moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Honda 01 cze 2007, 16:27
Roza,wiesz co ??obrona siebie to jest tez to,aby nie pozwolic siebie krzywdzic.Ja do tej pory tez kwiczalam w kacie z bezradnosci i nie wiedzialam co mam zrobic.Tzn.mowilam mojemu partnerowi ze mnie boli to co sie dzieje. Ale teraz doszlo do takiego momentu ze nie pozwole sobie na to!!A najlepsze jest to ze ostatnio on zmiekl,zrobil sie milszy!Bardziej wyrozumialy!!Naprawde!!Gdy go zapytalam dlaczego??Powiedzial ze bylo tak zle, ze musial cos zrobic.Szkoda ze nie byl taki od poczatku ,tylko mi krwi napsul.Ja nie wiem co zrobie,nie wiem na ile on sie zmienil ,czy tylko na chwile czy tylko tak sobie,bo zmiane widze troche ,pod pewnymi wzgledami .Zreszta nie przeprowadzil rozmowy ze mna na ten temat,i nie mam tak do konca zaufania.No bo z jakiego powodu miala bym je miec ,tak od razu. Nie chce sie narazac na rany znowu,no bo z jakiej paki!!Ciekawe jak to sie potoczy dalej ,bo ja jestem gotowa sie przeprowadzic!!!
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
18 maja 2007, 16:01

Avatar użytkownika
przez Róża 01 cze 2007, 19:08
Trzymam za ciebie.Ja wiem,że nic już nie wiem i to jest najpewniejsze.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez EwelinaTroll 19 cze 2007, 21:04
moze i masz racje piotr...lepiej 10 lat w szczesciu niz 100 przeplakac..ja mam niecale 24 lata i chyba od 16 roku zycia depresje...zaczelo sie od anoreksji z bulimia razem,a potem bylo juz coraz gorzej.ciagle uczucie samotnosci i poszukiwania na sile kogos,kto moglby mnie kochac niszczylo mnie coraz bardziej..robilam rzeczy,ktorych sie teraz bardzo wstydze...tabletki pomagaly mi na krotko,potem depresja wracala ze zdwojona sila..raz probowalam sie zabic,ale nic z tego nie wyszlo...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
12 cze 2007, 11:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez neina 19 cze 2007, 21:33
3 próby s za sobą 'jedna ironiczna bo jak mnie zawieźli na pogotowie lekarz stwierdził że to pewnie ogórek stanął mi na żołądku pomimo że zahaftowałam mu gabinet...
leki ah te specyfiki jest tak żeby brać leki na depresje musze brać coś na serce bo mam straszne podprogowe spadki ciśnienia
więc wszystko jest super antagonistyczne:)
na mnie trż chyba nie ma możliwości rozwiązania depresji nie wiem czy ktoś mi pomoże
w śmierci widzę rozwiązanie gdy myślę o niej nie płaczę czuję spokoj
...póki co uczę się żyć...
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
04 cze 2007, 18:44
Lokalizacja
warszawa

Zagubiony

przez Mr.G 26 cze 2007, 23:42
Witam. Nie wiem od czego zacząć… Sam fakt że tutaj pisze utwierdza mnie w przekonaniu że jest zemną źle :( Naprawdę nie wiem kiedy się to zaczęło... Świat stracił kolory. Nie potrafię się odnaleźć pośród ludzi. Nie umiem się już szczerze śmiać i być szczęśliwym. Wszystko widzę w czarnych kolorach. Nie mam na nic siły i ochoty. Trudno jest mi się zmusić do czegokolwiek… Nic nie ma sensu. Uważam że ja i moje życie jest nic nie warte. Nikomu na mnie nie zależy :( Nie ufam już ludziom. Boje się że ktoś znów mnie w jakiś sposób zdradzi i wbije nóż w plecy. Wciąż mam czarne myśli i patrzę na wszystko negatywnie. Mam wrażenie że każdy jest przeciwko mnie i mnie okłamuje. Chyba neguje wszystko to czego nie rozumiem. Nie wiem co robić. Jedyne co mnie pociesza to chwile które mogę spędzić z ukochaną dziewczyną, którą straciłem przez swoje głupie zachowanie i chyba można to tak nazwać – „chorobę”. Jedyne co mi potrafi dać szczęście to tylko jej uśmiech, dotyk… Dręczy mnie wszystko. Poczucie winy i wogule. Zacząłem pić i palić… Nienawidzę siebie :( Czuję się beznadziejnie. Chciałbym już to skończyć. Przestać czuć to przygnębienie, smutek i rozpacz. Przestać cierpieć :( Jest mi źle we własnym ciele. Chciałem się przełamać i „oczyścić” ale stoi przede mną jakby jakaś niewidzialna bariera. Nie mam chyba na to siły… Chciałbym umrzeć. To chyba jedyna szczęśliwa rzecz jaka mnie jeszcze w tym życiu spotka :( Moje życie jest beznadziejne… Tak samo jak ja… Dobija mnie jeszcze fakt że jestem kompletnie sam. Nie mogę robić rzeczy które lubię, spędzać czasu z ludźmi których lubię albo kocham. Zresztą i tak oni mają mnie gdzieś. Raczej im się nie dziwie. Nie mam nic sensownego do zaoferowania a czas spędzony zemną jest raczej czasem zmarnowanym więc… Chciałbym coś z tym wszystkim zrobić, ale czuję się jak w więzieniu. Mam problem z koncentracją i wyrażaniem swoich uczuć. Przewaliłem prawie cały rok szkoły. Nie potrafiłem się zmusić do pójścia przez co prawie nie zdałem. Ciężko jest mi to wszystko ogarnąć i opisać… Sorry że się tak wyżalam ale naprawdę potwornie się czuje :(
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
26 cze 2007, 21:51

przez aga1980 27 cze 2007, 10:04
Radze wybrac sie do psychologa- powinien ci pomc. Trzymam kciuki i pozdrawiam
Co nas nie zabije to nas wzmocni!
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
08 cze 2007, 12:24

przez fendi 27 cze 2007, 11:42
masz duży problem i potrzeba ci będzie czasu żeby to ogarnąć , ale dasz radę , wyjdziesz z tego przygnębienia i marazmu, myślę że lekarz też by ci pomógł-powinieneś się zgłosić nawet do przychodni , tam cię pokierują dalej, i nie myśl że twoje życie jest stracone i bez sensu już na zawsze- to chwilowe,przejściowe, taki etap w zyciu z którego trzeba sie wygrzebać, wielu z nas to przechodzi , raz jest lepiej raz gorzej jak w przysłowiu raz na wozie raz pod wozem ,ale walczymy, upadamy i podnosimy się, i z tobą też tak musi być -przyjdą jeszcze piękne dni-trzymaj się
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
16 sie 2006, 11:18

przez Mr.G 27 cze 2007, 18:04
Dzięki... W sumie trochę mi lżej. Fajnie że ktoś mnie jednak jakoś rozumie i że nie jestem sam w tym wszystkim... :) Postanowiłem sobie że wyjdę z tego i nic mnie nie powstrzyma. Mam nadzieje że mi się uda...
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
26 cze 2007, 21:51

Avatar użytkownika
przez ashley 29 cze 2007, 10:51
Hej Mr.G, wiem co czujesz, bo kiedyś mialam podobnie. Spokojnie, z tego się wychodzi, stanąleś w krytycznym punkcie i dobrze, bo teraz już będzie tylko lepiej. Widać w Twoje życie wplątal się chaos, sam w sobie przechodzisz burzliwy okres. Musisz sobie to wszystko poukladać. To trochę potrwa, więc idz malymi kroczkami do przodu. Może dobrzeby bylo żebyś poszedl do psychologa- pomóglby Ci to wszystko uporządkować.

Postanowiłem sobie że wyjdę z tego i nic mnie nie powstrzyma. Mam nadzieje że mi się uda...

Super że tak myślisz. Z takim nastawieniem nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Powodzenia ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

przez Mr.G 29 cze 2007, 21:26
Dzięki ashley za ciepłe słowa, naprawdę podniosłaś mnie na duchu :* Jest ciężko, ale czuje że naprawde jakby coś mnie chyba popycha do góry...
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
26 cze 2007, 21:51

przez Pstryk 29 cze 2007, 21:44
Mr.G tak wiele na raz, aż ciarki przechodzą. Jak Ty funkcjonujesz na co dzień? Dlaczego dziewczyna Cię zostawiła?
Naprawdę, aż zimno mi się zrobiło, gdy to czytałam. Na samą myśl, że mój chłopak mógłby mnie opuścić wtedy, gdy byłam w krytycznym punkcie chce mi się płakać, bo wiem, że na 100% bym się zabiła. To może dziwnie zabrzmi w tej sytuacji, ale podziwiam Cię za siłę. Skoro tyle już zniosłeś mam nadzieję, że się nie poddasz.
Czy jest szansa żeby dziewczyna do Ciebie wróciła? Przepraszam, jeśli zadaje zbyt bolesne pytania - wówczas zignoruj je. A Ty? Czy się leczysz? Byłeś u lekarza?
Pstryk
Offline

przez Mr.G 29 cze 2007, 22:02
U lekarza jeszcze nie... Chcę się wybrać ale trochę się jakby boje... Z tego co czytałem to nie boli ale jakoś jednak. Jak przetrwałem? To trochę dziwnie ale zacząłem śpiewać. To zabrzmi głupio lecz mimo że nie miałem na nic siły, ledwo się podnosiłem z łóżka zawsze miałem ochote wyśpiewywać to co mnie boli... Piosenki pomogły mi przetrwać :( Straciłem dziewczynę bo w pewnym momencie zacząłem się dziwnie zachowywać. Ona nie wiedziała co mi jest, sam bałem się do tego wszystkiego przyznać. Szansa może jest, niby coś mówiła że poprostu chce odzyskać do mnie zaufanie, że możemy jeszcze być razem. Był moment że w to wierzyłem... Teraz? Teraz nie wiem... Chciałbym się z nią zobaczyć, porozmawiać. Są wakacje, wszyscy gdzieś wyjeżdżają więc jest ciężko.. Kocham ją i to wiara w to że jeśli się pozbieram i będę znów mógł być z nią, że naprawie to co zniszczyła między nami choroba daje mi siłę aby z tym wszystkim walczyć... Najgorzej że jestem teraz z tym wszystkim sam. Nie mam raczej takich prawdziwych przyjaciół abym mogł na kogoś liczyć i jakoś musze sobie radzić z tym sam. Nikt raczej w moim otoczeniu, z tych wszystkich moich znajomych mnie nie rozumie. Nie wiem co będzie dalej. Czasami upadam, jest ciężko, ciężko o tym mówić ale wciąż wierze :( Chyba jestem poprostu naiwnym idiotą który wierzy że jutro, za rok albo 20lat będzie lepiej i może będę trochę szczęśliwy. Jakoś się z tym pogodziłem...
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
26 cze 2007, 21:51

przez staram się 30 cze 2007, 00:33
u mnie porzucenie mnie przez dziewczyne było przyczynkiem do powstania u mnie nerwicy jak domniemywam bardzo istotnym przycznkiem. Ja chłopie czuje sie prawdopodbnie bardzo podobnie do ciebie czuje sie zagubiony i świat wydaje mi sie obco mimo że wiele osób mnie wspiera ale może jakoś z tego wyjde
Offline
Posty
241
Dołączył(a)
24 cze 2007, 10:39

przez anusia 30 cze 2007, 17:25
Wiem coś na ten temat, gdy mój teraz już były chłopak był przy mnie, zycie wyglądało lepiej, wszystko było takie proste i poukładane, a teraz jest jak jest. Muszę żyć, bo mam nadzieję, że rano poczuję się lepiej, że będę szczęśliwa i radosna, że stanie się coś nie powtarzalnego co odmieni moje życie. Złudna nadzieja? Może to prawda, ale marzenia mają jednak sens, pozwalają przenieść się w całkiem inny Świat. Teraz siedzę, w domu brak mi najważniejszego przyjaciół. W życiu bardzo pomaga fakt bycia potrzebnym, lubianym, poprostu kochanym. Dlatego Mr. G nie załamuj się, jak widzisz, jest wielu ludzi którzy mają podobne problemy jak Ty. Może nie będę pisała, że należy cieszyć się życiem, bo w chwilach przygnębienia brzmią one bardzo prosto i nie dają rezultatów, ale proszę Cię o jedno, nie poddawaj się, nie trać nadzieji...
Wykreślić ze Świata przyjaźń...to jakby zgasić słońce na niebie
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
14 maja 2007, 20:57

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 14 gości

Przeskocz do