar użytkownika
przez pepper 14 mar 2008, 21:04
Dziękuję za miłe słowa.
"Najlepsze" w tym jest to, że rodzice uważają mnie za lenia, nieroba - nie rozumieją, że nie jestem w stanie nic zrobić. Czasami mam takie dni jak dziś, kiedy 85% dnia spędzam w łóżku. Mają mi to za złe. To pogarsza mój stan. Już nawet nie mam siły płakać.
Wstydzę się swoich blizn i ran. Mam bliznę na bliźnie, a mimo to nie potrafię przestać.
Boję się starości. Patrzę na mojego dziadka, który ma Alzheimera i mi źle. Boję się tak skończyć. Widzę moją babcię, która tak bardzo przez to cierpi. Dziadkowie mnie wychowywali od urodzenia do 4. roku życia, a potem często się mną opiekowali, ponieważ dla rodziców najważniejsza była kariera.
Czasami żal mi, że w ogóle się urodziłam. Obwiniam siebie za to, że tak pokierowałam swoim życiem. Nie widzę dla siebie przyszłości. Rodzice wywierają na mnie presję, żebym szła na medycynę. Nie chcę, brzydzę się ludźmi. Jeszcze niedawno pragnęłam pójść na weterynarię, teraz nie wiem co ze sobą zrobić. Chcę uciec jak najdalej stąd, zaszyć się gdzieś.
Gdyby nie dziadkowie, których kocham całym sercem i mój kot, który daje mi ukojenie już dawno skończyłabym ze sobą. Kot jakby wiedział co się ze mną dzieje. Przychodzi do mnie, wtula się, mruczy pozwala ze sobą robić co tylko chcę. Natomiast gdy ktoś inny chociaż próbuje go wziąć na kolana od razu się wyrywa i ucieka. Kocham tego sierściuszka...
Obrazek
come inside my mind
sometimes we take chances, sometimes we take pills
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
13 mar 2008, 19:04

przez szatz 14 mar 2008, 21:35
alaaa
no to czas na psychologa.Będzie wiedział co dalej.
Ostatnio edytowano 15 mar 2008, 15:45 przez szatz, łącznie edytowano 1 raz
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

Avatar użytkownika
przez julie 14 mar 2008, 21:58
:arrow: Najgorzej jak rodzice nie rozumieją dzieci :roll:
Pewnie nigdy wcześniej nie zetknęli się z chorobą jaką jest depresja/dystymia czy nerwica lękowa i dlatego tak powierzchownie Cię oceniają...
Co do wyboru kierunku studiów sugeruj się własnym inner voice, bo on podpowie Ci co dla Ciebie będzie najlepsze, to Twoje życie, szczeście, pomyśłnośc jest at stake ;)
:arrow: Co do starości, nie bój się jej, nigdzie nie jest powiedziane, że w udziale przypadną Ci najgorsze choróbska/niedowłady czy samotność-jesteśmy Panami naszego losu i jeśli nastawimy się pozytywnie do życia to ominie nas wiele chorób a i starość będzie ok ;)
:arrow: Z tym żałowaniem, że się urodziłaś to nie tylko Ty "tak masz"...Myślę, że wszyscy zasłużyliśmy na życie skoro je otrzymaliśmy i szkoda je marnować przez naszą autodestrukcję, :roll: Wiem, że łatwo moralizować, bo sama walczę z własną autodestrukcją właściwie już kilka lat (co prawda nie tnę się, ale umartwiam w inny paskudny sposób), ale wierzę, że mi się uda i polubię samą siebie i będzie mi ze sobą dobrze i nigdy już w siebie nie zwątpię; czego i Tobie życzę ;)
:arrow: Co do kota, też mam takiego kochanego sierściucha, named Klakier, tyle, że teraz wezwała go marcowa natura ;) i nie ma póki co kogo przytulić...

greets
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do