moja depresja/historia/objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Wypalony 27 sie 2006, 21:39
Magdasz: A jaka jest alternatywa? Mozna albo probowac sie leczyc, walczyc z choroba i miec nadzieje, albo sie poddac i nie miec nawet nadziei... To juz chyba lepiej probowac i ryzykowac przegrana(chocby i kolejna z rzedu) niz przegrac bo sie nie probowalo. Sa ludzie ktorzy sie wyleczyli, lub przynajmniej nauczyli sie panowac nad choroba, czyli jednak sie da. Skoro tak to trzeba sie uprzec i tez probowac. Nie poddawaj sie, nie warto!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Gdy życie przestaje cieszyć

Avatar użytkownika
przez Korn 04 paź 2006, 13:39
Nie wiem wlasciwie dlaczego chce o tym napisac, moze dlatego, ze mam coraz mniej sil i czuje ze powoli rozpadam sie na drobne kawaleczki i trace kontakt z rzeczywistoscia. Wypalam sie.

Nie pamietam dokladnie kiedy to wszystko sie zaczelo, szacuje ze moze okolo rok temu bo wtedy zaczelam powoli przybierac na wadze; w krotkim czasie pozniej przytylam okolo 10 kg.
Bylo to spowodowane najprawdopodbniej tym, ze moja aktywnosc fizyczna spadla. Czsami jadlam bez opamietania, ale bywalo tez tak, ze nie jadlam jakis okres prawie wcale.
Kiedys kochalam malowac, plywac, chodzic do kina. Teraz nawet jakbym chciala to nie mam sily, nie mam ochoty, juz tak dawno z niczego sie nie cieszylam. Juz zapomnialam jak to jest odczuwac radosc. Radosc z czegokolwiek.
A przeciez przez cale liceum marzylam o zdaniu matury o studiach, a kiedy to dostalam zupelnie mnie to nie cieszylo.
Teraz jestem na studiach i wiem, ze musze sie uczyc. Rodzice tak na mnie licza ale ja nie mam sily, czuje, ze nie potrafie i czuje sie jeszcze beznadziejniej gdy czuje, ze ich zawiode.
Już tak dlugo nie mam energii, jestem taka slaba, wiecznie zmeczona i spiaca. Wakacje niby sa odpoczynkiem, a ja wciaz bylam znuzona cokolwiek nie robilam.
Nienawidze dnia, rano budze sie sie zazwyczaj z okropnym bolem brzucha i jestem tak zestrseowana, ze nie moge sie ruszac. Czesto nie potrafie okreslic powodów tego strachu.
Wieczorem jesli nie jesem wystarczajaco zmeczona, zeby zasnac to jest podobnie jak rano. Caly czas odczowam jakis lek. Strasznie boje sie przyszlosci, z gory wiem, ze nic mi sie nie uda, brak mi sil i nie wyobrazam sobie, ze moze byc inaczej, to jest jak labirynt bez wyjscia.

Wiem, ze jestem beznadziejna, mam wstretny charakter. Nie umiem mowic o swoich emocjach, nigdy nie umialam. Rodzice zawsze duzo ode mnie wymagali, rzadko mnie chwalili ale skrupulatnie wytykali kazde niepowodzenie. Pewnie mieli racje.
Mama mowi mi ze mam zaburzenia emocjonalne. Miewam dziwne napady szalu, naglej agresji spowodowanej zazwyczaj jakas blachostka. Czsami wpadam w histerie. Boje sie, a jednoczesnie wszystko staje sie obojetne, tylko skad sie bierze ten strach ???

Nie potrafie pozbyc sie wielu natrectw. Jesli czegos nie zrobie wmawiam sobie, ze cos zlego sie stanie moim rodzicom albo chlopakowi. Wierze w to i bje sie tego. Nie umiem sie tego pozbyc.
Czasem mam wrazenie, ze jestem odmienna, inna, ze wszyscy wokol mnie zyja w innej rzeczywistosci, ze mnie to wszystko nie dotyczy.
Jestem smutna i czuje sie tak jakby to bylo od zawsze. Jest mi zle. Mysle tylko o tym zeby przezyc to zycie szybko i pewnego dnia sie nie obudzic, oby jak najszybciej.
Gdyby nie osoby, ktore kocham juz dawno bym sie zabila. Zyje dla nich i ciagle ich ranie, dlaczego ?? ??
Czuje sie beznadziejnie i nie wiem co robic, z tego labiryntu nie ma wyjscia. :(((((((((((((([url][/url]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
04 paź 2006, 13:09

przez pawelcz 04 paź 2006, 13:46
Korn napisał(a):Wiem, ze jestem beznadziejna, mam wstretny charakter

oj nie skazuj sie od razu na kleske!

Korn napisał(a):Jestem smutna i czuje sie tak jakby to bylo od zawsze. Jest mi zle. Mysle tylko o tym zeby przezyc to zycie szybko i pewnego dnia sie nie obudzic, oby jak najszybciej.

zajmij sie czyms co sprawi Ci przyjemnosc - moze jakies hobby. Wszystko sie ulozy. Tu kazdy na tym forum ma dolka ale wierzy w to podswiadomie ze w koncu wszystko co zle sie skonczy :)
Korn napisał(a):Gdyby nie osoby, ktore kocham juz dawno bym sie zabila. Zyje dla nich i ciagle ich ranie, dlaczego ?? ??

Zyj dla nich! Dlaczego ich ranisz?
Offline
Posty
145
Dołączył(a)
02 paź 2006, 15:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Korn 04 paź 2006, 14:40
Nic nie sprawia mi przyjemności, nawet zblirzenia z moim chlopakiem. Nic ...
ja jestem takim nic
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
04 paź 2006, 13:09

Avatar użytkownika
przez Neśka 04 paź 2006, 18:34
Mam tak samo...dokładnie tak samo... Już kopmletnie nic mnie nie cieszy, nawet to, co cieszyło dawniej.

Mówi się, że trzeba się czyms zająć, znaleźć jakieś hobby- NIE DA SIĘ!!! Bo człowoiek czuje się, jakby nic go już nie interesowało, a tak naprawdę nic nie odczuwa - ani radości, ani przyjemności ani chęci. Taka anhedonia.
Kompetne dno, wypalenie. Nie potrafię tego tak dobrze opisać, jak Ty to zrobiłać. Ale czuję to właśnie tak.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez JiggaWoman 04 paź 2006, 21:42
Hej Korn. Nie wiem czy powinnam w ogóle sie wypowiadać, bo nic nowego nie wniosę, pisząc, że czuję się tak samo jak Ty, z tym że moja depresja przeplata się z nerwicą. Łykałam leki, a gdy te nie pomagały zapisałam się na terapię, która mi pomogła na niedługi czas, gdzie po większym stresie znów wróciłam na "dno". Jakiś czas temu jeszcze dopomagałam sobie alkoholem i wtedy wydawało mi się, że coś czuję, ale były to tylko złudzenia. Ty masz chłopaka tzn. że potrafisz jeszcze czuć, ja czuję się pusta, bezuczuciowa, totalna anhedonia. Studiuję, bo wymaga ode mnie tego środowisko, bo tak powinnam, ale nie wiem ile jeszcze tak pociągnę, już rok i tak zawaliłam. Żyję tylko dla mamy, bo gdybym odeszła, wyrządziłabym dla niej największą krzywdę. Wegetuję więc sobie tak aż do dnia kiedy znowu mnie ściśnie w środku, nie wytrzymam i połknę o parę tabletek za dużo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 lip 2006, 14:34

przez pawelcz 04 paź 2006, 22:34
Korn napisał(a):Nic nie sprawia mi przyjemności, nawet zblirzenia z moim chlopakiem. Nic ...
ja jestem takim nic

moze warto spotkac sie z ludzmi ktorzy maja podobne problemy, wydaje mi sie ze to poiprawi Ci nastroj bo napewno nie jestes sama z tym :) To wszystko kiedys sie skonczy, zobaczysz!
Offline
Posty
145
Dołączył(a)
02 paź 2006, 15:32

Avatar użytkownika
przez ~Maja 08 paź 2006, 10:11
Jak to nie umiesz mówić o swoich emocjach ?
Przecież już je tu pięknie i zwięźle opisałaś.

Jak to jesteś beznadziejna?
NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Właśnie jesteś wartościową osobą, bo nie każdy boryka się z takimi problemami.. Podziwiam Cię. Po drugie są przy Tobie te osoby, które kochasz i które za Ciebie życie by oddały.

Czasem mam wrazenie, ze jestem odmienna, inna, ze wszyscy wokol mnie zyja w innej rzeczywistosci, ze mnie to wszystko nie dotyczy.

To obie jesteśmy inne, bo też mam takie wrażenie. W obu przypadkach jest mylne.
A co do hobby... To jak można oddać się swoim zainteresowaniom, jak nic nie interesuje? Ważne jest, by nie tracić ich, ale jak się już je utraci... Szukać.
Uśmiechnąć się do swojego odbicia w lusterku. Zmienić nastawienie do świata. I tak dla samej siebie, zerwać ze starymi przyzwyczajeniami i się ZMUSIĆ do czegoś. To bardzo trudne, ale da się. Jeśli nie znalazłaś jeszcze w sobie tyle siły, by cokolwiek zmieniać dla siebie - zrób to dla rodziców. Przeciez sama opisywałas, że Oni liczą na Ciebie...
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez anonim 08 paź 2006, 20:39
Więc i ja się wypowiem.Wpierw trochę informacji o mnie: mam 17lat, chodzę do liceum. Mam 187cm wzrostu i...62 kg wagi :( kiedyś trenowałem kyokushin karate i to było moją pasją, jednak teraz z powodu choroby nie mogę i prawdopodobnie nigdy już nie zaczne znów trenować :evil: Mam wszystkiego dosyć. Wogóle nie chce mi się uczyć, mówię sobie, bo po co?Kiedy coś mi nie wychodzi mówie: A mam to w d**ie.Czasem nie ide do szkoły bo nie mam ochoty(wywołuje to rano kłótnie w domu),boję się ukazywać swoje upodobania(np.muzyka)innym, bo boję się krytyki, a każdą z nich biorę do siebie i bardzo przeżywam, bywam agresywny. Zdarza się, że kogoś uderzę(kilka razy kolegów w szkole, ale na szczęscie potrafiłem się opanować na tyle, żeby nie wyprowadzać ciosu na twarz tylko np.żebra)kiedy ktoś sobie robi ze mnie jaja to mam ochotę zrobić mu krzywdę(naprawdę, wziąć krzesło i przypier****ć nim...)W przeciwieństwie do moich rówieśników nie chodzę do żadnych klubów czy na imprezy. Jakoś mnie to nie kręci(poza tym boje się jakoś,nie chciałbym pokazać swoich słabości innym),wole siedzieć samotnie i mieć spokój od wszystkich. Tak...najlepiej czuję się wtedy gdy jestem sam. W wakacje praktycznie nigdzie nie wyjeżdżałem, bo nie chciałem opuszczać domu, wogóle niechętnie to robię. Gdy wracam do domu ze szkoły ide do swojego pokoju i spędzam tam większość dnia spławiając innych domowników.Nie lubię siebie, swojego wyglądu(między innymi dlatego, że jestem taki chudy i nie mogę przybrać na wadze)Nie mam żadnych przyjaciół, jedynie kilka osób z klasy, z którymi nie utrzymuje głębszych kontaktów, bo są fałszywe i ciągle obgadują, wiem, ze jak bym zrobił coś źle to zostałbym sam i nie mógłbym liczyć na ich pomoc.Czasem pojawiają się myśli samobójcze. Chcę po prostu to wszystko skończyć, po co mam się męczyć? Każdy dzień jest dla mnie męką, a zarazem jest taki monotonny: wstaje rano, idę do szkoły, wracam ze szkoły i śpie, budzę się robie lekcje (albo i nie) myje się i znów ide spać... Byłem kiedyś u psychiatry, ale zaczął mnie denerwować i
w pewnym momencie powiedziałem mu żeby się walił(ale zapłaciłem mu) i poszedłem sobie. Cóż, nie napisze na tym forum wszystkiego co odczuwam, bo zajęłoby mi to dużo czasu, mam nadzieje, że ktoś to przeczyta i w przeciwieństwie od mnie będzie chciał zmienić swoje życie, ja widocznie nie mam już na to siły...Kiedyś przynajmniej trenowałem, to była moja pasja(myśle,ze w życiu jest to jedna z ważniejszych rzeczy,żeby mieć pasje i podążać w tym kierunku) chciałem trenować i w przyszłości zdać egzamin na instruktora sportu, aby móc prowadzić klub, ale taki psychol jak ja raczej już nie ma szans...

Dodam jeszcze, ze często gdy jestem wkurzony to wyobrażam sobie jak kogoś bije(często znajomych) po pewnym czasie czuje lekką ulgę i ku**ica zmiejsza się.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 paź 2006, 22:03
Witaj anonim ! :D

Dlaczego pogodziłeś się z tym, że już koniec z Twoją życiową pasją ?
Jak to ktoś niedawno na forum napisał: nadzieja umiera ostatnia.
Myślę, że masz spore szanse wrócić do sportu, który Ci tak wiele sprawiał frajdy.
Na ile ja wiem, karate jest sztuką nawet nie tyle walki, ile sztuką pracy nad sobą. Jeśli się mylę, popraw mnie - to Ty trenowałeś karate, nie ja.
Natomiast jeśli mam rację, to chyba Twój sensei nie zdołał Ci przekazać tej nauki, Ty masz szansę zrealizować swoje marzenia i uczyć tego innych. W pewnym sensie masz niepowtarzalną, życiową lekcję karate - możesz pracować nad swoją psychiką i zwalczyć depresję. Bo to na nią najpewniej jesteś chory.
Uważam, ze masz problemy z samoakceptacją siebie. I stres tym powodowany znajduje ujście w postaci agresji. Choć lepiej byś wypalał swoją złość stosując inne metody, niż bicie innych.
Każdy ma słabości, ale czy warto, by te słabości nami rządziły ?
Jeśli znajdziesz czas i zechcesz napisać to, co czujesz, na pewno tutaj nikt Cię nie wyśmieje. A Tobie będzie łatwiej uporządkować Twoje wszystkie problemy ze sobą.
Skoro wymierzasz ciosy w innych, a jednocześnie masz siłe, by je kontrolować i wymierzać w żebra, nie w twarz, masz też siłę, by wygrać z Twoją chorobą. Uwierz w to. ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez anonim 08 paź 2006, 23:35
Witaj! Dziękuje bardzo za odpowiedź, dodała mi otuchy. Co do powrotu do karate. Myślę, że byłoby to rozwiązaniem poważnego problemu, zamiast przychodzić do domu i spać poszedłbym na trening, gdzie złość została by wyładowana. Tak masz racje karate jest sztuką pracy nad sobą,a ja mam jej przed sobą jeszcze dużo. Pomogło mi nawet jakoś przetrwać stratę ojca.Po tym zdarzeniu również byłem w dołku,ale dzięki karate jakos z tego wyszedłem, jednak już nigdy nie byłem tą samą osobą co kiedyś, mniej się uśmiechałem, zawsze miałem poważną minę...Często boje się o swoją przyszłość, co będe robił skoro to co tak bardzo lubiłem jest dla mnie niedostępne?Zawsze chciałem studiować AWF, lecz niestety ze względu na mój stan zdrowia jest to obecnie niemożliwe.Gdzieś tam głęboko mam jeszcze nadzieje, że będe mógł trenować i oddać się w pełni swojej pasji.Teraz jednak walcze, bo każdy dzień jest wyzwaniem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 09 paź 2006, 00:04
Cieszę się, że mogę Ci pomóc :D
anonim napisał(a):Zawsze chciałem studiować AWF, lecz niestety ze względu na mój stan zdrowia jest to obecnie niemożliwe.

Na ten zarzut już sobie odpowiedziałeś wczesniej - karate jest Twoim sposobem na wyjście z dołków, choćby ich było niewiadomo jak wiele.
Postaraj się zlokalizować przyczyny agresji, by zapanować nad nią.
Możliwe, że tą przyczyną są ciągle bolesne wspomnienia związane ze strata ojca, które teraz powróciły, albo doszły inne przyczyny. To już wiesz najlepiej Ty.
Skoro teraz masz 17 lat, to na AWF pierwszą (ale nie ostatnią) szansę będziesz miał za 2-3 lata. Dlaczego więc już teraz nie wierzysz, że możesz tam studiować ?
Trenuj karate (pracuj nad sobą), a zostaniesz senseiem. Reihai (?) ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Martusia 09 paź 2006, 19:57
A to wszystko taka paskudna choroba.
To się leczy.
I to nie my jesteśmy beznadziejni, tylko przypadłość na jaką cierpimy.

Staram się to poczuć, bo już zaczynam tak myśleć i wiem gdzieś głęboko w sobie, że to prawda.
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

Avatar użytkownika
przez anonim 09 paź 2006, 22:29
God's Top 10 napisał(a):.
Postaraj się zlokalizować przyczyny agresji, by zapanować nad nią.



Cóż, wydaje mi się teraz(po głębszej analizie swojego zachowania), że te napady agresji są, bo nie chce pokazać jaki jestem słaby(ukazuje się ona gdy ktoś się ze mnie śmieje, wycina jakiś głupi numer). W dzieciństwie byłem dzieckiem, z którego inne zawsze się śmiały, zawsze mi coś nie wychodziło i się kompromitowałem przed rówieśnikami. Teraz chcę pokazać wszystkim, że jestem inny, silny. Jaki jest tego efekt już pewnie wiecie, jeśli czytaliście moją poprzednią wypowiedź...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do