moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez kamea123 11 kwi 2007, 12:30
Czy ktoś zna lek o nazwie Velaxin?Czy jest on skuteczny?
Kamea
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 12:04
Lokalizacja
POZNAN

przez Oktawiusz 11 kwi 2007, 16:56
Zmieniłem lekarza rodzinnego i odrazu efekty!Przeprowadził ze mną szczegółowy wywiad,zrobił badanie typu mierzenie ciśnienia itd.Powiedział,że prawdopodobnie jest to nerwica lękowa,ale całkowitą odpowiedż da badanie krwi,które przejdę za kilka dni.Nasówa mi się tylko pytanie:czy będę mógł się ubiegać o jakieś zaświadczenie do szkoły,że mam nerwicę lękową i czy nauczyciele będę musieli to jakoś uwzględniać?(opuściłem 4 praktyki pod rząd,nie poszedłem,bo straszne się bałem,to było straszne i silniejsze odemnie a u nas w szkole frekwencja z praktyk musi wynosić 100%).pozdrówka dla wszystkich ludzików z forum :D
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 12:49

Avatar użytkownika
przez GRACJA 11 kwi 2007, 21:18
Ja bym w szkole o tym nie mówiła. To może pogorszyć sprawę. Nie wszyscy rozumieją nerwicę i to co się dzieje wtedy z człowiekiem. Porozmawiaj o tym z lekarzem,on Ci doradzi. Pozdrawiam
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja historia

przez Honda 24 maja 2007, 18:01
Jestem tu nowa i chce o sobie cos napisac gdyz mam problemy.Bardzo sie ciesze ze moge tutaj zwrocic sie o pomoc bo moja historia ciagnie sie juz 8 a nawet wiecej lat.O tyle jestem w trudnej sytuacji ,gdyz jestem na obczyznie i nie moge skorzystac z pomocy fachowej.


Moje problemy zaczely sie w 1993r,albo rok wczesniej.Mialam chlopaka ktorego b.kochalam i w trakcie naszego zwiazku znienawidzilam go ,bo uwazalam ze on powinien cos zrobic abym nie pracowala w pewnym miejscu.On tego nie robil ,nie robil ,i w moim sercu powstal konflikt (jakas dziura emocjonalna) bo przestalam go kochac???(zaczelam miec do niego wielkie pretensje,ze jak on tak moze itd.On mi nic nie mowil ze on przygotowuje dla nas gniazdko,remontuje dom.tego sie dowiedzialam po fakcie,gdy juz go przestalam kochac.Gdy sie o tym dowiedz.bylo "juz za pozno"gdyz nie potrafilam sobie sama poradzic z tym co sie stalo(ze mna).Nie potrafilam tego odwrocic.
W efekcie z takimi uczuciami zamieszkalam z nim ,poznalam cala jego rodzine.We mnie dzial sie koszmar.Dochodzilo do tego moje strasznie niskie poczucie wlasnej wartosci,bo pochodze z rodziny alkoholowej gdzie nie mialam milosci i wsparcia,i dla mnie dom pelen milosci byl czyms przerazajacym.No i stalo sie jeszcze cos gorszego-zaszlam w ciaze.Niestety nie wytrzymalam napiecia,opuscilam ten dom,wrocilam na wlosci i usunelam ciaze!!!To wszystko mnie do tej pory boli.
Potem zaczelam zalowac tego co sie stalo .Dzisiaj nigdy bym tak nie postapila ,ale juz bylo za pozno.Tesknie za tamtym partnerem do tej pory.
Przez te doswiadczenia bylam w totalnym dolku ,po latach jakos chyba pogodzilam sie z tym i zaczelo byc w miare ok choc caly czas myslalam czy moge cos z tym jeszcze zrobic ale nie potrafilam ciagle przez to moje moje niskie poczucie wlasnej wartosci.
A dzisiaj??Jestem w dziwnym zwiazku niby od trzech lat(niby bo on przez 7 mcy byl na statkach a potem 1,5r w stanach i od pol roku razem zamieszkalismy.Cos jest nie tak i nie wiem coo ,on z pierdoly robi problem,i ze on czegos nie zrobi bo to do niego nie nalezy.Jak ma dla mnie cos zrobic to wielka laska albo jak ma cos zrobic dla domu.Czesto sie zlosci i krzyczy na mnie,co ja odbieram z podwojona sila .Nienawidze krzyku.Przygnebia mnie ten zwiazek ,dostalam wiecej siwych wlosow przez to czekanie na niego przez tyle czasu ,myslalam ze warto bylo to straszna mordenga.Nie potrafilam zrezygnowac,praktycznie te dwa lata ktore czekalam na niego stracilam ,nie wiem dlaczego poszlam na taki uklad zabijania siebie ,kosztowalo mnie to ,mnostwo nerwow stanu rozpaczy i przygnebienia.On tego nie potrafi docenic ,dla niego to jest tak jakby sie nic nie stalo ,przynajmniej takie mam wrazenie,a dla mnie koszmar.Caly czas cos sie ze mna dzieje jak jestem w tym zwiazku bardzo niedobrego.Czuje ze nie moge swobodnie oddychac,jest mi zle.Cos mnie odpycha od niego ,jestem zamieszana ,nie wiem co mam robic,nie potrafie z nim zerwac.
Po tamtych przezyciach mialam szum w uszach jakies napiecia,ktore w tym zwiazku sie z powrotem nasilily ,choc w inny sposob i w innym nasileniu.Nie wiem czy to moj problem ,bo nie potrafie zapytac,bo nie potrafie rozmawiac? Wg mnie to facet powinien powiedziec co mysli w roznych sytuacjach znaczacych dla zwiazku,inaczej ja sie czuje lekcewazona ze sie ze mna nie liczy i nie znosze czegos takiego!i wydaje mi sie ze on chce dla mnie jak najgorzej ze chce mnie zgnebic.To mnie doluje .Nic nie rozumiem ,jestem zakrecona.Prosze o pomoc
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
18 maja 2007, 16:01

Avatar użytkownika
przez 331ania 24 maja 2007, 18:55
Honda przeczytałam całą Twoją historię i jedyne co nasuwa mi się od razu to to że wybierasz złych facetów ;) hehe..może jesteś dla nich zbyt dobra?nie potrafisz walczyć o swoje?naprawdę ciężko doradzić bo skoro piszesz że nie możesz od niego odejść a ten związek Cię niszczy to cóż mogę Ci doradzić?chciałabym jak najlepiej ale niestety tylko jedno mi przechodzi przez głowę-poprostu odejdz od niego i zacznij nareszcie żyć tak jakbyś chciała-czasem to pomaga choć wiem że samotnej kobiecie w tych czasach nie jest łatwo...po drugie nie rozpamiętuj już tego co się stało kiedyś-nie warto mówię to bo sama tego doświadczałam i doszłam do wniosku że nie warto było się katować tyle czasu,lepiej wywalać to z głowy niż myśleć o złych posunięciach w życiu.Nie kochałaś tamtego mężczyzny i tak by było już zawsze,miłość kiedy odchodzi już nie powraca-widocznie zbyt dużo zadał Ci bólu i dlatego przestałaś go kochać,więc nie żałuj tamtej decyzji bo i tak nic by z tego nie było!Jesteś teraz uwikłana w coś co Cię tłamsi..nie daje oddychać,brak Ci wiary w siebie i zrozumienia oraz miłości partnera.Odszukaj bratnią duszę-popatrz wśród znajomych może jest ktoś kto Ci pomoże podjąc decyzję co do dalszych planów bo to bardzo poważne przemyślenia i takich tech potrzebują decyzji a tu na forum możemy Cię tylko pocieszyć i utulić bo wiemy że bardzo tego potrzebujesz kochana :smile: to straszne że człowiek często zdany jest na obce osoby by ktoś doradził co zrobić w naprawdę życiowych sytuacjach ale takie mamy czasy niestety.Ściskam Cię bardzo bardzo mocno i Twoje umęczone serduszko.Mam nadzieję że będzie dobrze i że uda Ci się ułożyć sobie nareszcie takie życie jakie chciałabyś wieść,czego naprawdę Ci życzę :P 3maj się kochana!
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez Róża 24 maja 2007, 20:38
Honda,tak jak wiekszość DDA wpadasz w toksyczne zwiazki,ponieważ potrzebujesz i szukasz miłości,której ci brakowało.Ale twoi partnerzy dają ci tylko złudne poczucie bezpieczeństwa.Natomiast ty uzależniasz od nich swoje życie i powodzenie.Zmien to za wszelką cenę.Ania dobrze ci radzi-spróbuj zacząć żyć dla siebie bez uzależniania się od mężczyzn.wtedy będziesz trafniej oceniała prawdziwe cechy ewentualnego partnera,nabierzesz pewności siebie.Powodzenia.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez Adea 26 maja 2007, 18:21
Śmierć napisał(a):też mam ojca K***asa, więm co to męczarnia dla psychiki we własnym domu, to jest napewno powód twoich problemów...

No więc i ja dołączam się do tego grona posiadaczy "idealnych tatusiów"... To naprawe nic przyjemnego. I u mnie jak u szumwiatru... rodzice także stawiają wysoko poprzeczkę. Jakoś sobie radziłam (raczej nauka przychodziła mi z łatwością), do czasu... Już o tym pisałam na forum, więc nie będę się powtarzać. W tej chwili również zastanawiam się nad psychiatrą, tyle że w moim przypadku to nie takie proste. (w moim domu depresja to nie choroba, tylko wyraz słabości)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
08 maja 2007, 14:51

Avatar użytkownika
przez Estreva 26 maja 2007, 18:37
Szumwiatruoporanku wiesz ja rowniez polecam ci jak najszybciej skontaktowac sie ze specjalista... ;) To powazne objawy :!: przepraszam ale malo nie poplakalam sie ze smiechu gdy przeczytalam twoje wyczyny powiazane z masturbacja :shock: swoje wyobrazenia na ten temat zostawie dla siebie :shock:
Co moge powiedziec..hmmm naprawde wspolczuje :!: i zachecam do odwiedzenia psychiatry :D
Chodźcie do mnie chmury...
Wstańcie jako złowrogi sztorm by rozedrzeć ich na strzępy
Niech osłona nocy zrodzi świadków i zniszczy tych
którzy się oprą, by mnie nie skrzywdzili...
Pozwól krwi, we mnie wezbrać
zapewniając wieczne piękno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 18:37
Lokalizacja
z Farbryki Uszkodzonych Ludzi

Avatar użytkownika
przez Nelka 27 maja 2007, 13:55
Ale czy właśnie jakies choroby nie wyrażaja sie poprzez masturbację?...w sensie, że chce się to robić ciagle - prawie takie natręctwo,


albo np. nie chce się masturbowac, ale chce przezyć orgazm...to już jest dla mnie typowy "samogwałt"...hm...mnie to tak zastanawia.
Żyć, nie-umierać!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
12 maja 2007, 16:53
Lokalizacja
Wrocław

przez nitka 28 maja 2007, 00:48
Szumwiatruoporanku wszyscy jednogłoście polecamy lekarza ;) sami sobie też ;) to, że twoje zachowanie Ciebie samego niepokoi to baaaardzo dobry znak ;) często ludzie chodzą do dentysty dopiero kiedy ząb boli tak bardzo, że spać nie mogą. Lepiej iść na kontrolę i zacząc leczenie jak najszybciej!!!
Nelka masturbacja to sposób rozładowania napięcia seksualnego, jeśli staje sie "natręctwem" - staje się sposobem rozładowania napięcia emocjonalnego. Tak myślę ;) więc maniakalne masturbowanie sie jest chyba wyrazem jakiegoś zaburzenia, zgadzam się z Tobą.
"To jest szczęśliwy dzień. Bo otworzyłam oczy, poruszyłam ręką, bo mam coś do zrobienia i mogę mówić..."
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

przez Honda 30 maja 2007, 16:53
Niestety ,nie potrafie odejsc .Nie potrafie zrobic tego kroku !! Nie wiem czy moze dlatego ze czekam na odpowiedni moment,bo chce miec wiecej pieniedzy zeby m,oc sie wyprowadzic i do tego potrzebuje jeszcze troszke czasu ,kwestia tygodnia czy dwoch.Moze w glebi mnie istnieje taki plan,zepchniety do podswiadomosci przed parnerem zeby czegos nie domyslil sie przypadkiem.Chyba tak.Ale z drugiej strony on potrafi rowniez zachowac sie wobec mnie ok, i wtedy ja mysle ze bedzie jednak dobrze ,ale jednak zawsze tak, ze znowu sie tak zachowa ze mnie zniecheca do siebie.I tak w kolko .Moment jest ok a potem znowu cos spieprzy.Nie wiem czy jest sens sie meczyc.Chyba musze do tego dojrzec!!Wiem jedno ,ze jesat mi zle w tym zwiazku.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
18 maja 2007, 16:01

Avatar użytkownika
przez Róża 30 maja 2007, 19:52
Honda,rozumiem cię bardzo dobrze.Ten mój poprzedni post skierowany do ciebie,był też postem skierowanym do siebie samej.Ja też nie potrafię do tego dojrzeć.Też jestem DDA.I chociaż z tym sobie poradziłam,to ze sobą pod względem partnera nie potrafię.Umiem już się postawić i zawalczyć o swoje,ale nadal pozwalam żeby mnie tak strasznie ranił :cry: I nie wiem co mam wtedy ze sobą zrobić ze swoimi myślami i bólem :cry:
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez Zośka 30 maja 2007, 20:07
Witam wszystkich, jestem tutaj nowa i odczuwam potrzebę wyżalenia się. Może dzięki temu poczuję się nieco lepiej;) Moja historia moze zostac opisana mianem "jak z telenowel". Od dwóch miesięcy czuję się okropnie - typowe objawy depresji : apatia, niska samoocena, a wręcz nienawidzę własnej osoby, nie potrafię się z niczego cieszyć, jestem nadpobudliwa, moi bliscy nie potrafią się ze mną porozumieć, a to ich wsparcia teraz potrzebuję, a najgorsze jest to że czuję się wykorzystana i nikt nigdy się mną tak nie bawił jak on. Trzeba przyznać, że manipulowanie ludźmi i wywoływanie w nich uczuć jakich oczekuje opanował do perfekcji... Wszystko zaczęło się zimą. Na początku niewinne spotkania, nic nie wskazywało na zmianę charakteru znajomości. Lecz podczas jednego takiego spotkania, zamiast herbatki polał się alkohol, na który niestety nie można zwalić całej winy i wydarzenia tego wieczoru niestety następnego dnia wywołały ogromne wyżuty sumienia. Bo przecież to nie mogło się wydarzyć! Nie miało prawa do tego dojść! Jednak mimo obietnic i ustaleń 2 dni później powtórka. ( na szczęście nie poszłam z nim do łóżka, jak można to zrozumieć ) . Nasz romans był naszą, tylko naszą tajemnicą. Trwał 1,5 miesiąca i to o te 1,5 miesiąca za długo... Przez spotkania zaczęły się kłamstwa, poszukiwania odpowiedniego alibi na dany dzień. Zaniedbałam naukę , ponieważ czas rezerwowałam dla niego. Nikt nie mógł się o nas dowiedzieć, powiedziałam jedynie najbliższej przyjaciółce, bo skrywając to przed nią chyba bym oszalała. Gdyby doweidział się o tym ktoś inny, ja miałabym zepsutą reputację w mieście, a on i tak by wyjechał i po jakimś czasie wszyscy by o nim zapomnieli. Należy tu dodać, że co jest istotne w tej historii, jest on księdzem... i instytucja kościoła postarałaby się aby to uciszyć. Po 1,5 miesiąca postanowiłam to zakończyć. Już nie miałam sił wciąż kłamać i "wkręcać" coraz nowe historyjki. Męczyła mnie ta cała konspiracja. I jestem dziś dumna ze swej decyzji. Jednak skutki tego romansu odczuwam do dziś, a to juz 2,5 miesiąca. Nie mogę sobie wybaczyć, że byłam tak naiwna, wierząc mu w te wszystkie zapewnienia o uczuciach do mnie. Czy go kochałam? Nie, nie kochałam go. Kochałam jego wyobrażenie które sobie sama stworzyłam. Dopiero teraz po upływie tego czasu uświadomiłam sobie jak bardzo mną manipulował, a ja mu ślepo ufałam. Teraz alienuje się od społeczeństwa, "wyżywam" się na znajomych, podziwiam ich za cierpliwość. Czuję się strasznie samotna, nie potrafię się na niczym skupić. Zbliża się koniec roku szkolnego, a mimo poświęconych kilku dobrych godzin na naukę, nic mi nie wychodzi. Uwierzyłam w to , że jestem totalną porażka, chciałabym się odciąć od tego miasta i środowiska, ale jak narazie to niemożliwe. Najgorsze jest to że muszę go spotykać na szkolnych korytarzach o raz na lekcjach... A na dodatek przez niego moja wiara zupełnie podupadła. a samą jego osobę znienawidziłam. Może się wydawać, że po prostu mam doła po nieszcęśliwej miłości, ale to był tylko impuls do stanu w którym jestem. Oj nawet nie wiecie jak mi lepiej, że wyrzuciłam to wszystko z siebie.. Nareszcie
" Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
27 maja 2007, 17:32
Lokalizacja
z Nibylandii

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do