moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez xCarmen 10 sty 2008, 02:16
hmm chyba dobrze Cie rozumiem , sama czesto sie zastanawialam skad sie wziela u mnie depresja. z rozczarowania swiatem a moze i soba , swoja slaboscia polaczona z wysokimi ambicjami. zgadzam sie ze to wewnetrzne rozdarcie brak jednosci powoduja ze nie wiemy w ktorym kierunku sie zwrocic. ja obecnie czuje sie jakbym stala na jakims rozdrozu i nie mam pojecia jaka droge wybrac a szczerze woiac jestem tak znudzona(?) rozczrawana swiatem ze wole stac w miejcu albo hmm nie istniec skoro moje zycie ma byc takim ciaglym staniem. Ten brak wytyczonej sciezki czy stabilnosci emocjonalnej powoduje ze poprostuboje sie swiata.
Zbudź się, motylu -
Późno, całe mile
Są przed nami.

Basho Matsuo
Avatar użytkownika
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
10 sty 2008, 00:20

Re: Moje życie Autobiografia

przez wilku 10 sty 2008, 15:22
Witam
Czytając Twój post czułem się jak bym czytał o sobie.Czuję sie dokładnie tak jak Ty.Podobnie jak Ty nie mam odwagi skończyć ze sobą i żyję ,a właściwie wegetuję w domu już rok :cry:
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 lip 2007, 18:17
Lokalizacja
nie wazne

Czy jestem toksyczna ?

Avatar użytkownika
przez Ivona 10 sty 2008, 16:48
Potrzebuję pomocy dlatego przedstawię moją obecną sytuację..

Parę dni temu wyprowadziłam się od rodziców z moim ukochanym.
Około 2 lat czekaliśmy na mieszkanie, aż w końcu się udało.
Umowa jest na niego Ja tam jestem wpisana tylko jako nieoficjalna "narzeczona".
Ostatni rok mieszkaliśmy u moich rodziców w oczekiwaniu na swoje.
Teraz kiedy już wszystko przewieźliśmy z potrzebnych rzeczy na nowe miejsce,
a rodzice chcą nam kupić kuchnie ( bo widomo jak to jest gdy się zaczyna od podstaw),
to on ma mnie dość. Nie ma ochoty ze mną mieszkać, doprowadzam go do szału.
Ograniczam, nie ma własnej prywatności.
Bardzo by chciał bym zabrała swoje rzeczy i poszła sobie gdzieś.
Załamuję się tym wszystkim gdyż nie bardzo mam gdzie.
Rodzice są bardzo szczęśliwi że znalazłam sobie kąt. Nie znają naszej sytuacji
ponieważ nie potrafię się przed nimi otworzyć. Nie chcę ich martwić, no i wiem że tego nie zrozumieją.
Zawsze mieli do mnie pretensje o takie błędy. Będą mi wypominać
„ a nie mówiłam, że on nie jest dla Ciebie.”, „ że pożytku nie będziesz miała.”
(jest ode mnie 4 lata młodszy, ja mam już prawie 27).
Na tą chwilę mój pokój rodzice przeznaczyli już dla brata, a z jego pokoju sobie robią sypialnię
o której zawsze marzyli.
Nie mam pojęcia co począć w takiej sytuacji jeśli już dojdzie do tego ze mam się spakować i wyjść.
Co najgorsze temu wszystkiemu towarzyszą głupie myśli :(
Ponieważ nie chcę rodzicom popsuć możliwości. Wiem też że robiąc to,
co on uważa za słuszne nie dając mi szansy naprawienia swojego błędu, zrani też swoją mamę.
Ona najwięcej starała się dla NAS o to mieszkanie, nie tylko dla niego.
Zawsze mam tak że patrzę na wszystko wokół, co ludzie powiedzą, jak tak można.
Chyba jest to spowodowane wychowaniem rodziców.
Mój chłopak twierdzi że nie potrafi już ze mną rozmawiać, mówi mi że jestem hipokrytką :(
że ja się nie zmienię a on marnuje tylko czas.
Lecz gdy mówię że zapisałam się do lekarza, czekam na wizytę i chcę żeby mi pomógł
to przetrwać bo go potrzebuję w takiej chwili to słyszę
„ja nie potrafię Ci pomóc, sama musisz sobie pomóc.”

A teraz oficjalnie przyznam się do błędu popełnionego z miłości…
Dlaczego jak to piszę chce mi się płakać ? :cry:
Wiem że cała ta sytuacja jest moja winą ponieważ jestem przewrażliwiona na jego punkcie.
Kocham go całym sercem i nie potrafię sobie poradzić bez niego.
Tylko w nim zawsze miałam oparcie. Czuję że potrzebuje go w każdej chwili, jak powietrze.
Gdy go nie ma bo np. jest w pracy, ja bez większego powodu się zamartwiam, co robi?
Co się z nim dzieje? Kiedy wróci? Czemu tak długo go nie ma ?
Pracuje jako barman więc chyba mogę mieć takie obawy skoro wiadomo ile studentek z okolicznej uczelni
ślinią się pod barem na młodego, przystojnego barman który rzuca butelkami i tworzy przepiękne drinki.
Denerwuję się kiedy całymi dniami wysyła gdzieś smsy. Mówiąc mi że nie ważne gdzie pisze, mam się nie interesować.
To co wtedy mam myśleć gdy mnie nie odpisuje ponieważ wymówka jest brak czasu albo „ przecież wiesz że ja nie lubię pisać.”
On chce żebym mu ufała ale ja staram się to robić. Tylko to samo tak nie wychodzi.
Czuję się jak kleptomanka, wiem że coś robię żle, chce z tym walczyć ale jest to silniejsze.
Sprawdzałam mu telefon, czytałam smsy, brałam nr. tel. sama nie wiem po co :roll:
zdarzyło mi się wysłać takiej osobie wiadomości z pogróżkami.
Tylko że zawsze to wychodziło jak każde kłamstwo i waliłam za sobą fundamenty związku.
A ponieważ ja dostępu do swojego tel. nie ukrywam to nie pomyślałam za pierwszym razem
że może go to aż tak zdenerwować. Obiecałam mu tego nie robić ale nie radze sobie z tym i
dlatego zapisałam się do poradni osób znerwicowanych.
Po przeczytaniu różnych artykułów mogę sądzić iż mam NERWICĘ LĘKOWA / FOBIE. Ale czekam na opinie lekarza.

Wmawiam sobie już że to kontrolowanie nie ma najmniejszego sensu,
ze kocham go tak bardzo że jestem przecież w stanie ścierpieć jego znajomości z koleżankami
byle tylko naprawić wszystko co zepsułam i by był ze mną.
To zdanie „im mniej wiesz tym lepiej żyjesz.” Jest całkowitą prawdą w tym wypadku.
Wiem że bardzo go zraniłam ale potrzebuje szansy. Pomóżcie mi to naprawić :cry:
Jak mogę go przekonać do siebie ? Zdobyć na nowo zaufanie ?
I jak w temacie.. Jestem toksyczna ? Czy nie zasługuje już na kolejną szanse jeśli jedną już zmarnowałam ?
Jak to wszystko pokonać, jak walczyć, jak z tym żyć, jak w ogóle przeżyć ?
Czy w ogóle lekarz jest w stanie zmienić tak głupią moja podświadomość ?
Taka historia i tyle pytań.. Mam nadzieje że ktoś cierpliwy przeczyta o moim uczuciu i załamaniu i doradzi..
Z góry bardzo dziękuj. Gdybym coś ominęła albo opisała mało szczegółowo to pytajcie, jestem tu dziś do wieczora.

Póki co załamuję się siedząc sama, ze łzami w oczach i nie wiem już co robić.. (on w pracy do 22)
Nie było mi łatwo o tym pisać bo jak o tym pomyślę to samej mi się wydaję że jestem jakąś psychicznie chorą maniaczką :(
Przelewam cały smutek na to forum i wiem tylko tyle..
Jeśli będę go mieć w zasięgu ręki to postaram się coś robić, jeszcze nie wiem co
bo nie zdecydował o tym czy wytrzyma jeszcze na tyle ze mną bym mogła się wykazać, spóbować coś zrobić.
Zależy mi na tym by spróbować jeszcze raz, na nowo, zupełnie coś innego, budując od podstaw.
Wiem że..
Bardzo boję się zostać sama bo mogę tego nie wytrzymać.
"Zrozum jeśli nie będę umiał zmusić się do życia.."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
05 paź 2007, 20:42
Lokalizacja
Katowice

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 10 sty 2008, 17:22
Bardzo smutna ta twoja historia :(
ale wiesz... czytając ją nie dopatrzyłam się żadnego błedu z twojej strony.
czujesz się zagrożona, potrzebujesz potwierdzenia, że twój ukochany cię nie zdradza... to przecież normalne.
Ja też mam codziennie takie same obawy jak ty.
podziwiam cię, że wytrzymujesz to w jakich warunkach pracuje, że kiedy nie mówi ci do kogo pisze, przyjmujesz to ze spokojem.

Czy on zapewniał cię wielokrotnie o swojej miłości?
Czy zdaje sobie sprawe z tego że możesz potrzebować pomocy bo jesteś w depresji... przecież jeśli cię kocha to powinien być z Tobą i codziennie... bez wyjątków! zapewniać cię, że nigdy cię nie zostawi.. że cokolwiek by się nie stało - będzie przy Tobie.
Mam wrażenie, że on jest wobec ciebie bardzo zimny... mówi ci, że to twój problem i masz radzić sobie sama... gdyby mi tak powiedziała najbliższa osoba, to bym się załamała... to jest taki cios, taki ból...
Ty mu ufasz... ufasz mu jak nikomu innemu...
tylko myśli nie dawają spokoju...

walcz o ten związek jeśli naprawde ci zależy...
ale nie może to być jednostronne...
Pamiętaj, obydwoje musicie tego chcieć i pomagać sobie wzajemnie.

Życze ci wszystkiego dobrego...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez hopeless 10 sty 2008, 17:44
Witaj.
Ja też nie zauważyłam, żebyś popełniła jakiś straszny błąd.
Moim zdaniem on się po prostu przestraszył.
Mówisz, że od paru dni mieszkacie razem.
Może u niego w domu nikt się nie pytał
gdzie i po co idzie i mógł robić cokolwiek.
Jeśli jest jedynakiem, to też może być powód,
dlaczego czuje, że nie ma prywatności.
Jednak nie usprawiedliwia to moim zdaniem
takiego zachowania:
Ivona napisał(a):Bardzo by chciał bym zabrała swoje rzeczy i poszła sobie gdzieś.

Jeśli naprawdę Ci zależy, to myślę, że trzeba trochę poczekać.
Nie narzucać się zbytnio z zazdrością.
Może on się przyzwyczai, jeśli Cię kocha,
to da radę przezwyciężyć poczucie "ograniczania"
(skoro mnie się to udało, to każdy może),
a jeśli nie, to cóż...
Chyba nie warto marnować życia z kimś takim.
Myślę, że powinnaś się też zająć sobą,
żeby nie myśleć ciągle o nim.
Jakieś hobby, cokolwiek, żeby odwrócić myśli.

Powodzenia i trzymaj się
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 sty 2008, 00:13

Avatar użytkownika
przez Ivona 10 sty 2008, 18:07
Zawsze mi mówił że mnie kocha, ze mam mu ufać bo nic złego nie robi.. ale tak jak pisałam nie potrafie sie od tego powstrzymać. Mam chyba uraz po wczesniejszym facecie.
Mój ukochany twierdzi ze już mi nie ufa i mnie nie kocha. Że sama to wszystko zniszczyłam :( mam sobie tylko dziękować,
bo kiedy niby jest coś wporządku to ja znowu czymś to zepsuję bo mam jakies urojenia.
Nie ma ochoty mnie przytulać, muszę sie prosić o buziaka. Poprostu odpycham go swoją osobą.
Wiem że go potrzebuje i dla tej miłości jestem w stanie zrobic wszystko. Dlatego wciąż prosze go o pomoc, żeby dał nam szanse odbudować to na nowo.
Gdyby nie moja pomoc to mieszkania by nie było, wydaje mi się że przynajmniej z tego powodu jakaś szansa mi się nalezy :( a może się mylę ?
Teraz kiedy się nim nie zdążyłam jeszcze nacieszyć powinnam sie wynieść, wiedząc co straciłam. Nie potrafie sie z tą myślą pogodzić.
Powiedzcie mi czy ja jestem jakaś nienormalna czy tylko za bardzo Kocham..

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:24 pm ]
Kocham, Kocham, Kocham do szaleństwa..
Zerwaliśmy, jest mi z tym strasznie ciężko, ponieważ teraz kiedy tego najbardziej potrzebuje nie mam do kogo się przytulic.
Choć by na chwilę :( poczuć czyjeś ciepło. Chyba nie muszę Wam tłumaczyć jak to jest.
Po nocy spać nie mogę, płacze w poduszkę..
Nawet tabletki nie pomagają (biorę 1-2 Hydroxizinum bo nie chce przesadzić, dodaję czasem ziołowe Dziurawca). Gdyby tylko sie połozył obok mnie, była bym spokojniejsza.
Wczoraj na urodzinach babci gdy podano mi mały kieliszek wina, o mało nie wylałam go na plecy "szwagra". Myślałam że jestem w miarę opanowana, ale gdzieś to chyba siedziało znowu we mnie. Ręce mi się zatrzęsły jak nigdy. Było mi strasznie głupio, bo kilka osób to zauwarzyło, na szczęście obeszło się bez jakiś bardziej dotykających mnie pytań. Typu: "co sie dzieje?", "zdenerwowana jesteś?". Mój nietypowy nastrój chyba mówił sam za siebie.

Mieszkamy jeszcze razem ale..
żebyśmy spróbowali na nowo byc razem i by było jeszcze coś dobrze między nami to mam się wykazać.
Powiedział że inaczej nie potrafi, musze coś dać z siebie.
Ponieważ na razie nic go do mnie nie przekonuje, wręcz przeciwnie, odpycha.
Póki co, szukam sobie zajęcia, by oderwac sie od myśli które mnie załamują, ale nie mogę znalezć dla siebie żadnego kąta.
Jestem w tej chwili, sama, zupełnie sama, odepchnieta przez miłość.
Bez wsparcia i z małą ilością nadziei.
Staram się byc twarda ale na razie mi nie wychodzi :(
Pomózcie mi to przetrwać, proszę
"Zrozum jeśli nie będę umiał zmusić się do życia.."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
05 paź 2007, 20:42
Lokalizacja
Katowice

przez żadna 12 sty 2008, 22:27
hehe dokladnie moge sie podpisac pod pierwsza wypowiedzia Cam. Z tym ze u mnie cale moje dzialanie, zwiazki z ludzmi, decyzje maja jedna wspolna ceche: MOJE WYCOFANIE, OBOJETNOSC ,BRAK ZAANGAZOWANIA. To jest straszne,ale ja do wszystkiego tak podchodze: minimum dajac z siebie=minimum ryzykujac, ale tez minimum satysfakcji z tego czerpiac.
Chodzi o to ze nic mnie nie umie poruszyc, wzbudzic wiekszych uczuc, ja do wszytskiego podchodze obojetnie, nie zloszcze sie, nie walcze, nie pragne nie marze...
Studia mam nijakie w ogole mnie nie interesujace.Nie mam zadnej pasji, ba nawet nie chodzi o jakas konkretna, ale nie umiem sie dobrze czuc w zwyklych codziennych czynnosciach. Nie umiem sie pogodzic ze soba, kontroluje sie non-stop porownujac z innymi.
Z ludzmi nie umiem nawiazywac kontaktow .Jakos mnie w tych relacjach nie ma-nie umiem dac czegos z siebie. Dlatego po ponad 3 latach zerwalam z chlopakiem, i w sumie nie mam wiekszych przemyslen ani uczuc co do tego, troszke ulgi moze ze juz nie trzeba sie wysilac?A kontakty ze znajomymi-jestem zbyt neutralna na nie, boje sie wchodzic w relacje, i w z nich tez nie czerpie satysfakcji bo mnie w nich prawie nie ma. Poddaje sie drugiej osobie.
Nawet moja psycholog przerwala ze mna terapie (po 12spotkaniach) bo stwierdzila ze dopoki ja nie dam czegos z sebie, nie wykaze inicjatywy, wiary i chceci, to ona sama mi ich nie wmowii mozemy sie tak dalej oszukiwac. Stwierdzila ze tak: mam problemy z relacjami z ludzmi, i potwierdzeniem tego byla nasza wiez, gdzie mnie nie bylo-najpierw duchem, potem cialem (zaczelam unikac sesji-uciekac-jak zawsze ze wszystkim). Powiedziala tez ze niektorzy tak zyja: bez wiekszej satysfakcji, tak o sobie po prostu. Tylko ze ja tak nie chce! Ale jednoczesnie jest we mnie tak ogromna rezygnacja, niewiara w siebie,niechec do ludzi siebie swiata, frustracja i gorzycz....ech. okazuje sie ze "chcialabym chciec" to za malo. Jakies pomysly??dzieki za przeczytanie (jezeli ktos wytrwal;)
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
03 lis 2007, 23:03

Avatar użytkownika
przez Jan Nowak 13 sty 2008, 09:49
Cam powiem Ci, że bardzo fajnie sie Ciebie czyta :)
Masz jakieś marzenia? Plany na przyszłość? Może napisanie książki?
Jeśli nie chce Ci sie uczyć, a myślisz, że dasz radę osiągnąć coś innego, to oddaj się temu.
Przeczytaj proszę książke "Czas Działania" McWiliamsa. Świetna motywacja wg mnie.
Ale żeby wygrać, to jeszcze trzeba w coś wierzyć (moim zdaniem). Bo dobrze jest wiedzieć, że ponad Tobą jest jeszcze jakaś większa siła, która czuwa.
Przecież jesteśmy tacy młodzi, tacy młodzi, ludzie nam tego nie wybaczą.. ą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
01 wrz 2007, 13:59
Lokalizacja
JWO

przez Cam 14 sty 2008, 19:21
Poszukam, przeczytam.
Marzenia kojarzą mi się z dzieciństwem, marzyło się o lalce, o resoraku, o nowym rowerze... o czymś, na co niekoniecznie miało się wpływ.
Marzę o wiośnie, o wejściu w jakiś rytm, żeby minęło to odrętwienie, w jakim jestem.

Dziękuję za komplement. ;)
Cam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 sty 2008, 11:55

przez Ewawe 18 sty 2008, 13:55
Ja mam 26,5 lat od trzech lat mniej więcej choryję. Choroba związana jest z brakiem wiary, to chyba jakieś załamanie, studiowałam dwa fakultety dziennie, jedengo nie skończyłam drugi tak, z trudem, choć byłam wciąż najlepsza( najwyższa średnia na roku, takie tam) To, tak z perspektywy czasu twierdzę, był mój sposób na utrzymanie, żyłam sobie ze swojego dużego stypendium, bo rodzice nie dawali pieniędzy w ogóle o pierwszego roku. Teraz czuję się jak trup, nic mi się nie chce, nic, siedzę w domu bez pracy, bez niczego, w czterech ścianach, zdjęłam sobie dziś wszystko ze ścian, żeby było bardziej pusto. Ułożyłam za kanapą takie posłanie jak ma pies i tam siedzę od rana, nie wiem co ze mną będzie.... Zadzwonilam dziś do psychiatry ale nie przyjął bo nie mam ubezpieczenia... Jak bym była zdrowa to bym pewnie powiedziała Ci, co zrobić ale teraz to nie wiem. Życzę powodzenia, nie przerywaj nauki, masz studia, to pomaga, gdzieś trzeba iść, raz wyjdzie, raz nie, ale jest gdzie iść. Wiesz, bo jak nie ma gdzie pójść, tak z perspektywy czasu widzę, to wtedy jest dopiero przykro.
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
08 paź 2007, 18:56
Lokalizacja
WARSZAWA

I'm a loser baby so why don't you kill me

przez Pathetic 23 sty 2008, 17:37
Witam!
Od dobrych paru lat mam na glowie depresje. Oczywiscie nie moglem sobie z nia sam poradzic wiec udalem sie do psychiatry. Ten zas przepisal jakies prochy. Bez skutku. Pozniej jakies inne. W miedzy czasie odwiedzialem tez psychologa. I tak przez pare miesiecy. Widzac iz nie zdaje sie to na nic poszukalem pomocy gdzies indziej. Przyjeto mnie na odzial psychiatryczny dzienny. Mialem spotkania z psychologiem i psychiatra pare razy w tygodniu oczywiscie lykalem tez przerozne piguly. Po 6 miesiacach leczenia zrozumialem ze jest to bez sensu. Spytacie czemu? Otoz jakim cudem czlowiek moze byc szczesliwy jak jego zycie to jeden wielki syf. Dotarlo do mnie ze nie wylecze sie z depresji dopoki moje zycie bedzie wygladalo tak samo. Niestety takie bedzie do mojej usranej smierci bo jak to powiedzial pan z reklamy: "cuda sie zdarzaja ale nie warto na nie liczyc". Wiem ze to jeden z objawow depresji gdy wszystko wydaje sie beznadziejne lecz takie jest wlasnie moje zycie. Nie jest tego jeden powod ani dwa ale cala masa! Wyszczegolnie te najpowazniejsze:

1. Nie mialem nigdy dziewczyny i tak pozostanie. Milosc w znacznym stopniu pomogla by mi w udrece jaka jest moje zycie tylko szkoda ze nie jest mi to dane. Zycie intymne nie istnieje i nadal jestem prawiczkiem. W przeszlosci gdy mialem troche wiecej wiary w siebie probowalem znalezc sobie kogos. Z marnym skutkiem. Bylem zawsze odrzucany w mniej lub bardziej drastyczny sposob jak np wysmianie. Byla kiedys taka dziewczyna w ktorej zakochalem sie po uszy nie widzialem swiata poza nia i mialem nadzieje ze ona odwzajemni te uczucie. Trwalo to okolo roku i wszystko zmierzalo ku dobremu gdy w koncu odwarzylem sie zapytalem czy bedzie ze mna. Powiedziala cos co zapamietam do konca zycia: "Sorry ale nie moge byc z kims takim jak ty". Jest to opisane w bardzo wielkim skrocie bo nie chce az tak was zanudzac. No wiec jak juz pisalem do konca zycia bede sam. Jestem nudny nieciekawy niesmialy malomowny a o wygladzaie to juz nie wspomne bo najwyrazniej nie ma o czym. Heh to sie nazywa idealny mezczyzna. Juz tylko ten powod moze totalnie zniszczyc zycie jak w piosence dzemu "a najgorsze to samotnym byc". Niestety to tylko jeden z wielu moich problemow.

3. Nie mam przyjaciol. Ci co ich udawali dawno poszli sobie widzac ze zadnych korzysci ze znajomosci ze mna miec nie beda. Znajomych mam tylko paru i to naprawde nieciekawych dla ktorych moja osoba jest niczym.

2. Nie mam zdrowia. Mam problemy z cisnieniem krazeniem i ukladem pokarmowym glownie z zoladkiem. Jeszcze jest mnostwo drobniejszych dolegliwosci. Minimalna ilosc snu po jakiej moge w miare "normalnie" funkcjonowac to ok 12h co jest nie do przyjecia w dzisiejszych czasach. Przez wiekszosc dnia czuje sie cholernie zmeczony i senny dopiero pod wieczor zaczynam czuc sie lepiej. Od jakiegos czasu jestem strasznie nerwowy i wszystko mnie wku***a i to tak bardzo ze moge kiedys nie wytrzymac i przyp***c komus w ryj.

3. Nienawidze swoich starych. Od najwczesniejszych lat w domu byl alkohol ciagle awantury wzywana policja separacja itp itd. Bylem wychowywany pasem. Balem sie rodzicow. Caly czas mieli mnie w dupie do momentu jak cos przeskrobalem a wtedy lanie. Nigdy nie moglem sie odezwac nieproszony. Wiem ze w duzej mierze wlasnie to im zawdzieczam swoja niesmialosc zamkniecie w sobie molomownosc i inne malo pozyteczne cechy. Teraz gdy mam 22 lata juz nie jest tak tragicznie ale najgorsze jest to ze jestem od nich uzalezniony. Nie wiem jeszcze jak dlugo pozwola mi mieszkac z nimi. Pewnie nie za dlugo. Chociaz maja kasy jak lodu wielki dom luksusowe samochody to na mnie wydaja mniej niz na komorke. Chodze w dziurawych butach wyplowialych koszulkach i potarganych spodniach.

4. Nie mam przyszlosci. Nie potrafie kompletnie nic. Nie wiem jak mam sobie w zyciu poradzic. Jak pomysle ze mam zapieprzac cale zycie za marne grosze ktore ledwo starcza na rachunki to dostaje bialej goraczki.

Gdybym nie bal sie wiecznego potepienia (czyt piekla) juz dawno skonczylbym z marnym soba. BOZE WEZ MNIE DO SIEBIE!!!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
05 wrz 2006, 16:16

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 23 sty 2008, 21:05
Najwyraźniej masz jeszcze coś ważnego do zrobienia na tym świecie... więc nie poddawaj się, walcz...
Wierze, że szczęście przyjdzie do ciebie szybciej niż się tego spodziewasz.
pozdrawiam! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 24 sty 2008, 02:47
"Sorry ale nie moge byc z kims takim jak ty".

Ja pier.... jak tak mozna komuś powiedzieć w ogóle???????????,co za idiotka.<sory ze tak o niej pisze ale wkurzyl mnie ten tekst,zreszta boje sie ze ja tez taki uslysze kiedyś>
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do