moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Cam 07 sty 2008, 14:47
Dzieciństwo...
Ja sama oceniam je dobrze, a moment, w którym się skończyło to inna rzecz.

Nie pochodzę z rodziny patologicznej, moi rodzice są młodzi (mama miała niecałe 20 lat, jak mnie urodziła, tata 22). To były już ostatnie podrygi socjalizmu w Polsce, z tego okresu nic nie pamiętam. Mieszkaliśmy na przedmieściach łodzi, w stuletniej prawie willi, nie na bogato, w jednym pokoju w 3, potem w 4 osoby, jak urodził się mój brat. Dom był piękny, z ogromnym ogrodem, mama nie pracowała, opiekowała się mną i bratem całymi dniami.
Moi rodzice to buntownicy tamtych czasów, tato jak miał te 17-19 lat chodził w czerwonych włosach, słuchał Depeche Mode, Duranów i The Cure - dzięki temu to całe dzieciństwo miałam ukształtowane na nasze czasy (w przeciwieństwie do koleżanek, wychowujących się na disco polo) - współcześnie. A przy tym prawie wiejski klimat przedmieścia, spokojna okolica, lasy, pola.
Do przedszkola nie chodziłam - mama nie pracowała, miałam wspaniałą koleżankę w sąsiednim domu, byłyśmy papużki nierozłączki.
Wspaniali dziadkowie od strony ojca, od strony mamy mniej kontaktów (ich własne problemy rodzinne + alkoholizm dziadka).
Wakacje na wsiach.

Jak miałam 4 latka urodził się mój brat.

W podstawówce byłam wzorową i szóstkową uczennicą, na tyle dobrą, że proponowano mi przeniesienie do drugiej klasy po pierwszym semestrze.

Od trzeciej klasy dużo się zmieniło - przeprowadziliśmy się do mieszkania po babci na zwykłym szarym blokowisku. Mama zaczęła pracować coraz więcej. Jak miałam 12 lat moi rodzice rozstali się pierwszy raz, ojciec zdradził moją mamę i wyprowadził się. Nie wiem czemu do siebie wrócili, matka chyba nie chciała dać mu rozwodu no i odwieczne "dobro dzieci".
Jak miałam lat 14 rozwiedli się na dobre i całe szczęście, bo takie życie jest nie do zniesienia.

Mama kupiła mieszkanie i przeprowadziliśmy się z bratem do niej. Wtedy to następuje koniec dzieciństwa, a zaczyna się wychowywanie młodszego brata.
Cam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 sty 2008, 11:55

Avatar użytkownika
przez K. 07 sty 2008, 19:04
I kolejny raz widzę, że jestem cierpliwa.

Pozwól, że zacytuję to co mnie najbardziej zaciekawiło i zastanowiło w Twojej wypowiedzi.


Cam napisał(a):To dziwne, bo jestem typem mola książkowego - mnóstwo czytam, uwielbiam to




Cam napisał(a):a to chyba mnie jeszcze bardziej demotywuje, niż gdyby były ciężkie i gdybym całe dnie spędzać miała na uczelni.



Lubisz czytać, jaki widzisz w tym sens ?
Nie jesteś chora na ambicję ?
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez dlugi 07 sty 2008, 20:52
Wydaje mi się Cam że w twoim życiu nastapiła jakaś dramatyczna zmiana związana z odejściem ojca i jak to opisałaś opiekowaniem się bratem czy myslałaś że to może być powodem twoich problemów.
Trudno powiedzieć sobie samemu prawdę, gdy się ją zna.Kto wisiał nad przepaścią, powinien już umieć się huśtać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 gru 2007, 00:34
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Cam 07 sty 2008, 22:59
Lubisz czytać, jaki widzisz w tym sens ?

Czytanie to dla mnie forma relaksu, zamiast oglądać seriale w TV czytam książki. Ja nawet nie mam telewizji. Rozrywka, a że to pożywka intelektualna to przy okazji. Tak zostałam wychowana, nauczyłam się czytać mając 5 lat i od tamtej pory czytam, wszystko, co się nadaje.
K. napisał(a):Nie jesteś chora na ambicję ?

Co przez to rozumiesz? Jeśli już, to na brak ambicji.
Cam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 sty 2008, 11:55

Avatar użytkownika
przez K. 07 sty 2008, 23:01
I widzisz sens w tym czytaniu ?
Po co Ci rozrywka jak nic nie robisz zajmującego ?

Można być chorym na ambicję.
Często jednak ludzie w ogóle nie 'startują' aby spełniać swoje marzenia, bo z góry wiedzą, że nic z tego nie będzie.
To nieco inna strona medalu.
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

przez Cam 07 sty 2008, 23:09
I widzisz sens w tym czytaniu ?
Po co Ci rozrywka jak nic nie robisz zajmującego ?

Czytanie nie zobowiązuje do niczego, prawda? Można powiedzieć, że to forma uzależnienia, kiedy się czyta tyle co ja (średnia krajowa to 7 książek rocznie, ja czytam ~50 rocznie). Czytam żeby nie myśleć (wolę zająć się losem bohaterów książek), czytam bo sprawia mi to przyjemność, a kto nie lubi, kiedy jest mu przyjemnie?
Mogłabym ślipić 12h dziennie w telewizor i przejmować się losami Jose Alvaro i dony Carmelity jakiejś tam, zamiast tego czytam. Ot i cały sens. Zajmowanie czasu i myśli.
Cam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 sty 2008, 11:55

przez pawel1234 08 sty 2008, 01:14
Sądzę że to czytanie to dobry pomysł, lepiej czytać niż zwariować. Jednak w pewnym momencie będziesz musiała zadziałać. Jestem od Ciebie znacznie starszy mam 34 lata i do dzisiaj borykam się z wszystkimi objawami jakie opisałaś. Sam już nie wiem jak pozbyć się wstrętu do jakiegokolwiek działania. Co do Twojego pytania to u mnie jest to nieprzystosowanie (choć może niezdiagnozowana choroba).
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
07 paź 2007, 21:16
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 08 sty 2008, 18:16
a może depresja?
Brak celu, brak wiary...

Też przez to przechodziłam.
Ale pewnego dnia wydarzyło się w moim życiu coś, co zmieniło mnie o 360 stopni. Już teraz mam swój sens.
I ty go kiedyś też odnajdziesz.

Życzę Ci tego z całego serca...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez Margaret 08 sty 2008, 19:56
Moze sobie to uroiłeś.
Odcięli aniołom skrzydła, bo dawały wolność.
Odarli ich z szat, gdyż były za piękne.
Obrzucili je błotem, bo białą skórę miały
Teraz stoją ranne, nagie, brudne
Lecz nadal doskonałe...
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
255
Dołączył(a)
01 lut 2007, 13:41

Avatar użytkownika
przez bakus 08 sty 2008, 23:22
Margaret napisał(a):Moze sobie to uroiłeś.


Nie
Świadomość człowieka jest tragicznym błędem ewolucji - https://www.youtube.com/watch?v=nYvU5vDvPD0
Avatar użytkownika
Offline
Posty
724
Dołączył(a)
15 lip 2007, 15:48

przez raven 09 sty 2008, 12:13
groza ma racej. Po prostu zrealizowałeś swoje "marzenie" zmiany w człowieka takiego jakim chciałeś kiedyś być. Moim zdaniem nie mam w tym nic złego. Sam chciał bym się tak zmienic:) Ja mam z kolei coś takiego, że często wyobrażam siebie w różnych sytuacjach jako faceta jakim chciał bym być: silny, pewny siebie, wysportowany itp. Pewnie troche to dziwne, ale czasem to mi tak zaprząta głowę, że czegoś zapomne wziąść, a raz nawet idąc do sklepu nie zwróciłem nawet uwagi na to, że przeszedłem przez ulice i już jestem w sklepie :shock: Tobie udało się zrealizować to kim chciałeś kiedyś być i gratuluje tej zmiany.
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
09 lut 2007, 20:07

Moje życie Autobiografia

przez TylkoJa1 09 sty 2008, 21:56
Od najmłodszych lat lubiłem dominować już w piaskownicy starałem podporządkować sobie kolegów nieźle mi to wychodziło chciałem w ten sposób zyskać ich szacunek i autorytet.
W podstawówce grałem takiego twardziela chociaż w duszy nim nie byłem
Często znęcałem się psychicznie nad kolegami z klasy. Tak to wychodziło mi dobrze !
U mnie w domu było całkiem dobrze szczególnie lubiłem mojego ojca mimo że był alkocholikiem to zawsze czułem że mam w nim oparcie . Gdy byłem w 4 klasie mój ojciec zachorował a ja patrzyłem na jego cierpienie ale na pogrzebie nie uroniłem nawet łzy wmawiałem sobie że muszę być twardy wszystko dusiłem w sobie !
W mojej psychice coś pękło koledzy to wykorzystali stracili do mnie szacunek czasami używali jakiś docinków w moim kierunku co mnie szczególnie bolało bo nie byłem w stanie się bronić. Miałem kilku przyjaciól z którymi utrzymywałem dobre kontakty lecz to mi nie wsytarczało . W gimnazjum zmieniłem otoczenie wiadomo nowi koledzy nowe koleżanki. W gimnazjum byłem średnio lubiany ale i tak nie liczono się z moim zdaniem na ataki słowne nie byłem w stanie odpowiedzieć. Pierwszym narkotykiem jaki spróbowałem była amfetamina po niej bylem twardzielem bez żadnych problemów. Teraz jestem zupełnie czysty chodzę do Liceum chyba odezwała się u mnie fobia społeczna . Jem śniadanie ide do szkoły zasypiam cały czas myślę o tym że jestem nic nie wartym śmieciem taką zwykła ciotą . Kiedyś też spotykałem się z dziewczynami kilka spotkań nic poważnego , te spotkania wynikały chyba tylko z mojego wyglądu który jest moją jedyną zaletą.
Teraz gdy to pisze uświadomiłem sobie że nigdy nie będę miał dziewczyny po prostu nie chce jej zepsuć życia nie jestem warty tego aby którakolwiek poświęciła mi krótki epizod swojego życia no bo po co komuś chłopak którego nikt nie szanuje bez osobowości mało inteligentny. Już mnie to nie boli pogodziłem się z tym po prostu nie każdy ma prawo być szczęśliwym.
Miałem też myśli samobójcze ale jestem tchórzem postanowiłem że będę żył jak jesteś innego zdania to napisz przemyślę to .

Dzięki że to przeczytałeś po prostu chciałem się komuś wyżalić
Patryk
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
22 gru 2007, 13:49

Avatar użytkownika
przez Fiolka 10 sty 2008, 00:19
To kim jesteś zależy tylko od Ciebie. Nie musisz godzić się z rolą "cioty" i moim zdaniem nawet nie powinieneś. A na szczęście zasługuje każdy i każdy ma prawo być szczęśliwym. Trzeba tego szczęścia wokół siebie poszukać, ono tam jest, dojrzeć w sprawach najprostrzych najbardziej zdawałoby się banalnych i cieszyć się tym małym szczęściem, a większe szczęście przyjdzie z czasem. Zamiast dołować się mówić sobie jaki to ja jestem beznadziejny spróbuj udowodnić sam sobie, że to nie prawda. I tak jak ze szczęściem niech na początku będzie to coś małego, skromnego, z czasem podwyższaj sobie poprzeczkę zobaczysz że pewnego dnia poczujesz się dobrze.

Mi na ten przykład wmawiano przez całe życie że na nic nie zasługuje, darmozjad, leń w dodatku taki co to się podporządkować starszym i "mądrzejszym" nie chce. Tylko, że to ja przez mój ośli upór dostałam się na studia, a nie moje rodzeństwo. Fakt przez jakiś czas było to udowadnianie innym że jestem coś warta. Teraz to jest po prostu moje skromne marzenie. Skończyć studia z jakimś przyzwoitym wynikiem.
W szkole też mną pomiatano. Głupie wyzwiska, docinki. Mówiono że jestem dziwna, nienormalna. Fakt na tle bandy ćwierćinteligentów nie mających pojęcia o kulturze osobistej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości byłam zaiste dziwadłem, kimś kto wyłamuje się ze schematów. Sama wcale nie jestem też taka inteligentna, ale się staram, podwyższam sobie poprzeczkę. I Tobie tego życze, zamiast mówić że nie jesteś inteligentny postaraj się by to zmienić, zamiast mówić że jesteś bez osobowości rozwiń ją w sobie poszerz swoje horyzonty. A z przeszłości wyciągnij wnioski na przyszłość. Powodzenia :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
19 gru 2007, 01:43

Brak koncepcji na ten temat

Avatar użytkownika
przez Extrawelt 10 sty 2008, 01:57
Pisze tego posta w zasadzie bez jakiegoś celu, chyba tylko po to żeby jakoś dać upust, moim żałosnym żalom. Bezskutecznie leczę się na depresje i uważam że powodem tego jest to ,że ja tak naprawdę nie wieże w tą chorobę choć jest zdiagnozowana. Jeśli ktoś się już pogubił to tłumacze, uważam mianowicie ,że cała przyczyna tej choroby leży w moim podejściu do życia, „słabej silnej woli” i prozaicznemu lenistwu. Za dużo myślę nad sprawami którymi nikt normalny nie zawraca sobie głowy a tam gdzie faktycznie trzeba zachować trzeźwość umysłu i nie być rozkojarzonym mnie już brakuje sił. Nieustannie towarzyszy mi „jaskółczy niepokój” ..tak myślę ,że Słowacki to dobrze nazwał, zdenerwowanie nie wiadomo czym, choć w zasadzie wiadomo, niezadowolenie z siebie, ze świata, i brak poczucia stabilizacji emocjonalnej. Ogólnie jestem chodzącym zbiorem przeciwności, katolik który totalnie nie czuje wspólnoty z kościołem, modlący się deista, romantyk który nie wierzy w miłość, nieśmiały pyszałek, ambitny leń, marzyciel pesymista, aspołeczny altruista. I wiele wiele innych którymi nie będę zajmował miejsca. Ogólnie myślę ,że to właśnie łączenie w sobie przeciwieństw rodzi takie wewnętrzne napięcia. Boli mnie to że świat jest wyzuty z jakiś wyższych wartości które wpajano mi od dzieciństwa i w które szczerze wierzyłem do czasu, że ludzie tak naprawdę są egoistami i że za to wszystko nie mam nawet kogo obwinić, beznadziejny stan w którym irytuje mnie wszystko, gdybym mógł spędziłbym pod kołdrą resztę życia choć tak naprawdę chce żyć a nie wegetować, znowu sprzeczność, eh, i nawet zdaje sobie sprawy ,że właściwie nie ma jak odpowiedzieć na ten temat bo takiego nie sprecyzowałem, jednym słowem cały ja.
... obojetnie co sie dzieje zawsze moze
byc gorzej a jak jest calkiem do dupy to wtedy moze byc tylko lepiej...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
25 lis 2007, 21:33

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 21 gości

Przeskocz do